sobota, 7 września 2013

zakręcenie trwa



Zakręcenie trwa. Może jestem końcowym produktem, by nie rzec, dziełem, loda. Amerykańskiego. Hm...Nadzieja, że z wiekiem to minie i przyjdzie epoka ogarnięcia minęła, umarła, odeszła bez pożegnania, spierdzieliła. Został rozgardiasz w głowie.
Dzisiaj namiętnie poszukiwałam swojego kalendarza. Nie znalazłam. W notatkach, które znalazłam i które miałby być idealne, brakuje dat.
Wiecznie czegoś szukam. Klucze, telefon, i co się da. I czego się nie da. Na szczęście mam szczęście i  nie muszę szukać szczęścia, ale z resztą rzeczy, zwłaszcza materialnych, to tragedia wielka.

Wczoraj odebrałam syna. Zapomniał o bluzie. Wróciłam do klasy. Zamknięta. Poszłam do pokoju nauczycielskiego. Klucz zdobyty, bluza  odzyskana. Misja udana.
Poszliśmy po Młodą. Dzieciaki bawiły się na podwórku.
- Cześć Starszy - podeszłam do nas była wychowawczyni syna - i jak tam w w szkole, masz już uwagi?!
- Tak, jedną.
- Co? - zgłupiałam, zbaraniałam.
 - Bo lekcji nie odrobiłem.
- Jakiej?
- Angielskiego.
- Odrobiłeś jako jeden z nielicznych i otrzymałeś uśmiech. 
- Aha, to nie wiedziałem. To nie mam.
- Cały Starszy- skwitowała ze śmiechem wychowawczyni.


Boże trzymaj mnie, bym nie kupiła  kocyka dla synka !!!!


Wyszliśmy z przedszkola. Auto i pomknęliśmy do domku.
Pod domem zorientowałam się, że córka jest w kapciach. Nie wzięła także swojej zabawki z sali. Wow!
Geniusz podobno objawia się także w obłąkaniu. Obłąkanie jest, ale jakieś lewe. Genialne jest tylko roztargnienie. Nie udaje mi się ogarniać życiowo.

W domku Synek dostał zajawki na lepienie z plasteliny: żabka , krab, goryl, jeż, niedźwiedź, goryl. Stworzył mini zoo.









 Angry birds też musiało być.



Córka też wzięła plastelinę w swoje cudowne łapki.  I co ulepiła?



- MAMO, PATRZ - NOCNIK!!!:))))))))



- Synku, a co cię wzięło tak na plastelinę?!

- Bo w szkole mieliśmy ulepić z plasteliny plastusia,i wiesz co? ja, kumpel i kumpel ulepiliśmy ptaki z angry birds, hahahaaha pani i tak nie wie, nie zna się na tym hahahahahaha


Tak oto rodzi się przebiegłość.


czwartek, 5 września 2013

fan fun

szkoły dzień czwarty

- I jak było w szkole?! - pytam się syna
- Wiesz zaczepiali nas tacy starsi.
 - I co? zrobiłeś coś?
 - Tak
-  w tym momencie syn zademonstrował palca - pokazałem im dwa razy fuck you.
 - Co pokazałeś?!?!?!?!
- No, fuck you by spadali.
..

Tylko patrzeć jak z limem przyjdzie.....Hm, no właśnie

- Słuchaj, a jak ktoś zacznie cię bić to co zrobisz.
- Wezmę go za to  - to mówiąc chwycił mnie za barki, kiedy kucałam przed nim, udając napastnika-  kopnę z kolanka w brzuch, on pada a ja po nim skaczę......
Zapowietrzyłam się jak kaloryfer przed okresem zimowym.
- Synu, po człowieku nie skacz, bo możesz nawet zabić. Palnij raz z pięści w nochala i powinno wystarczyć. Masz prawo do obrony, nie masz prawa kogoś zaczepiać, rozumiesz?!
- Tak.
Bary, kolanko, skok - skąd on to wziął?!


