środa, 13 marca 2013

pa pież

Wybrano nowego papieża. Rzekomo połowa świata się ekscytuje tym faktem. Niezrozumiały jest dla mnie kult jednostki.
Bo to tylko człowiek. Każdy jest ułomny. Każdy ma coś za skórą. Nawet św. Teresa. Nie ma doskonałych ludzi.
Nie ma co sie cieszyć- przecież jeszcze nic nie zrobił.
A co zrobi?!
Któż to wie?!

Jeden człowiek i taka władza.
Ilu ludzi mogło zrobić wiele dobrego, a nie zrobiło nic?
A nasz rząd - co robi?

Będę się ekscytować jak papież zmierzy się z problemami Kościoła. Problemami, które są problemami świata poniekąd.

Jak dobierze się do pedofili. Niech zamknie ich w zakonach. Albo stos uruchomi. Ha, ha, ha ....
Niech uzna prezerwatywy.
Dla dobra nie tylko Afryki.

Wiele by wymieniać. Tak z punktu szarego człowieka.

Niech zmierzy się ze skostniałością Kościoła..
Niech ewoluuje. Ku ludziom.
Niech księża mają rodziny. Niech wiedzą o czym mówią.

Dobro człowieka powinno wypływać z serca, a nie dlatego, ze ktoś mi każe, ktoś mi mówi.
Wiara jest stanem duszy, potrzebą modlitwy, a nie całowaniem w pierścień.

Aczkolwiek wiele uczymy się od innych. Ale za słowami powinny stać czynny. A nie teorie.

Bóg jest poza murami kościoła. Jest pośród ludzi. I tam kościół powinien zmierzać.


codziennik ik

By zasnąć i nie budzić się w nocy to trzymam oczy tak szeroko otwarte dopóki się da, a potem padam. Bez świadomości. Plus tabletki przeciwbólowe. Efekt piorunujący - nie budzę się już o czwartej w nocy.
Ech, co mi przyszło na stare lata......

Wczoraj padłam, zakopałam się w kołdrę i przestałam istnieć.  Z niebytu  wyrwał mnie nagle dźwięk. Co to?!  Zakopałam się mocniej. Nie łypnęłam nawet okiem. Do głowy zaczęły się przedzierać głosy. Jedna tabletka i taki odlot?! O Jezuuuuuuuuuuuuuuuu........

W końcu dotarło do mnie, ze mam dzieci. Że to córka. Poszłam do niej spać, bo "boję się", "stęskniłam się", "mamo, przytul".
Fajnie śpi się z maluchem. Sny stały się lekkie, kolorowe.....


Poranna wiadomość zadziała lepiej niż kawa. Syn  jednak weźmie  udział w olimpiadzie sportowej. Będzie jednym z pięciu reprezentantów przedszkola. Rywalizacja między wszystkimi placówkami z naszego miasta. A jest tych przedszkoli jedenaście.
Nie wierzę.
Mówił, ze odmówił i go poparłam. Dlaczego? Bo koleś nie wie na jakim świecie żyje. To filozof, a nie sportowiec.
Ale nie ma nic gorszego niż tracić wiarę w swoje dziecko. Więc super -muszę go przygotować, że to jest zabawa, tu start a tam meta, i bez medalu niech nie wraca .......hahahaha.

Swoją drogą to przez całą szkołę podstawową obstawiano mną wszystkie zawody sportowe. Nie dlatego, że byłam dobra, tylko dlatego, że nie było lepszych. Ha, ha, ha ...
Tutejsi "łowcy talentów" chcieli mnie brać do szkoły sportowej -koszykówka. Niestety, rodzice nie zgodzili się. Koszykówkę trenowałam na bazie szkoły średniej. Miałam nawet fanów. Przychodzili nawet na treningi. Potem się dowiedziałam dlaczego. Bo podobno fajnie cycki mi skakały.

Dzisiaj Trzynastego.......nie wychodzę, przytrzymam się Rolanda Topora. W taki dzień  czarny humor wchodzi wyjątkowo.




