piątek, 17 maja 2013

syn u orto

Byłam dzisiaj z synem u kontroli. Biały fartuch owszem spojrzał tyle tylko,że w zdjęcia rtg.
- Za tydzień do kontroli
Co jak co, mnie mógł spławić, ale dzieci nie daruję.
- Ale były tam rany, nie tylko skręcenie, może jednak by pan obejrzał nogę?
Popatrzył na mnie, napisał opatrunek.
- Zaraz przyjdę.

 W gabinecie zabiegowym pielęgniarka zdjęła szynę. A potem chciała dobrać się do opatruneku nogi. Polała wodą leciutko próbując oderwać.
Jak się syn wydarł to masakra.
- Pani lej tą wodę, więcej wody! nie szarp, BOLIIIIIII !!!!!!!
- AAAAA!!!!!!!!
- Uważaj!!!!!!!!! - syn dostał słowopotoku na obronę swojej nogi.
Jakoś poszło ...ooooooo.
No nieźle ma tą nogę dziabniętą.
Przyszedł biały fartuch.
-- Tylko nie dotykaj mojej nogi! - od razu krzyknął syn. Ten to wie jak ustawiać potwory.
A noga opuchnięta trochę. Sianiakowata. Zadrapana. Mistrzu piekielnej roboty.
Ortopeda spojrzał:
- Będziesz żyć - mruknął- Wizyta kontrolna za tydzień,  za 3 dni zmiana opatrunku.

Syn w domu. siedzi i myśli.

- Mamo, ale ja nie pojadę do sanatorium?!




czwartek, 16 maja 2013

ej...


Ubierając Młodą mówię jej, że musimy się pośpieszyć, bo muszę Starszego zarejestrować do ortopedy.
- Mamo, a kim jest ortopeda?

- To jest lekarz zajmuje się kośćmi, ogólnie układem ruchowym człowieka.
- A Starszy nie jest człowiekiem.
- Nie? A kim?
- Psem. A ja jestem kotkiem.
- Tak?
- A ty jesteś hello kitty a tato potworem, hahahahaha

To sobie porozmawiałam córką. Uwielbiam jak mówi:
-Ej, ja wiem, mam pomysł ...

A na brak pomysłów z jej strony nie narzekam.



środa, 15 maja 2013

sanatorium

c.d. sanatorium...


Karol nie mówił dzień dobry nikomu. Do windy się pchał pierwszy. Miał około 50 lat i w dupie dobre maniery. Może dlatego, ze nie trzeźwiał? I słusznie - niech pije ze wstydu.

Pewnej pięknej nocy, Grzesiu po tym, jak pielęgniarka zrobiła obchód, poszedł na balkon. Tam trzecie piętro miało swoje nocne życie. Było po 22.00.
- Kurwa, piwa bym się napił - rzucił do Marioli. Mariola też. Ale wyjść nie ma jak, bo to jak obóz.
Poszli do Karola. Karol w białych bokserkach pląsał po pokoju. Między stosem puszek. Pustych puszek po piwie.Chlew jakich mało.
- Karol, masz browar? Daj, jutro odkupię.
Karol wyrwany z obłędu pijackiej pląsawicy ryknął:
- A żebyś kurwa wiedział, że mam- i dał nura pod łóżko - ja zaraz tego chuja dorwę.
I zaczął rzucać wyciąganymi puszkami.
- Kurwa pusta, pusta , zaraz dorwę, chuj, pusta...
Grzesiowi i Marioli przeszła ochota na piwo. Ile mogą patrzeć na nogi wystające spod łóżka?!Grzecznie wycofali się. Nim dotarli na balkon w białych gatkach wyskoczył za nimi Karol rycząc na cały korytarz:
- Grzechu, Grzechu, mam chuja dla ciebie.

Karol w połowie turnusu dostał szału. Zdemolował pokój. Okazało się, ze też, że u wielu ludzi jest zadłużony. No pił na potęgę. Nic mu nie pomogło - ma zwrócić kasę za turnus (5-7 tys) i zostaną mu zabrane świadczenia wszystkie.
Wyprowadził się.
Na drugi dzień przyjechał. Kompletnie pijany. Pooddawał długi. Wtoczył się do auta z puszką piwa. Odjechał z piskiem. Na szczęście nie prowadził.

Grzesiu nadal pił. Ale już nie rzygał na schodach. Jemu upiekło się - dostał ostrzeżenie. Po obiedzie szedł do parku. Z Radkiem. Radzio był o kulach. Ortopeda jak zobaczył jego zdjęcia rtg od razu rzekł:
- Panu źle zoperowali nogi. Łamanie i ponowna operacja.
Więc chłopaki na ławce rozpracowywali zazwyczaj dwie połówki. Do kolacji zeszło. Jak Radziu kończył pić, zapominał o kulach. To nie był jedyny cud. Po kolacji rozpracowywali czyjeś polówki. Małżeńskie.

Grzesia poznałam gdy weszłam do windy.
- Kurwa ale szczęście, że to nie  jakaś stara baba, bo znowu by pierdolenie było...
- Macie fuksa -bo tu młoda i nie pierdoli.
- Ahahahahahaha, chodź na piedziesiątkę!
- Nie przesadzaj, stary.

Grzesiu dorwał mnie na drugi dzień. Wciągnął do WC. Hm...
 - Nie pamiętam byśmy się na randkę umawiali ...
- Czy ja wczoraj rozrabiałem?
- A co to ja jestem? anioł stróż?
- Kurwa, ale wtopa była
- To nie pij, znowu zalany jesteś
- Ja ? - odpowiedział niewinnie po czym do soku trzymanego w ręku dolał setkę wódki, którą wyciągnął z kieszeni  mówiąc - ja dopiero będę pił. Chcesz?!
 - Weź, się ogarnij chłopie - i wyszłam. Bo co będę tam tkwić ...

Grzesiu potrafił wpadać do mnie do pokoju.
- A co ty kurwa krzyżówki rozwiązujesz?! Weź kurwa chodź z nami na tańce. Wyhuśtamy dupy!

Grzesiu na ławce przed budynkiem opowiadał ciężkie dowcipy. Przyszedł Tadziu:
- Arte, nie słuchaj ich, oni cię zdemoralizują.
- Hahahaha a co cię to obchodzi?  Twoje teksty były o wiele gorsze wiec daruj sobie, ok?
- Spierdalaj Tadziu - rzucił bezpardonowo Grześ -i dalej opowiadał kawały.

Putin wezwał Wielką Dumę Narodową i mówi:
 -Tak dalej, k***a, nie może być! Musimy zmienić strefy czasowe ziemi. Dzwonie dziś do Pekinu złożyć życzenia urodzinowe, a on mi mówi, że to było wczoraj. 
 Dzwonię dziś do Warszawy z kondolencjami, a oni mi mówią, że jeszcze nie wylecieli...




Grzesiu lubił mnie dorywać. Tym razem dorwał mnie na ławce:
- Daj mi zadzwonić do żony, zablokowała mi telefon, bo go zgubiłem.
- I gdzie znalazłeś?
- W sklepie. Wczoraj najebany łaziłem między pólkami i rzucałem nim. I rzuciłem gdzieś i poszłem. Sklepowa mi oddała. Kupiłem jej flaszkę.
Dałam. Niech dzwoni. Trzeba ludzi ratować.
Grzesiu cały czas rzucał mięsem. Pił. Latał. Po ośrodku.Stukał po drzwiach. Szalał.
- Kurwa ja jebię - ostatnie słowo rzucił przed odjazdem - ale to były wakacje jak nigdy w życiu. Żarcie podane, o nic nie trzeba się martwić oprócz kasy czy starczy na picie. Ja pierdolę ....ale fajnie było.






taki lajf

Nad ranem Młoda zleciała z łóżka. Biedną zapłakaną przytargałam do nas. Zasnęła. Kruszynka.
Młoda nie chciała wstawać przed 8.00 do przedszkola. Noga rozcięta. Na niezła długość, ale na szczęście powierzchownie. Pięknie. Rodzinny herb -rany. Jak rany.

