Weszłam do wc i doznalam wstrząsu własnego istnienia. Wstrząsu anafilyktycznego. Mam w sobie Czecha. Czesi to śmiejące sie bestie. Tak napisał Hrabal odnosząc się do poczucia humoru swoich rodaków. Knedliki, piwo i rechot. Ze wszystkiego. Sztuką jest posiadanie dystansu do siebie jak i świata. Zamiast religii powinny być zajęcia z sarkazmu, autoiroinii, i popuszczania spodni w pasie.
I bąków też, jak w filmie BFG Spielberga. Na marginesie mówiąć: BFG za cholerę nie zastąpi E.T. Nie ten palec. Choć piękne uszy.
Uczenie inteligentnego poczucia humoru, by nie było potem żenujących Szopek Noworocznych, powinno być sztandarowym punktem w nowej uchwale o systemie Oświaty. I to byłby jedyny sensowny punkt. Zamiast krzyża -śmiech. I wszystkim żyłoby sie lepiej.
Śmiech ze wszystkiego? Hm, Ta dam! Mam! Czubaszek! Królowa żartu i dystansu, ale nie tego na 400 m z pałeczkami. Pałeczki, owszem, mogłyby być. o ile byłyby papierosami
Czubaszek nie umarła, ona żyje we mnie. W końcu każdy musi mieć swój krzyż, czubek znaczy się.
- Mario, Mario, zrobiłaś mi zadymę w żołądku!.
To już wiem dlaczego wylądował we mnie helicopter. I dlaczego chce mi sie tak palić. Królestwo za dymka. Swoją drogą to dziwne, że ona nie była Czeszką. Ale to takie czeskie poczucie humoru. Była, ale urodziła się Polką.
Ciekawe skąd Bóg pochodził. ...
Czubaszek nie umarła, ona żyje we mnie. W końcu każdy musi mieć swój krzyż, czubek znaczy się.
- Mario, Mario, zrobiłaś mi zadymę w żołądku!.
To już wiem dlaczego wylądował we mnie helicopter. I dlaczego chce mi sie tak palić. Królestwo za dymka. Swoją drogą to dziwne, że ona nie była Czeszką. Ale to takie czeskie poczucie humoru. Była, ale urodziła się Polką.
Ciekawe skąd Bóg pochodził. ...
I tak oto moje wnętrze się śmieje, tyle tylko, że tego nie widać, bo tonie. Tonie w głębinach mroku. Niczym złoty dzban Greczynki na dnie Morza Jońskiego. Ale dzisiaj o tym nie opowiem.
Co można dojrzeć patrząc na morze? Pomarszczone wody, a nie to co leży na dnie. Im większe fale tym większy strach, więc komu sie chce nurkować? Aj, aj, aj... poleży sobie mój skarb, poleży.
Co można dojrzeć patrząc na morze? Pomarszczone wody, a nie to co leży na dnie. Im większe fale tym większy strach, więc komu sie chce nurkować? Aj, aj, aj... poleży sobie mój skarb, poleży.
Hrabal choć spędzał czas z przyjaciółmi tak po czesku, przy piwie i to "Pod Złotym Tygrysem" (Złoty Tygrys oto wschodni powiew: zamiast napierdalania rękoma w bambusa kufel w ręku) to jednak cierpiał na samotność. Tak cierpiał, i cierpiał, aż trafił do szpitala i tak karmił gołębie, karmił z okna szpitalnego, że trafił głową o bruk. Filozof zapytałby się czy to był przypadek czy konieczność? Może i psychiatra też. Ale słowa, jakie zawarł w swojej książce:„Ileż to razy chciałem wyskoczyć z piątego piętra, z tego mojego mieszkania, gdzie ból mi sprawia każdy pokój” , sugerują, ze jednak coś jebnąć musiało.
(" Zdarza się" - zza chmur rzekł Vonnegut. Ten to dopiero był prześmiewcą, choć był Amerykaninem i to pochodzenia niemieckiego.)
(" Zdarza się" - zza chmur rzekł Vonnegut. Ten to dopiero był prześmiewcą, choć był Amerykaninem i to pochodzenia niemieckiego.)
Wprawdzie gołębie są w każdym mieście, ale takich jak w Pradze, nigdzie nie ma. Aczkolwiek, jak rzekła bohaterka pewnej książki; "Wiesz, Jacques, naszemu światu brakuje miłości. Czasami wydaje mi się, że gołębie to ostatni kochankowie Paryża" to jednak czeskie gołębie są wyjątkowe, bo naznaczone są Bohumilem. A nasze ptactwo naznacza Mickiewicza na krakowskim rynku.
