Pojechałam przed siebie. Słońce lekko przygrzewało. Wpadający przez otwarte okno wiatr mierzwił mi włosy przynosząc świeżość o którą trudno było w tym rozgrzanym powietrzu.
Mijałam pola zmęczone suszą. Mijałam lasy, z których wiatr porywał suche liście. Tańczyły przed maską auta niosąc na swych skrzydłach jesień, a miedzy nimi pląsały promienie słoneczne jakby tuląc je w swych ramionach. Oto ostatni pocałunek przed upadkiem.
Muza i radość rozpierały moje ja. Poczucie wolności unosiło mnie ponad wszystko. Przecież jeśli zechcę to nie zatrzyma mnie nikt. Nic nie zatrzyma mnie. Jeśli tylko zechcę ...tylko te krzyże mijane po drodze kazały zdejmować nogę z gazu. Nie liczyłam ich, ale było ich dużo, za dużo. Może kiedyś też tak skończę. Będę żelaznym wspomnieniem pośród zbóż. Niemą pamięcią o śmierci. Tu, tu, tu, tu można zginąć, bo przecież odejść można wszędzie. Nie ma dobrych miejsc na umieranie. Może jedynie ramiona ukochanej osoby, może ...Ale nie chciałabym ich naznaczać odciskiem smutku, zostawiać na rękach śmierć. Dłoń, ostatnie tchnienie życia, pierwsze tchnienie śmierci zmieszane z odciskami łyżki wpadającej do talerza z rosołem. Złączenie życia i śmierci w akcie konsumpcji na stole kuchennym czy też w barze mlecznym.
Ale dlaczego nie być skoro można być? Po co być skoro można nie być?
Liście tańczyły, wiatr chłodził, słońce ogrzewało, a głośniki charczały....
Zobaczyłem światło, zbliżam się do celu
Jednak coraz ciemniej, wybiegam z tunelu
Krwawiący anioł z wyrwanymi skrzydłami
Zasłonił słońce, zasłonił słońce
Na horyzoncie jego szkieletu cienia
Nie widać końca, nie widać końca......
Agressiva 69
Nie widać nic. Nie widać nic, tylko te cholerne drzewa. Stojące szeregiem w lesie, stojące pojedynczo na poboczu.
Te drzewa, które wciąż kuszą szumem spokoju ...uderz, uderz, to będzie koniec.
Nie widać końca, nie widać końca
Krótki moment, obliczam szanse
Stojąc twarzą w twarz w zwolnionym czasie
Agressiva 69
Ale jestem szczęśliwa. Szczęśliwa jak kiedyś. Jak nigdy. Jak przedtem. Jak nikt. Tylko te mroki wychylają palce z zazdrości. Przecież moja dusza zawsze do nich należała. Zawsze. Nie ma słowa zawsze. Nie ma słowa nigdy. Nie ma słów. Przetapiam je w szczęściu na bransoletki spełnienia. Obwieszam się radością na zagubienie zazdrości.
Tylko te cholerne drzewa. One wciąż szumią ...
Rozrywają mnie emocje, których nie potrafię ujarzmić. Nieobliczalność to nie maska, bo tych nie mam. Mam tylko kostium szaleństwa. Znoszony, podarty, w trzech miejscach łatany, ale wciąż nie do zdarcia. Ileż to razy wrzucałam go do rzeki, a on wracał nad ranem uśmiechnięty. Gubiłam go przy śmietnikach wraz z chwiejnym krokiem, który wyprowadzał mnie z knajpy i co? I wracał. Jak pieprzony bumerang.
Niektórzy ludzie kolekcjonują maski wieszając je koło płaszczy podżeranych przez mole bądź też wrzucają to szafki ze skarpetkami. Och, co dzisiaj założę? Ten błękitny kostium, pończochy, czółenka zakupione na wyprzedaży, ach jak ja kocham centra handlowe, bieliznę w kolorze blue, i maskę nr 9 z uśmiechem, podszytym jadem. W końcu idę do pracy...Musze się uśmiechać, by nie zabić...
Mordercze instynkty chowają się pod żyłami. Wczepiają się zębami w mięśnie, by nie pokazać swojej twarzy. Ile osób dziennie zabijamy w myślach? A siebie? A komary i muchy?
A o czym szumią drzewa?
No, przyjemnie się czyta, że jesteś szczęśliwa jak kiedyś. :)
OdpowiedzUsuńhahahaha, dzieki :)
Usuń