A muzycznie katuję:

Faithful Down, L.ame Immortelle -czad

https://www.youtube.com/watch?v=QFIVxB6jKpI

https://www.youtube.com/watch?v=JxmSL2kRDok


https://www.youtube.com/watch?v=A6gP16aMWto&list=PLB8E2B8B19E0C7C3A



https://www.youtube.com/watch?v=Vn3tp0pdOF4


https://www.youtube.com/watch?v=6nYW86UsZt0

etc ....;P









wtorek, 12 marca 2013

kartki pocztowe

Kiedyś był piękny zwyczaj wysyłania kartek pocztowych. Zapisana historia życia. Kartki sprzed tych nastów lat wciąż mam. Są zakładkami do książek. Przewracam strony i micha cieszy mi się przeokrutnie.

Teraz mało kto wysyła kartki. Zwyczaje zmieniają się chcąc brylować w barwach teraźniejszości. Moda nie zawsze jest cool.
Ale cóż, sms szybciej się wyśle niż kupi się znaczek. A szkoda...

Dzisiaj dostałam dwie kartki ! Od ....Dzięki!

Poszperałam trochę w pierwszych lepszych książkach. Nie we wszystkich oczywiście. Niech kartki czekają na swe odkrycie.














































Mam wiele książek bez zakładek.


Książki czekają na Twoją kartkę :D -

Młoda rysuje -grafomotoryka ważna rzecz! - i świetnie jej wychodzi :)


Jeśli ktoś jeszcze będzie o mnie pamiętał - wielkie dzięki!!!!!!!!!












dobre jaja

W poszukiwaniu dobrych jaj klikam w przepisy ... Synowi zachciało się pasty jajecznej. O żesz i co jeszcze?! I to nie za szczypiorkiem. To byłoby za prosto.

Za to Młoda rozumie mnie. Chce spaghetti. W końcu baba. A baba babę powinna zrozumieć.

W domu mogę proponować "nowości" , ale  jest to niezauważalne. Albo " a fe!".  Ale jak w przedszkolu dostaną "coś" i zostaną "zmuszeni" spróbować to otwierają im się oczy.
I powstaje lista życzeń.
Trudno, będę ich magikiem, w końcu taka rola ma - by uszczęśliwiać.

Odkrywanie świata wciąż trwa. Od smaków począwszy. I niech trwa! Życie trzeba doznawać, poznawać, dać się ponieść. Każde przeżycie jest cegłówką w budowaniu naszej osobowości.

Wraz z upływającym czasem świat kręci nami coraz bardziej. Sztuką jest by utrzymać się w siodle życia. Nie dać się zwieść iluzji. I wiedzieć, kiedy i gdzie osiąść. Zakrzyknę za marynarzem: - Unikajmy mielizny.

Skoro Maluchom nie wystarcza "strawa duchowa"  no to cóż robić mam?! To zaczynam tkwić w kuchni. Nowe doświadczenie. Nóż w rękach mych, oj ...Może coś wydłubię?!
Ha, ha, ha...

A mówiłam - nie chce mieć dzieci, nie umiem gotować, nie chce mi się nic. Chcę lewitować po meandrach zagubienia. W lokalach pełnych papierosowego dymu ....
T ściagnął mnie na ziemię.
I teraz z patelenką w ręku tęsknię za Pisklakami starając się ich czymś zaskoczyć. Drugą ręką wysyłając sms do T , że ....ach te jaja.

Ha, ha, ha ...


Warto się zmieniać. Świat staje się lepszy.
Albo zabawniejszy.














Maluchy wróciły z przedszkola. Fajnie im minął dzień. Jak zwykle. Nigdy nie mają problemów.
Dzieło Starszego z przedszkola. Aaaaaahahahaha









Już ja syneczkowi zrobię obróbkę! Oj !



Siedzi biedak w kuchni i po 10 razy ma napisać w poprawnej formie:
ty głąbie
ty frajerze
ty głupku
zamiast zabawy i gry na kompie.
Siedzi, pisze i rży na głos.
Jeśli myśli, ze to koniec to zdziwi się. Oj....
Potrenować "z" też musi.


A Młoda skwitowała brata swego:

 - Starszy można pisać kocham babcie a nie ty frajerko.


