foto: Arte
foto: Arte
a po wypiciu inki co zostało?
aautoportret! :)
foto:Arte
anioł czerwcowy , hahaha
zabawny jest znak Raka :D :P
(z netu)
Kiedy czuję się słaby
I mój ból spaceruje wzdłuż jednokierunkowej ulicy,
Patrzę do góry
I wiem, ze zawsze będę obdarzony miłością.
I kiedy rośnie to uczucie,
Ona tchnie ciało w me kości
I kiedy miłość jest martwa
Zamiast tego kocham anioły
Robbie Williams Angel
Każdy człowiek ma swojego anioła. Każdy znak zodiaku ma swojego anioła. Anioły są wszędzie. Anielski jest świat. Tyle, że pełen burdelu. A one ogarniają go skrzydłami, zamiatają. Pilnują. Strzegą. Pomagają. Niestrudzone w wiarę w człowieka.
Czasami mam wrażenie, że anioły mieszkają w ludzkich istotach. W tych przyjaciołach, co nas strzegą i wspierają. W tych obcych, co potrafią być mili. I w tych mówiących prawdę. A potem ludzi bolą kręgosłupy, a oni się dziwią, od czego tak, od czego? A ten ból bierze się od schowanych skrzydeł, które gniotą ich z tyłu. Tą boleść, czasami, mylą z kopniakami w dupę. Jedno piętro niżej a jaka inna jest kwintesencja cierpienia.
Muriel jest aniołem czerwcowym.. Aniołem emocji. Pogromcą nerwicy i depresji. Opiekunem roślin i zwierząt. Jest moim aniołem. Czasami czuję go. Nie dlatego że ma oddech nieświeży, ale dlatego, że ma jakąś taką aurę, która rusza moją bryzę. Czasami czuję, jakby ktoś trzymał mnie za kołnierz nie pozwalając na krok do przodu. Czasami słyszę, jakby ktoś do mnie mówi. A ja nie mówię nic. Nucę na zagłuszenie sumienia. Choć powinnam. powinnam się modlić, zwłaszcza jeśli chodzi o mądrość.
Modlitwa do Anioła Muriela
W majestacie boskiego imienia Jahwe wzywam Cię,
aniele Murielu, prosząc o opiekę.
Niech posłani przez ciebie w czerwcu aniołowie
Hariel, Hekamiah, Lauviah, Caliel, drugi Lauviah
i Pahaliah wzniosą mnie na wyżyny mądrości,
miłości oraz światła.
Amen
Ale ja tam pierdolę anioły. Wszystko mam gdzieś. Na cholerę mi wyżyny, kiedy jestem głodna i chce mi się żreć. I pić. Zagubić się w barze jakimś. W jakimś towarzystwie, W słowach. W milczeniu. W tańcu. Na ulicach miast. Zapalić papierosa pod wierzbą na wiejskim rozdrożu polskich dróg. Pójść sobie gdzieś, choćby w to zboże, a potem skoczyć z mostu, albo zatonąć w ułudzie. Albo nie ruszać się z łózka. Chce mi się żyć, tak jakoś inaczej. Albo w ogóle nie chce mi się nic.
Mój anioł, z tym drugim, bo człowiek podobno ma dwa anioły, siedzą na moich ramionach, i gadają i gadają, tłumaczą. Tak wiem, mam się wyciszyć.
- "Chcę ciszy".
I powtarzam dalej za nimi, jak modlitwę, jak mantrę:
- : "Nie chcę już żadnych słów. Rozmów prowadzących donikąd, albo tam, gdzie nie chcę iść".
Wiem czego nie chcę. Ale nie wiem czego chcę.
I leżę na dnie niewiary własnej. Nie w wannie z olejkami aromatycznymi, tylko na dnie własnej jaskini. Klasztoru przemian. Tylko ruszyć nie mogę. Siedzę w bezmyślności. W apatii takiej, lepiącej się do palców. Z glutów chcę stworzyć coś, cokolwiek, a jedynie co mogę to tylko zapaskudzić jeansy, od swoich brudnych rąk, O ile założę je na siebie, te spodnie, zamiast piżamy. I czasami słucham, nie powiem, słucham aniołów swych, ale bunt i tak musi być. Bez niego nie ma mnie. Zatem burzę wszystko i odnowa stawiam klocki. I patrzę jak samo składa się, niczym namiot z Decathlonu.
Czuję jak się rwę, jak powstaję. Jak tworzę rzeczywistość od nowa, przebijam się. Jestem mocarzem, nie do złapania. Ponad wszystkim. Silna. A w rzeczywistości idąc wybieram cienie, w których chowam się. Nie walczę. Nie chcę nic. Niech wszystko samo płynie. Stoję oparta o barierkę mostu i patrzę w nurt.
Syn każe podciągać mi spodnie mówiąc:
- Mamo, znowu robisz widok na 18+.
Podciągam piżamę, przepraszając za to, że mi opadły, ale zawsze mam takie spodnie. Jakbym pokazywała światu w co może mnie pocałować. Choć prawdę powiedziawszy to ja mogę gdzieś pocałować świat. To on gra, a ja spływam. W nurtach stagnacji.
Przebudzę się, przebudzę się. Muszę, chcę przebudzić się, Tylko, że wszystko tak naprawdę mnie śmieszy. Mega groteska.
Życie to jakiś absurd. Ludzie przejmują się czymś co nie ma wartości, a co ma wartość? Co jest istotą rzeczy? Co?
