-
- Chciałaś 20 czy 30 deko?
- Co? Yyy,,,A gram nie starczy na skręta?
- Co?! Oszalałaś! Jakiego skręta? o ciasteczkach mówię!.
- A skąd mam wiedzieć o czym ty mówisz? Aaaa dobra, obojętnie.
Odłożyła telefon. W tym całym swoim zasmarkaniu zapomniała, że koleżanka wyszła na szybkie zakupy. Jak za komuny:
- Kawę rzucili. Lecę. Zajmę kolejkę.
Tu wyczaiły mega ciacha. Do kawy coś być musi i na osłodę też. Wyciągnęła z torebki lakier do paznokci i klnąc pod nosem, bo wciąż robiła mega zacieki, zaczęła nakładać świeżą warstwę na ubytki. Był to szybki retusz wytartego na spinaczach lakieru. Szlag, znowu telefon zadzwonił.
" Nie dadzą pomyśleć!". Tym razem był to służbowy.
- Proszę, odbierz, bo mam pazury świeżo pomalowane - rzuciła w stronę Matyldy. Ta niechętnie oderwała się od papierów.
- Nie znoszę telefonów - mruknęła przechodząc gładko na słodki głosik - Proszę? ....Tak, już łączę.
Odłożyła słuchawkę.
- Przynajmniej nie był upierdliwy - rzuciła w jej stronę i z powrotem zajęła się papierami.
Łucja machając palcami zaczęła kręcić się na fotelu. Upierdliwy....upierdliwe to jest życie. I kaszel, Znowu przyszła zima wraz z treningiem płuc. Nawet zapalić nie mogła. Miała dosyć.
- Pni Łucjo, dlaczego pani nie pójdzie do lekarza?/
- Pani kierownik, ale kto będzie pracował, skoro połowa pracowników jest na zwolnieniu? - mówiąc to podała pocztę. Kierowniczka nie zdążyła odpowiedzieć, gdy Łucja zniknęła jej z pola widzenia.
Weszła do pokoju, w którym pracowała,
- Wie pan co - rzekła do przełożonego - już wiem skąd wzięły się te dziury w sprawozdaniu rocznym.
- Tak?
- Przejrzałam wszystkie sprawozdania cząstkowe i jedno zostało błędnie podane. Niestety, ale to pan robił to sprawozdanie i źle pan podał dane, i to jest ten błąd, który źle rzutuje na całość. - Łucja w dalszej części wywodu wypunktowała szefa, pokazując brudnopis z jego błędnie wyliczonymi danymi. Szef spojrzał na materiały i porównał. Zaniemówił. Pokręcił lewą końcówką wąsa. "Oj Łucja, strzeliłaś sobie w kolanko, a nawet w serce!" pomyślała widząc jego minę. W końcu wykrztusił.
- Te dane miałem od pani -szef poszedł w zaparte -Rozumie to pani Łucjo?
-Nie, nie mógł pan mieć tych danych ode mnie, ponieważ, jeszcze raz panu to tłumaczę, w tym czasie byłam na urlopie a ponadto część danych spłynęła w czasie mojej nieobecności, więc jak mogłabym je podsumować?
- To od pani miałem te dane! - zawarczał prawie już czerwony przełożony trzymając w trzęsących się już rękach materiały- od pani i proszę to sobie zapamiętać!Od pani miałem te dane!
- Acha, to interesujące. - Łucja spojrzała na przełożonego z wyraźnym niesmakiem - Oto siła przełożonego i odwieczna wina niewinnego pracownika.Takie to polskie, - Łucja wkurwiona wyszła, ale nie trzasnęła drzwiami. Ledwo doszła do stanowiska pracy rozbrzmiał się telefon.
- Proszę?
- I proszę zrobić korektę tego okresu! - przełożony rzucił słuchawką. Łucja poszła do kadr:
- Jestem za stara, by robić mnie w wała. Nie chcę przedłużenia umowy.
- Ale co co się stało?
- Nic.
Wyszła wpadając na koleżankę:
- Ciasteczko?
- Bez flaszki, kochana, to dzisiaj nic mi nie wejdzie.
- Chciałaś 20 czy 30 deko?
- Co? Yyy,,,A gram nie starczy na skręta?
- Co?! Oszalałaś! Jakiego skręta? o ciasteczkach mówię!.
- A skąd mam wiedzieć o czym ty mówisz? Aaaa dobra, obojętnie.
Odłożyła telefon. W tym całym swoim zasmarkaniu zapomniała, że koleżanka wyszła na szybkie zakupy. Jak za komuny:
- Kawę rzucili. Lecę. Zajmę kolejkę.