-Ale mamo to komiks, ja tak nie mówię!



Komiks o śmierci. Zakpił z niej.
Wymiękłam.
Otworzyłam bombonierę, bo w końcu cukier krzepi. Szczęki me zatrzymał wrzask Młodej:

-To alkohol!

Odłożyłam. Mój mózg stoczył się w skarpetki. Niech tam tkwi, może nie oszaleję.

Bombonierę dostałam od teścia na Dzień Kobiet.
Starszyzna plemienna zawsze wiedziała co robi!






poniedziałek, 11 marca 2013

muza

Fading Colours, jeden z moich NAJ

http://www.youtube.com/watch?v=QAW6vUpnKgU

http://www.youtube.com/watch?v=Ysrz9C-D-zQ

http://www.youtube.com/watch?v=yG3mhb8EETY

był kiedyś Brunem Wątpliwym

http://www.youtube.com/watch?v=ylwVymazvnw

Fading Colours działalność rozpoczęli w 1986, w Bolesławcu koło Jeleniej Góry jako zespół punkowy o nazwie Bruno Wątpliwy. Założycielami byli bracia Krzysztof Rakowski i Leszek Rakowski, późniejsi organizatorzy Castle Party. Na początku lat 90. wokalistką została Kasia Ziemek, późniejsza żona Leszka Rakowskiego, występująca pod pseudonimem De Coy (a to wiedziałam,:P)

De Coy -

http://www.youtube.com/watch?v=rgDOlzlm2vM

Szkoda, ze tylko jedna płyta ..........

A swoją drogą czy ja nigdy nie przestane się dziwić? By nie dziwić się trzeba czytać. Wpadam w świat muzyki. Na wiedzę nigdy nie jest za późno.

A tak poza tym ahahaha

Konfucjusz:
Kobieta zwyczajna ma tyle rozumu, co kura; kobieta nadzwyczajna - tyle, ile dwie kury

Czyżby ta myśl była natchnieniem?!

https://www.youtube.com/watch?v=55eDIN7hkFs

;P












niedziela, 10 marca 2013

bye bye

Młoda bawiła się w rycerza. Pół dnia latała z mieczem i tarczą. Bez kapci.
- Ubierz kapcie Dzwońcu - T znowu zwrócił uwagę córce po czym strzelił jej leciutko ścierką w pupę
Reakcja córki była natychmiastowa - przywaliła tatusiowi z mieczyka.
Normalnie oberwało się T, a Młoda czmychnęła.

Dzieci znalazły zapomnianą papugę. Zabawka przednia, bo można nagrać głos i papuga "mówi".
Papuga przemówiła:
- Starszy to głupek, Starszy to głupek.
- MŁODA!!!!!!!!!!!!! Co ty mówisz?!
- To nie ja, to papuga.
Ręce opadają normalnie. I ze śmiechu szczena też. Skubana.
Rozmowa była. Młoda Starszego przeprosiła.

A kiedy syn zaczął sprzątać pokój, Młoda zaczęła bałaganić. Znowu było prostowanie zwojów mózgowych. Czar rozmów. W słowie siła. Trzeba mówić.
Co za charakterek. O, Jezu ..........




Córka jak się sfoszy na mnie to mówi:
- Mamuch.
Hm, ma much? gdzie mam te muchy?! Muszę przyjrzeć się sobie. Może ma focha bo ja mam focha? Znaczy się te muchy w nosie?!

Przez Młoda dostałam w kuchni takiej głupawki, ze nie mogłam przestać się śmiać. Ona też. A potem wpadła w płacz. A ja w większy śmiech. I płacz Młodej zamienił się w śmiech.
Rozśmieszyło mnie jak powiedziała:
 - No ale weź, posłuchaj mnie.........
Z tą swoją wyśmienitą gestykulacją.

A Starszy?! Starszy zawstydził nas okrutnie. Sam ułożył:

A to nie jest łatwe.

