wtorek, 3 czerwca 2014

naiwnie tak bardzo...


Dzień Dziecka miał być dniem kolorowym i pełnym atrakcji, więc porwaliśmy dzieciaki na miejskie atrakcje.
Rynek. Było trochę ludzi łażących tu i tam. Jak barany. Kręciołki pośród Cyganerii. Bo ta akurat w takie dni wypływa jak fala powodziowa po dniach ulew. Kolorowy krzyk niczym cygańskie logo.


Dotarliśmy do epicentrum rozrywki.
Animatorka zachęcała dzieci do przebierania się w ciuchy. Ubrania leżały gdzieś koło niej w pudle. Takie powrzucane tobołki wyglądające jak rzeczy wysypane z pojemników PCK. Jedna, odważna dziewczynka podeszła, ale jak podniosła czerwoną szmatę to rzuciła ją z powrotem i wróciła do rodziców.
 A może to miał być trening dla dzieci - jak radzić sobie w szmateksach?!

Druga prowadząca, w chwilach ciszy, krzyczała chcąc zebrać grupę chętnych do śpiewów, ale dzieciaki wolały rączki rodziców. Nic dziwnego, bo gdzie miały iść?

Chaos wypełniał wszystkich.

Gdzieś jakieś panie malowały buźki, ale... chęci to nie umiejętności. Dzieci wyglądały na plamkowiaków - plamiaste twarze wyrażały tylko plamy. Mało kolorowe zresztą.

Impreza  była żenująca jak całe miasto. No, ale podobno wystarczy puścić wesołą muzykę i jakoś to będzie.
Tyle, ze jakoś nie było.


Poszliśmy stamtąd na lody i mrożoną kawę. Kawa otworzyła mózgi - idziemy na plac zamkowy.

Dzieciaki wleciały na plac zabaw, który został na ten dzień przygotowany, a my do ogródka.
Było cicho, miło spokojnie.
Wakacyjnie.
Było dopóki nie wdarł się Marsz Życia i Rodziny. No ale nikt się nie spodziewał hiszpańskiej inkwizycji.

Na transparentach były hasła typu NIE DLA MASTURBACJI 4-LATKÓW, NIE CHCEMY PAŃSTWOWEJ SEKSUALIZACJI, CHCEMY SZKOŁY WOLNEJ OD DEPRAWACJI, koszulki u pań MATKA W MODLITWIE. Przemowy oraz puszczanie wystąpienia Jana Pawła II były dopełnieniem tego zjawiskowego spotkania. Marsz na Dzień Dziecka. Bosko po prostu, bosko.
Musiałam wypić jeszcze jedno piwo, by to ogarnąć. Ale nawet po trzecim nie udało mi się tego zrobić.
Za to był piękny sik - długi i prosty.

Miasto okazało się jeszcze bardziej przygnębiającym miejscem. Miejscem, gdzie imprez bez kościoła nie można zorganizować. Możemy być przykładnym miastem dla prawicy.
Msza święta i pochody patriotyczno-katolickie są stałymi punktami wszelkich świąt.
Święta Ziemia znalazła swoje nowe miejsce. I jeśli Jezus zmartwychwstanie to zrobi własnie tu, w tym moim mieście. W małym Watykanie.

W miedzy czasie okazało się, ze jednak jest program artystyczny. Dzieci ze szkoły katolickiej dały występ. Cyrkowe przedstawienie. Co nas uderzyło oprócz nudy i kiepskiego scenariusza? Treserem był chłopiec, a lwem dziewczynka. Jak on machnął batem tak ona wiedziała, że ma iść.
Znaj kobieto swoje miejsce....
Hm, chociaż to wyglądało na fajną zabawę i może miało być jakąś zawoalowaną  inspiracją, może..

Ale nie, nie, po katolicku robi się "to" z kalendarzykiem w ręku i pod kołdrą.

Dalsza złośliwość nas ogarniała ...

Zastanawiało nas dlaczego nie było haseł: NIE DLA PEDOFILII KSIĘŻY, NIE DLA AGRESYWNYCH ZAKONNIC.

Hm...

Szkoła deprawuje dzieci? Ale to kościół gwałci jak nie umysł to ciała dzieci. I to nie tylko teorią.


Czemu ma służyć taka demonstracja? Komu?

Katolicy mają szkoły katolickie, więc mogą mieć edukację zgodną z ich ideologią.

Dlaczego jedna grupa ma innym ludziom narzucać zasady według których powinno się żyć?

Na jakiej podstawie?

Kto atakuje polskie rodziny?


Polska rodzina jawi się niczym Józef, Maryja i Jezus.

Świętość nie do ruszenia.

Zwłaszcza jak on leje ją.

I dostają też dzieci.

Ale co tam - idą razem za rączkę, i to co niedzielę, do kościoła, więc są godni naśladowania.

Pewnie, że tak...