- Ja chcę bajkę - zaczęła drzeć się Młoda.
- Przestań za dużo oglądasz. Babcia zaraz przyjdzie to ci poczyta.
- Ale ja chcę, proszę - i córa zaczęła płakać. No dobra, wymiękłam.
- Masz tu jedną, potem wyłącz telewizor  i po bajce pościeraj kurze - rzuciłam na koniec sucharem.


Dzieciaki zostały pod opieką mamy, a ja poleciałam na wywiadówkę. Właściwie pierwsze spotkanie klasowe.
Trwało prawie 2 godziny. Prawie zasnęłam. Nie żeby było nudno, ale tak jakoś godzinowo poczułam, że oto zjazdu czas. Co jest?! Ech, rozkminię to innym razem.
W każdym bądź razie, jak powiedziała wychowawczyni, grupa jest silna. I niezależna. Zanim kto się obejrzał to już wyczaili sklepik szkolny. I mają pretensje do pani, że jeszcze ich na podwórko nie puszcza. Wielka szkoła z gimnazjalistami? To dla pierwszaka pryszcz!
:)
Pani z angielskiego miała pretensje, że niektóre dzieci były bez książek, bez zeszytu, a jak mieli zeszyt to nie mieli zadania, że tylko nieliczni wywiązali się ze wszystkiego. Syn jest wielki, bo pamiętał o wszystkim. Już widziałam słoneczko w zeszycie. Na innych pracach też. Fajnie zaczyna się. Jest nadzieja, że syn będzie poukładanym uczniem. Na razie nie wczepia się pazurami w drzwi, by nie wyjść.

Tyle, że ja w pierwszej klasie też byłam bardzo dobra. I na tej pierwszej klasie się skończyło  hahahaha tzn było osiem klas, ale tylko ta jedna z samymi piątkami.

Pierwsza klasę ukończyłam z naszywką wzorowy uczeń. Na początku drugiej klasy zerwano mi to wyróżnienie z fartuszka.Moich dóch kumpli też spotkał ten zaszczyt obdarcia z naj-u. Za co?! Za próbę ucieczki do Afryki!
Niewiarygodne, prawda?! Tyle, że ja nawet ulicy nie opuściłam. No może trochę.

Kiedy wróciłam do domu to  przeżyłam szok. Córka pościerała kurze.
- Serio?!
- Bajka się skończyła, a Młoda zażyczyła ścierkę i pościerała, niewiele jej pomagałam.
- Ale to był żart .....

Chyba warto żartować.


Syn sam zaczął robić zadania. Nie chciał grać - chciał rysować, pisać. Spakował tornister. Posprzątał na biurku.
On lubi mnie rolować, więc poturlałam się jak drops.

- Mamo, ale ja nie umiem rysować ludzi ...
- Patrz synu jak to się robi.

I narysowałam babcię na rowerze.
Odegrałam się na synku - tym razem on poturlał się ze śmiechu.


















środa, 4 września 2013

strach





Miałam nadzieję, ze dzisiaj będzie spokojny dzień. Był, ale tylko do połowy.
Od 14.00 starałam się dodzwonić do mamy.
Nic.
Telefonu komórkowego nie odbiera. Domowego też nie.
Widocznie pojechała gdzieś.
Tak myślałam do 18.00.
Teraz nie myślę.
Wisze na telefonie, a tam wciąż cisza.
Patrzę przez okno, a okna jej są ciemne.
Takiego czegoś jeszcze nie było.
Zadzwoniłam do jej siostry, by dowiedzieć się czy coś wie.  Ciocia mieszka w innym mieście, ale dość blisko. Jej telefon komórkowy jest  wyłączony a domowego nikt nie odbiera!!!!
Tego też nie było!!!!
Zaczynam się bać.
I kluczy do mamy mieszkania nie mogę znaleźć.
To nie w stylu mamy ...

Ale jej dupsko skopię!!!!!!!!!!!

Założyłam, że "M jak miłość" ją przyciągnie do domu. Jeśli gdzieś poszła. A jak nie - to.....strach podpowiada wiele scenariuszy.

Telefon. Patrzę na zegarek - 20.40
Matka!!!
- Gdzie byłaś?!
- Zasłabłam, i zabrano mnie do szpitala...
- CO?!!!!!!! Weź, nie rób jaj.
- Ojej, poszłam do kumpeli i się zagadałyśmy.
- Jezu, umierałam ze strachu. Proszę miej telefon przy sobie, ok? I nie żartuj tak, bo to są moje żarty!
- Dobra, kończę bo "Na dobre i złe" zaczyna się.

Jutro tyłek jej skopię. Dobitnie.
Duża to dziewczyna jest i niech robi sobie co chce, byle z komórką przy dupie.

Matka przyszła, bo coś porobiło się i  antena "2" nie odbiera. Przyszła na serial.

 - A kiedyś nie było komórek i co?

- Jezu, potrzebowałam cię na gwałt, bo wypadł mi wyjazd, a potem dzwoniłam, bo nie odbierałaś. Zgłupiałam i naprawdę zaczęłam się martwić....

No kurde, przecież nie można mieć wszystkiego w dupie.


wtorek, 3 września 2013

moc syna


Wczoraj okazało się, że byłam na tyle zakręcona, ze nie odbiłam na przedszkolnym zegarze porannego wejścia córki. Bywa. Pierwszy dzień to pierwszy dzień. Adaptacja dotyczy zarówno dzieci jak i rodziców.
Dobrze, że przypomniało mi się o tym przy odbiorze :).

- Dlaczego kochanie płakałaś rano?
- Nie płakałam!
- Jak nie płakałaś jak płakałaś.Nie chciałaś mnie puścić.
Córka popatrzyła na mnie.
- Bo chciałam płakać.
- Ale fajnie było?
- TAAAK!!!!

Córa była zadowolona. Wybawiła się z koleżankami. I "jej" pani też była. I jak zwykle niedobra surówka też była.

------

Znowu budzik. Co za menda.
Poszłam budzić dzieciaki. Starszy miał już oczy otwarte:
- Mamo! a jak ktoś ma nogę zgniłą to co się robi?
- Obcina się ją inaczej mówiąc amputuje.
- A to boli?
Rozmowa nabrała tempa. Fajny temat do śniadania. Taki mięsny.

- A ja w siebie nie wierzę.
Jezu, co on dzisiaj ma?! Tak przed kawą do mnie mówić? Tak z rana?!
- To uwierz w ducha -palnęłam.
- Duchy nie istnieją.
- To uwierz w Boga.
- Boga nie ma a biblia to taka czytanka dla dorosłych.
- To uwierz w siebie. Ty istniejesz.
Popatrzył. I nic nie powiedział. Do tematu wrócę później. Jak bedzie czas. No bo co on chromoli?!

Zebraliśmy się. Zakładanie butów. Kurtek. Gdzie kurtka Starszego?!!!! Nie ma nigdzie.Ups.... Ale przecież wczoraj ją miał! Aha, już wiem:
- Synu a ty jej czasem u kolegi nie zostawiłeś, co?
- To ja miałem kurtkę?
Czy on wie na jakim świecie żyje?! Chociaż nam też wiele nie brakuje, bo nie zorientowaliśmy się wczoraj. Aj, aj, aj ...
- Miałeś. Tą sportową.
- Ano no no, miałem. To nie dawajcie mi kurtek i już!
- Jasne i co jeszcze?! Masz tu drugą kurtkę i nie zapomnij o niej w szkole.
- To nie mogę iść bez kurtki?
- Nie. Proszę, pamiętaj o swoich rzeczach.Rozumiesz?! Pamiętaj.


