To był taki czas. Normalny czas z pozoru. Poszliśmy z dzieciakami tu i tam. Dzieciaki postanowiły wkręcić watę cukrową. Wata cukrowa postanowiła wkręcić się w ubranka, więc dzieciaki szły upaćkane, zacukrzone, lepiące, zadowolone. Kiedy dotarliśmy do domu oboje orzekli, że chcą spać u babci, bo tam jest ciocia i niech się nimi nacieszą. Wcale nie oponowaliśmy, w końcu wolna chata to jest coś, nawet w naszym wieku. Mooniek odprowadził je do swojej teściowej. Wrócił z rzeczami dzieciaków w reklamówce.
- O, to trzeba wyprać.
Jak rzekłam tak wzięłam reklamówkę, włożyłam do bębna pralki, wysypałam ubranka, dołożyłam z kosza i włączyłam program.
- KURWAAAAAA! ARTE!!!!! - wydarł się Mooniek z łazienki. Powaliło go? Ale przekleństwo, jak i ton głos zaniepokoił mnie, Chyba coś przeskrobałam, tylko co ...znowu coś ...
