piątek, 7 lipca 2017

wierszem



w tą noc, cichych zgonów
głodnych psów
oddaj mi swoją wstydność
zawieszoną krzywo
niczym firanka
w bezludnym pokoju
gdzie tylko unosi się dym
 kiepskich papierosów

gdzieś pomiędzy blokami
 w cieniach drzew
na krawężniku
w ten świst 
spadającego człowieka
z krawędzi dachu
krawat zwisł
sztandar uczucia
zamrożę cię
tak lepiej
tak lepiej
uwierz mi
w bezdechu 
zatrzymam cię

a z płuc mych 
tylko dym, dym
dym


arte
--------------------------------------

------------------------------------





ubrała się odświętnie
w te ubrania od święta jednego
poprawiła fałdkę
wyciągnęła żelazko
wyprasowała niedoskonałość
i ubrała szpilki
jak nigdy


wyszła zostawiając wszystko
choć płakać  jej się chciało
bo od dawna nie czuła się 
tak
tak odświętnie

córka chciała wypić kawę z matką
pogadać jak to matka z córką
gadają
zastała tylko telefon
a w torebce portfel

nie błądziła już
palcami po stole 
w poczuciu bezradności
wiedziała gdzie iść

tam w parku są dzieci
i słońce i wiatr
i życie


na komisariacie dali jej nadzieję
trzeźwieje?
nie, 
pokazali jej zdjęcie eNeN


zawisła
gdy dłonie
bębniły w blat
w bezradności tak
ścisnęły się palce

gdy dziecko krzyczało za matka
kaczki biły sie o chleb
trzepocząc skrzydłami o wodę
bezradnie tak



arte
-----------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------




6 komentarzy:

  1. A co z Mężem? Z dachu spadł? Twoim Mężem...

    OdpowiedzUsuń
  2. A co za sprawa, którą skończyłaś poprzedni post? Lekko mnie zmroziła... Ale może ja mało domyślna jestem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już Aniołku, pisze ....uwierz mi, ze nie bylo mi do śmiechu

      Usuń