Odwieźliśmy dzieciaki do instytucji. Córa znowu wryła się nogami w dywan nie dając się zaciągnąć pani do sali. Bo to nie ta sala, bo to nie ta pani.
 A może to jest jakaś tradycja by przez pierwszy tydzień przepłakać parę minut?
W szkole syn miał minę kiepską. Trudno.
Po prostu wtorkowy poranek nie był idealnym porankiem ani dla dzieciaków, ani dla nas.

Zajechaliśmy do teściów.
- Cześć emerytarz - moja złośliwość i pamiętliwość nie zna granic. Ha!
- Cześć, z wami nie ma co żartować.
- Z nami można żartować, ale nie głupio gadać. 
- Słucham Miodka to wiem jak mam mówić!
 - Hehehehe zabawne.

Teściowie stali się ofiarą fałszywej umowy z firmą telekomunikacyjną. Teraz ta firma, choć sfałszowała podpis, grozi im komornikiem. Wzięliśmy to pismo i odwiedziliśmy policję jak i rzecznika praw konsumenckich. Firma straszy szukając naiwniaków co zapłacą kasę, ale to chała jest totalna skoro może tak robić. A przecież wszyscy wiedzą na jakich zasadach działa. Więc gdzie jest prawo i sprawiedliwość?!?! Chyba na usługach bandytów.
(sprawa opisana: http://arte1973.blogspot.com/2013/06/co-to-jest-masazer-gowy.html)


Rowerkowanie nogi nie zajęło mi myśli. Dopada mnie złość, niechęć, zniechęcenie strach, wkurw. Mieszanka emocji włącznie z tym, by ....
Nie dam się. Gówno. Nie dam się.
Kręcić trzeba pedałami, a nie myślami. ale myśli kręcą się koło mnie niepokojące.
Więc przez to jeszcze większy szlag mnie trafił.
Terapia?! Hm?
Wysłałam sms do kumpeli:
- Co w piątek pijemy - wódkę czy piwo?
- WSZYSTKO!
No i git.
A póki co na poprawę humoru musiała mi wystarczyć Wu-Zetka. Co za pyszny kawałek pysznego ciacha, a właściwie kremu i właściwie to ...co za pyszny odlot.

Synowi zrobiliśmy zaprawę. Odebraliśmy go nie zaraz po zajęciach, ale parę godzin później, z świetlicy.
- Gdzie masz kurtkę?
- To ja miałem kurtkę?
- No weź chłopie, a w czym przyszedłeś do szkoły?
- Ja nie wiem.
Poszłam do klasy. Klasa oczywiście zamknięta. Machnęłam ręką. Odbiorę jutro zgubę.
- To nie dawajcie mi żadnych kurtek i już - bardzo mądra myśl dopadła syna po drodze.
- Jasne a w zimie będziesz chodził bez czapki i rękawiczek.

Generalnie synowi w szkole się podoba. Fajne były zajęcia, a przerwy są nudne. I za dużo dzwonków dzwoni. Głośnych.

- Wnusiu, jak było w szkole?! - matka wpadła do nas na zapiekankę.
- Nie powiem. chodziłaś to szkoły to wiesz jak jest!
I tyle.
- Babciu - Młoda przyleciała na kolana babcine- a ja w przedszkolu powiedziałam brzydkie słowo!
- O jej, jakie?!
- Dupa jasiu karuzela,a z tyłka wyskoczyła brukselka!!!! 

Wpadł kumpel Starszego z zapomnianą kurtką.
- A ja kurtkę zostawiłem w szkole!
- O ty oszołomku jeden.

Polecieli kopać w piłkę, a Młoda zasnęła układając puzzle. Reszta rodziny też zniknęła. Stało się bezsłownie. Jaka bajera.

Kawa, muza, książka - mój czas. Niby tak niewiele, a jednak dużo.

Tak naprawdę to życie bierze coraz większych rozmach. Dzieciaki z dnia na dzień budują coraz większą niezależność, a ja zastanawiam się co los trzyma dla mnie w zanadrzu. Może w końcu coś fajnego, dla odmiany?!



poniedziałek, 2 września 2013

Siedmiolatkowie o życiu:)))





-Starszy a jak było w szkole? - zapytała się Młoda.
- 25 dni tam musieliśmy siedzieć - odparł kolega Starszego.
- W szkole jest głupio, pewnie nie będzie można rysować co się chce!
- I jeszcze jakieś czytanie religii! 
Chłopcy zaczęli się prawie przekrzykiwać.
- A w ogóle jest głupio- kontynuował kolega Starszego- bo szkoła i szkoła potem studia a potem praca. A praca to w ogóle jest głupia  i nudna, bo trzeba składać tam jakieś maszyny, by zarobić.
- No co ty- odpowiedział Starszy - w pracy przewracasz jakieś papiery i w ogóle do domu to przynosisz i piszesz, drukujesz i się wkurzasz.








dzień jak nie codzień

Dryń, dyń, dryń ...siódma, o żesz....Byłam jak cień ledwo łapiący rzeczywistość. Spać!

- Jeszcze trochę -to Starszy
- Jeszcze się wyciągnę - to Młoda.

Żadne nie wykazywało chęci opuszczenia łóżka.Oj, rozumiem, rozumiem ...
W końcu Młoda wyskoczyła, bo jednak chciała iść do przedszkola. Nawet sama ubrała się. I zamieniła się w skowronka. Radosna, uśmiechnięta, i ćwierkająca.
Za chwilę syn  wstał i też się ogarnął. A potem zawisł nad kromką. Taki był głodny. A Młoda zaczęła przebierać nogami, bo już chciała iść.

W przedszkolu, jak tylko przekroczyliśmy próg sali, Młoda wtuliła się w moją nogę i nie chciała puścić. Miłość i tęsknota za przedszkolem skończyły się. Pojawiły się łzy. I rozpacz. Pani odciągnęła córkę ode mnie i wzięła ją w swoje ramiona. Wyszłam. Wiem, ze zaraz uspokoi się, rozejrzy, znajdzie swoje koleżanki i swoją wychowawczynię. Wiem, wiem, wiem ...
Byliśmy zdziwieni, że Młoda tak zareagowała. Przecież nie mogła doczekać się, kiedy znowu zacznie chodzić do przedszkola. A tu upssssss........łzy.


Apel szkolny. Nagłośnienie standardowo nie domagające. Uśmiech pojawił się nam na ryjkach, na samo wspomnienie naszych apeli. Co to były za fajne czasy! Jak dyro cała szkolę opierdzielał. Za palenie w toaletach.

Występ artystyczny to konieczność.  Rozśmieszyła nas piosenka z refrenem-Zapamiętaj jutra nie będzie. Aż się chciało śpiewać. Hahahaha taki optymistyczny kawałek. W sam raz :)


Syn spotkał kumpli, kumple jego i powstała grupa ubrechtanych kolesi. Oj, pani to będzie miała ciężki żywot. Chyba, że znajdzie na nich sposób. Ale w sumie chłopaki są fajne i można z nimi wiele zrobić. Hm, oby.

- Dzień dobry dzieci, mam nadzieje, że wypoczęliście na wakacjach i teraz chętnie przyszliście do szkoły
- Proszę pani - wydarła się dziewczynka z pierwszej ławki - ja nie chciałam przyjść do szkoły, ale już musiałam.

Śmiech...

- Proszę pani, ale ja nie umiem czytać.
- Nic nie szkodzi.  Nauczysz się, bo od tego jest szkoła.
- A ja umiem czytać i wiem co na tablicy jest napisane!

Hahahahahaha......