Tu wyczaiły mega ciacha. Do kawy coś być musi i na osłodę też. Wyciągnęła z torebki lakier do paznokci i klnąc pod nosem, bo wciąż robiła mega zacieki, zaczęła nakładać świeżą warstwę na ubytki. Był to szybki retusz wytartego na spinaczach lakieru. Szlag, znowu telefon zadzwonił.
" Nie dadzą pomyśleć!". Tym razem był to służbowy.
- Proszę, odbierz, bo mam pazury świeżo pomalowane - rzuciła w stronę Matyldy. Ta niechętnie oderwała się od papierów.
- Nie znoszę telefonów - mruknęła przechodząc gładko na słodki głosik - Proszę? ....Tak, już łączę.
Odłożyła słuchawkę.
- Przynajmniej nie był upierdliwy - rzuciła w jej stronę i z powrotem zajęła się papierami.
Łucja machając palcami zaczęła kręcić się na fotelu. Upierdliwy....upierdliwe to jest życie. I kaszel, Znowu przyszła zima wraz z treningiem płuc. Nawet zapalić nie mogła. Miała dosyć.
- Pni Łucjo, dlaczego pani nie pójdzie do lekarza?/
- Pani kierownik, ale kto będzie pracował, skoro połowa pracowników jest na zwolnieniu? - mówiąc to podała pocztę. Kierowniczka nie zdążyła odpowiedzieć, gdy Łucja zniknęła jej z pola widzenia.
Weszła do pokoju, w którym pracowała,
- Wie pan co - rzekła do przełożonego - już wiem skąd wzięły się te dziury w sprawozdaniu rocznym.
- Tak?
- Przejrzałam wszystkie sprawozdania cząstkowe i jedno zostało błędnie podane. Niestety, ale to pan robił to sprawozdanie i źle pan podał dane, i to jest ten błąd, który źle rzutuje na całość. - Łucja w dalszej części wywodu wypunktowała szefa, pokazując brudnopis z jego błędnie wyliczonymi danymi. Szef spojrzał na materiały i porównał. Zaniemówił. Pokręcił lewą końcówką wąsa. "Oj Łucja, strzeliłaś sobie w kolanko, a nawet w serce!" pomyślała widząc jego minę. W końcu wykrztusił.
- Te dane miałem od pani -szef poszedł w zaparte -Rozumie to pani Łucjo?
-Nie, nie mógł pan mieć tych danych ode mnie, ponieważ, jeszcze raz panu to tłumaczę, w tym czasie byłam na urlopie a ponadto część danych spłynęła w czasie mojej nieobecności, więc jak mogłabym je podsumować?
- To od pani miałem te dane! - zawarczał prawie już czerwony przełożony trzymając w trzęsących się już rękach materiały- od pani i proszę to sobie zapamiętać!Od pani miałem te dane!
- Acha, to interesujące. - Łucja spojrzała na przełożonego z wyraźnym niesmakiem - Oto siła przełożonego i odwieczna wina niewinnego pracownika.Takie to polskie, - Łucja wkurwiona wyszła, ale nie trzasnęła drzwiami. Ledwo doszła do stanowiska pracy rozbrzmiał się telefon.
- Proszę?
- I proszę zrobić korektę tego okresu! - przełożony rzucił słuchawką. Łucja poszła do kadr:
- Jestem za stara, by robić mnie w wała. Nie chcę przedłużenia umowy.
- Ale co co się stało?
- Nic.
Wyszła wpadając na koleżankę:
- Ciasteczko?
- Bez flaszki, kochana, to dzisiaj nic mi nie wejdzie.
T.A. Flower Powieść o Zeldzie Fitzerald


Praca, ach praca! Wyobrażasz sobie, że na kasie w lidlu mozna zarobić więcej niż zarabiam ja (dzięki Ci pracodawco - ministerstwo zdrowia - czuję się taka doceniona, pełna zapału do pracy i nauki...)
OdpowiedzUsuńTylko zwolnienia się nie boję, dużo takich debili jak my w Polsce nie ma.
Będzie coraz mniej...
Czy norweski jest trudny?
Podobno trudny, ale do opanowania. Zresztą tam angielski m się załatwi wszystko :D
UsuńO, tak, zarobki w naszym kraju to dziwna
strefa. Dzika. Po cholerę się uczyć. tylko dla siebie i pasji?
Ps. Mam podobne pióro, też z czachą, ale w kwiatki i na pajęczynie.
OdpowiedzUsuńPasją dzieci nie nakarmisz... Kredytu nie spłacisz. Pasja się wypali, jesli nie ma odpowiedniego paliwa.
OdpowiedzUsuńto fakt
Usuń