Wczoraj okazało się, że byłam na tyle zakręcona, ze nie odbiłam na przedszkolnym zegarze porannego wejścia córki. Bywa. Pierwszy dzień to pierwszy dzień. Adaptacja dotyczy zarówno dzieci jak i rodziców.
Dobrze, że przypomniało mi się o tym przy odbiorze :).
- Dlaczego kochanie płakałaś rano?
- Nie płakałam!
- Jak nie płakałaś jak płakałaś.Nie chciałaś mnie puścić.
Córka popatrzyła na mnie.
-
Bo chciałam płakać.
- Ale fajnie było?
- TAAAK!!!!
Córa była zadowolona. Wybawiła się z koleżankami. I "jej" pani też była. I jak zwykle niedobra surówka też była.
------
Znowu budzik. Co za menda.
Poszłam budzić dzieciaki. Starszy miał już oczy otwarte:
- Mamo! a jak ktoś ma nogę zgniłą to co się robi?
- Obcina się ją inaczej mówiąc amputuje.
- A to boli?
Rozmowa nabrała tempa. Fajny temat do śniadania. Taki mięsny.
- A ja w siebie nie wierzę.
Jezu, co on dzisiaj ma?! Tak przed kawą do mnie mówić? Tak z rana?!
- To uwierz w ducha -palnęłam.
- Duchy nie istnieją.
- To uwierz w Boga.
- Boga nie ma a biblia to taka czytanka dla dorosłych.
- To uwierz w siebie. Ty istniejesz.
Popatrzył. I nic nie powiedział. Do tematu wrócę później. Jak bedzie czas. No bo co on chromoli?!
Zebraliśmy się. Zakładanie butów. Kurtek. Gdzie kurtka Starszego?!!!! Nie ma nigdzie.Ups.... Ale przecież wczoraj ją miał! Aha, już wiem:
- Synu a ty jej czasem u kolegi nie zostawiłeś, co?
- To ja miałem kurtkę?
Czy on wie na jakim świecie żyje?! Chociaż nam też wiele nie brakuje, bo nie zorientowaliśmy się wczoraj. Aj, aj, aj ...
- Miałeś. Tą sportową.
- Ano no no, miałem. To nie dawajcie mi kurtek i już!
- Jasne i co jeszcze?! Masz tu drugą kurtkę i nie zapomnij o niej w szkole.
- To nie mogę iść bez kurtki?
- Nie. Proszę, pamiętaj o swoich rzeczach.Rozumiesz?! Pamiętaj.
Odwieźliśmy dzieciaki do instytucji. Córa znowu wryła się nogami w dywan nie dając się zaciągnąć pani do sali. Bo to nie ta sala, bo to nie ta pani.
A może to jest jakaś tradycja by przez pierwszy tydzień przepłakać parę minut?
W szkole syn miał
minę
kiepską. Trudno.
Po prostu wtorkowy poranek nie był idealnym porankiem ani dla dzieciaków, ani dla nas.
Zajechaliśmy do teściów.
-
Cześć emerytarz - moja złośliwość i pamiętliwość nie zna granic. Ha!
-
Cześć, z wami nie ma co żartować.
- Z nami można żartować, ale nie głupio gadać.
- Słucham Miodka to wiem jak mam mówić!
- Hehehehe zabawne.
Teściowie stali się ofiarą fałszywej umowy z firmą telekomunikacyjną. Teraz ta firma, choć sfałszowała podpis, grozi im komornikiem. Wzięliśmy to pismo i odwiedziliśmy policję jak i rzecznika praw konsumenckich. Firma straszy szukając naiwniaków co zapłacą kasę, ale to chała jest totalna skoro może tak robić. A przecież wszyscy wiedzą na jakich zasadach działa. Więc gdzie jest prawo i sprawiedliwość?!?! Chyba na usługach bandytów.
(sprawa opisana: http://arte1973.blogspot.com/2013/06/co-to-jest-masazer-gowy.html)
Rowerkowanie nogi nie zajęło mi myśli. Dopada mnie złość, niechęć, zniechęcenie strach, wkurw. Mieszanka emocji włącznie z tym, by ....
Nie dam się. Gówno. Nie dam się.
Kręcić trzeba pedałami, a nie myślami. ale myśli kręcą się koło mnie niepokojące.
Więc przez to jeszcze większy szlag mnie trafił.
Terapia?! Hm?
Wysłałam sms do kumpeli:
- Co w piątek pijemy - wódkę czy piwo?
- WSZYSTKO!
No i git.
A póki co na poprawę humoru musiała mi wystarczyć Wu-Zetka. Co za pyszny kawałek pysznego ciacha, a właściwie kremu i właściwie to ...co za pyszny odlot.
Synowi zrobiliśmy zaprawę. Odebraliśmy go nie zaraz po zajęciach, ale parę godzin później, z świetlicy.
- Gdzie masz kurtkę?
- To ja miałem kurtkę?
- No weź chłopie, a w czym przyszedłeś do szkoły?
- Ja nie wiem.
Poszłam do klasy. Klasa oczywiście zamknięta. Machnęłam ręką. Odbiorę jutro zgubę.
-
To nie dawajcie mi żadnych kurtek i już - bardzo mądra myśl dopadła syna po drodze.
- Jasne a w zimie będziesz chodził bez czapki i rękawiczek.
Generalnie synowi w szkole się podoba. Fajne były zajęcia, a przerwy są nudne. I za dużo dzwonków dzwoni. Głośnych.
-
Wnusiu, jak było w szkole?! - matka wpadła do nas na zapiekankę.
-
Nie powiem. chodziłaś to szkoły to wiesz jak jest!
I tyle.
- Babciu - Młoda przyleciała na kolana babcine-
a ja w przedszkolu powiedziałam brzydkie słowo!
- O jej, jakie?!
- Dupa jasiu karuzela,a z tyłka wyskoczyła brukselka!!!!
Wpadł kumpel Starszego z zapomnianą kurtką.
- A ja kurtkę zostawiłem w szkole!
- O ty oszołomku jeden.
Polecieli kopać w piłkę, a Młoda zasnęła układając puzzle. Reszta rodziny też zniknęła. Stało się bezsłownie. Jaka bajera.
Kawa, muza, książka - mój czas. Niby tak niewiele, a jednak dużo.
Tak naprawdę to życie bierze coraz większych rozmach. Dzieciaki z dnia na dzień budują coraz większą niezależność, a ja zastanawiam się co los trzyma dla mnie w zanadrzu. Może w końcu coś fajnego, dla odmiany?!