środa, 19 marca 2014

wypalenie


Mam te kilkadziesiąt lat, choć w porównaniu do wieku żółwiego to młoda jestem, ale tylko w stosunku do lat gadzich, bo w stosunku do ludzkich to już gorzej wypadam, pomimo, że staram się nie  być gadem.
Więc stara jestem i nie umiem robić kotletów mielonych.Tragedia? Nie.Większą tragedią jest wpierdzielanie kolejnej paczki popcornu. Smak życia, słony smak życia. Ale nie mogę oderwać się od kolejnej paczki. A potem odzywa się próżna babska natura.



- Wiesz synu - rzekłam lampiąc się w tv - tak też kiedyś wyglądałam - i pokazałam mu w miarę szczupłą dziewczynę - ech kiedyś taka nawet szczupła byłam.
- No i dlaczego tak nie wyglądasz?
- Bo was urodziłam - dowaliłam  z uśmieszkiem, wystawiając przy tym język - tak pedagogicznie.
- Oj tam,  oj - odparował syn - tak wyglądasz, bo się tuczysz.

Nooooo, bladź blada! Grrrr,,,,,, Ale chciałam to mam prawdę. I żeby na tym się skończyło....

- A ta pani to ma tam dziecko? -  Młoda zapytała się wskazując na brzuch jakiejś kobiety w tv.
-Tak, jest w ciąży.
- A ty - córka tuląc się do mojego brzucha zapytała - ty też masz dziecko tu?

Odpadłam.

Wytrzesz oczny z wygięciem wary wskazywał na stan krytyczny. Tym razem małżonek poleciał po piwo. Musiałam rozpłynąć się zanim wybuchnę. W każdym bądź razie wyleczyłam się z tkwienia przed telewizorem. I z tyskiego też. Popsuło się.

Jak się podchmieliłam to wraz z wezbranymi procentami urosła odwaga Odwaga, by stanąć przed lustrem.
Stańcie przed lustrami....

.... A co wam powie zwierciadełko 

Kiedy staniecie przed nim z rana 

Wy studentki uniwersytetów 

Wy robotnice huty 'Warszawa' 

A co wam powie zwierciadełko 

Kiedy staniecie na baczność przed nim z rana ....




Głowa cały czas odjeżdża mi, jak nie w przeszłość, to w przyszłość. Nie wiem po co mi ta jazda. Grrr.
Chyba w końcu zwymiotuję. Albo szlag mnie trafi. Albo odnajdę się na nowo.
Może taki to mój wiek, albo nuda. Nie wiem.

Wiek, kiedy jest się za starą, by zrobić cokolwiek, a za młodą, by tkwić w nicości. Czy jakoś tak. Zderzenie dwóch światów, choć kierunek już tylko jeden. Czuję jakiś gwizdek na sobie, ostatni gwizdek. Jego pisk zagłuszam muzyką. Wypełniam się słowami. I nie tylko słowami. 


dlaczego tracisz myśli swe
czasami nie warto wiedzieć
gdzie jest sens












Na krawędzi dnia, na krawędzi snu
przegrana w nierównej walce

Na krawędzi dnia, na krawędzi snu

ja klęczę a wokół tańczy
Czas

mój największy wróg, mój najlepszy przyjaciel

Czas

nie używa słów, ale zawsze odnajdzie












Obiecałam sobie rzucić się w jakiś wir, niech mnie porwie, wskrzesi, bo coś umiera cholera we mnie bezpowrotnie. Albo czegoś mi jednak brakuje.  Poza piątką klepką oczywiście.

Albo brakuje mi świeżej krwi. Albo się nudzę i kostnieję. A może te całe zastygnięcie, unieru-chomienie jest tylko po to bym w końcu stanęła w miejscu, rozejrzała się  i niczego nie przeoczyła?

Nie wiem.

Mam wrażenie, ze jednak coś przeoczyłam. Coś ważnego.Wiem. Nie wiem. To nie możliwe.
E?
A?
 Y?
Jednak wiem co mi jest. Starość prawdy nie boi się. Choć trudno uwierzyć. Choć wiek sprzyja wierze. Więc wierzę, że to jest prawda.

Czasami leżę jak trup w pościeli, czasami skaczę jak popierdoleniec.
Nie ogarniam tego. Ogarniam. Wiem wszystko. Nie wiem nic.
Czas na przebudzenie. Póki jest jeszcze czas. Na to co jest w środku. A co tam jest? Nie wiem. Wiem. Czas odkryć nadchodzi.
Cholera, oby to nie była puszka Pandory.
Trudno.
Człowiek nie take kataklizmy przeżył.
Znalazłam się na pustyni obłędu, obłędu emocjonalnego, który wdziera się pod skórę i tkwi tam, uwierając jak ziarnko piachu...