- A jak pokażę dzieciom! - córa stwierdziła dumna.
No w końcu nic tak nie rajcuje jak rana.
- No powiedz, że byłaś w dżungli węże łapać i na jednego tak się rzuciłaś, ze masz zadrapania. Węża złapałaś, ale go wypuściłaś, bo ci zjadał wszystkie gumy do żucia.
- Hahahahaha.... jeszcze raz mi opowiedz.
Nawet nie zauważyła, kiedy ją ubrałam.
Ale wcześniej sama ciuchy wybrała. Nie ma lekko. I foch przy butach. Poszła w sandałach. Niech idzie.

Babcia odprowadziła Młodą do przedszkola. Ja nie dałam rady.



Któregoś dnia zapytałam się pań w przedszkolu, jak Młoda.
Panie mega uśmiechy na twarzach:
 - My to się z nią mamy. Konkretna dziewczyna, próbuje na swoim postawić. Wie czego chce. Tak potrafi nami zakręcić, że zanim się zorientujemy wychodzi na jej. Ale nie dajemy się. Oj próbuje nas, próbuje ...Świetna dziewczyna.





Siedzimy we dwójkę w domu. Obejrzeliśmy kabaret Potem, bajki dla potłuczonych.

https://www.youtube.com/watch?v=ON8WoBgp8sI&list=PLDAA2AAC7A51B43BA

Syn śmiał się. Coś tam skumał. Ja zbrechtałam się ze śmiechu. Wymiatają.



 - Mamo a można drukować pieniądze?

- Mamo a ja chcę na urodziny telefon dotykowy. Z angry birds.

 - Mamo, kocham cię, nie wiesz jak.

- Mamo, a rodzice są od tego by opiekować się i kochać dzieci. ........Brat też.

- Mamo, a ja chcę jechać do Turcji na wakacje. I jeść tam krewetki.

 - Mamo, a mogę zagrać?

- Mamo,  a ja nie zabłądzę, prawda? Bo ja się pytam.

Zalewa mnie słowem. Ja go też. A co, niech ma. Niech rozmowa trwa. Zawsze.


Potem, kiedy leżałam, zakradł się. Dmuchnął mi ze swojego nosa w mój nos. Aż powieki podskoczyły mi do góry.
- AHAHAHAHA....
- STARSZY!!!!
- AAAAHAHAHA, bo my jesteśmy razem wariaci!


Skacze na jednej nodze:
- Mamo ciebie też boli, a ja mogę tak -hop, hop, hop.

Niech skacze. Żabek jednonożny.



Telefon.  Kumpela:
- Się czujesz?
- Nie, miałam paskudną noc.
- Hehehehehe, rzygałaś?
 - Skąd wiesz? hahahaha. Noooo, koszmar jakiś
- No to sprzedałam ci jelitówkę. Właśnie konam w łóżku. Dwustronne oczyszczenie. I gorączka.
- I wszystko jasne. A mówiłam pijmy wódkę, ech ....


Teraz wiem co mnie tak pogięło ....
Trzeźwość .......



Zostawiłam syna samego w domu. Oczywiście na kompie. Niech ma radochę. Ale zanim wyszłam zadzwonił w ramach treningu do babci:
- ............................................................
-Oj babciu już przestań mnie przepraszać, bo staję się to nudne, nic się nie stało....
 - ....................
 - Kocham cię.


Pojechałam po Młodą.
Wracamy do domu, gdy nagle córa jak nie ryknie:
- AAAAAAAAAA !!!!!
-Co się stało?!!!
- Straszna mucha była -odpowiedziała Młoda pokazując na chodnik - a w przedszkolu był straszny pająk.
- Ufff... - myślałam, ze sobie coś zrobiła ... - a dlaczego straszny?
- Noooo, bo nie dał się pogłaskać!  - i śmieje się łobuziara.

Zakupy. 

