Jak wygląda wkurw? Człowiek lubi personalizować, ubierać na coś ludzką skórę. Zaciągać. Zaciągać się, W Bestii i Pięknej nawet czajnik był ludzki, bo w bajkach przedmioty nie mogą być sobą. Byłyby niezrozumiałe? Wiem jak wygląda wkurw. Jak ja. Mroźnorozgrzane spojrzenie z latającymi gałkami ocznymi, które chcą zapaść się same w sobie. W poszukiwaniu mózgu. Włos rozwiany szybkim chodem. Nerwowość w ruchach zamykana skrzyżowanym objęciem rąk w talii. Krok nierówny. Zastygający. A może wkurw wygląda jak nos Bakuły? Jaki nos?, jak cała Bakuła po plastycznych operacjach z osobowością Agaty Młynarskiej. A moze tak pomieszać ciała z osobowościami? Kierunki ze spojrzeniami? Patchwork. Warhol z Dali. Namalować. Jednym palcem. Po ścianie. Zaciek historii, I m&m zamiast oczu.
Siebie mogę namalować. Gruba foka. Zezwierzęcenie. Pływanie i jedzenie. I ten urok osobisty. Popłynęłabym do Ameryki Południowej i zapadła w miastach, miasteczkach, wsiach. W kulturze zagubionych plemion, argetyńskich ulic, andyjskich przestrzeni. Wpadłabym do Surinamu i posłuchabym sranan tongo. I padłabym na kolana w katederze św. Piotra i Pawła, największym drewnianym kościele w Ameryce Południowej. A potem popłynęłabym w tangu w La Boca. Tylko musiałabym być cały czas na rauszu, nie tylko po to, by zatańczyć, ale ze względu na strach przed fauną tego kontynentu. Nie cierpię robactwa, pająków węży. Boję się ich, jak jasna cholera.
Jasna cholera z tą gastroskopią. Kto przeszedł ten wie, a kto to nie przeszedł ten jest szczęśliwy. Kazano położyć mi się na boku. Towarzyszyła mi świadomośc małego wziernika, kabelka chudego, a tu lekarz stanął przede mną z grubym wężem. Lasso? Polowanie na foki? Urok osobisty przed rzezią nie chroni?
Zanim cokolwiek zdążyłam powiedzieć, zapytać się, to pielęgniarka wsadzila mi ustnik w usta. Czytałam, że ma to zapobiec pogryzieniu kabla, Ha! więc tak oto foka zamieniła się we wściekłego psa. Tylko jak szczekać, gdy gęba zatkana jest gumą?
I tak z tym ustnikiem, z wielkimi oczami, lezałam, jak na skazanie, a lekarz przede mną trzymał w rękach grubego, czarnego węża. Zblżył się i zaczął mi to wsuwać do jamy ustnej, do przełyku. On to po prostu włożył mi to gęby, do ryja i pchał. AAA!!,fuck, fuck. ..
Rany, kurwa, to boli, to jest niedobre, to jest głębokie gardło, to jest kurwa przegięcie pały.
Ja pierdolę ma za słabą skalę, by wyrazić te emocje, które rozwalały mi oczy. Newiarygodne.
Co za życie, nawet mężowi druta nie ciągnę, a tu mam tak tkwić, z czymś gumowym w jamie ustnej, głęboko tak wsadzonym? Łzy mieszały mi się z wypływającą żółcią.
A jednak ciekawość wiodła wzrokiem na ekran. Paskudztwo. Oto ścianki, żołądek, bluzg płynów. Szlag, wypadły ze mnie. A,! tak to działa. Tak to działa. Erupcja wulkanu. Leżałam w zwłokach strawionego chińczyka. Żołć, przelała mi się żółć. Przelał mi się wkurw.
Jaki zaciesz musieli mieć pierwsi ludzie, którzy otworzyli płaty brzuszne człowieka: ups, miała być tylko dusza, no i serce, tak, ono też miało być, a tu co? Gówno!
I myśl się tłuka w mej głowie, kiedy tak myślałam o ludziach: "ciesz się Arte, że to nie wąż prawdziwy, że nie leżysz gdziesz w lochach pieprzonej Inkwizycji i nie wlewają w ciebie hektolitry wody czy jakiegoś moczu. Ciesz się, ze to tylko takie badanie. Z ustnikiem w zębach, ciesz się, ciesz"
Wyciągnęto to ze mnie. Przeżyłam.
- Pewnie wszystko dobrze?
- Nie, zapalenie żołądka, ale od tego nie umiera się.
- Szkoda.
Popatrzył na mnie. Uśmiechnęłam się. Co to człowieku nie chwytwasz żartów? Wyrwało mi się.
