piątek, 28 sierpnia 2015

w poszukiwaniu zgubionych dni ...

Rano wpadł syn do łóżka, mojego łóżka:
- Mamo, przeczytałem prawie cała książkę.
Oto bóstwo poranka - żywotne, gadatliwe , pełne energii. I całusne. Też cię kocham.
 - Super  - jęknąwszy spojrzałam na zegarek. Wpół do ósmej to nie pora na moje wstawanie. - Synu, daj spać, bądź człowiek ...
Znowu dostałam calusa i pobiegł. Jak stado koni normalnie. Tup, tup, tup...sen zatrzymałam mocno, tak mocno, by nie popękał jak lustro...  zasnęłam.
Do łózka wpadla Młoda:
- Mamo co dzisiaj mamy?
- Srodę,.
Zamyśliłam się.
-Środę? - hm....srodę? zastygłam -  Środę? Nie, dzisiaj jest czwartek.

Czwartek? A nie środa? I zamarłam. Co dzisiaj mamy?! Nie wiem...Sięgnęłam po telefon i nie wierzę, nie wierzę...



PIĄTEK??? Jak piątek? Skąd on sie wziął? Piątek, piaty dzień....to gdzie są te dni? Gdzie????

- Piatek jest dzisiaj...
- Piątek?

Nie wierzę. Świat oszalał. Jak piątek? To jak minęły mi poprzednie dni? Odtwarzam po zestawie obiadowym. Coś myli mi się. Po uczcuciach też. I to samo. Plątanina.

No czułam się źle. Własciwie fatalnie. Znowu drogi oddechowwe zaczęły żyć swoim życiem paląc mnie w środku udowadniały, ze istnieją. Głupie uczucie  tak czuć w rurach włoski, które falują jak połoniny bieszczadzkie. Zagubiony oddech, myśłi, dni ...

.
- Mamo, a ty jak tak patrzysz na mnie to mnie nie widzisz prawda? -  syn przy śniadaniu zaczął trajkotać - tak jakoś patrzysz w przestrzeń...
- Bo mama zakochała się - wypaliła córka...
- Proszę?? Nie wiem co mówicie ...musicie w ogóle mówić?
- Nooo, mamo ...

Mamo i mamo. Muminkowo.W głowie tkwiła tylko myśł: "to dzisiaj jest piątek? jak piątek???" A jeszcze wczoraj prowadząc auto złapała mnie myśl, ze nierealnośc świata powoduje, ze czuję się jak postać rysunkowa. A moze poczucie bycia postacią rysunkową powoduje, ze swiat odbieram nierealnie?

"...To nie był film,
to nie był film..."



To jednak nie jest film, to nie jest film ...

Eureka!!!!

W poniedziałek byłam u teściowej, Byłam, by wyczyśćić basen dzieciaków i zlożyć go. No tak.



 "... prawdziwa, zwyczajna szarość, anonimowy dzień bez czasu, dzień, który się nie liczy."
 (Tove Jansson "Wiadomość")


.

Wszystko jasne. Kasacja w mózgu nastąpiła automatycznie W mózgu ...co Młoda powiedziała?Zakochałam się? Przecież jak cały czas kocham, ba!  powiem, więcej-

"jestem pełen miłości i głupoty".(M. Hłasko)



Głupoty zwłaszcza - jaki piątek?  A wtorek? a środa? a wczoraj?

Wczoraj byłam na zakupach. Pani podeszla do mnie i konspiracyjnym tonem powiedziała, ze lepiej bedzie jak odłożę to mleko, bo ona kupiała, i było zepsute. No tak, klima, oszczędność prądu, Polska.
Podziękowałam i odłożyłam mleko. Przy kasie strzeliła mi jednorazówka wysypujac zakupy, takie drobne. Ciastka, ciasteczką, jogurty, wszystkoto , na co dzieciaki miały ochotę. Babka stojąca za mną poratowała mnie swoją jednorazówką. Podziękowałam. Tak to był czwartek.

Ale środa? Wtorek?

Wczoraj nawet chatę posprzatałam. Okna wymyłam.Byłam dzielna, jak rzadko kiedy. Energia i nadmiar emocji skumulowały sie wyciekając poprzez ręce i nogi. Szkoda, ze nikt nie wręczył mi kozika, wydłubałabym jakąś rzeźbę. Albo farbki. Tak,  namalowałabym obraz,. taki piękny i eksytujący.

Jest już piątek. Smsami upewniałam się u Wyroczni i Moonka. Nie zdzwili się, bo juz się nie dziwą.
Tylko ja wciąż dziwię się, trochę to dziwne. Szybciej powinnam ujarzmić swoje koniec zdzwienia. Ale ja wciąż wierzgam będąc w szoku, a oni tak siedza i patrzą.

Jeszcze raz.

Poniedziałek znikł, bo byłam u teściowej. Był zgrzyt. Dzieciaki choć chcialy pić to nie chciały iśc do sklepu. Mloda ze strachu, bo obok furtki był pająk. I to chyba wielkości lwa. A syn, nie chcial bo nie chciał. A ja postanowiłam ich nie wyręcząć, skoro im sie nie chce iść tudzież wola karmić swoje lęki. Wychowawczy krok. Zdecydowany krok w stronę pedagogiki. Ha! Taka jestem. W tym czasie przyszła do teściowej jej znajoma.
- Aniu, idż kup dzieciom picie.
Zatkało mnie. Zawrzało. Co ta teściowa mówi?
- Czy ty kobieto jesteś normalna? - zapytałam sie grzecznym warknięciem - jak dzieci chcą pić to mają sklep i nogi i kasę. Nikt za nie nie pójdzie. I wstydu ani rozumu nie masz wysyłając swojego gościa. Ja przepraszam panią za swoją teściową, ale ona ma coś z głową.
- No ale my sie znamy... - zaczeła teściowa.
- Ale my się nie znamy, i starszej kobiety nie mam zamiaru wykorzystywać -odparowałam oburszona na maksa. Też coś ...jak mam wykorzystywać to wolę młodsze.

Młoda w końcu poszła. Z pania Anią. Machnęłam reka, potem miotłą.

Wtorek, co było we wtorek? Nie wiem. A w środę? Nie wiem. Dni blogostanu, raju absolutnego, niebytu wręcz.

Gubienie dni. W depresji, ekscytacji, w życiu. Czy to jest normalne?








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz