Zygmunt wciąż żyje :))))
a dzieci zabrały cały mój świat: moje wyro i moją komórkę :)))))
więc wylazłam do ludzi, lezę w wirtualny świat:
dzień dobry. :))))
Mam wiele niepozbieranych myśli, ale nie chce mi się schylać. Niech leżą. Zarosną. Znikną. Na omamy wzrokowe i zaburzenia myślowe wlewam w siebie wino. Domowe. 10-letnie. Co za bukiet. I siła. Mówię Wam....
 |
| sciągnięte z Pinterest-u. |
Za to poskaczę sobie. Po życiu co minęło. Bo te chwile już nie wrócą. Więc zatrzymam część słowem.
Zbliżała się wigilia. Zakręcona nie kupiłam prezentu dla mężula. Wzięłam syna i pognaliśmy do empiku.
- Wiesz synu, każdy dostanie coś od Gwiazdki więc, by tacie nie było przykro to bądźmy dla niego Gwiazdką, okej?
-
Nooo, tato lubi książki.
- Wiesz co mu kupimy?
- Kinga?
Ha! Mój syn ma moc. Jedi normalnie. Zawiesiłam się przy mistrzu grozy - hm.....cholera, no nie wiem, mamy to czy nie?!
- Mamo, tego nie macie.
- Nie?
- Pamiętam. Nie macie. Takiej okładki nie widziałem.
- Ok. Biorę na twoją odpowiedzialność.
Kupiłam książkę. Wyszliśmy i tak idziemy w ciszy swej ulicą.
- Mamo?
- Tak?
- A ten King to niezły jest. Rany, tyle napisać. Skąd on ma tyle pomysłów?
Ha! Dobre pytanie. Gdybym wiedziała sama zakradłabym się do tej studni, by złowić słowo. Bo słowo jest kluczem. A słów mi brak ostatnio. Ale alkohol wchodzi. Hm....Może wyjdzie słowem? :)
Ostatnio przeczytałam
Chudszego. Gruby adwokat w momencie, kiedy żona robi mu loda w aucie, traci czujność i śmiertelnie potrąca starą Cygankę. Jej mąż rzuca na niego przekleństwo. Facet chudnie ....
Spojrzałam na męża, który ma rozmiar z dwoma niewiadomymi, bo on nie wie od czego tak tyje, więc dlatego w swym rozmiarze ma potęgę zadania matematycznego, więc spojrzałam na niego żartując:
- Wiesz, co? może tak pierdyknę jakąś Cygankę, co?!
I wiecie co? Oby moje słowa w gówno się obróciły.
Jadę miachem i patrzę, a zakładu karnego wyszło stado wysoko postawionych funkcjonariuszy. Mówię wam - widok nie bywały. Te mundurki, czapki - tłum smerfów. Zerknęłam jeszcze raz na bok, na nich, brechtając się, że oto korupcja została uwolniona, gdy nagle dojrzałam, że wielkie gały są we mnie wlepione. Cyganka na przejściu!!!!! Fuck mać, King! To się nie dzieje, nie, ale mnie ściągnęła wzrokiem, o Jezusie .... Zahamowałam. Pisk opon, a ta stoi nadal jak wryta. Ufffff, jednak zatrzymałam się, zatrzymałam!, a Cyganka ruszyła dupsko. Przed siebie. Nie przybiegła, nie rzuciła przekleństwem. Gliniarze też nie rzucili się na mnie. Ufff.....
No pięknie byłoby, oj..... Z boku gliny, przede mną Cyganka a ja co? Masturbuję się wizjami....
Ogarnął mnie śmiech, cholera z Kingiem! By go chudy byk!
Ale King lubi zakradać się do mnie. Kiedy byłam w ciąży ze Starszym zaczytywałam się w Mrocznej Wieży. Ma ona 6 tomów, więc to był dobry czas na przełkniecie przygód ka-tet.
Ciąża zaawansowana i tomowo też mi poszło. Nagle wpadam na motyw: kobieta w ciąży, urodziła syna. Niemowlę zamieniło się w pająka ......Odpadłam. Ja pierdzielę. Popatrzyłam na brzuch. E?! Y?!
Zasnęłam w końcu zmęczona niewygodnymi wizjami. Kiedy wstałam na nodze miałam dwa ugryzienia i....... truchło pająka. Zamarłam. Moja chora wyobraźnia zaczęła dryfować w stronę okrutnych wizji ...
Dotknęłam brzucha jęcząc:
- Stary, nie ze mną takie numery!
To się nie dzieje ....
