sobota, 11 marca 2017

z rodzinnego archiwum...




Iguany dostały wieczornego pierdolca na moim punkcie i uznały, że zalegną w moim łożu. Spojrzałam na nie dziwnym wzrokiem:
- E, ale was coś teges pogięło, no nie?  - jak już coś powiem to powiem. Nie ma, że boli.
- Nie, bo my cię kochamy.
- Wariaci! za co? za ten horror i wrzask?!
 - Mamooo... - i wtuliły się. No są walnięci. Mocno. Ale taki jest urok dzieci. Potem wyrastają.  Ale zanim wyrosną to zaległam pomiędy nimi. Syn odleciał szybciej niż chłopaki w Transsportingu po wciągnięciu towaru, a córka, jak to baba, zebrało się jej na wieczorne gadanie.
- Weż ty sobie Młoda wyobraź, że bierzesz rolkę papieru toaletowego i obwiązujesz nią cały świat. Czaisz to?
- A w jakim kolorze? - no to padło pytanie, w końcu mała kobieta!
- Nie wiem, w jakim chcesz - kolor, nie pomyślałam o kolorze. Zawislam za to nad pytaniem: ile rolek?! Zdumiewające, jak odbiór jednego i tego samego zdania może mieć różną wartość.
- Mamo, ja mam wyobraźnię prawda?
- No masz, masz, kochanie. - pocałowałam główkę. Moja kochaną główkę.
 - Ty też masz. Ale ty masz dziwną. Wiesz dziwna jesteś - i zaczęła się śmiać.
- Dziecko, bo cie uwalę w bioderko! - zażartowałam, lekko gilgocząc swoją kopię upartego osiołka.
W końcu zasnęła, a ja zatrzymałam się przy Islandii. Z tym papierem toaletowym w ręku.
Byłby niezły psikus. Wstajesz rano człowieku i zamiast nieba - sraj taśma. Ale czyż wszystko nie sprowadza się do gnoju?! Do wielkiej kupy. W którą to zamienimy się. Oby tylko nie za życia. Choć niekórzy tacy są, albo kupa gnoju, albo żuczek. Z kupą gnoju.
Rano..
- Mooniek, chyba mam dziwny głos, co?
- Dziwne, ze w ogołe mówisz.
- Dziwne, że w ogóle jestem? Co? - zbrechtałam.
- Ty to już mnie nie kochasz, prawda?
Spojrzałam, uśmiechnęłam się. Miałam ochotę zacytować słowa Osieckiej.




Jednak nie zacytowałam, bo syn zaatakował mnie niespodziewanie wskakując na mnie.
- Pieszczochu! - ryknęłam ze śmiechem.
- No co? Tuli, tuli. Dzień bez tulenia nie liczy się.
- I słusznie. Hmmmm, Fajnie pachniesz, wiesz?
- Wiem. W końcu jestem Starszy, syn Arte! - zabrzmiało to nawet dumnie.
- Hahahahaha....dobre, dobre, synu.
Taki duży a taki mały. Wtuliłam sie w syna, póki mogę wtulić się. Póki pozwala, i póki chce. Czas tak mija szybko. Niedawno siedział w wózku, stawiał pierwsze kroki. Teraz ma swój punkt widzenia i buduje niezależność, choć jeszcze po nitce zależności wraca do ramion mych. Nie wypuszczę nie. Za wcześnie. A potem leć synu, leć.


z archiwum :)

Dzisiaj wznoszę toast. Za niezależność i zależność. Bez pracy stanę się poszukiwaczem i maruderem. Zatracę się w beznadziei dnia codziennego jednocześnie ciesząc się każdą chwilą i każdym gestem. Bo co możemy dać innym, jeśli nie kawałek siebie?  To niebo, które daje nadzieję na tęczę.

- Arte, jest rano, a ty wino pijesz?
- A co nie mogę? kto mi zabroni? ej, heloł?

Sztywne zasady zabijają wolność. Przecież nie chodzi o to by się najebać, tylko o to, ze robię co chcę. A mam sie ochotę najebać. No i co? Wytrzeżwieję, wyczyszczę buty i pójdę jutro do kościoła. Porządna kobieta.

- Będę żenskim wydaniem Bukowskiego. Albo Wojaczka. Destrukcja i nihilizm. Czaisz człowieku? Zakmnięcie się w butelce, by to ona oddzielała mnie od chwycenia sznura, żyletki. Polska Plath. Włączony system powolnego umierania.

Spojrzał, pokręcił głową , a ja wpatrzyłam się w jego siwe włosy na klacie, które jak łobuzy wystawały zza koszulki.

- Wiesz, dobrą robisz tą sałatkę.

Mistrz zmiany klimatu. Wino sie skończyło. Trzeba coś zrobić. Zrobię. Z synem pojedziemy rowerami przed siebie na parę zdjęć, poćwiczyć, pogadac o życiu. Póki ono jest. Bo co możemy dać komuś cennego jeśłi nie swój czas i siebie? A czas bez tych co kochamy czy ma jakąś wartość? Ma, Jesli siebie też kochamy.













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz