piątek, 10 maja 2013

sanatorium

c.d. sanatorium ...



W jakimś dziwnym splocie wydarzeń poznałam Jasia. Jaś kocha swoje dorosłe dzieci. Żony już nie. Żona  na kolejną rocznice ślubu przywiozła mu w prezencie mężczyznę. Spakowała się i odeszła. Mężczyzna śmiertelnie zachorował, żona płacze, Jaś płakać nie przestał.
Jaś zaczął latać. Ta pasja trzyma go przy życiu. Lot samolocikiem nad górami, któż by nie chciał? Ja chciałam. Dałam Jasiowi telefon, by zadzwonił po operacji. On tak zarabia na życie, ja chcę polatać. Czysta, jasna transakcja.
- Zaproszę cie z całą rodziną.
-Super! Inaczej nie jadę. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Słuchałem twoich słów. Inni mówili o imprezach, a ty o dzieciach, mężu. Ujmujące.
-Cóż nudna jestem i tyle. To mój świat, za którym tęsknię ...
- Ja też. Kocham swoje córki najbardziej na świecie.
Jasiu  w rozmowie przyznał, ze nie był w parku, nie widział krajobrazu. Zdziwiłam się:
- Naprawdę? Nie wierzę!
- A jednak, nie miałem potrzeby. Ani towarzystwa.
Czasami lubię zbawiać świat. Podjęłam się i tej misji. Wyciągnęłam Jasia na spacer. W końcu fajnie nam się rozmawiało pomimo znaczącej różnicy wieku.Jaś urzeczony przyrodą deklamował wiersze. Śpiewał Okudżawę. Interesująca postać.
- Dziękuję ci mój aniele, czarny aniele za spacer.
- Nie ma Jasiu za co. Piękno trzeba zauważać, a nie chować się w ścianach pokoju.
- A wiesz, ze ja z ręki wróże? Chcesz?
- Ale zaskakujesz. Jeśli możesz to proszę ...

Na drugi dzień Jaś poprosił mnie o towarzystwo do restauracji. Na kawę. Między wizytą u fryzjera, a wyjściem na piwo miałam 2 godziny wolnego czasu. Poszliśmy. Lubie słuchać o lataniu. ale okazało się, ze ktoś odleciał ....I to  za bardzo ...
Kawa zamieniała się w  johnny walker'a. Piłam jasia wędrowniczka z Jasiem. Jaś grał na fortepianie. Grał Szopena. To nic, ze siedzące niedaleko dziewczyny szybko zjadły rosół i uciekły ze śmiechem. Ja czułam się podobnie. Jakby wrzucono mnie w sam środek surrealizmu. Groteska. Powstrzymywałam śmiech kiwając głową - no nie wierzę. A Jasiu grał najlepiej jak umiał. Na rozstrojonym fortepianie.Czerwona lampka zapaliła się. Za późno.


takich rzeczy nie robię, ale kto by uwierzył?!



(Potem do tej restauracji przyszłam z rodziną - kelnerki mina była nieziemska. Zastanawiałam się, czy pomóc jej podnieść szczękę. Pozory mylą, a ludzie widzą to co chcą widzieć. Trudno. ......ps przepraszam za autoreklamę, ale jestem osobą specyficzną .....cokolwiek to znaczy, mnie się nie zapomina, tak mówią inni, więc powtarzam to co słyszę -plotkując na swój temat:D;P))



A potem dostałam sms:

Nigdy o Tobie nie zapomnę
w moich marzeniach będziesz TY
ja często miła wracam do wspomnień
a tym wspomnieniem będziesz Ty.
Choć nie wiem może co to miłość
lecz wiem co to są łzy 
w mym sercu wszystko się zmieniło
a tym powodem jesteś Ty

Zatkało mnie. Cholera, rozmowa o lataniu, sztuce, dzieciach. A on, co? 

Nie zdążyłam się odetkać

Dlaczego milczysz mój czarny aniele?

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! A co mam powiedzieć?!
Zamilkłam.

Chowam cycki w garbie, nogi w spodniach a wrażliwość za arogancją. Nie czaruję facetów, a tym bardziej tych, co są w grobie jedną nogą! Rety!
Co jest?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


A jest kolejny sms:


Choć mieszkasz ode mnie daleko 
i wiele dzieli nas dróg
to moje serce blisko Twego
słyszę jak puka, puk, puk
otwartym oknem dzień skrada się
odgania wszystkie moje sny
i witasłońce Ciebie i mniebo wie co to jest
śmiech przez łzy.




