otulona płaszczem smutku
idę w mgłę zapomnienia
tam nie ma nic
nawet kamyków
co wbijałyby się w stopy
rozpływam się
choć słońce tu nie dociera
i cienia nie widać
tak dobrze mi
kiedy idę tak
otulona płaszczem smutku
w mgle zapomnienia
gdzie nie ma nic
Arte
Bunt rodziny objawił się w niedzielny poranek, kiedy siła zostałam wyrzucona z łózka. Koło dwunastej tak bezczelnie po prostu pozbawiono mnie mej przystani błogości. Wstałam. Prysznic. Ubieram się. Spodnie sprzed dwóch lat zleciały do kostek. Jednak nie zmarnowałam tak do końca czasu...
Rodzinna niedziela zamieniła się w debatowaniem nade mną. Czy ja jem, bo chudnę.
- Dziecko, ty mi w jakąś anoreksje wpadniesz.
I po to miałam wstawać?
Wkurzona wskoczyłam na wagę.
- Jest 55? Nie ma!, więc dajcie mi spokój. I dzisiaj zjadłam obiad.O!
- No tak, po tygodniu.
Ech, pieprzą jakby byli tukanami.
A do rzeźby ciała, prócz betonu i sztywności, mi brakuje, że...że ...hohohoho.
Wiec może by tak, póki cokolwiek mogę zrobić, zmienić, zająć się zadręczaniem siebie? Misja: ćwiczenie, zanim zamienię się w bezkształtną bryłę marności. Muszę, ale czy mi się chce ...nie chce mi się nic.
I tak z jednej strony życie me zamiera, a z drugiej, toczy się swoim rytmem.
- Mam śmierdzące skarpetki - wykrzyczała córka wpadając z bratem do domu.
- Śmierdzące? Od czego? -zapytał się mężulo.
- Bo chodziliśmy po śmietniku!!!
- Nie po śmietniku tylko koło - sprostował syn.
- No a śmieci śmierdzą! no i co?!
Młoda, jak to baba, zawsze musi mieć ostatnie zdanie.
Po czym oboje wyciągnęli łapki, w których były musie trupki. Z dziesięć musich trupków leżało spokojnie w dziecięcych rękach. Świeżo upolowane mięsko.
- Zygmunt, żarełko!
Chomik miał ucztę nie lada. Rzucił się jak lew. Po czym prawie oblizywał się od ucha do ucha, świecąc wielkimi oczami.
Domofon. Syn podniósł słuchawkę:
- Proszę?
- ......
- Chłopie, nie wiem, kiedy wyjdę. Już półgodziny jem naleśniki. Zjadłem dopiero jednego, a nad dwami się modlę ....
Parsknęłam śmiechem słysząc rozmowę Starszego z kolegą.
- Poczekaj, zapytam się mamy. Mamo, a muszę zjeść?
- Musisz.
- Muszę zjeść, wiec nie wiem kiedy wyjdę.
- Za kwadrans wyjdziesz, już ja cię nakarmię. -krzyknęłam w stronę syna.
- Zaraz wyjdę, poczekaj!
- Mamo, patrz na lekcji narysowałem ciebie.
- Super. Nawet uśmiech mam. Wow, fajnie. Tylko dlaczego jestem w niebieskiej koszulce? - zapytałam się zawadiacko.
- A co ty musisz być jakaś fizyczna, by chodzić tylko w czarnym?
Przy obiedzie.
- Wiesz synu, nawet przystojny facet z ciebie.
- A co? dopiero teraz to zauważyłaś?
- Pigowatość zbiera się? -zapytał syn patrząc w stronę siostry.
- Ale Młoda nie ma piegów - wtrąciłam się zdumiona.
- Oj mamo, pig to świnia po angielsku, hahahahahaha.
A córka co śpiewa? A śpiewa za plecami brata tak:
- Ty misiaku! Ty prosiaku!
Zresztą nic innego im ostatnio nie czytam tylko Kubusia Puchatka. Wzięło ich od nowa. Sama też się dobrze bawię. Uwielbiam Tygryska.
I co by mi Tygrysek powiedział?
- "Łochochoł - jazda manekinku !
"Wstań i bądź jak góra
Potęga marzeń
Morze, w żyjącej rzeczy (?)
Rzeka, jak dłoń
Podskocz i bądź znów jak chmura
Z której pada na człowieka...."
i dalej Lynch w kawałkach co lamią kręgosłup
t

Chyba zaczynam Cię rozumieć...
OdpowiedzUsuń:)))))))) oj, ciężki przypadek ze mnie ......:)
OdpowiedzUsuńFakt ciężki przypadek z Ciebie... :)
OdpowiedzUsuńA co do wstępu to skojarzyło mi się to:
https://www.youtube.com/watch?v=OWwf4oW-GAE
i słusznie - mój utwór ....:)
OdpowiedzUsuń