W weekend pożegnaliśmy przyjaciela. Wyjeżdża.
Imprezka był przednia.To czego nikt nie pamięta zostało utrwalone na zdjęciach. Ha, ha, ha ....
Ponieważ mam coś z Kopciuszka, to po północy zwinęłam się. W kłębek. Znowu narkolepsja. Ale wstałam.Weszłam do kuchni i padłam.

Kumple - jeden mój, drugi T - nasi kumple hahahaha
boscy :D

Sesja zdjęciowa trwała w najlepsze. Imprezka też hulała. Ostatni browar pękł po 7.00. Wciąż siedzę kiwam głową z uśmiechem od ucha do ucha -nie wierzę. Ahahaha. Cudownych ludzi znam. :-)
Ostatni toast - za życie, niech odlotowe będzie. Jak zwykle.


Friends are angels who lift us to our feet when our wings have trouble remembering how to fly.

W 1983 roku moja rodzinka przeprowadziła się na nowe osiedle, do nowego bloku.  Miałam 10 lat. Rozpoczął się nowy rozdział w życiu. Nowe otoczenie, nowi ludzie. I wtedy tez narodziła się przyjaźń, która do dzisiaj trwa.
Niewiarygodne a jednak i takie cuda zdarzają się. Za dzieciaków było braterstwo krwi. Krople z palucha -kumpelstwo do śmierci. Ha, ha, ha.... Ale z parasolką z balkonu też chcieliśmy skakać. Zobaczyć. Zawirowania życiowe zmieniały nas, nasze charaktery, punkt wiedzenia- nie zmieniły jednego -tego porozumienia. Do zobaczenia w domu starców. Ha, ha, ha ... Na toastach z gerivitu. Oj!, będzie się działo. Ha, ha, ha ...

Biorąc pod uwagę dziwne poglądy, charaktery ludzi to T podziękowałam za to, że tą przyjaźń zaakceptował. Nie stawiał ultimatów, nie żądał dokonywania wyborów. Stał się przyjacielem mojego przyjaciela.

Miłość to uszczęśliwianie kogoś, a nie siebie. To zaufanie. Zazdrość jest siłą niszczycielską. Tworzy klimat wyrzutów, bezpodstawnych oskarżeń. Ale czasami strach jest większy niż zrozumienie. Strach wynika z braku zaufania, a przecież zaufanie zabija niepewność. A jak się kocha to ufać się powinno. To jest fundament wszystkich związków ludzi. Bez tego - nie zajdzie się daleko. I może być kicha. Zatem warto żyć bez kichy, warto żyć pełnią życia. Miłość uskrzydla, wyciąga świat z mroków. Niech zapanuje jasność.

Przyjacielu, bywaj.
Niech życie Ci sprzyja. Bądź szczęśliwy!

Zaczyna się nowy rozdział w księdze życia.


Mój rozdział został napisany w grudniu. Po kanale. Kulawe życie. Zycie z laskami. Życie less, hehehehe.
Teraz modlę się o jedno- o odzyskanie sprawności. Strach ogarnia mnie. Boli niesamowicie. Coś się porobiło. A było tak dobrze. A teraz.....płakać mi się chce. Czasami.
Ignorancja lekarza kosztuje mnie drogo. Oby tylko cała ta historia zakończył się dobrze. Ufam w swoją szczęśliwą gwiazdę.
Musi być git!

A póki co chodzenie o kulach czyni ze mnie....czuję się jak kaleka. Ochroniarz, kiedy wychodziłam z pewnego budynku zszedł ze mną po schodach,  by mi otworzyć drzwi, bo ciężkie są - powiedział. Podziękowałam za pomoc.
W autobusie kierowca krzyknął, kiedy chciałam wstawać, bo był mój przystanek:
- Proszę nie wstawać, zatrzymam się, zaczekam.
Ludzie wciąż zaskakują miłymi gestami. Może i ja kogoś zaskoczę. Niech dobro krąży, a obojętność ginie.









sobota, 9 marca 2013

Babski dzień :)

8 marca - Dzień Kobiet -  około 21.00  T wrócił z pracy.  I  zaskoczył  mnie. Prezentem. W ciągu dnia rozmawialiśmy na gadu i nawet życzeń nie złożył. Nie upominałam się. W końcu facet w pracy jest, więc co tam będę mu truć. Wiadomo jak jest. Facet w robocie głowę traci.
A tu proszę jaki wjazd do domku zrobił.