- A połowę picia zostawię Starszemu - rzekła Młoda - taka jestem przyjemna.

Dzieciaki oglądają Scooby Doo. Młoda zmęczona po przedszkolu, brat dotrzymuje jej towarzystwa.

A ja siedzę, patrzę na stertę do prasowania i co? Nie chce zniknąć!!!!



rozwałka

Ból kolana nie pozwala na sen. Jest 3.38. Szarpie, rwie, otwiera oczy. Mam dość. Siadam psychicznie.
T przyjechał z pracy.Wpadł na wieczór by być. Być ze mną. Nie prosiłam. Wyczuł.

Przyjechał też dla syna. Syn świetnie sobie radzi. Żałuje, ze do przedszkola nie może chodzić. Jest wesoły.
Najgorzej  wyszła matka. Pocieszamy ją. Ktoś też ją pocieszał:
- Proszę pani, przecież nic się nie stało. A co ma powiedzieć opiekunka, która zajmowała się 1,5 rocznym chłopcem. Chwila nie uwagi, dziecko zakrztusiło się. Jest teraz roślinką. Głupi przypadek ...

Małe pocieszenie, ale tragedia wielka. Zawsze może być gorzej.

Ból wyrywa. Czasem nawet wrzasnę. Przeszywa na wskroś.
Bomba wkręcona w imadło. Eksplozja. Mam dość.
Porzygałam się.
Obudziłam T
- Patrz, znowu krew......
Obudziłam T, bo już sama sobie nie dowierzam. Co jest?
Astma? Alergia? Gardło nie wyrabia? Pewnie tak ...


Dzisiaj rozmawiałam z "zakładem pracy". Wypełniają mi papiery do zasiłku rehabilitacyjnego.
- Pani to  zawsze taka energiczna,a tu ....

Debilne uczucie, gdy łzy same lecą. A lecą, bo tak czasami boli ....

Idę schować się w ramionach T. Wraz ze słońcem będę silna dla dzieci. Jak zwykle. Uśmiech, żart, lajt.


Ale są i takie właśnie noce ...kiedy wszystko wychodzi.




wtorek, 14 maja 2013

scenka z kuchni

Scenka z kuchni rodem :)


- To moja wina - rzekł syn jedząc śniadanie.
- Kochanie, niczyja wina, zaliczamy to jako przypadek, ok? a przypadki chodzą po ludziach. Bywa. Było minęło.
- Nooooo
- AUUUUUUU! - ryknęłam nieoczekiwanie.  Dziwne bóle przeszywają moje kolano. Buuuuuuu.....
- Umierasz? - zapytała się córka
- Tak, od twoich głupot - szybko odparował syn.


Siedzimy sobie w domku. Ja trenuję mięśnie. Synek głowę. Sam upomniał się o zadania.
- 5 razy 15? - zadałam kolejne pytanie, nie oczekując odpowiedzi.
Chwila ciszy .....
- 75 - odpowiedział syn.
Oczy zrobiłam jak balon. Odfrunęłam dumna.
 - 11 razy 5?
- Proste, 55...

Co za koleś. Idę się kawy napić. By nie zemdleć.





poniedziałek, 13 maja 2013

wypadek syna

Poranna rozmowa z T na gadu
- Kur..mać, koleś jest w szpitalu, tak się wypieprzył, ze chyba będzie miał endoprotezę, Tak załatwia się kolano, a nie jak ty ...:)
- CO????
- Kolesiowi wyskoczył pies, wypieprzył się i leży w szpitalu. Rozpierdolka na maksa.
- O, żesz......

Chodzą przypadki po ludziach. Mój kanał to pikuś ....zatem nie marudzę.

A ja postanowiłam tydzień na lenistwie spędzić. Robić nie wiele. Spać i czytać jak dzieci są w przedszkolu. No i pedałować w ramach rehabilitacji.  Totalne lenistwo. W końcu należy mi się, bo zawsze coś ...Więc teraz czas na nic!