Oczywiście można było podpisać petycję. Na internecie też jest, a jakże. Petycja do Prezydenta.

cyt. Uważam, że polska szkoła powinna być wolna od wpływów ideologii i treści, które mogą szkodzić dzieciom. Jako głowa państwa, ale również rodziny, z pewnością zdaje sobie Pan sprawę, jak wielkie znaczenie w procesie wychowawczym ma przekazywanie dobrych wzorców. Niestety, dziś osoby i organizacje propagujące treści kwestionujące rolę rodziny w rozwoju człowieka mają otwarty dostęp do dzieci w polskich placówkach oświatowych.

Dlaczego zatem w państwowych placówkach prowadzone są lekcje religii? Przecież polska szkoła powinna być wolna od ideologii i treści.

A gdzie jest miejsce na tolerancję?

Kto młodych ludzi nauczy tolerancji? Rodzice zapatrzeni w doktrynę religijną?

A oni nie dopuszczają do siebie myśli, że ich dziecko wyhodowane pod stronami Biblii może być homo? I co wtedy?

No co wtedy?

Aha, synu, masz powołanie zostaniesz księdzem?

Córo - jesteś wyklęta. Albo zakon?

Infantylnie żartuje, ale za tym kryją się czasami dramaty ludzi.

Zupełnie niepotrzebnie.


Kolejna treść:

cyt. wyrażam swoje poparcie dla projektu zmiany Ustawy o systemie oświaty poprzez dodanie w nim artykułu 4b w brzmieniu: Szkoły i placówki przekazują wzorzec małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny oraz tworzonej przez małżonków trwałej rodziny jako optymalnego środowiska wychowania dzieci.


Trwałej rodziny. Trwałej ....Trwały to może być super klej. Albo zaprawa murarska.

Przykazanie 11 daje wam: Niech dzieję się co chce macie tkwić razem na trwałe choćby związek gównem był.

Czyli rodzina jest cool, reszta beeeeeeeeee.

Mamy dzieci, więc zakaz rozwodów.

A może by tak pójść dalej: proponuję by po rozwodzie rodziców oddać dzieci innej rodzinie, jako optymalnemu środowisku.



Patrząc na to wszystko poczułam się jakbym odbyła podróż do średniowiecza.

Szkoda, że nie było diabłów co pieką wszystkich homosi, rozwodników, i kogo tylko by tam chcieli.

XXI wiek ....a czas jakby stanął w miejscu.

I jeszcze te Deklaracje Wiary podpisywane przez lekarzy.

Co się dzieje?





A żyj człowieku jak chcesz, zgodnie z sobą i daj innym żyć. Żyj tak, by nikomu nie robić krzywdy. Ani sobie. W końcu każdy jest ważny.

I tyle.

Proste.


Lepiej mieć otwarty umysł niż oglądać świat przez szablony.


Szablony jakie narzuca nam kościół.


Bo najważniejszy jest człowiek.


Nie chore ideologie i doktryny.


Czwartego piwa już nie wypiłam w obawie, ze wejdę na górę i zwymiotuję na to wszystko.

































środa, 28 maja 2014

sen



Zasypiałam. Tak  śmiesznie zasypiałam mózgiem zmęczona nudą. I zaczęło się.
- No mów, emocje, określaj je, metafory, zadziory...
- NIE!
- No jak nie, przełamuj się, określaj, wymyślaj!
- NIE!!!
- Trupem emocjonalnym jesteś co? hehehehe...
 - Spie***laj.
- Dawaj, łap te chmury, góry, kawy i smaki, dawaj wymyśl coś....
Po pół godzinie miałam dość.
- CISZA!!!! - ryknęłam do swoich myśli.
Spojrzały na mnie zdumione i w akcie złośliwego kawału puściły niezły filmik. Fuck, tu dopiero nie mogłam zasnąć. Ech...





poniedziałek, 26 maja 2014

Koniec świata :)))


Nie wiem co się dzieje. Naprawdę. Korwin-Mikke wszedł do Europarlamentu, lekarza podpisują "Deklarację wiary", a moja matka, moja matka kupiła sobie koszulkę z czacha!!!!
Koniec świata normalnie!!!!

niedziela, 25 maja 2014

jak na wadze



otulona płaszczem smutku
idę w mgłę zapomnienia
tam nie ma nic
nawet kamyków
co wbijałyby się w stopy

sobota, 24 maja 2014

....






Patrzę w tv, a reklamy krzyczą,łykaj leki na włosy, paznokcie, na wszelkie bóle, na kolana, na żołądek, na wątrobę,na kręgosłup, na serce, na kupę i na co tylko chcesz.  Mam wrażenie, ze dzisiejszy człowiek, bez medykamentów nie ma prawa istnieć. Świat toczy się tabletką.
Aż dziwię się, ze w ogóle żyję.