- Pani wiek?
- A to muszę się zastanowić. Bo wie pan, Czubaszek powiedziała, że w pewnym wieku kobieta musi sobie wymyśleć wiek i tego się trzymać, a ja się zatrzymałam na czterdzieści trzy, a biorąc pod uwagę zmianę roku to chyba muszę opierać się o dwa krzesełka. Czterdzieści cztery.
- Czterdzieści cztery? - spojrzał na mnie zza okularów.
- No, a imię jego czterdzieści i cztery. Dobiegłam Mickiewicza, na to wygląda.
Lekarz znowu zaśmiał się. Fajnie. Bo mi się nie chciało nic.Przypisał leki i nakazał dietę.
- Dieta?
- Nic smażonego.
- Spoko
- Omijać słodycze.
- Ok, ale na jak długo?
- No musi pani siebie obserwować.Nie jesć owoców
- Luz.
- I zero używek.
- A to już pan przesadził. Ja bez kawy nie chcę żyć.
- Ale to pani żołądek i pani zdrowie.
- Dobra, bez używek.
Wizyta -250 zł. Moja koszula jeansowa z Levisa poszła sobie na wieszak. Odłożona. W aptece zostawiłam kolejne sto parę złotych. Dobrze, że mnie stać na chorowanie. Bo wizytę w NFZ miałabym za 3 miechy. potem lekarz, i apteka, i pożyczka w chujopunkcie na leki. Cudownie. Albo powolne umieranie i znieczulanie się tanim winem, czy jakąs podłą wódką.Nie, no ja musze pojechać do Surinamu, Walnąć się na dechy kościoła i poprosić o nie chorowanie. Ostatnie to moje jest, i basta. A lekarz rzekł jeszcze: - Proszę nie denerwować się.
Nie denerwować się. Jak mam się nie denerwować? Na Księzycu mam zamieszkać czy co?
W domu po obiadku mężuś otworzył bombonierkę z baryłkami alkoholu i pijąc łiskacza z colą zapytał się ironicznym tonem czy chcę coś skosztować, bo on chętnie mi usłuży. Co za gnida.
- A nie możesz? Biedactwo. To może kawy Ci zrobić?
- Może byś sobie poszedł dupsko odmorozić?
- Naprawdę nic nie możesz?
- Nie, nie mogę, nawet nie mogę denerwować się.
Tylko jak mam nie denerwować się skoro jestem małym wkurwem.I mieszkam na Ziemii, W Polsce mieszkam, nie na Księżycu. Wyjadę kiedyś, Kiedyś wyjadę stąd. By nie wkurwiać się.
Siebie mogę namalować. Gruba foka. Zezwierzęcenie. Pływanie i jedzenie. I ten urok osobisty. Popłynęłabym do Ameryki Południowej i zapadła w miastach, miasteczkach, wsiach. W kulturze zagubionych plemion, argetyńskich ulic, andyjskich przestrzeni. Wpadłabym do Surinamu i posłuchabym sranan tongo. I padłabym na kolana w katederze św. Piotra i Pawła, największym drewnianym kościele w Ameryce Południowej. A potem popłynęłabym w tangu w La Boca. Tylko musiałabym być cały czas na rauszu, nie tylko po to, by zatańczyć, ale ze względu na strach przed fauną tego kontynentu. Nie cierpię robactwa, pająków węży. Boję się ich, jak jasna cholera.
Jasna cholera z tą gastroskopią. Kto przeszedł ten wie, a kto to nie przeszedł ten jest szczęśliwy. Kazano położyć mi się na boku. Towarzyszyła mi świadomośc małego wziernika, kabelka chudego, a tu lekarz stanął przede mną z grubym wężem. Lasso? Polowanie na foki? Urok osobisty przed rzezią nie chroni?
Zanim cokolwiek zdążyłam powiedzieć, zapytać się, to pielęgniarka wsadzila mi ustnik w usta. Czytałam, że ma to zapobiec pogryzieniu kabla, Ha! więc tak oto foka zamieniła się we wściekłego psa. Tylko jak szczekać, gdy gęba zatkana jest gumą?
I tak z tym ustnikiem, z wielkimi oczami, lezałam, jak na skazanie, a lekarz przede mną trzymał w rękach grubego, czarnego węża. Zblżył się i zaczął mi to wsuwać do jamy ustnej, do przełyku. On to po prostu włożył mi to gęby, do ryja i pchał. AAA!!,fuck, fuck. ..
Rany, kurwa, to boli, to jest niedobre, to jest głębokie gardło, to jest kurwa przegięcie pały.
Ja pierdolę ma za słabą skalę, by wyrazić te emocje, które rozwalały mi oczy. Newiarygodne.