Warto ufać. Poczekać. Nie żądać.
Ale jakby zapomniał - oj!
Ha, ha, ha ....

Córka też dostała prezent. Z przedszkola przyniosła tulipana. Od Wiktora. Pierwszy kwiatek od faceta. A od taty maskotkę.


Co tu dużo mówić - uwielbiam takie niespodzianki.
 Oczywiście Starszy też dostał prezent -długopisy żelowe (ma fioła na tym puncie:D), co by mu nie było smutno.

T wymiata -super facet. I co tu dużo mówić. Trafiło mi się genialnie.
I w Nim tkwi moja siła. Cokolwiek by się nie stało, wiem, że mogę na nim polegać.
Zawsze.






czwartek, 7 marca 2013

nudnikofo 1



Agry birds - krótka historia opowiadająca dlaczego ptaki są wściekłe:

https://www.youtube.com/watch?v=1Bk_nqUQ0fc

Starszy raz  obejrzał i narysował to tak:

Dla mnie- bomba.


A poza tym dzień jak dzień. Minął na zabawach.





A potem na grach komputerowych. Opętało ich. Hm....

Kupiłam kwiatki na Dzień Kobiet, by Starszy wręczył swoim opiekunkom. Pytam się czy będzie miły i da słodkie prezenciki dziewczynkom z grupy.
- NIE!
Nie bo nie. Każdy argument był bezsilny, by przebić mur oporu.

Około godziny 20.00 synek przydreptał:

- Mamo to idź kup coś dla dziewczyn
-Teraz?! Nigdzie nie idę
- No idź ,zaopiekuję się siostrą, wiesz o tym.

Nie poszłam. Rano pójdę. O ile nie rozmyśli się.
Niech się uczy za młodu, że o kobiety trzeba dbać. A co.


środa, 6 marca 2013

ignorancja




Noga dała mi tak popalić, że powiedziałam sobie:

- o! nie! tak nie może być!

Kolejna noc nie przespana. Ból, który z czasem miał znikać zaczął rosnąć w siłę. T mnie zarejestrował.

Poszłam do lekarza pierwszego kontaktu i opowiedziałam mu swoją smutną historię:

- Ten  lekarz tylko krzyczał na mnie, nie mówił nic. Przychodzę w piątek na wizytę o kulach, a on kazał wyprostować i zgiąć nogę i stwierdził, że koniec leczenia. Nie było dyskusji. Mam odstawić kule, wracać do pracy, jestem zdrowa. Skoro tak mówi tak zrobiłam. W końcu to lekarz. W poniedziałek medycyna pracy- wiadomo -skoro ortopeda mówi, ze koniec to przeciwwskazań brak. Żaden z nich nie przyjmował wiadomości o bólu. To będzie bolało, ma prawo i koniec. Więc przychodzę do pana, bo po 2 dniach pracy wysiadam. Miałam dobre chęci i zawierzyłam lekarzom i czuję się wyrolowana. siadam psychicznie. Przerwano leczenie powypadkowe, ból został i co mam robić?!  Zostałam  na lodzie - z boląca nogą mam żyć?! Nie wiem w jakim jest stanie, nie wiem co jest przyczyną bólu, nie mam ani wiedzy ani rehabilitacji. Tamten krzyczał, że jestem zdrowa.  Ale bez kul jednak nie daję rady, a po pracy mam dość wszystkiego. Czy tak ma wyglądać usprawniona zdrowa noga? Proszę o skierowanie do innego ortopedy na konsultację. Naprawdę nie śpię po nocach...

Lekarz dał mi zwolnienie, bo po przeprowadzonym badaniu stwierdził, ze woda zbiera się w kolanie. Dostałam skierowanie do ortopedy z adnotacją PILNE!
Poszłam do specjalisty. Opowiedziałam mu swoją smutną historię. Historię leczenia po wypadku. Lekarz zrobił badanie usg kolana. Proste badanie, którego tamten nie chciał zrobić. Płyn zaczyna zbierać się. Dostałam lekarstwa, skierowanie na rehabilitację. I nakaz chodzenia o kulach. Mam nogi nie przeciążać!!!