 Dlatego nie warto wierzyć ludziom, których się nie zna. Mówią o sobie to, co chcą powiedzieć. A rzeczywistość jest inna. Naprawdę. Patrzcie przez palce na słowa jakie do Was płyną.





cdn.



dom




Wygłupy z dzieciakami należą do tych chwil, które uwielbiam. Zresztą, która matka tego nie lubi?
Córka wycałowała mi całusami serce na policzku. stwierdziwszy przy okazji:
-Mamo, ty nie jesteś stara, bo masz twardą skórę!
Uśmiałam się. Krótki przepis na stwierdzenie starości. Jeszcze trzymam się! Wspaniale!Uffff...
Syn za to kazał zrobić sobie porcję pierdziochów. Poczytać książkę. Dzisiaj pochwalił się swoim zadaniem.

Brawo, Synu!!!! Gościu wymiata swoim mózgiem. Niewiele dzieciaków rozwiązało ten tekst bezbłędnie. Dla syna to zbyt proste.

- Chciałbym obliczyć nieskończoność ......

A ja, matka, marzę czasami o szarlotce. Z bitą śmietaną. No cóż, z wiekiem przyjdzie mi udawać głuchą, by nie wyjść na głupią ...



Fajnie jest być w domu. choćby Maluchy darłyby się jak oparzone:
- Mamooooooooo! A on mnie bijeeeeeeeeeeee........
- A wcale, że nieeee!!! to ona zaczynaaaa!!!!!!!!
Ech ......
- Czy ja mam wam poodgryzać szyje?!


:)




czwartek, 9 maja 2013

psy z wieży

Pogoda sprzyja spacerom, więc z dzieciakami idę tu i tam. Jeżdżę rowerem zaciskając zęby. Tyłek też boli.(od siodełka, a nie po sanatorium! :P)
Spotykam sąsiadów, znajomych. Jak to na osiedlu małego miasta. Ludzie jeszcze z sobą rozmawiają. To miłe. A ja chętnie gadam. Skoro nie mogę przebierać nogami to przebieram szczęką.


- Jak tam noga?! Jest lepiej?

- Niestety nie, nie jest dobrze......-polska odpowiedź musi być.

I wtedy pada większość komentarzy w stylu, że to dziwne bądź niewiarygodne widzieć mnie kulejącą, ze ...taka osoba energiczna i .....no, nie pasuje, to nie ja. A co ja mam powiedzieć? Że mam ochotę zabić się, ale ..dzieci ....
Czytałam:
Rozumiałam Lexy i jej stosunek do odejścia ...wentyl bezpieczeństwa ......jeden krok i spokój ....

Nawet T skwitował nasz spacer:

- Nie jestem przyzwyczajony, ze idziesz za mną ...

Cyganskie małżeństwo - samiec przodem ....


W sanatorium miałam sen. Syn biegał po parku krzycząc:
- Mamo!!! goń mnie!!!!
A ja stałam, stałam i nie mogłam kroku zrobić. Chciałam pobiec, jak kiedyś  i....nie mogłam.....
Obudziłam się ...pełna niemocy.

Łzy.
Są chwile, kiedy trzeba sobie na  nie pozwolić ....są chwile, kiedy one sobie pozwalają ...






[...] ja właśnie płakałem. Nie po wierzchu. Czułem coś takiego, jakby z drugiej strony moich oczu łzy do wewnątrz mnie spływały. Doświadczył pan może takiego płaczu?

                                                                                                                       Wiesław Myśliwski
                                                                                                                  Traktat o łuskaniu fasoli




https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=4y7pIPkMhbk#!



sanatorium

sanatorium, opowieści ciąg dalszy..


Wychodzę spod prysznica a w moim pokoju stoi jakaś postać. Krzyknęłam nieziemsko wystraszona zagłuszając słowa, które padły od istoty:
- Przepraszam bardzo, proszę się nie wystraszyć.

Ale wystraszyłam się! Naprawdę! Pani przyszła, by jednak spróbować przespać się ze mną. W jednym pokoju, nie w łóżku. O, żesz, jednak plan mój boski nie wypalił. Cholera, mogłam powiedzieć, ze puszczam bąki i to straszliwe.......grrrrrr
- Ależ proszę, zapraszam. - odpowiedziałam nawet miło, bo i co miałam robić?!

Rozmowa się nawet kleiła. Zanurkowałyśmy w książki. Nić porozumienia zaczynała istnieć.

Rano.

- Dziękuję za wspólną noc.
- Co? - zaczęłam się śmiać - ahahahaha, ale to zabrzmiało ahahahaha... jeszcze żadna babka mi za noc wspólną nie dziękowała. Zaczyna być bosko!
- Ahahahahaha, to ja ci dziękuję ....hahahahaha
- Ależ proszę ......hahahahhaa


Okazało się, ze nie chrapię i Blondi zamieszkała ze mną. No i dobrze. Samotność podkręca świra, więc towarzystwo było fajną równowagą. Bo co jak co, ale dobrze mi to robiło. Nie wspólne noce, tylko towarzystwo!.:P

Stołówka. Siedziałam przy jednym stoliku  z Ludwisią, kobietą około 70-tki.
- A czemu nie jesz flaczków?!
- A to można zjeść?! Hahahaha, nie lubię. Zjadłam już 2 kromki, wystarczy jak dla mnie.
- Naprawdę? To mogę zjeść za ciebie?
- Proszę.
Miała nieziemski apetyt. I na jedzenie jak i na życie. Ludwisia potrafiła wciągnąć dwa talerze zupy, czasami i moje drugie danie. Śniadania i kolacje też koncertowo były wcinane. Nie wierzyłam, ze tyle można zjeść. I babka kochała tryb życia aktywnego - latała na basen, na rower. Zakręcona mega.
-Oj, Artuniu jedz, bo ci sił zabraknie, zobaczysz. Te ćwiczenia i zabiegi naprawdę dają w kość.
- To jak dadzą to zjem, ale teraz nie mam jakoś ochoty.

W sumie załapałam jakąś zamułę - tęsknota za T, dziećmi. Kolanowe myśli przeplatały się z ogólną niechęcią do wszystkiego.

Zadzwoniłam do T. Syn stracił zęba. Prawie sam wyrwał. Młoda szaleje na rowerku.

- Zazdroszczę ci, ze możesz je przytulić, wycałować, być z nimi......
- No to teraz odpocznij, nie marudź, baw się dobrze.


Czekam wraz z grupką ludzi na zajęcia. Przyszedł Tadziu:
- Oj, Artuniu, powiem pani, zebyś siedziała na mnie. O niczym innym nie marzę...
Wbiło mnie w krzesło. Głowę do tyłka sobie wsadził, czy co?
- A tobie to co? Zupka zaszkodziła? Zluzuj T a d z i u....
Popatrzył. Uśmiechnął się. Zamknął się, ale tylko na chwilę. Jak weszliśmy do sali znowu zaczął. Ryknął na całą salę.
 - Artuniu, ty wiesz co ...
- Tak wiem - krzyknełam - czy jest tu psychiatra? Ten pan wymaga pomocy.
Reszta zachichotała.
Nie pomogło. Facet do mnie po zajęciach podchodzi i zaczyna bajerę o pozycjach seksualnych.
Para uszami mi poszła, aż zwęziło mi oczy. Wysyczałam przez zęby:
- Słuchaj, nie życzę sobie takich gadek do mnie ani insynuowania, że jesteśmy znajomymi. Rozumiesz?! Nie życzę sobie. Jeszcze raz odezwiesz się w ten sposób, to naprawdę się wkurwię i będziesz miał problemy. Chcesz tego?
 - Ale ja żartowałem, przepraszam.
- To nie żartuj sobie. Najlepiej odwal się ode mnie. I niech jeszcze jedno słowo padnie w moją stronę to nie ręczę za siebie.

Poskutkowało. Tadziu się nafoszył. Na drugi dzień przepraszał jeszcze. Po czym znalazł nową ofiarę. A nawet więcej .. Podobno trzy kobiety zgłosiły do pielęgniarek, że są molestowane przez Tadzia.
Tadziu od rana do wieczora pił. Palił w pokoju, pomimo zakazu. Generalnie czuł się jak w domu. Do domu też dzwonił, bo jak się okazało miał żonę. Miło z nią rozmawiał:
- Kurwo ty jedna, jest rano a ty bełkoczesz ......
Jak się porządnie nawalił to albo o północy latał po pokoju z mopem rzekomo sprzątając pokój, bo przecież mieszka z brudasami, albo próbował owy pokój zdemolować. Chłopaki z pokoju nie wytrzymali. Sami wezwali pielęgniarkę. Wizyta u lekarza otrzeźwiła na moment Tadzia. W końcu mógłby rentę stracić.


cdn. :D:D:D



gadu sru

Młoda w kuchni przemówiła:

- Chciało mi się pić i chciało i tak chciało, chciało,...chciało ...,chciało, chciałooo, że.........To nie tak było! .......Mamo,a  jak upadłam na rowerku ........

Oto wypowiedź prawdziwej kobiety - wielowątkowa w jednym zdaniu.






Natomiast siedząc na kompie popijając z mego boskiego kubka kawę, patrzę na gadu i co ja widzę?


Wiolcia
Witam mam na imie Wioleta i chcialabym zadac pani pytanie w pewnej kwestii: Kazdy z nas przezywa rozne trudnosci, wielu ludzi obwinia za to Boga. Jak myslisz czy Bog sie o nas troszczy?
10:17


CO TO JEST?!!?!?! Hm....A, chrzanię, napiszę ....:)

Arte
troszczy się troszczy :)
10:28

Wiolcia
ma Pani racje, niestety wiele religii naucza ze ludzie cierpia, bo taka jest wola Boza. Co Pani o tym sadzi?
10:30

Arte
wola Boza nie moze być zniżana do nieludzkich zachowań ludzi
10:31


Wiolcia
super ze Pani tak mysli, w ksiedze Hioba 34:10 czytamy,, Dalekie niech bedzie od prawdziwego Boga, by mial postepowac niegodziwie, a Wszechmocny- dzialac niesprawiedliwie! '' Bog ma wobec ludzi wspaniale zamierzenie



 To sobie pogadałam. Żartując. A może nie.
Czekam na dalszy wątek, hahahahaha.
Nie wiem kto to jest.
Kto się przyzna?!


:)




środa, 8 maja 2013

walka

Straciłam czas dany mi .....Konsultacja u innego ortopedy i masakra.  W sumie myślałam, ze usłyszę - spoko, przejdzie z czasem, tak ma być. Ale usłyszałam coś innego. Kontynuacja zwolnienia. Zestaw ćwiczeń. Konkretne działania.

Powyłam już z bólu. Powyję jeszcze. Tak ma być. Po paru dniach przejdzie. Może. Muszę odbudowywać mięśnie. Muszę odzyskać siebie. Własne marzenia. Życie.

Teraz wierzę, że zaczyna dziać się coś pozytywnego. Oprócz ostrej niewydolności mięśnia czterogłowego mam podejrzenie uszkodzenia szpiku.  Rezonans wykaże wszystko. Oby było okej!!! Mam już dość .... Zmęczona jestem tym wszystkim...

Tyle tygodni rehabilitacji. Działania na oślep. Mówienia mi, ze musi boleć. Mam żal, mega żal. Do siebie też, ze dopiero teraz zareagowałam. Ale tym razem zareagowałam od razu. Zrobiłam konsultację przed wysłaniem mnie do pracy. Bo może żyłabym klnąc pod nosem, ze tak musi być ....
Nie ma co wierzyć jednemu lekarzowi. Oni sami nie przyznają się do nie wiedzy. Nie wyślą na konsultację. Nie poradzą. Przecież to problem pacjenta, nie ich.

Zapytałam się lekarza co robi się w przypadku takiego uszkodzenia. Odrzekł:
 - Proszę nie wybiegać w przyszłość. Na razie proszę ćwiczyć jak pani mówiłem... 

Koncentracja na mięśniach. Rozpoczełam morderczy trening.

Zawyłam z bólu. Dzieci z kuchni wyleciały
- Pomasować ci kolanko, mamo? - zapytała się Młoda.
- A może pomasować ci plecki? - zapytał się syn.

Kochane dzieciaki. Gdyby nie one ......naprawdę mam dość. Teraz zaciskam zęby. Z dnia na dzień było coraz gorzej. I byłoby. I jest. Czas pójść w inna stronę.

