sobota, 4 stycznia 2014

spowiedź

Podobno zawsze byłam wyluzowana. Śrubki zawsze lekko odkręcone powodowały, że krok był elastyczny. Idąca tam gdzieś idąc, nieważne gdzie, idąc szłam niestrudzenie pogwizdując pod nosem znaczy się gwiżdżąc na wszystko. Nieważne czy to był krok do przodu, czy do tyłu, ważne, ze to był krok. A krok ten mówił: idziesz a idąc nie upadłaś i to było najważniejsze: trzymałam się na nogach. A wokól zadyma mogła sobie być. Co mi tam! Ja szłam. Nieważne gdzie, ale szłam.

Jednak ostatni rok zrobił mi młockę w zwojach mózgowych. Wymiana korków na inne modele spokoju kończyły się spięciem. Wiecznie coś mi wywalało wywalając mnie w kosmos obłędu.
W klatce zamieszkał strach. Siedzi taki gnojek i się lampi i mruczy i spala kabelki. Nieoswojony wciąż. Dziki, rzuca się z kąta w kąt. Z pazurami wyskakuje paraliżując rozsądek. Panika zaś oślepia. Łatwo jest wtedy wpierdzielić się na coś albo zawisnąć nad czymś i to mielić i mielić i mielić. Dopóki ktoś nie pacnie w plecy. Albo zdrowo nie przywali w główkę. Tyle, że z czasem od tego poklepywania zamiast otrzeźwienia przychodzi otępienie.

Minął rok. Dzieci urosły, mąż się postarzał, a ja siedzę w punkcie wyjścia. By nie rzec w czarnej dupie.
Rok temu mieliśmy jechać na narty, miało być bosko.
I co?
Bosko wpierdzieliłam się w dół i dołowania rok minął.
I co?
Więc rok minął i mieliśmy pojechać na narty.
I co?
I przede mną powtórka z rozrywki. To samo. Znowu to samo! Ta sama rola tyle, że w innej scenerii.
Przede mną znowu operacja kolana, znowu kule, znowu rehabilitacja, znowu lekarze i ZUS.
Zajebista wizja?! Wypas taki jak łąki zielone w Nowej Zelandii. Soczysty.Tyle, ze zamiast mowy trawy toczą się przeze mnie soczyste kilogramy "mięsa".
Nie mówiąc już o tym, że kiedy lekarz mi powiedział, że nie wie czy starczy mu 10 miesięcy na postawienie mnie na nogi to straciłam oddech. Zatkało mnie. Dlatego przepraszam za milczenie. Bo to taki sezon na misie zaczyna się. Zaczyna mi się odechciewać wszystkiego. Jak mi się przypomni....A mi się nie chce nic....

Nie będę wdawać się w szczegóły całej akcji, powiem tylko, że jak w tym roku nie osiwieję to będzie cud. Że melisa to za mało. Że czasami mam ochotę rzucać mięsem przegniłym. Że nie mam ochoty wstawać z łózka. Że nie widzę siebie po zabiegu, jakbym miała nie przetrwać. Że panika rozpierdziela mi dokładnie moją zbroję. Zbroję, którą tkałam igłą cynizmu.

Wciąż nie mogę zapomnieć jak dzieci biły się o moją rękę, która stała się wolna, bo mogłam poruszać się już o jednej kuli i każde z nich chciało mnie trzymać za dłoń. Jak córcia, kiedy w nocy chciała pić, musiała dreptać do kuchni, bo nie miałam jak przynieść do łóżka szklanki z wodą. Jak syn, który odwiedził mnie w szpitalu rozpłakał się mówiąc ze dom beze mnie nie jest tym samym domem. A potem parę tygodni później wyjechałam do sanatorium.....ech, szkoda słów. Ból wraca. I ta niemoc.

Może tym razem tak nie będzie, może tym razem będzie inaczej, może nie wykracza poza operację, jakbym potem miało nie być.

Ostatnio siedząc na kanapie i pijąc swoją gównianą kawę, bo mlekiem polaną, postrzegam swoje życie jak  komiks. Czuję się jak rysunkowa postać, której autor kreseczkami rzuca nowe schody do przejścia.
- Acha- tu wlazłaś, z tym sobie poradziłaś to masz!
I pierdud nowe jeb.
Taki japoński komiks.
Z dodatkiem mega ilości gówna.

I są chwile, kiedy czyszczę strudzone patrzeniem swoje okulary i dociera do mnie jak grube są szkła. Wydawałoby się, ze wzrok tracę, ale paradoksalnie dostrzegam coraz więcej. Ha! z wiekiem zamieniam się w wiedźmina. On wprawdzie miał genetycznie zmienione oczy tudzież jakimiś eliksirami podrasowane, ale widzimy to samo: dostrzegamy potwory. Bynajmniej nie chodzi o nocne zmory, ale o ludzi. W ludziach dostrzegam potwory. Naprawdę. Zaczynam chorować na ludziowstręta. Dlaczego? Pominę milczeniem. Zatem wolałam się zamknąć w swoim domku ciesząc się rodzina. I książką. Bo w takowe obrodziłam. Niż iść w potworny świat. Aczkolwiek dwie imprezy zrobiłam. Ha! Potwornie nudne, o! By nie było. Bom nudziara ...
Choć nie powiem, choć powiem przyznając się szczerze: niektóre rzeczy zabijam mając dość. Bez sentymentu. W końcu wszystko przemija. Zamieniam się w wilka. A człowiek człowiekowi wilkiem jest.
Więc uważajcie- będę gryźć! Albo zatykać się milczeniem.
Jak mi się zechce.
Zechce cokolwiek.