Tamten biały kitel nie zakończył leczenia - on je przerwał!!!!

Zakład pracy oraz BHPowca poinformowałam o zaistniałej sytuacji. I powrocie na zwolnienie lekarskie.
 -kontynuacja leczenia po wypadku w pracy. Niech ZUS wzywa mnie. Szkoda tylko, ze nikt nie pociąga lekarzy za błędy w sztuce leczenia.

Mam dość komplikacji. Chcę mieć spokój. Nie myśleć. I nie płacić swoim zdrowiem za błędy ludzi.
Najpierw woźnego, który nie zabezpieczył kanału, a potem lekarzy, którzy orzekli, ze jestem zdrowa i mogę wracać do pracy.


Cholera, nie wolno ufać lekarzom. Jednak jak coś się dzieje, zawczasu trzeba pukać do innych drzwi. Szukać innego specjalisty. Skonsultować. Nie wierzyć, ze coś musi być. Zawierzyć sobie, że coś jest nie tak.


Mogłam w poniedziałek iść nie do lekarza medycyny pracy , a do "mojego" lekarza. Mogłam wiele zrobić, a nie zrobiłam nic. Pomimo wewnętrznego buntu starałam się przyjąć decyzję lekarza.
Stało jak się stało.
W sumie miałam nadzieję, że biały kitel ma rację. Że to przejdzie. Minie. Rozchodzę. Że tak musi być.
Odstawiłam kule, choć rodzina krzyczała, że popełniam błąd.
Ale odkręcam to. I nieudolność konowała, który mógł ze mnie uczynić kalekę.
Nogę przeciążyłam, mam ochotę wyć z bólu ....

Ale powróciła nadzieja, że jednak coś da się zrobić z kolanem. Że nogę da się przywrócić do stanu bez bólowego i sprawnego.
Że jednak wśród białych kitlów zdarzają się lekarze, którzy nie ignorują słów pacjenta. Niech ich Bóg wynagrodzi.

Moja historia jest jedną z wielu, kiedy ignorancja lekarza czyni go głuchym na skargi zdrowotne pacjenta skazując go na niebyt.
Zareagowałam, znalazłam lekarzy, którzy nie byli obojętni -noga jest leczona.
Teraz wierzę, że będzie dobrze.





nudnikofo



Stał się cud. Bo cudem syn dotarł do fryzjera. Cudownie, że dał się ściąć. No i cudnie wygląda. Cud cudny. Ale oczywiście po fryzjerze musiał być  obowiązkowo prysznic . Na pozbycie się włosów klujących.
Syna opanowały "Wściekłe ptaszki". Nie tylko gra, ale również rysuje. W przedszkolu z kolegami -maniacy.




Jeden rysunek jest powalający. Przez napis. Ha, ha, ha ...





Kumpel wpadł do Starszego. Grali w Angry Birds. Grali na zmianę. Bez kłótni. Wspierając się - następnym razem wyjdzie lepiej. Nagłe M. zaaferowany, tym, ze przestrzelił  krzyknął:
- Ale jestem głupkiem!!!
- Nie mów tak. Nie jesteś głupkiem - Starszy zareagował natychmiast.

Potem Młoda opanowała kompa. Dostała też "swoją" gierkę, więc klika. A niech wyrabia rękę.




Starszy siostrze dopingował.  Bił jej brawo i niesamowicie chwalił jak sama poradziła sobie z zadaniem. Nawet raz przytulił Młodą. Niesamowicie piękny widok. A jak miała problem -on instruował co ma robić. Niewiarygodne. Aż za serce ściska coś. Auć!.
Młodej jak coś nie wyjdzie krzyczy:
- A niech to!
Kurde, oby im w krew weszło takie wspieranie się. Zrozumienie. Miłość.
Oby nie okazało się, że jest to efekt uboczny po ......yyyyyyyyy.......pierogach?!
Bo dzisiaj wrócili z przedszkola głodni i po 5 sztuk zjedli. Wow!