Pojechałam do przedszkola po dzieciaki. Matka też zajechała. Odwiecznie nam to robi - przyjeżdża nie proszona. Człowiek wchodzi i co? Dzieci nie ma, Babcia zabrała. Piana z pyska.
- Nie rób tego! Rozumiesz?! NIE RÓB TAK!!!!!A jeśli już to dzwoń! Rozumiesz?!!!!!!!!!!

Ale jak grochem o ścianę. Parę dni spokoju i znowu babcia zamienia się w kobietę niezastąpiona. I zabija pytaniem:
- I dlaczego jesteś taka nerwowa?! 
- A jak myślisz m a m u s i u ......

Dzisiaj spotkałyśmy się pod przedszkolem. Warknęłam.
- Znowu?!
Babcia wzięła syna na bagażnik. Warknęłam jeszcze raz, prosząc by tego nie robiła. Za słabo. Pojechali. Bo przecież wnusio chce ...
A my z córką poszłyśmy na piechotę. Prowadziłam swój rower.

Nagle z dala słyszę krzyk syna. Mega płacz. Darcie się. Jezu!!! Co jest?!?!!?! Skupisko ludzi. JEZUUUUUUUUU!!!!!!!!!!
Ani biec, bo jak? Tu noga, tu rower, a przede wszystkim córka. Płacz dobiegający moich uszów, zabijał. Widzę, ze rower leży, ludzie coś próbują robić. FUUUUUCK!!!!!!!!! CO JEST?!?!?!

- Młoda, coś się stało biegniemy!!!

Młoda puściła się te wpęd, ja kuśtykając skaczę, byle by szybciej, a płacz słychać coraz większy. Płacz?! Darcie się, ze aż ....moje serce ......nie mogę ...strach...jezu .......co się stało?...zamarcie ....zastygnięcie ...paraliż ...

Matka trzyma mego syna na rękach. Ten się wciąż drze. Odbieram go tuląc szpecę:
- Ciii moje kochanie, ciiiiiiii........już dobrze, skarbie, ciiiiiiii

Kurde, noga!!! Mega opuchnięta, odrapana......nie wygląda dobrze. Wygląda koszmarnie! Szlag!!!!!!!
Pewnie nogę wsadził w szprychy. Bo co? A tyle razy matce mówiłam, prosiłam......Kurwa jego mać!!!!!!!!! Chrzanić matkę - zabiję ją później.

Starszy się drze, nie słychać nic. Wciąż staram się go uspokoić, matka coś zaczyna mówić. I ludzie zebrani wokół. Widzę taxi.
- TAAAAXIIIII !!!!!!!!- drę się.
- Zatrzymać?! -zapytała się jakaś kobieta będąca świadkiem - bo to na pogotowie trzeba jechać
-Tak!- a zwracając się do matki syknęłam - zajmij córką!

Kobieta pojechała na rowerze złapała taksówkę zanim pasażerowie wysiedli. Co za przypadek...

Szpital. Pogotowie ratunkowe. Izba przyjęć. Wózek, rtg zdjęcie, izba przyjęć. Noga zwichnięta. Noga w szynie. Zalecenia: odciążenie nogi. Najlepiej kule pożyczyć.

- Bo mamo, bo my jesteśmy tacy sami, prawda?!
- Synku....kocham cię, wiesz?


13-tego......

Przeszła mi złość na matkę. Każdemu mogło się to zdarzyć. Pewnie też cierpi. I słusznie.
Zadzwoniłam z pogotowia.
- Babciu, nie martw się, będę żyć - syn był już rozbawiony. Udało mi się. Kocham ten jego uśmiech.


Syna noszę na rękach. Wniosłam go po schodach. Z ta swoją nogą, ale co tam. Chrzanić siebie-dziecko jest ważniejsze. Wiadoma rzecz.




Matka przyszła z córką. Taka smutna, zapłakana. Ma już swoją karę. Ale czy odzyska rozum?!

- Czy ty zaczniesz się mnie słuchać?! Mamo!!!! Do jasnej cholery!!!!!!!!



niedziela, 12 maja 2013

koncert muzyki poważnej

cd ...sanatorium....