piątek, 23 maja 2014

środa, 21 maja 2014

Ekstaza


Zrobiłam to! Zrobiłam to! Zrobiłam to! Po prostu zrobiłam to. Naprawdę! Sama siebie zadziwiłam.
Łoł Arte- tak sobie powiedziałam - łoł Arte! Jesteś szaleństwem nieprzewidywalnym.
Tak pójść na całość?
Niewiarygodne.
Łoł Arte, łoł!
Jeszcze tchu mi brak z fascynacji.
Naprawdę...
Ne wiem czy ochłonę.
Nie bacząc na głosy wewnętrzne, na konsekwencje - zrobiłam to. Tak po prostu- zrobiłam to.
A co!
Zdrada, zdrada własnych ideałów - coś krzyczało przez moment zaduszone wielkim słowem: w dupie to mam,o!
Pieprzyć wszystko! - tak sobie powiedziałam. Własnie tak. Pieprzyć cały świat! Tak mocno sobie w twarz. Na odwagę. Na wszystko.
Na czyn.
Dość! Dość! Dość!
Żyje się raz!
Mam prawo robić co chcę i jak chcę.
Mam prawo być szczęśliwa.
Pieprzyc zasady.
Pieprzyć wszystko!
Wolność czynów!
Mam prawo być szczęśliwa i spełniona. Mam!
Co mnie obchodzi co kto pomyśli?
No co?
Chromolę to.
Moje życie i moje wybory.
I tyle.
Odważnie sięgnęłam po to co moje.
Skradłam co mogłam wziąć.
Jakież uczucie radości przeze mnie przeszło. Niewiarygodne, niewiarygodne.
Tak się rozpłynęłam, że wciąż płynę.
Przemyciłam swoje szczęście cichaczem.
I się zatopiłam.
Cała utonęłam w szczęściu mym.
Wrażenie kolosalne. Niesamowite. Boska błogość normalnie.
Tak w łóżku zjeść czekoladę.Całą. Samotnie.
Łoł!




wtorek, 20 maja 2014

Ślimakofo


Wróciły mi sny ....

Kiedyś nie tylko śniło mi się, ale czasami budziło coś co kazało pisać. Czasami z Rimbaudem, tam w Paryżu, popijałam absyntha. Rozmowy o ....nasze rozmowy.
Tyle, że Arturowi wypalił nasz plan. Pożył sobie niesamowicie bujnie i krótko, i parę wierszy po sobie zostawił.
A mi nie udało się nic. Tyle tylko, że w lodówce trzymam absyntha..
Ale podobieństwo losów było nam bliskie - Jego zabiło kolano, a mnie kolano tylko rozłożyło.
Klęk.
Hm....
Klęk czasami potrafi wznieść.
Nie koniecznie przy modlitwie.

poniedziałek, 19 maja 2014

Wizyta po latach



podrażnione nerwy
rozszarpywały ciało
ręce chciały złapać je
ale wychodziło niemrawo

reakcja odruchowa
ale ruch zamknął 
materię 
wciskając w kąt łóżka

taniec makabreska
oto trup pod 220
podrażnione nerwy
rzucają ciałem

wystarczy jedno pstryknięcie
by wszystko się posypało
życie przemknęło spłoszone
zostały tylko zwłoki udręczone






Kaszel przemknął nieoczekiwanie niczym błyskawica po czerwcowym niebie.
Z nieśmiałego odgłosu zrobiła się burza.
Zabrakło oddechu, myśli.
Ciało straciło kontrolę nad sobą. Stało się niewolnikiem odruchu.

Nieoczekiwana seria ćwiczeń. Zginanie, prostowanie.
Rzut na podłogę.
I taniec węża.
Ze świszczącym oddechem.

Atak nocny oddziału specjalnego.
Ciało niczym marionetka podrygiwało w takt kaszlnięć.
Bezwolne, bezsilne, zagubione.
Takie marne, osłabione.

Lek utonął  w zapomnieniu.
Gdzieś na dnie szafy spoczął.
Kaszel bronił swego jeńca odrzucając ciało od poszukiwań.
Oddech zanikał pod butem przyduszenia.

A jednak udało się! Udało!
Dwa wdechy N-ki.
Ulga. I przytomność.
Na pięć minut, niestety.

Poranek zamknął drzwi od toalety.
Kaszel zniewolił materializując dziwne opowieści.
Historie wrzuciły ciało do pościeli.
Ból mocny, ale koniec nie przyszedł. Niestety.

Człowiek jest jak domek z kart.
Rozsypać potrafi się w mak.
I wszystko trafia szlag.
A ciało najbardziej. A jak.












sobota, 17 maja 2014

Dawno, dawno temu, za górami ...



Do Mooonka wpadł kolega. Skin,schizofrenik, opętany gościu muzyką. Gość nie z tej planety, ale jakże wymiatający.
Choroba nie wybiera. Koleś nie dość, ze musi walczyć z głosami  w głowie to jeszcze martwi się o byt, bo renta jest tylko jałmużną. Wstyd drogi rządzie, wstyd. Nie tak powinno być.

Zaczęliśmy rozmawiać. Długo go nie widziałam. Ale zapamiętał mnie, bo ostatnim razem jak widzieliśmy się to poczęstowałam go papierosem.
 - I to był malborasek.
- Żartujesz? hhahaha
A było to jakieś dwanaście lat temu. A mówią, że palenie szkodzi. Bzdura, pomaga w wielu sprawach. Ha! Przecież ludzie na uczelniach  zawsze integrowali się na palarni.