Dryń, dyń, dryń ...siódma, o żesz....Byłam jak cień ledwo łapiący rzeczywistość. Spać!
- Jeszcze trochę -to Starszy
- Jeszcze się wyciągnę - to Młoda.
Żadne nie wykazywało chęci opuszczenia łóżka.Oj, rozumiem, rozumiem ...
W końcu Młoda wyskoczyła, bo jednak chciała iść do przedszkola. Nawet sama ubrała się. I zamieniła się w skowronka. Radosna, uśmiechnięta, i ćwierkająca.
Za chwilę syn wstał i też się ogarnął. A potem zawisł nad kromką. Taki był głodny. A Młoda zaczęła przebierać nogami, bo już chciała iść.
W przedszkolu, jak tylko przekroczyliśmy próg sali, Młoda wtuliła się w moją nogę i nie chciała puścić. Miłość i tęsknota za przedszkolem skończyły się. Pojawiły się łzy. I rozpacz. Pani odciągnęła córkę ode mnie i wzięła ją w swoje ramiona. Wyszłam. Wiem, ze zaraz uspokoi się, rozejrzy, znajdzie swoje koleżanki i swoją wychowawczynię. Wiem, wiem, wiem ...
Byliśmy zdziwieni, że Młoda tak zareagowała. Przecież nie mogła doczekać się, kiedy znowu zacznie chodzić do przedszkola. A tu upssssss........łzy.
Apel szkolny. Nagłośnienie standardowo nie domagające. Uśmiech pojawił się nam na ryjkach, na samo wspomnienie naszych apeli. Co to były za fajne czasy! Jak dyro cała szkolę opierdzielał. Za palenie w toaletach.
Występ artystyczny to konieczność. Rozśmieszyła nas piosenka z refrenem-Zapamiętaj jutra nie będzie. Aż się chciało śpiewać. Hahahaha taki optymistyczny kawałek. W sam raz :)
Syn spotkał kumpli, kumple jego i powstała grupa ubrechtanych kolesi. Oj, pani to będzie miała ciężki żywot. Chyba, że znajdzie na nich sposób. Ale w sumie chłopaki są fajne i można z nimi wiele zrobić. Hm, oby.
- Dzień dobry dzieci, mam nadzieje, że wypoczęliście na wakacjach i teraz chętnie przyszliście do szkoły
- Proszę pani - wydarła się dziewczynka z pierwszej ławki - ja nie chciałam przyjść do szkoły, ale już musiałam.
Śmiech...
- Proszę pani, ale ja nie umiem czytać.
- Nic nie szkodzi. Nauczysz się, bo od tego jest szkoła.
- A ja umiem czytać i wiem co na tablicy jest napisane!
Hahahahahaha......
- To jutro zapraszam do klasy, a na koniec rozdam wam cukierki.
- Proszę pani, ale cukier niszczy zęby. Ja już nie mogę jeść - rozległ się głos chłopca.
Hahahahahaha......
Wpadliśmy do teściów na chwilę.
- A gdzie jest nas szkolarz? - teściowej teksty podnoszą mi warę. Błysnęłam zębami. Reakcja typowo alergiczna.
-Jaki szklarz?
-Szkolarz!
- Ale co ty masz za teksty?! A może zapytaj się gdzie przedszkolaszka?! Bo chodzi do przedszkola, tak?!
- Już nic nie można powiedzieć - teściowa już strzeliła focha. To jest sztuka - głupio gadać i obrażać się na słuszne uwagi.
- Można. Ale to jest uczeń, pierwszoklasista a nie szkolarz, no ludzie.
Kawę wypiłam w domu, by do kubka, od dziwnych tekstów, nie pluć.
Ale naplułam słysząc tą rozmowę.
Syn ubierając się na podwórko rzekł:
- Ja nie umrę!
- Umrzesz - powiedział jego ojciec z przekonaniem - wszyscy umierają.
- Ale ja żyję i będę żyć.
I wyleciał trzasnąwszy drzwiami.
- Czy ty jesteś normalny? Weź facet, co to za tekst?!
- No przecież wszyscy umierają.......
No to idę po umierać z bólu mięśni. Czas na pedałowanie.
- Jeszcze trochę -to Starszy
- Jeszcze się wyciągnę - to Młoda.
Żadne nie wykazywało chęci opuszczenia łóżka.Oj, rozumiem, rozumiem ...
W końcu Młoda wyskoczyła, bo jednak chciała iść do przedszkola. Nawet sama ubrała się. I zamieniła się w skowronka. Radosna, uśmiechnięta, i ćwierkająca.
Za chwilę syn wstał i też się ogarnął. A potem zawisł nad kromką. Taki był głodny. A Młoda zaczęła przebierać nogami, bo już chciała iść.
W przedszkolu, jak tylko przekroczyliśmy próg sali, Młoda wtuliła się w moją nogę i nie chciała puścić. Miłość i tęsknota za przedszkolem skończyły się. Pojawiły się łzy. I rozpacz. Pani odciągnęła córkę ode mnie i wzięła ją w swoje ramiona. Wyszłam. Wiem, ze zaraz uspokoi się, rozejrzy, znajdzie swoje koleżanki i swoją wychowawczynię. Wiem, wiem, wiem ...
Byliśmy zdziwieni, że Młoda tak zareagowała. Przecież nie mogła doczekać się, kiedy znowu zacznie chodzić do przedszkola. A tu upssssss........łzy.