Aczkolwiek wczoraj zrobiłam ciasto z jabłkami. I to jest tragedia. Znaczy się wyszło o dziwo super, ale tragiczny jest fakt samej mej działalności kuchennej. To nie wróży dobrze ......i bynajmniej nie chodzi mi o kilogramy.

Chciałoby się krzyknąć do dupy z tym wszystkim i trzasnąć ostatni raz drzwiami, ale ......idę poszukać igły, by pozszywać popękaną zbroję. O ile zechce mi się. Mi się cokolwiek.









9 komentarzy:

  1. Arte aż nie wiem co napisać. zawsze taki optymizm a teraz.. faktycznie zbroja pękła.
    Nie dziwię się Tobie. Jesteś tylko człowiekiem i masz prawo do strachu i niepewności.
    Każda operacja napawa lękiem a co dopiero taka która nosi za sobą tyle konsekwencji..

    Ja Ci tylko powiem, że będzie dobrze-musi być. Nie inaczej.
    ja będę się modlić żeby wszystko poszło ok i żebyś jak najszybciej wróciła dopełni formy.
    Jakby co ja tam gdzieś jestem. ale z racji ludziowstrętu to rozumiem ze nie masz ochoty. ale jestem
    i pozdrawiam Ciebie bardzo serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciotka ty wiesz, że ja mam zarezerwowane paciorki, jak przy Zusie, wiesz prawda? Będę klepać.
    Uderzyłaś mnie tym wpisem. Ała.

    OdpowiedzUsuń
  3. Arte ! Ja wiem, można gadać, można współczuć, można pocieszać, a to i tak w tobie siedzi. Przykro :(
    Całe szczęście, ze ten rok już minął. Zaczynasz od nowa stare boje. Tym razem wygrasz, zobaczysz :) Wcale nie stoisz w miejscu. Limit nieszczęść wykorzystałaś już za całą swą rodzinę, teraz będzie już tylko lepiej. Życzę Ci tego z całego serducha :D
    A załamać się rzecz ludzka, grunt, to podnieść się, otrzepać i pchać się do tego swojego szczęścia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ziuta no nie mogę. Końcem roku załapałem takie doły, że tylko ja wiem a teraz wygląda na to, że i Ty ? :(
    Ja swoje doły zostawiam już za sobą, zasypane i Tobie życzę tak z całęgo serducha jakie mi jeszcze pozostało - głowa do góry, baban na twarz, myśli pozytywne w łepetynie (póki nie osiwiała), zbroja na wieszk bo nie potrzebna Ci wcale. Kurde bo wezmę flaszkę, odwiedzę te okolice W-wia, nastukam do głowy a później wypijemy tą flaszkę.

    Trzymaj rajtuzy, jestem z Tobą. Pomimo tego żem Potwór jakowyś :P

    OdpowiedzUsuń
  5. "Chciałoby się krzyknąć do dupy z tym wszystkim i trzasnąć ostatni raz drzwiami, ale"
    -ale to by było za proste proszę Pani!

    "idę poszukać igły, by pozszywać popękaną zbroję."
    - a może warto pomyśleć o nowej tylko tym razem z mocnej blachy!
    Trzymaj się, dasz radę!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki Wam wszystkim, naprawdę -dziękuję.
    Wiec nie martwcie się moją ciszą
    - po prostu mnie trafia myślałam, że to już poza mną- a tu gucio. Prawie dokumentację spaliłam krzycząc wolność! A tu ....
    Wiecie jakie to jest przykre nie móc "pogonić" dzieci....
    Ale nie będę już smucić - dziękuję, że jesteście- )

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja w tamtym roku przeszłam operację laparotomii... Mam wycięty lewy jajnik. Pamiętam jaka była to dla mnie tragedia. Od operacji nie mogłam nic. Nie mogłam poszukać pracy bo nie można mi było dźwigać a nie miałam doświadczenia na lepszą posadę niż kasa w sklepie.... Chciałam oddać swoje zwierzaki bo nie potrafiłam im posprzątać w klatce. Talerz z obiadem był dla mnie zbyt ciężki i ciągle się bałam,że podbrzusze mi się rozpruje. Czułam się bez sił a gdy próbowałam coś robić to kończyło się przemęczeniem i gorączką ;/ Wiem czego się boisz. Ty masz dwójkę maluchów i dom na głowie więc strach chyba jest większy. Ja licze,że w tym roku nic się nie stanie i wyjadę choć na kilka dni odpocząć, coś zwiedzić. Bo jak nie ja, to mama moja miała zawał i jeździłam do niej, potem mój brat... Cały rok był okropny. Ten musi być lepszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tego Ci życzę - oby nic się nie wydarzyło poza wyjazdem :)


      Ja niestety nawet wyjazdów nie mogę planować, mam związane ręce.....nie wiadomo do kiedy......

      Usuń
    2. Ja też nie planuje bo nigdy nic nie wyjdzie mi wtedy, na razie tylko marzę o jakimś wyjeździe :)

      Usuń