Co za życie, nawet mężowi druta nie ciągnę, a tu mam tak tkwić, z czymś gumowym w jamie ustnej, głęboko tak wsadzonym? Łzy mieszały mi się z wypływającą żółcią.
A jednak ciekawość wiodła wzrokiem na ekran. Paskudztwo. Oto ścianki, żołądek, bluzg płynów. Szlag, wypadły ze mnie. A,! tak to działa. Tak to działa. Erupcja wulkanu. Leżałam w zwłokach strawionego chińczyka. Żołć, przelała mi się żółć. Przelał mi się wkurw.
Jaki zaciesz musieli mieć pierwsi ludzie, którzy otworzyli płaty brzuszne człowieka: ups, miała być tylko dusza, no i serce, tak, ono też miało być, a tu co? Gówno!
I myśl się tłuka w mej głowie, kiedy tak myślałam o ludziach: "ciesz się Arte, że to nie wąż prawdziwy, że nie leżysz gdziesz w lochach pieprzonej Inkwizycji i nie wlewają w ciebie hektolitry wody czy jakiegoś moczu. Ciesz się, ze to tylko takie badanie. Z ustnikiem w zębach, ciesz się, ciesz"
Wyciągnęto to ze mnie. Przeżyłam.
- Pewnie wszystko dobrze?
- Nie, zapalenie żołądka, ale od tego nie umiera się.
- Szkoda.
Popatrzył na mnie. Uśmiechnęłam się. Co to człowieku nie chwytwasz żartów? Wyrwało mi się.
- Pani wiek?
- A to muszę się zastanowić. Bo wie pan, Czubaszek powiedziała, że w pewnym wieku kobieta musi sobie wymyśleć wiek i tego się trzymać, a ja się zatrzymałam na czterdzieści trzy, a biorąc pod uwagę zmianę roku to chyba muszę opierać się o dwa krzesełka. Czterdzieści cztery.
- Czterdzieści cztery? - spojrzał na mnie zza okularów.
- No, a imię jego czterdzieści i cztery. Dobiegłam Mickiewicza, na to wygląda.
Lekarz znowu zaśmiał się. Fajnie. Bo mi się nie chciało nic.Przypisał leki i nakazał dietę.
- Dieta?
- Nic smażonego.
- Spoko
- Omijać słodycze.
- Ok, ale na jak długo?
- No musi pani siebie obserwować.Nie jesć owoców
- Luz.
- I zero używek.
- A to już pan przesadził. Ja bez kawy nie chcę żyć.
- Ale to pani żołądek i pani zdrowie.
- Dobra, bez używek.
Wizyta -250 zł. Moja koszula jeansowa z Levisa poszła sobie na wieszak. Odłożona. W aptece zostawiłam kolejne sto parę złotych. Dobrze, że mnie stać na chorowanie. Bo wizytę w NFZ miałabym za 3 miechy. potem lekarz, i apteka, i pożyczka w chujopunkcie na leki. Cudownie. Albo powolne umieranie i znieczulanie się tanim winem, czy jakąs podłą wódką.Nie, no ja musze pojechać do Surinamu, Walnąć się na dechy kościoła i poprosić o nie chorowanie. Ostatnie to moje jest, i basta. A lekarz rzekł jeszcze: - Proszę nie denerwować się.
Nie denerwować się. Jak mam się nie denerwować? Na Księzycu mam zamieszkać czy co?
W domu po obiadku mężuś otworzył bombonierkę z baryłkami alkoholu i pijąc łiskacza z colą zapytał się ironicznym tonem czy chcę coś skosztować, bo on chętnie mi usłuży. Co za gnida.
- A nie możesz? Biedactwo. To może kawy Ci zrobić?
- Może byś sobie poszedł dupsko odmorozić?
- Naprawdę nic nie możesz?
- Nie, nie mogę, nawet nie mogę denerwować się.
Tylko jak mam nie denerwować się skoro jestem małym wkurwem.I mieszkam na Ziemii, W Polsce mieszkam, nie na Księżycu. Wyjadę kiedyś, Kiedyś wyjadę stąd. By nie wkurwiać się.
foto: Arte (rekawiczki na premarznietych stopach)
Szlag jasny z papierosami, ale czekolady nie zjesc? jak? jak tak można zyć? Zdzierże kawę inkę, zdzierżę abstynecję, ale czekolady nie przeżyję .....

Te rękawiczki... wyciągnięte do niebios, w błagalnym geście: o kawę, o litość, o michałka z choinki... ;-)
OdpowiedzUsuńmichałki zjedzone, o czasie, na szczęście :) ale tak, tak właśnie.. :)
Usuń