w tą noc, cichych zgonów
głodnych psów
oddaj mi swoją wstydność
zawieszoną krzywo
niczym firanka
w bezludnym pokoju
gdzie tylko unosi się dym
kiepskich papierosów
gdzieś pomiędzy blokami
w cieniach drzew
na krawężniku
w ten świst
spadającego człowieka
z krawędzi dachu
krawat zwisł
sztandar uczucia
zamrożę cię
tak lepiej
tak lepiej
uwierz mi
w bezdechu
zatrzymam cię
a z płuc mych
tylko dym, dym
dym
arte
--------------------------------------
------------------------------------
ubrała się odświętnie
w te ubrania od święta jednego
poprawiła fałdkę
wyciągnęła żelazko
wyprasowała niedoskonałość
i ubrała szpilki
jak nigdy
wyszła zostawiając wszystko
choć płakać jej się chciało
bo od dawna nie czuła się
tak
tak odświętnie
córka chciała wypić kawę z matką
pogadać jak to matka z córką
gadają
pogadać jak to matka z córką
gadają
zastała tylko telefon
a w torebce portfel
nie błądziła już
palcami po stole
w poczuciu bezradności
wiedziała gdzie iść
tam w parku są dzieci
i słońce i wiatr
i życie
na komisariacie dali jej nadzieję
trzeźwieje?
nie,
pokazali jej zdjęcie eNeN
zawisła
gdy dłonie
bębniły w blat
w bezradności tak
ścisnęły się palce
gdy dziecko krzyczało za matka
kaczki biły sie o chleb
trzepocząc skrzydłami o wodę
bezradnie tak
arte
-----------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------
???
OdpowiedzUsuńnie że ja
Usuńnie ja
matka kumpeli tak
A co z Mężem? Z dachu spadł? Twoim Mężem...
OdpowiedzUsuńnie, jeszcze Go nie zepchnęłam....
UsuńA co za sprawa, którą skończyłaś poprzedni post? Lekko mnie zmroziła... Ale może ja mało domyślna jestem.
OdpowiedzUsuńJuż Aniołku, pisze ....uwierz mi, ze nie bylo mi do śmiechu
Usuń