- To jutro zapraszam do klasy, a na koniec rozdam wam cukierki.
- Proszę pani, ale cukier niszczy zęby. Ja już nie mogę jeść - rozległ się głos chłopca.

Hahahahahaha......

Wpadliśmy do teściów na chwilę.
- A gdzie jest nas szkolarz? - teściowej teksty podnoszą mi warę. Błysnęłam zębami. Reakcja typowo alergiczna.
-Jaki szklarz?
-Szkolarz!
- Ale co ty masz za teksty?! A może zapytaj się gdzie przedszkolaszka?! Bo chodzi do przedszkola, tak?!
- Już nic nie można powiedzieć - teściowa już strzeliła focha. To jest sztuka - głupio gadać i obrażać się na słuszne uwagi.
- Można. Ale to jest uczeń, pierwszoklasista a nie szkolarz, no ludzie.

Kawę wypiłam w domu, by do kubka, od dziwnych tekstów, nie pluć.

Ale naplułam słysząc tą rozmowę.

Syn ubierając się na podwórko rzekł:
- Ja nie umrę!
- Umrzesz - powiedział jego ojciec z przekonaniem - wszyscy umierają.
- Ale ja żyję i będę żyć.

I wyleciał trzasnąwszy drzwiami.


- Czy ty jesteś normalny? Weź facet, co to za tekst?!
- No przecież wszyscy umierają.......


No to idę po umierać z bólu mięśni. Czas na pedałowanie.









niedziela, 1 września 2013

eureka


No właśnie. Rozpoczęcie roku szkolnego, przedszkolnego, hm.....hm....hm....czerwona lampka zabłysła nie chcąc zgasnąć, ale o co chodzi?!

Po godzinie 20-stej, prasując Starszemu białą koszulę, przypomniało mi się, że to trochę łyso, by uczeń nie umiał sznurówek zawiązywać. Zazwyczaj syn miał buty na rzepy, więc jakoś ta umiejętność nie była potrzebna. Ale teraz ma buty wiązane, w których będzie śmigał do szkoły, więc wypadałoby, żeby umiał sobie je wiązać.
Kurka. Wodna.
T przeprowadził przyspieszony kurs. Po 7 minutach synek zawiązywał supełki prawie bardzo dobrze jednak przez to prawie nieoczekiwanie zwątpił:
- NIE UMIEM, NIE CHCĘ, NIE POTRAFIĘ! -wykrzyczał wybiegając z pokoju.
Jasne, bo tak najprościej.
Dałam mu czas na ochłodę klnąc sobie pod nosem. Noż kurczę pieczone, przecież to są słowa blokady, ja mu dam, kurde. Grrrr.......Jakby był osłem to rozumiem. Ale tego nie rozumiem! Tak się szybko poddać?!

Trzy wdechy, poszłam do Starszego. Strzeliłam kwiecistą mowę. Nie za długą, by się nie nakręcać. Wyszłam z pokoju zostawiając go z myślami.

W tym czasie dopadła mnie Młoda żądna pieszczot i zabawy. Sklepała mi głowę.
- Ej, nie rób tak. Co mnie tak klepiesz?
- Bo ja jestem klepiarka!
Dziecko roześmiało się, przestając jednak mnie dręczyć. Za to ja zabawiłam się w kotka pożerającego myszkę. Hahahahaha, ależ ona ma dziki śmiech, który kocham ponad wszystko.

JEST!!! JEST!!! JEST!!! Doczekałam się - przyszedł syn do nas.
- Chcę jeszcze raz spróbować.
Trzy minuty później - zwycięstwo!!!
- MAMO! PATRZ!!!
Jestem  dumna  z syna.
Małe rzeczy, a cieszą.
Mam tylko nadzieję, że z czasem upór wyprze niecierpliwość. Że cierpliwość wyprze zwątpienie.
Że potrafię zastąpi nie umiem. Że zawsze osiągnie swój cel. Albo będzie dążył. Ale nie po trupach oczywiście.

