poniedziałek, 16 stycznia 2017

niedzielnie


- Mooniek, kup półkę na przyprawy. Tu, taką nad stołem. Jaką chcesz.
- Sama wybierz.
- Eee tam, zaraz będziesz marudzić.
- Bo jestem od tego.
 - I tylko od tego.
- A ty nie masz gustu.
- Jakbym miała to nie wyszłabym za ciebie
- Jakbyś miała to nie mówiłabyś tak głupio.
- Czego? O półce?



Spojrzał tylko na mnie i już nic nie mówiąc dalej tarł imbir do mojej herbatki. Lubię go irytować. A on lubi irytować mnie. Zwłaszcza jak nie mogę jeść słodyczy. Potrafi, tak jak dzisiaj, latać za mną z ciasteczkiem o smaku krówek. Musiałam wyjść z kuchni, a on i tak przylazł za mną do pokoju.
- Idź sobie człowieku stąd!
- Wiesz jakie dobre? No masz, powąchaj.
- Weź.
- No nie bądź taka - i pcha mi ciastko pod nos.
- Mooniek!!!
- Tak kochanie?
- Ja ci to ciastko zaraz do dupy wsadzę.
- O mamusia oderwała się od komóreczki i już jest zirytowana - do pokoju wszedł synuś.
- Ty sarkastyczny prosiaczku - warknęłam i na niego. Tym bardziej, że starałam się czytać książkę. A tu testosterony przeciwko mnie. Zaśmiali się. Dupki. Nie ma to jak męska sztama, mać jego. Ygh! Niestety córcia nie mogła dokonać kontrataku, ani mnie przytulić, ponieważ została zniewolona przez gorączkę. Ale zdążyła zadanie odrobić:


 Zeszliśmy ze śmiechu. No dobra Młoda, życzymy Ci powodzenia. Ale Młoda potrafi.
- Kiedy się urodziłaś?
- W dzień matki, piętnastego
- Piętnastego w dzień matki ? 
- Boskiej, tato, - i zrechotała. 
Na skype dobił się brachol.
- I jak masz się po artroskopii?
- Ciężko. Boli,  Pojechałem do szpitala, bo bałem się, że uszkodziłem kolano podczas ćwiczeń. Bulgotało, strzelało. Powiedzieli, że to normalne. Mam 6 tygodni chodzić, o kulach, i ćwiczyć, ale to chyba będzie dłużej. Do dupy tak, bez pracy jeszcze.  A ty, jak to wytrzymałaś?
- Nie wytrzymałam. Odjebało mi.
- Tobie zawsze odwala. A ja przez to muszę dietę trzymać, bo nie mam ruchu.
- No widzisz. A ja trzymam dietę, bo mam zrypany żołądek. Siła wyższa.
- Mnie też boli. Nawet brałem lekarstwa, ale wraca. Pewnie przez te bakterie.
- Hahahaha, ale mamy  zjebane geny, wiesz? Ty idź do lekarz, co? A dieta mi się przyda. Za bardzo się rozrastałam. A tak jest motywacja. I lecę w dół.
- A tego nie chciałem ci mówić.
- Że zrobiłam się na wypasioną foczkę? - weszłam bracholi w słowo - Weź, albo jesteś moim bracholem albo nie. Kto ma mi to mówić, co?
Pogadaliśmy o ćwiczeniach i dietach. Co można, a nie można jeść, jak ćwiczyć. Współczuję mu, bo to jest jakiś koszmar. Ograniczenie ruchu i monotonia zabija. I ból w nodze też. Brachol, przed pójściem na operację opowiedział mi swój sen.
- Wiesz, śniło mi się, że umarłam na stole operacyjnym, ale rodzina wygrała w totka. Poszedłem i wysłałem kupon.
- I co wolisz umrzeć czy żyć. Uszczęśliwiać rodzinę sobą czy beztroską finansową?
- Nie wiem. A Ty?

Zapytałam Moonka:
- Przeżyć. Arte, ty bez mnie zginęłabyś.
- Ocipiałeś normalnie.
- A kto by cię tak wkurwiał i uszczęśliwiał?
- Zdziwiłbyś się - i poszłam. Strzał za ciacha i kawę. A co. Otworzyłam szafkę, by zrobić herbatę i na moją głowę spadła czekolada. No nie!, tego już jest za wiele. One same mi się pchają do rąk, krzycząc:
- Zjedz mnie, zjedz.
Ale jestem  twarda. W końcu nie obejrzę się, a już trzeba będzie świecić samarą  nad morzem. To ja już to wolę małą. Choć być jak Chylińska to moje marzenie, tzn tak zjechać w dół z kilogramami. Hm...Ech, pewnie kolejne marzenie dorzucę do kosza pragnień tych abstrakcyjnych i niespełnionych.
Włączyliśmy film.
- Fajne miasto - rzekłam patrząc na Hagia Sofię.
- To Stambuł
- No to mówię, ze miasto, bo to miasto.
- No to mówię ze Stambuł, bo to Stambuł,
- W Turcji - rzekliśmy oboje. Zgrani. Jak zwykle.
- Mooniek, a ty masz jakieś marzenia?
- Nie.
- Jak nie? Tzn. że jesteś szczęśliwy!
- Z tobą? Pojebało cię.
 Wsadziłam mu palec do ucha. On ma tam straszne gilgotki. I uciekłam. Do książki. Za dużo mam nieprzeczytanych. Za mało wiem. Niech kartki pokryją mnie. To lepsze niż kurz.





- Przymierzylam kapelusz. Mooniek uznal ze wygladam jak Gary.

Arte i Gary w okryciu glowy :)





4 komentarze:

  1. Kartki dobrze pokrywają człowieka, razem ze słowami. :) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A kartki zamiast plyty nagrobnej i na tych kartkach zostawiam epitafium ;-P :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak w domu wariatów :D Cudownie :D
    w kapelusiku Ci do twarzy ;)

    OdpowiedzUsuń