- Wiesz, że jak będę taka duża -zaczęła córcia nawijkę przy rozbieraniu do kąpieli - to będę ci pomagać i babci. I wszystkim będę pomagać, wiesz?
- Wiem córeczko, masz cudowne serduszko.Kocham cię.
- Ale puścisz mi Scooby Doo? -łobuzerski uśmiech - Dwa odcinki, dobra?



Pięć minut pedałowania i 3 okrzyki z bólu. Tego jeszcze nie było. A przecież jeździłam na rowerku. Idę jeździć dalej.
Zatkajcie uszy!!!!!!!!!




http://www.youtube.com/watch?v=FjDMGOEpE5s





sen




W nocy obudził mnie płacz Młodej.


- MAAAMOOO!!!!MAAAMOOO!!! Gdzie jesteś?!  - i płacz wielki - MAAAAAMOOOO!!!!!

- Jestem, kochanie, jestem. Nie płacz, skarbie ....

Młoda we mnie się wtuliła. Ja w nią.

- Nigdy mnie nie opuszczaj. . - powiedziała smutno, by za chwile dodać - Ja ciebie nie opuszczę.
- Kochanie, jestem. I będę. Spij córeczko. Kocham cię.

Kolejna noc z Młodą.

Teraz wychodzi jak to wszystko przeżyła.......przeżywa.


Syn też. Tuli się mega.

 - A wiesz mamo, nawet gdybyś była zła i nas biła to też tęsknilibyśmy, bo mama to mama, wiesz? Kocham cię.

- Ja ciebie synku też.










sanatorium

Chaotyczne wpisy z sanatoryjnych wspomnień będą mieszać się z aktualną rzeczywistością ......:)

sanatorium ....wspomnienia ....



Pożegnałam się z dzieciakami. Smutno i ciężko mi było. Im też. Wyjazd spadł tak nagle. Nieoczekiwanie. Szok. Dzieciaki nie płakały. Mamusia w końcu musi mieć zdrową nogę, by biegać. W końcu do mamy przyjadą.
Nie było tak źle, jakoś rozmowa rozładowała wszystko. Dla nich też byłam dzielna, choć serducho rozwalało się na milion niepokoi.   Rozstanie z T - przez tyle lat nadszedł ten pierwszy moment. Dziwne uczucie ...
T odwiózł mnie do sanatorium. W recepcji okazało się, że nie mają moich dokumentów. Zaczęło się bosko po prostu. Pani wykonała dwa telefony. Dostałam klucze do pokoju. Hm..a już myślałam, że mogę wracać do domu. Nie udało się.
Budynek mega duży, korytarze, w oczach się kręciło. Miałam zgłosić się do pielęgniarki, potem do lekarza, a potem na stołówkę. Odnalezienie pokoi, gabinetów. W dżungli byłoby prościej dotrzeć do wioski autochtonów. T wciąż był przy mnie. Za dużo wrażeń...Nie wierzę......sanatorium......

stołówka

Kolejna recepcja. Za ladą siedzi czarnulka ze słuchawkami w uszach. Śpiewa pod nosem. Fajną ma pracę.
Winda. Piętro drugie. Pokój trzyosobowy. Bez lokatorów. Jestem sama!!! Hura!!! Telewizor, radio, łazienka z wc. Ryjek zaczął mi się uśmiechać nieśmiało. Póki co brak towarzystwa jęczącego babska czy innej paskudy! Ufff....

- T, patrz jakie śmieszne kontakty z laleczką! - krzyknełam próbując to otworzyć.
- Zostaw!!! Zgłupiałaś? Tym wzywa się pielęgniarke!
-Ups .ahahahahaa ...hm...wolałabym pielęgniarza, może masaż by zrobił?

były przy każdym łózku, w lazience też



jak w żłobku :)))



T wyjechał. Zostałam sama. Spotkanie grupy z pielęgniarka. Powroty do pokoi o 22.00. Zakaz picia, choć owszem alkohol jest dla ludzi.
Rozdanie kart zabiegowych.



od 5 do 7 zabiegów dziennie, z czasem doszły też nowe...

