Poranne show -czas zacząć. Ja skacząca na jednej nodze, bo jest to szybszy środek trnsportu niż chodzenie o kulach, pędzę między pokojami zbierając dzieciaki, kompletując ich ubranie, puszczając muzę.
Minęło prawie dwa miesiące od zabiegu. Dwa miesiące tak skaczę na jednej nodze- hop, hop.
Dzieciaki jedzą śniadanie. Młoda jak zwykle się guzdrze. Mleko z łyżki wylewa się na nią, na podłogę. Lepiej wyjść niż zabić.
- Młoda, kończ już to zanim mnie trafi, choć się ubierać.
Wyskoczyłam do pokoju dzieci. Prosto na plastikowego dinozaura czającego się w dywanie.
- KUUURWA! KURWAAA! JA NIE MOGĘ!
Dzieciaki momentalnie stanęły w progu pokoju patrząc na oszalałą matkę co ryczy jak ranne zwierzę. Nie, no zwierzę jest bardziej kulturalne. Jak potwór.
- Przepraszam, wpadłam na waszą zabawkę, ten bałagan mnie zabije normalnie!
- No to możesz klnąc - odezwał się synek.
- Nie, nie mogę klnąc, bo to brzydko -ale szeptem i tak wyrwało mi się -kurwa, moja noga...
Siadłam na łóżku by wymasować stopę. Jeszcze tego brakuje bym straciła drugą nogę. I wtedy co? Dupna sprawa, po prostu.