Apel szkolny. Nagłośnienie standardowo nie domagające. Uśmiech pojawił się nam na ryjkach, na samo wspomnienie naszych apeli. Co to były za fajne czasy! Jak dyro cała szkolę opierdzielał. Za palenie w toaletach.
Występ artystyczny to konieczność. Rozśmieszyła nas piosenka z refrenem-Zapamiętaj jutra nie będzie. Aż się chciało śpiewać. Hahahaha taki optymistyczny kawałek. W sam raz :)
Syn spotkał kumpli, kumple jego i powstała grupa ubrechtanych kolesi. Oj, pani to będzie miała ciężki żywot. Chyba, że znajdzie na nich sposób. Ale w sumie chłopaki są fajne i można z nimi wiele zrobić. Hm, oby.
- Dzień dobry dzieci, mam nadzieje, że wypoczęliście na wakacjach i teraz chętnie przyszliście do szkoły
- Proszę pani - wydarła się dziewczynka z pierwszej ławki - ja nie chciałam przyjść do szkoły, ale już musiałam.
Śmiech...
- Proszę pani, ale ja nie umiem czytać.
- Nic nie szkodzi. Nauczysz się, bo od tego jest szkoła.
- A ja umiem czytać i wiem co na tablicy jest napisane!
Hahahahahaha......
- To jutro zapraszam do klasy, a na koniec rozdam wam cukierki.
- Proszę pani, ale cukier niszczy zęby. Ja już nie mogę jeść - rozległ się głos chłopca.
Hahahahahaha......
Wpadliśmy do teściów na chwilę.
- A gdzie jest nas szkolarz? - teściowej teksty podnoszą mi warę. Błysnęłam zębami. Reakcja typowo alergiczna.
-Jaki szklarz?
-Szkolarz!
- Ale co ty masz za teksty?! A może zapytaj się gdzie przedszkolaszka?! Bo chodzi do przedszkola, tak?!
- Już nic nie można powiedzieć - teściowa już strzeliła focha. To jest sztuka - głupio gadać i obrażać się na słuszne uwagi.
- Można. Ale to jest uczeń, pierwszoklasista a nie szkolarz, no ludzie.
Kawę wypiłam w domu, by do kubka, od dziwnych tekstów, nie pluć.
Ale naplułam słysząc tą rozmowę.
Syn ubierając się na podwórko rzekł:
- Ja nie umrę!
- Umrzesz - powiedział jego ojciec z przekonaniem - wszyscy umierają.
- Ale ja żyję i będę żyć.
I wyleciał trzasnąwszy drzwiami.
- Czy ty jesteś normalny? Weź facet, co to za tekst?!
- No przecież wszyscy umierają.......
No to idę po umierać z bólu mięśni. Czas na pedałowanie.
Młody też do 1 klasy. Wychowawczyni całkiem całkiem, widze rozmawia z dziećmi, zadaje pytanie, mówi; już zaczęła sie prawdziwa szkoła, trzeba będzie sie uczyć, ale tej zabawy też trochę zostanie. kto chce sie uczyć? zgłosiło sie parę osób. a kto nie bardzo chce się uczyć?
OdpowiedzUsuńZgadnij kto sie zgłosił? :D
I tak najlepszy był jeden taki. Pani mówi: ktoś jeszcze chciałby coś powiedzieć?
Zgłasza się jeden taki i mówi: Psze pani, a rodzice mi jeszcze nie kupuli plecaka!
Ha ha ha ha :) Ale ich ładnie sprzedał, co? :)
hahahaha, dzieciaki mają moc.
OdpowiedzUsuń:)
Przerażająca rozmowa ojca z synem.Niby racja,że wszyscy umierają,ale syn chyba,bardzo się tym przejął i przestraszył.
OdpowiedzUsuńPedałujesz?Ja już mogę ćwiczyć,tylko motywacji brak:)
zagubiona
nie, w ogóle - stwierdził dobitnie ze on będzie żył i pobiegł na podwórko :)
OdpowiedzUsuńmuszę pedałować, jak odpuściłam ostatnio to ból nogi wrócił, niestety....
A co ty masz z nóżką? Gdzie skakałaś?
UsuńA ja zrozumiałam,że syn się przeraził i uciekł:)Chyba mam problemy ze zrozumieniem tekstu hehe.
UsuńJa dziś myślałam wsiąść na rower,ale głowa mnie od samego rana boli.
A jak ogólnie z Twoją nogą?Byłaś jeszcze u jakiegoś lekarza?
zagubiona
Nie, syn nie przeraził się. On chyba został w ogóle zarażony przeze mnie czarnym humorem. U lekarza innego nie byłam, daję sobie czas do zimy - na razie pedałowanie, leki - chodzę i niby wszystko jest ok, ale nie pobiegnę dłużej i ból mi wraca, być może na pogodę.
UsuńWczoraj pokopałam z chłopakami w piłke - 10 minut i wieczorem był już lek przeciwbólowy.
Fuck, umknęło mi "zapamiętaj jutra nie będzie". ha ha ha :D bo skojarzyło mi się od razu z "....Kamikadze- nie było mocnych..." :))))))
OdpowiedzUsuń:DDDDDDDD
UsuńCudo
OdpowiedzUsuńdzięki
Usuń