Sztuka, niezależnie czy  kulinarna czy kulturalna najlepiej wchodzi po piwie.
Ale są miejsca, gdzie po piwie nie wchodzi się.
I nadszedł taki czas, ze pub zamieniłam na salę teatralną.
Poszłam na wieczór fortepianowy. Na scenę wyszła długonoga blondi.W czerwonej kreacji.
Szok -nie jakiś pryszczaty facet na patyczkowatych nogach z nieśmiały uśmiechem, tylko niezła laska.
I zagrała. O ja cię pierdzielę ....

Chopin- jakieś tam B-mole rwały się spod klawiszy.

https://www.youtube.com/watch?v=6LvHkB-Vu9s

Gdybym żyła w czasach Fryderka mogłabym wtopić w takim grajku. Medialna nuda, a tu proszę - koleś wymiata do stargania duszy. I ma niezłe palce .Takie wyrobione. Więc Fryderyk kobiety miał, tylko te miłości były nieszczęśliwe. Więc naparzał w klawiaturę.
Gdy umarł, serce mu wycięto. I słusznie. W tamtych czasach zdarzało się chować ludzi na żywca.

Ja chcę by mnie spalono. Zgarnijcie organy, piec i spoko. Nie wyobrażam sobie by banda robali panoszyła się w moich kichach. Imprezka na lajcie, ale nie u mnie.







Mussorgsky- Obrazki z wystawy

Ciekawa jest historia powstania utworu.....Modest zapatrzył się w dzieła swojego kumpla. A że kumpel nie żył, to Modest nagle wykminił, ze obrazki ujmie w dźwięki. Tak się wzruszył.Śmierć otwiera oczy i duszę. I tak powstał jego najsłynniejszy utwór. Po trupie.
Z kolei Ravel jak usłyszał tą kompozycję to  przerobił na orkiestrę.
Dzieło gotowe. Wybitne.
Prosty przepis na sukces - mieć talent i duszę.


A potem usłyszałam Lutosławskiego, granego z racji Roku Lutosławskiego. Na szczęście krótko. Bo jego muza jest niczym kwas solny na cewki nerwowe. Tutaj wymiękłam. Hardcore muzyku poważnej. Chyba tylko dla maniaków. Co za schiza, ja pierdzielę.


Nie mniej jednak wieczór nakręcił mnie. Wysłałam sms do T :

- Dlaczego nie bywamy w filharmonii?!







No właśnie. Człowiek nie robi tylu fajnych rzeczy.






---------
Beata Bilińska- cyt. " jest jedną z najciekawszych postaci polskiej pianistyk"     http://www.bilinska.pl/recenzje.php

https://www.youtube.com/watch?v=MD6xMyuZls0&list=RD024QB7ugJnHgs



impressskofo

Wczoraj poszłam z córką na plac zabaw, by pograć w piłkę. To sobie pobiegałam....Tup, tup, tup...Bleeeeee....Okropne uczucie nie móc biec. Ale mam nogę, no nie...
Ale za to ja Młoda kopie piłkę! - czysta poezja sportowa!



Syn, przy obiedzie, nieoczekiwanie oderwał się od talerza, po czym siadł pod stołem.

- A teraz zacznę świrować - zapowiedział z dziką radością w głosie, po czym zaczął smęcić - nieee chcęęę jeść, nie chcę nic, nie będę się słuchać ....nie będę grzeczny ... będę krzyczeć ....mam wszystko w nosie ...

Na co córka rzuciła słowem:

- Starszy, a ty chcesz mamę wkurzyć?!

I dostali ataku śmiechu.


-Mam pomysł - Młoda załapała klimat - ja wiem, dzisiaj nie będziemy mamy słuchać.

I znowu ryk. Ha, ha, ha ....



 Pojechaliśmy do teściów. Zaległe życzenia z zaległych imprez. Już się cieszę. Merdam ogonkiem po prostu.


-Za agresywnie jeździsz! Pada deszcz, masz zimowe opony, nie masz abs - zaczął marudzić T - za  agresywnie jeździsz jak na ten samochód, rozumiesz?!
- To zmień mi w końcu auto. To takie proste.