Spoglądam wstecz i widzę
Tyle, tyle pustych godzin.
Ogarnia mnie strach, ogarnia mnie strach,
Bo wiem, 
Bo wiem ile minęło,
Lecz nie wiem, nie wiem, nie wiem
Ile zostało...

A ja nie chciałabym tak
Po prostu, po prostu przeminąć. 





I żebym chociaż miała popaprane życie. Ale wręcz jest przeciwnie - jest super. Cholera, a mnie gna na poszukiwanie "piątego elementu". Dopełnienia.


W każdym bądź razie tak stanęłam przed tym lustrem i lampiąc się na siebie zawołałam mężula, co by mnie podniósł  na duchu.

- Ej, ale chyba tak nie jest źle ze mną co?
- Jest.

Gnojek!

Ups, wyczytał to z moich oczów. Jak się wściekam to podobno robią się one czarne.

- A co chcesz? Nie ruszasz się.
- Bo mi się nie chce. Sam sobie zapierdzielaj na tych szczudłach.
I wkurwiona rzuciłam kulami. Tak po prostu- rzut prosty.W przestrzeń przedpokoju.
- Odbiło ci?! 
Podniósł kule i przeszedł się na nich tam i z powrotem. Szedł z tą swoją masą zawieszoną między kulami, mogąc stanąć tylko na jednej nodze. Szedł tak, jak ja muszę poruszać się.

- Ciężko. W ręce się to cholerstwo wbija. Spadaj mi z tym.- i też rzucił  kulami.
- Ha! to się nie dziw. Sam wiesz, że lubię szybko chodzić, a to to...
- Ale masz jeszcze tylko 3 tygodnie przed sobą, a nie wieczność! Przestań.
Popatrzyłam na mężula i ryknęłam:
- Dla mnie to, tooo , to przerasta mnie to już, rozumiesz? Wiesz, ze nie znoszę ograniczeń! Ja pierdolę, czuję się jak w więzieniu!!!!!

Nerwy mi puszczają. A kolano ogranicza wszystko, wszelką działalność. Naprawdę nie znoszę ograniczeń, Już nie, nigdzie. Żadnych granic!
Co innego móc iść i tkwić, a co innego tkwić, bo jest nie moc.
To wszystko gotuje się we mnie. Ze zdechłego śledzia zamieniam się w wulkan.Te emocje są jak granat.  Jeden gest, jedna myśl za daleko i zawleczka jest wyciągnięta. Bum! A nigdy nie wiadomo kiedy nastąpi wybuch.
Chyba jestem niewyżyta....
Tyle, że kurde jakoś nie mam sił, by otworzyć pieprzonego kapsla od tymbarka,

Emocje, słowa, uczucia, wyrazy, obrazy. Nie mogę spać. Nie mogę leżeć. Biec też nie mogę.
Zamazuję siebie.

Kiedy zobaczyłam syna, jak wbija widelca w kotlet, poczułam, że zakrada się gniew i zamiast machnąć ręką i wyjść to nie: przysiadłam się. W końcu dziecko jest idealną ofiarą. Taką bezbronną.
- Jak ty jesz?
- No co?
- Gdzie masz nóż?
- Tutaj.
- To zacznij go używać!
- Nie! to jest głupie. Ja nie chcę. I nigdy tego się nie nauczę!
Złapałam syna za głowę, za uszy, tak mocno i przyciągnęłam jego twarz do mojej.
- NIGDY NIE MÓW, ŻE SIĘ NIE NAUCZYSZ!!! ROZUMIESZ?! NIE ZAKŁADAJ SOBIE OGRANICZEŃ!!!! CHOLERA, SYYYNU! TO TYLKO NÓŻ! ŻADNA FILOZOFIA!
I wyszłam wkurzona. Osłabiona swoją postawą i nie mocą.

Kurwa mać, co ja robię?! Szlag.

Wróciłam. Syn chlipał.

- Przepraszam synu, ale nawet nie starasz się czegoś opanować, a już mówisz - nie chcę, nie mogę, a ja wiem, że potrafisz, bo czegoś niemożliwego nie wymagałabym od ciebie, rozumiesz? Spróbuj, powoli, spokojnie...Przepraszam cię za ten wybuch, nie mam dla siebie wytłumaczenia, ale nie mów tak, proszę, nie mów, nie mów, że czegoś nie umiesz, kiedy nie próbujesz tego zrobić ...

Cholera, wrzask to nie wsparcie. Gniew rani. Kocham,a nie mam cierpliwości. Straszne.