Weekend wolny. Samotny. Hm, co by tu robić? Wyspać się w końcu?!
Założenie moje na pobyt sanatoryjny - zabiegi, spacery samotne, książki. Bezstan bezistnienia.
Zaczęłam obczajać pokój. Zaintrygowały mnie rolety.

Całe upierdzielone. Balanga czy rzeźnia? Hm, musiało być tu dobrze ...

Zaczęłam realizować śmiały swój plan mega szalony-spacery, książka. No bo co robić w dni wolne?!






głupia kurtka!!! ;PPPPP


Winda, recepcja. Kurde, trochę za dużo tam ludzi siedzi. Hm....Ciekawe ... Trzech recepcjonistów?! A niektórych widziałam na stołówce. Hm ...puszczam żurawia za ladę, laptopy, gadka. Żadna recepcja to strefa internetu. Ja pierdzielę!!! Jestem cała ubrechtana.
Na korytarzu wpadłam na czarnulkę i zbrechtałam znowu. Popatrzyła na mnie:
- Sorki, ale nie mogę, hahahahaa...myślałam, ze pracujesz w recepcji, a ty na necie siedziałaś ahahahahaha, zrobiłam się na maksa! hahahaha
-Serio? Ahahahaahaha


Wyjście z budynku. Kawa, papieros, książka.  Tyle, ze gołębiami i kotami śmierdziało. A poza tym serce i centrum życia towarzyskiego.  Bo jak zwykle najlepsze życie towarzyskie kręci się wokół palarni.

 

Wracam ze spaceru. Przy drzwiach pali grupka "rozbawionych" facetów. Hm, podobno pić nie można, bo alkomatami badają. Ciekawe ...
Stoję przy windzie. Wyskakuje stary człowiek w menelskim (kolorowym, zniszczonym sweterku):
- Cześć. Pójdziemy na kawę? Zapraszam.
Normalnie, padłam. Aż buty moje zaczęły się śmiać. Ja pierdzielę - co to jest?!
 - Nie, dzięki.
Czekam na windę, a ta pierdzielona nie zjeżdża. Koleś też nie zjeżdża. Fuck!
- Jestem Tadek, rozwiedziony. A ty jak masz na imię?

- Arte, mężatka, wierna mężatka.

- Nie szkodzi, a moja żona była modelką, wiesz?
Ale czub, hahahaha....Kurde, gdzie ta winda?!
- Super, to trzeba było się jej trzymać.
Winda zjechała. Uff....
- Do widzenia - rzekłam i wsiadłam. Tadziu też. O! żesz!
- A wiesz, ze pracowałem jako kierowca, murarz, jakie ja przekręty robiłem - wraz ze słowami dociera do mnie ostry zapach alkoholu - gdybym cie zważył to byś połowę ważyła.
- No i ?
 - No to pójdziemy na kawę?
- Żartujesz?! Nie. Żegnam.
Weszłam do pokoju odprowadzona przez kolesia. Jezu......Słyszałam, ze sanatoria to krzakoterapia, ale kurde....Hahahahahaha.....Pajac.


Kawa, książka, spokój .....

Puk, puk ....Otwieram drzwi. Stoi szczupła blondyna.

 -Dobry wieczór, przepraszam, ze niepokoję, ale mam taką spawę. Moja sublokatorka strasznie chrapie i zakłóca to mój sen, a wiem, ze pani jest sama więc chciałam się zapytać, czy wyrazi pani zgodę na to bym przeniosła się do pani. Naprawdę koleżanka tak chrapie, ze spać nie można...

Czerwona lampka zapaliła mi się w głowie. Moje terytorium zagrożone! AAAAAAAAAA!!!!!!!!!

- Jasne. Proszę bardzo, jeśli dla pani to jest aż tak uciążliwe to zapraszam. Ale wie pani co? Mąż mówi, ze też chrapię. Jak traktor. Wszystko przez astmę - nawijam jak nakręcona .a sio sio sio .. - ale jeśli pani nie będzie przeszkadzać to zapraszam, są tu dwa łózka wolne. W końcu to nie mój pokój...

- To ja jeszcze się zastanowię....

-Proszę ......

Tralalalala! Chyba zadziałało!!!! Oby!!! Oby!!!