Faceci!, alfa i omega jazdy samochodem. Nic tak nie wkurza jak takie trucie. Ja i agresywna jazda?! Ta gadka sprowokowała mnie do odpowiedniej jazdy. Na światłach ruszyłam z piskiem opon. Zadziałało. Rozumiem, że trudno być pasażerem jak się jest kierowcą, ale ..noż kurde ....T miał szczęście, ze jechały z nami dzieci, hahahaha....więc obyło się bez dreszczyka emocji.
Choć pewnie T ma rację - lubię pohulać, a za bardzo nie mogę. 130 max, buuuuuuuuu

Jako kierowca nie piję. A co! Taki bajer. Zasnęłam więc. Tak po prostu. Monotonne gadki, monotonne myśli, monotonny deszcz, monotonia dnia .....chr, chr, chr ....chraaaaaa....
I super.

Jak uszy nie słyszą to usta nie komentują.
Trudno jest mi przejść w milczeniu, gdy słyszę jak w czyimś słowie jest naciągana  rzeczywistość. Jak rzeczywistość odbiega od wypowiadanego słowa. Nie wiem po co ludzie kłamią, idealizują ...Nie moja brocha, ale działa to na mnie jak płachta na byka. Po co komu bajki? I wydmuchiwanie własnego ego?
Ale na co i komu prawda ma?! Ha, ha, ha ...
Obudził mnie tekst:
 - To ja nauczyłam wnuka jeździć na dwóch kółkach.
O, Jezuuuuuuu......
A prawda jest taka, że syn poprosił T
 - Tato odkręć mi te kółka.
Wsiadł na rower i pojechał. Zuch chłopak!
Takie piękne chwile mnie ominęły, gdy byłam w sanatorium. A że to było na podwórku u teściów to i nauczyła go teściowa jeździć, hahahaha......




Wieczorem dzieciaki obejrzały



i poszły spać do "wioski indiańskiej".



Ale Młoda,zanim zasnęła, zdążyła wycałować mi serduszko na policzku.

Pedałując na rowerku uśmiecham się - będzie dobrze.
W końcu żyję się dla tych paru pięknych chwil ..........hahahaha


sobota, 11 maja 2013

bo palenie szkodzi

Palenie papierosów jest szkodliwe. Dorośli o tym wiedzą i palą, a dzieci nie wiedzą i nie palą. Ale od każdej zasady są wyjątki  i bywa na odwrót. Bądź różnie.Jak to w życiu. Jest jak jest. Bo jest.

Syn jest przeciwnikiem palenia i słusznie. Moją kumpelę zabił krytyką. By zapalić, musiała pójść do lasu. Jednym słowem: musiała zejść Starszemu z oczu.

- Chcesz mieć raka, co? Chcesz umrzeć?




Sobotnie popołudnie. Leniwy, rodzinny spacer do cukierni. Babcia z dziećmi poszła przodem, a my z tyłu, gdzieś za rogiem zapalamy papierosa, bo chciało nam się trucizny okrutnie. Ale cudownie ...
Niestety Babcia szła zbyt leniwie i z daleka wpadliśmy w przestrzeń widzenia syna. Daliśmy ostro po hamulcach, ale to nas nie uratowało. Dojrzała nas nasza Bestia. Ups ...


- Babciu, a oni palili papierosy!
- Kto?
- No rodzice! A mówili, ze nie palą. kłamcy jedni. Już ja z nimi porozmawiam, co oni sobie myślą. Tak kłamać?
- Ale twoi rodzice nie palą.
- I ty jeszcze kłamiesz? Przestań, widziałem. Już ja im pokaże....


Lody zamroziły pamięć. Nie oberwało nam się. Za to pilnujemy się niczym agenci KGB w  Białym Domu.
Wiem, czas rzucić.
Ale póki co trenuję na ubraniu. Przed mężem. Tyle potrafię rzucić.A i tak nie za daleko.