wtorek, 24 stycznia 2017

kadr...:)

- Wiesz Mooniek, pewnego dnia wyjdę i nie wrócę. Zostawię was.
- A idź.
- A pójdę.
- Tato, nie mów tak, ty wiesz, że mama jest zdolna do wszystkiego.
Syn wtulił się we mnie.
- Nie możesz mamo, nie możesz.
Mogę, nie mogę. Nie chcę. Oto moja jaskinia, gdzie spokojnie mogę lizać rany. Odpocząć. Zaszyć się. Schować. Upajać się milczeniem. Mooniek ma wiele wad i jedną zaletę. Nie wymusza na mnie mówienia. Patrzy i nie powie nic. Padają słowa niezbędne w życiu codziennym. I nic ponadto. Cudownie dziczeję w swojej jakimi. Tylko dzieci wpadają do łóżka i tuląc się do mnie, zmuszają do mówienia. Ale z nimi dialog jest przyjemnością. Lubię ich postrzeganie świata. Tą dziecięcą dobroć i naiwność. To nie godzenie się na zło. I zapał. Tylko nie do odrabiania lekcji.
- Nie chcę....to za dużo!
- Musisz!
- Nic nie muszę!
- To mój tekst, dzieciaku, a ty musisz.
- No mamo...
- No córciu....
Córcia w końcu idzie i  cała nieszczęśliwa, zasiada za biurkiem. Ledwo rozpocznie odrabiać lekcje już jest umazana atramentem z pióra.
- Masz w tym talent wyjątkowy.
Zmuszona do samodzielności szybko rozwiązuje zadania matematyczne. Tylko jak pojawię się w polu widzenia włącza się:
- Pomóż ....
- Pieszczochu, sama dajesz sobie świetnie radę.
A potem siedzimy nad warcabami. Jeszcze jestem w stanie z nią wygrać, choć bywa, ze przegrywam. Takie przegrane są radością. Syn zaś, jak tylko upora się ze swoimi obowiązkami, zaszywa się z ojcem na kanapie i razem biją w Herosie kogo popadnie, wymieniając się przy tym uwagami co do postaci będących w grze.
Idylla. Tylko mnie coś uwiera i dusi. Nosi. Nadmiar energii postanowiłam zużyć w sporcie. Po lekturze Bokserka postanowiłam nie tylko boksować się z życiem, ale przede wszystkim kupić worek treningowy i rękawice.
- Moooniek! Mam!
- Znowu coś wymyśliła?
- Yhy. Chcę worek i rękawice i będę nawalać w garażu twojej matki.
 - Ok.
- Ok?
- Podoba mi się pomysł.
Umarłam? Jeszcze nie, ale budzę się. Chcę basenu i siłowni. Książek i wiedzy. I ciszy. I znalezienia własnej drogi. Nie tej rodzinnej, ale ponad własną jaskinią.
Coaching. Kolejna podyplomówka. Może.
- Złożę papiery do zakładu. Praca na taśmie będzie interesującym doświadczeniem.
- Masz czas na takie zajęcia.
- Chcę yamachę.
Chcę. To chcę to jakieś przekleństwo. Chcę motor i pojechać do Rumunii. Wolno jechać przez Słowację i Węgry. Podziwiać. Poznawać.
- Mooniek w Szentendre jest Muzeum Marcepanu.
- O!
- Nie: o!, tylko jedźmy gdzieś. Zobaczmy, Zagubmy się, Nie chcę żyć życiem jajka w opakowaniu.
Uciekam od ludzi, a niesie mnie w przestrzeń.









4 komentarze:

  1. I być, i żyć, i biec, i spać...

    OdpowiedzUsuń
  2. Poznałam niedawno takiego jednego, co to motorem chce przejechać Europę... Poznać Cię ? :D

    OdpowiedzUsuń