Zeszłam na palarnię. Choć papierosa zapalę na znak zwycięstwa. Tralalalala.....
A na palarni zeszłam ze śmiechu......











wtorek, 7 maja 2013

wyrok - zsyłka

Wracając do zdarzeń sprzed miesiąca .....

Przedłużające się zwolnienie stało się pretekstem do "zaproszenia" mnie do orzecznika.  Za biurkiem siedziała  nieprzyjemna baba. Baba bez karku. Mlasnęła okiem podejrzliwie i zaczęło się:
- Długo pani zamierza chorować?! - co za ton, kroi człowieka niczym brzytwa. Grrrr,,,,,
- A co mam zrobić?! Wciąż powracam do zdrowia. Rehabilituję nogę. Boli mnie....
- Ćwiczenia jak nie pomagają to trzeba iść na rekonstrukcje.
-To ja mam o tym decydować?! Przecież nie jestem lekarzem.
- Tak nie może być!
- To proszę o skierowanie na operację i i już.
Popatrzyła, o mało nie zabijając mnie wzrokiem. Normalnie pod ciężarem tego spojrzenia  znikłam pomiędzy szczebelkami krzesła. Tak na wszelki wypadek.
- Proszę się rozebrać!
Popatrzyła na nogi. Pozginała. Pojęczałam. Kurde, na prawdę coś mnie trzyma, coś mnie boli...cholerne kolano..
- Lewa noga jest chudsza.
- Wiem, od ćwiczeń! - - mówię dumna.
- Jakich ćwiczeń?! To zanik mięśni!
- Proszę?!?!?!?!

Jaki zanik mięśni? Po 8 tygodniach rehabilitacji?! Co jest grane?!
Dostałam papierek do ręki. Patrzę i nie wierzę: mam skierowanie do sanatorium. Skierowanie do sanatorium w ramach prewencji rentowej. Wyjazd za 2 dni.
Rentowej? Że co?!!!! Kiedy?!!!!!!!!!!!!!?
Szok.
Sanatorium?!!?!?! W tym wieku?!?!!?!
Jezu.........
A dzieci?!
Nie tak dawno martwiłam się o Maluchy idąc do szpitala na 4 dni, a teraz mam Je zostawić aż na tyle dni?
Rentowej?!!!!!!!!

Natłok myśli. Zagubienie totalne. Naprawdę. Do tego praca. Totalny chlew. Kiedy coś się rozsypuje walka jest brutalna. Koszmarne dni zatłoczyły synapsy. Odrętwienie na maksa. Korki spalone.


Poszłam do ortopedy. Pokazałam skierowanie. Mówię, ze orzecznik stwierdził zanik mięśni.
- To normalne po tego rodzaju operacji.
- To dlaczego pan nie mówi, jak należy ćwiczyć nogę.I dlaczego trzeba ćwiczyć. Poza tym sugerowano rekonstrukcję wiązadeł.
- Tak? Wróci pani to zobaczymy.


Wróciłam z sanatorium.
Zalecenia:
utrzymujące się dolegliwości kolana, ograniczenie ruchomości, utrudniony chód. Wymaga dalszego leczenia.

Idę do ortopedy. Zbadał nogę. Zrobił usg. Zwolnienie do końca tygodnia - powrót do pracy. Nic się nie dzieje.
- To skąd ten ból? Dlaczego boli? Kuleję!!!
- Nie wiem, nie powinno.
- I tak mam wrócić? Koniec?! Zero dalszej pomocy tak? Nie powinno a jest ..ciekawe. I co tak ma być? Tak mam żyć?!
- Proszę pani, usg nie wykazuje żadnych odchyleń, koniec leczenia. Można jeszcze zrobić artroskopię, ale te bóle to jeszcze będzie pani przez dłuższy czas
- Tak? A przecież nie pwoinno boleć, prawda?! Za artroskopię dziękuje, już jedna miałam.  A nie można inaczej zbadać stan kolana?! Może rezonans?! Naprawdę się martwię.
Dostałam jeszcze skierowanie na rezonans.  I powrót do pracy z wpisem -odciążać nogę! Hahahaha......ciekawe.

A kolano daje czadu. Więc idę na prywatną konsultację do innego ortopedy.


bez mocy

Życie ludzkie jest takie śmieszne ...........



Wróciłam.
Bez mocy.
Przywitania się nawet......
a pisania tym bardziej.


Ech............