Te emocje są jak płyty tektoniczne - jak jedna na drugą wleci wiadomo jaki jest skutek. BU.M! Trzęsienie.

Staję się psychopatką normalnie, ale nie mogę, nie mogę. Wciąż wszystko dla niego jest głupie, i nie chce się nauczyć. Awersja i bunt. Skąd to znam?! Z autopsji. Odbicie bywa bolesnym doświadczeniem.
Co się ze mną dzieje? Co? Chyba najlepszym dla mnie wyjściem jest przegnić ten czas w pościeli. Z palcem w ...
Ale potrafię być normalna dla dzieci, jeszcze potrafię. Choć ten sam schemat dnia zabija we mnie wszystko, zabija.



Młoda tak wygłupiała się przy kolacji, że wylała picie. Zaczęła płakać, bo ostatnio jakoś tak płacze. Zwłaszcza jak jest zmęczona. Roześmiałam się z synem. Cała Młoda, zawsze coś zbroi.
Zaczęłam śpiewać:
-  Młoda zdolna jest na wylewanie, 
nie uchowa się, ani picie ani danie, 
tralalala ...
Dzieciaki zaczęły się śmiać.
Gdy wycierałam stół Starszy stwierdził, że mi pomoże i zrobił porządek na podłodze.

- Proszę mi powiedzieć - wzięłam zabawkowy mikrofon do ręki - jakie to uczucie jest, gdy zrobi się potop?
- Aahahahahaha..
- Hm, to takie śmieszne. Może i my spróbujemy? - zwróciłam się do syna.
- Jasne!
- Żartowałam!!!!


- Kurde, patrz! wyglądam tak jakby mi zwieracze nie trzymały! - wydarłam się z legowiska.
- Co?! - mężulo odszedł od deski do prasowania przyglądając mi się dziwnym wzrokiem - " dżizas co ona znowu wymyśliła?"
- No patrz na moje nogi! no jak wyglądają? no? jak osrane!
- Sama jesteś posrana.
- No to przecież mówię to.
- Nic nie widzę, patrzysz ze skrótu perspektywicznego.
- Czego?
Nie słuchałam co mówił. Byłam wkurzona na siebie. Zachciało mi się.
Białe nogi denerwowały mnie nie miłosiernie. Trupość aż biła po oczach, więc poprosiłam mężula, by kupił balsam brązujący. No i mam! Plamy brązowe. Łaciata krówka. Muuuuu...... Cholera, nawet do tego się nie nadaję.
Równomierność niczym równowaga. Nie dla moich rąk.
Nic dziwnego, że mi nie wyszło, nie ma takiej opcji.
Jęknęłam zakopując się w łóżko.Tylko tyle potrafię.
Zniknąć pod kołdrą.
Wpierdzielając popcorn zaczęłam oglądać kolejny film.

A film doprowadził mnie prawie do torsji. Poważnie - patrzyłam na to, nie wierząc, że to oglądam.




Bleh......ale wytrwałam do końca.
Dzielna byłam. Choć swój sens miał, pomimo wszystko. Może jesteśmy zdolni do zapamiętywania  tylko brutalnych obrazów, więc stąd musi być silna ekspozycja?




Mężulo wpienił się na mnie.
- A gnij tam, idę zrobić lazanię.
I zrobił.Nawet  mu wyszło, więc po co mam cokolwiek czynić? Obiad w łóżku.
- Nie przesadzaj! Wyłaź z wyra natychmiast!
Założyłam spodnie dresowe, a co. I koszulkę. Taką różowofioletową dla odmiany.
- Ten kolor mi nie pasuje. Ohyda. Wyrzucę ją.
- Spoko jest.
- Jakie spoko? Patrz jak wyglądam, ohyda, nie pasuje mi.
- Taki kolor idealny jest do zmęczonej życiem twarzy.
Sufit jest cudowny. W suficie nie odbija się nic.

Wieczorem polatałam po kanałach. Film z Julianne Moore? Zawołałam mężula.
- Słucham muzyki.
-  Co mnie to obchodzi. Chodź, potrzebuję cię i koniec!
Przytargał dupsko.
- Masz mnie przytulić, tkwić i mruczeć.
- Odbiło ci?
-Tak.
Zaczął się śmiać.





- Ty się nie śmiej, ty coś zrób, nie wiem co, poderwij mnie, bądź jak kiedyś, coś we mnie umiera, albo coś się rodzi, albo nie wiem co zrobię....wszystko stało się takie nagle szare, codzienne, nudne, wypalam się ...albo stań się moim natchnieniem, albo spalę się przy innym cieple. Potrzebuję rozmów, dotyku, inspiracji, szaleństwa, i  jeszcze więcej...wiesz tego czegoś, co jest mocą energii, na to, by życiem od nowa się cieszyć ...