- Idę spać, bo jutro mam przedszkole - zakomunikowała nam Młoda i poszła do swojego łóżka.
My zostaliśmy z wielkimi oczami nie potrafiąc wykrztusić słowa.
Jednak było by to zbyt piękne,  gdyby było prawdziwe. Po paru minutach rozległ się krzyk Młodej:
- MAMO!!! POCZYTAJ!!!!
Wiedziałam....


Po godzinie 22- giej dopadła mnie kolejna myśl. Ha! nie ma to jak zacząć myśleć. Ale kiedyś trzeba zacząć.
Przecież jak Młoda idzie do przedszkola to musi mieć ręcznik, kapcie. I nie wiem co jeszcze, ale obuwie zmienne to postawa egzystencji przedszkolnej.
Gdzie są kapcie?! Ha! Byłoby to proste zadanie znaleźć i spakować, gdyby dzieciaki chodziły w kapciach. Ale tak nie jest.
Po kwadransie znalazłam - w maskotkach.

Nie wiem czy o czym mam jeszcze pamiętać.

Nastawiam budzik na 6.30.
Dawno nie widziałam świata o tej porze.
Koniec wakacji.



A poza tym marzę, żeby w końcu zacząć się ogarniać i przestać sobie strzelać w kolano czy też samobóje.
Arte, fuck!, zacznij myśleć!!!!!







dziki na Mierzei Wiślanej i nie tylko

dezorient


Wpadła kumpela. Z piwem.
- Jak fajnie widzieć inne twarze oprócz buziaka swojego dziecka!
- A jak fajnie usłyszeć inną gadkę niż dzieci.
Zamiast piwa zdecydowaliśmy się na wino.
Więc butelka pękła.
Dlaczego tylko anioły mają latać?!


Bo na przykład komar nie polatał. Wpadł w sieć. Pająk go zeżarł.  Tego aktu konsumpcji  dokonał  na naszych oczach. Jakaś alegoria?!
Aha, no tak, trzeba siedzieć cierpliwie, by coś dostać.

A pająka zostawiliśmy. Niech sobie tkwi pod sufitem. I mam nadzieję, że nie zejdzie, bo ja zejdę.
A póki co zejść postanowiła kumpela:

- Spadam już, bo ostatnio co od ciebie wracam to na drugi dzień długo macam się z kibelkiem.
- Skoro nie masz z kim to co ci zrobię?! 
- Weź już mam dezorient.
- Ale za tydzień browar?
- No jasne!

I super. Przecież bycie matką nie pozbawia nas prawa do bycia sobą. Równowaga musi być. I własne życie.
I czas dla znajomych,. I jak mówi przysłowie ludowe - człowiek nie wielbłąd- wypić musi. Choćby kawę. Musowo w boskim towarzystwie.
A mnie niesie już na jakiś koncert. Muszę coś sobie znaleźć. I pobujać się. Póki jeszcze mogę.



Na dezorient cierpi ostatnio Młoda. O co jej się nie pytam odpowiada:
- A mogę pomyśleć?!
- Możesz
- To pomyślę.
I zaczyna myśleć opierając na ręce swoją głowę. Ciężką głowę od natłoku myśli.

Jutro rozpoczęcie roku szkolnego. Syn idzie do pierwszej klasy.
Jakieś emocje?
Żadne.
Dziwna jestem. Trudno.
Po prostu wiem, że będzie dobrze. Bo czy może być inaczej?!

A syn? Syn też ma to w nosie. Cieszy się na spotkanie z kumplami. I słusznie.

Nie ma co straszyć, bo strachy same wyłażą ze ścian.
Mam tylko nadzieję, ze do szkoły się nie zrazi i będzie lepszym uczniem niż ja.

Synu! Powodzenia!Jak dla mnie jesteś Mistrzem! :))))))