Bywa? Bywa. O rynku krakowskim też nie opowiem.
Bywa? Bywa. O rynku krakowskim też nie opowiem.
Z pisarzy tworzących w Pradze nie sposób pominąć Kafki. Ale Franz nie miał poczucia humoru. Za to miał żydowskie pochodzenie i pisał po niemiecku. Pewne dlatego był dziwakiem od zawsze. Niekochane dziecko nie umiało odnaleźć się jako dorosły w społeczeństwie, ale za to choroby potrafiły jego odnaleźć. Uciekał zatem w świat literatury, a wszytko inne go drażniło. Miewał wstrząsy, wręcz anafilaktyczne, na ludzi, ale na nie na kobiety. Podobno nawet raz zakochał się, ale nic z tego nie wyszło poza pięknymi listami. Nie noszonymi przez gołębią pocztę. One wolą żarcie rzucane z okien. Ostatnim gestem.
Czesi nie lubili Kafkę, bo pisał po niemiecku. Zresztą na Kunderę też psioczyli,choć swój, bo Milan pisał po francusku. Czesi to śmiejące się bestie. A bestia jest we mnie. Wielka. Choć nie koniecznie utuczona knedlikami. Choć chętnie utuczyłabym się nimi gubiąc się w Pradze w poszukiwaniu duchów przeszłości. Zatopiłabym się w tym poczuciu humoru i w tym klimacie odosobnienia. I w piwie też. Na tydzień, na 7 dni, chciałabym zatopić się w codzienność czeską. W tą atmosferę zwykłości i niezwykłości.
I chciałabym kupić wiedźmę, taką zabawną na miotle z brodawką na brodzie, która śmiechem swym wybawiałaby mnie z kiepskich chwil uspokajając te fale we mnie. Odkryła to, co jest we mnie cenne. Tym śmiechem swym. Tak po prostu.
I chciałabym kupić wiedźmę, taką zabawną na miotle z brodawką na brodzie, która śmiechem swym wybawiałaby mnie z kiepskich chwil uspokajając te fale we mnie. Odkryła to, co jest we mnie cenne. Tym śmiechem swym. Tak po prostu.
Czeski rzeźbiarz: David Cerny - prześmiewca w rzeźbie, warto zobaczyć
A propos czeskiej literatury to wpadła mi w necie taka pozycja "Kacica" W obecnych czasach i przy układzie sił politycznych powinna być lekturą obowiązkową. Dlaczego? Bo jak powiedział Szczygieł, wystarczy mały zamęt historii a natychmiast kaci lęgną się jak robaki.
Szkoła katów postanowiła przyjąć kobietę ...:)
Hellinger mawia, że takie 'wstrząsy' to efekt nagromadzenia wielu, zbyt wielu emocji, które domagają się ujścia. I na to knedliki z piwem raczej nie pomogą... co najwyżej odwrócą uwagę na jakiś czas. A Czesi to smutny naród... tak smutny, że ze swego smutku zrobił farsę.Nie dziwi mnie to: spokojny, nieco depresyjny naród, wciśnięty w sam środek snobistycznej, przekonanej o swej wielkości Europy, pozbawieni ożywczej, morskiej bryzy... nawet czas się u nich zatrzymał. Ilekroć czytam Hrabala, to mam wielką chęć zapić się na śmierć. Cóż - jestem romantyczką... A gołębie zabijają wróbelki, wiesz?..
OdpowiedzUsuńNie wiem. Wiem,że to człowiek nie sprzyja wróblom. To przez nas nie mają miejsc lęgowych i nie mają co jeść. Szczelność naszego życia (śmietników) jak i poprawność są zabójcze dla nich.. I dla ludzi chyba też...
OdpowiedzUsuńGołębie i znak pokoju. zabawne prawda? Jak cały świat. A jednak potrafią kochać i być wierne sobie, co kłóci się z opinią, o morderczych samcach zabijających młode w awanturze o samicę.
Żart jest buforem. Poczucie humoru bierze się z umiejętności śmiania się z siebie. Czesi to potrafią. A nasze komedie są już jałowe. Wypatroszone. Lepiej się zbrechtać niż taplać się w smutku. Machnąć ręką i żyć. I oni to robią. A my celebrujemy ucieczkę i anonimowość. Szczelność swoją.
A emocje powyciągam z siebie. Odpadną, jak włosy, jeden po drugim,
jak zęby, jak powieki.
:)