Następuję wypalenie.
Tyle że ja chcę się spalić, a nie wypalić
Podkładam ogień.
Gdzie wybuchnie pożar? Nie wiem

Jak to jest: gdy wszystko jest, a jednak czuć, że czegoś brak?




Na pewno czułeś kiedyś wielki strach
 Że oto mija twój najlepszy czas
 Bezradność zniosła cię na drugi plan
 Czekanie sprawia że gorzknieje cała słodycz w nas
 Ogromny zgrzyt znieczula nas na szept
 Tak trudno znaleźć drogę w ciepły sen
 Słowa zlewają się w fałszywy ton
 Gdy nadwrażliwość jest jak bilet
 W jedną stronę stąd 











22 komentarze:

  1. Arte! jesteś! Bo już się martwiłam brakiem wpisów! ty się dziewczyno ZASIEDZIAŁAŚ w chałupie! Wyjdź no gdzieś! Nawet o tych kulach! Zarzuć no ten tusz na rzęchy i ...może znajdź sobie jakieś przyjemności ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hm, karuzeli nie lubię, bo normalnie Zóładek chce kwiatki wąchać, więc ...:może lepiej bym nie wychodziła ;) :P

      Usuń
    2. Wyłaź mówię! :) Gdziekolwiek! Może nawet do nauczycielki syna- że niby martwisz Jego spokojem ducha i mądrością, bo Ty Go inaczej uczysz ;)

      Usuń
    3. eeee...to wolę iść na ławkę i pooglądać ....wróbelki? :P:).

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. przepraszam, nie chciałam, by tak to brzmiało smutno...

      Usuń
  3. Uszy do góry! Będzie dobrze, idzie wiosna, a z nią nowa, dodatkowa energia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uszy do góry, zęby do przodu i jest wielkanocny zajączek :D - ok :)

      Usuń
  4. Moja mama nie chciała się zestarzeć... to urodziła kolejne bobo. Mówię CI to dopiero ześwirowanie!
    Masz dzieci prawie odchowane ( znaczy się bez pampersa smoczka itd.) to teraz tak troszkę coś dal siebie zrobić hmm? I nie narzekać?
    Ja nie tylko mam trupi nogi, ja cała wyglądam jak trup :P

    No i ten mąż niech Cię wyrwie! Co on sobie myśli!?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie narzekam tylko układam myśli w szufladki :)

      Usuń
  5. Kurde, Arte, Ty się kobito bierz w garść i przestań biadolić. Kilkadziesiąt lat to nie sto, więc wstawaj z tego wyra i na słońce! Ja rozumiem kryzys wieku średniego (choć nie wiem dokładnie ile masz lat), ale więcej niż ja pewnie nie, więc kop Ci się należy w zadek, ale tak pięknie wycelowany, żeby Cię z łóżka wystartował! I jak Twój mąż nie zasadzi tego kopniaka, to jak nic przyjdzie nam tutaj wyśledzić Twój adres, zebrać ekipę i kipisz Ci w chacie zrobić, aż w końcu się ruszysz i zaczniesz żyć!

    PS Aha, przypomniało mi się, że przecież ja Twoim adresem dysponuję!!! Więc ruchy, ruchy!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ożesz, aż odłożyłam popcorn :)

      Usuń
    2. I słusznie. Odkładaj popcorn, bo potem będziesz i tak żałować, że go zjadłaś. I sio z wyra!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

      Usuń
    3. ale Ty wiesz jakie to cholerstwo jest dobre? :)

      Usuń
  6. Zrób coś tylko i wyłącznie dla siebie! To jest Twój czas, dzieci masz już odchowane więc może czas pomyśleć o sobie ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też tak myślę, że będę musiała wrócić do dobrych zwyczajów wyrywania się z domu, tylko te 3 tygodnie ...

      Usuń
  7. Ejj na niektóre rzeczy nigdy się nie jest za starym ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Za dużo energii w Tobie, Kochana, Byś tak dalej miała się zakopać sama w sobie :) Trzy tygodnie, to nie trzy lata :) Pokaż nam , jak rządzą takie dziewczyny, jak Ty :) Trzymaj się cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobra, dzisiaj zrobię marzannę tyle, że duszy i utopię ją jutro w rzece :)

      Usuń
  9. "Okłamali mnie z nadzieją, że
    uwierzyłem i przestanę chcieć.."


    Arte NIE JESTEŚ SAMA!
    Masz nas..
    i jeszcze trochę
    i będziesz śmigać...
    tule Cie do piersi

    OdpowiedzUsuń