Wiecie jaka była radocha, kiedy okazało się, ze syn ma dwie ręce i dwie nogi a nie osiem odnóży?! I jedynie co chce pożreć to mleko a nie personel medyczny :)
Jednak syn przesiąkł klimatem. Lubi niesamowite historie. Historie grozy i fantasy. Właśnie zakończyliśmy oglądanie wszystkich części Gwiezdnych Wojen. I byliśmy na Hobbicie 2. Syn siedział jak zaklęty. Ani drgnął, kiedy to ja jęknęłam przy pająkach i wylatujących nietoperzach. Bo głupio pisać, że podskoczyłam, więc tego nie napiszę.
czym skorupka za młodu ....lekturka :D:P Starszego w wieku 1,5 lat - hahahaha
Córka nie pojechała, bo za mała, aczkolwiek Star Wars oglądała, mówiąc:
- Lubię dżedaj!
więc w ramach równości zapytałam się
:
- Kino czy teatr? Młoda, gdzie chcesz jechać?
- Teatr. I na basen chcę iść.
Kobieta konkretna jest - ona naprawdę wie czego chce.
Gry słowne są zabawą, która syna wciągnęła. Gramy, gramy, zarzucając się słowami zwłaszcza podczas jazdy samochodem.
- Arbuz - rzekłam ja.
- Zyyy....Zyyyy - syn myśląc intensywnie nad słowem na "zet" wreszcie wykrzyknął:
- ZUS.
Młoda też w to lubi grać. Tyle, że każda litera to :
- Kaczka?!
Pewnego dnia Młoda nas zaskoczyła. Rzuciła nie kaczką, a:
-
Piczka.
-
Piczka? - powtórzył zdziwiony brat -
a co to jest piczka?
-
Nie wiesz? - odparła Młoda będąc jeszcze bardziej zdziwiona -
to cipka!
Syn popatrzył na nas zdumiony, a nam się coś stało - staliśmy zgięci w pół rechocząc okrutnie.
Okrutne mamy te dzieciaki.
Jak mam sobie nie przymrozić głowy, gdy w momencie kiedy grzebię w lodówce wpada syn krzycząc:
- Powiedz coś swojej córce, bo ja sprzątam a ona tylko bałagani!!!!
Powiedz coś swojej córce .....nie za młody jest na takie teksty?!
Gry planszowe też nas cieszą. Zagraliśmy w Malowanie. Miałam nie jasne uczucie, że jednak poprzekręcałam zasady, spojrzałam na syna, a on:
- Znowu zrumuniłaś!
- Co??!!!
- No zasady przekręciłaś, ty zawsze to robisz.....
A ponieważ, że faktycznie wszystko przekręcam tylko nie się, jeszcze, więc dzieciaki z ojcem swym złożyły szkielet.
Oto Stefan.
Starszy Stefanowi odczepił dłoń i zaczął mnie straszyć.
- Iiiiiiii- zapiszczałam -
przestań wariacie.
"Wariat" nie przestał- bawił się przednie, a ja piszczałam prawie doskonale, na co córka, patrząc na to wszystko z boku, skwitowała tonem całkowicie poważnym:
- Ten wariat to prawdziwy wariat!!!
Długi wolny czas był dla nas, a mężulo niestety musiał wracać do pracy Wieczorem tak sobie siedzimy w czwóreczkę i jest milusiowato. Ale to był ten wieczór z tym porankiem.....
- Ale wam fajnie, będziecie w domu siedzieć a ja muszę jutro jechać ....- rzekł mężulo smutnym głosem
na co syn odpalił:
- No cóż, takie życie jest, kochaniutki........
A życie jest wielką przemianą. Przemianą losów, charakterów, jedzenia....
- Młoda, wyjdź lepiej z pokoju, bo puściłem bąka - rzekł ojciec do córki swej.
- A ja nic nie czuję - odparła córa -
Czuję tylko wiatr. ..........I smród ..........
Zjechałam ze śmiechu. Ale jakoś tak podwójnie. Zjechałam czując w tych słowach oddech Sapkowskiego.
Może jednak coś z tych dzieciaków wyrośnie?:) Jakieś ludzkie ludzie .....
Kocham swoją córę, która wpadając do wyra krzyczy:
- Cześć moja mordeczko!
A ostatnio ma fazę mówiąc mi, że jestem śliczna
i najfajniejsza. Jestem najfajniejszą mamą pod słońcem. Ha! I śliczna, buhahahaha
- Słyszałeś? - pytam się mężula -
ucz się.
A mój mąż co na to? Strzelił mi fotkę. Przy drzewie.Kwitując to słowami:
- Akt pierwszy: dwa drewna.