Życie to jakiś absurd. Ludzie przejmują się czymś co nie ma wartości, a co ma wartość? Co jest istotą rzeczy? Co?
Spierdoliłam coś w pracy. No i co? Dostanę upomnienie, naganę, skażą mnie wyrokiem w zawie-szeniu? Mam to gdzieś. Jakie to ma znaczenie w kontekście nieśmiertelnej duszy, w obliczu śmierci?
- Będzie się pani tłumaczyć.
- Będę.
W ustawie nie uwzględnili tego. Uwzględnili zobowiązanie do rzetelności i tyle. Ale ja tylko liczę dane, przy masie innych obowiązków. A dane są z druków, które ktoś inny nierzetelnie wypełnił. Będzie na mnie. Tak łatwiej.
W tej samej pracy ktoś zwraca mi uwagę, że za mało siebie cenię, że sprawdzam się i daję radę.
Ale to się nie liczy.
I tak jest w życiu. Różnorodność spostrzegań tworzy pełny obraz. Tylko gdzie w tym wszystkim jest moje zdanie o sobie? Nie ma. Zaprzedałam samą siebie. Judasz to przynajmniej wziął 30 srebrników, a ja za siebie nic.
Czytam życiorysy, włażę do historii i pytam się i po co to było? Po co ci to było człowieku? I nie mogę się przestać śmiać. Jak człowiek potrafi załatwić człowieka. W granicach tych samych emocji jest tyle spekulacji i zachowań. Niewiarygodny teatrzyk.
Dobroć wymieszana w gównie.Czytam życiorysy, włażę do historii i pytam się i po co to było? Po co ci to było człowieku? I nie mogę się przestać śmiać. Jak człowiek potrafi załatwić człowieka. W granicach tych samych emocji jest tyle spekulacji i zachowań. Niewiarygodny teatrzyk.
Moja matka pomaga znajomym. Bo ona taka jest. Jak może to pomoże.
- Marysiu, ale dlaczego nie poprosisz swoje siostry, by ci kupiła leki?- anioł podpowiedział mamie, że jednak jest coś takiego jak asertywność.
- No wiesz! Moja siostra ma 70 lat i nie wypada mi sie nią wyręczać.
Moja matka ma 69 lat i można się nią wyręczać.
Z kolei teściowa nie poprosi syna swego o nic. Inni ludzie jej pomagają. Syn przecież tak dużo pracuje. Tak, pracuje, ale ma też czas wolny
- Mamo, uczmy się od ludzi. Pierdolmy świat.
Ale ona ma swojego Boga, a ja co? Anioły dwa.
Trzeba schować skrzydła. Nielotem być. Ale czy mamy tylko dla siebie żyć? Bzdura. Co jest sensem i wartością? Gdzie leży granica?
Nieważne co robisz i kim jesteś: po prostu myśl o sobie, że jesteś naj. Trzeba się cenić, trzeba się cenić. Trzeba się kurwa, ja pierdolę, cenić.
Masz wzrastać, człowieku, masz wzrastać, Wznosić się.
Tyle przy przekroczeniu granicy tworzy się tłum zarozumiałych egocentryków. Kolejny żart.
Przyjebałam głową o ziemię. Błaznowi spadła czapka z oczu. Poprawiłam swoją fryzurę, i powiedziałam:
- Dość!
Jakby wraz z masą ciała przybył rozum. Hm, a może on dalej w dupie mieści się?
- Dość!
Jakby wraz z masą ciała przybył rozum. Hm, a może on dalej w dupie mieści się?
Bo i zad urósł. Zesrałam się. Mądrością.
Oto czas wyznaczanie granic. Nie szukanie tanich pochlebców. Nie wierzę już w nic. W siebie tym bardziej.
Anielski bunt stworzony z niemocy, każe im wyrywać pióra ze skrzydeł.
- Kurwa mać! - zaklął Muriel. A podobno gdy się pojawia to jakby strumyk górski płynął. Ładnie popłynął, tak delikatnie
- Ja pierdolę - dodał ten drugi. Kamyk w wodę.Moje anioły, tak to są moje anioły.
Czuję się tak jakbym wyszła z letargu, a swoją złością zrywam wszystkie okowy.
Niezależność to moja wolność, którą szukając, utraciłam.
Kolejna groteska. Zabawne to jest wszystko. Naprawdę jest to wszystko zabawne
"Angel" w muzyce:
śniadanie :)
moje anioły :P :D - foto z netu,
(:P to nie Junior po sklonowaniu i paszy made in China :P :D)
foto :Arte
foto: Arte





Groteska? Ja odkryłam, że życie to banały... Okropnie banalne. Szanuj siebie, kochaj męża, dbaj o dzieci, pieniądze g...o warte są. Te same historie po tysiąc razy.
OdpowiedzUsuńBóg, anioły? Są takie jak sibie stwarzamy. Względne wszystko, jest tylko kwestią naszej interpretacji.
Dawno temu, kolega (starszy) gdy czekaliśmy na zajęcia koła naukowego (psychiatrycznego!?!) powiedział: "Może być świetnie, a może być do dupy, zależy od ciebie, swoje i tak musisz robić".
Niał rację fajnie minęły kolejne lata, zakochałam się, w rodzinie jestem szczęśliwa, pracę też lubię (i nienawidzę także, jakto przy pasji bywa), on się rozwiódł, podobno. Coś nie wyszło.
Ja płynę, modlę się, wierzę. I wychodzi mi na to, że jakiś sens to ma.
I cieszy mnie to :) Sens, coś musi mieć sens :)
Usuń