piątek, 31 stycznia 2014
czwartek, 30 stycznia 2014
Babski świat ....i nie tylko
Wkurzyłam się. Polazłam na zakupy. Kupiłam sobie parę ciuchów. Potem fryzjer i nie wiem co jeszcze.
W domu przymierzyłam.
No, no, no ...no tchu zabrakło.
O! JEJ!
środa, 29 stycznia 2014
Pierwszy podryw.
Kiedyś imprezowano na potęgę. Imieniny? Pól klatki i pół zakładu w padało z flaszką i goździkami.
Wpadali z dziećmi.
Było głośno i wesoło.
Mieszanka ludzka.
Pamiętam pewien wieczór ...
Graliśmy w chińczyka. Moja rówieśnica znudziła się grą planszową. Znudziła się, bo słabo jej szło liczenie. Opanowanie kostki do gry chyba jednak nie wymaga zajebistego IQ. Znudzona krzyknęła:
- Chodź idziemy po przymierzać buty mam.
Poszłam.
Ona dreptała w tych szpilkach mając ubaw. No zabawnie nogi się jej wyginały. I tyle. W końcu poszłam sobie znudzona.
Jakoś włażenie w obuwie damskie i dreptanie w tym nie rajcowało mnie.
Gra planszowa dostarczała większych emocji.
I tak mi pozostało do dzisiaj. Nie nosze szpilek i nie pcham nóg, tam gdzie teren nie jest mój. A ze smrodu wszelkiego wybieram swój.
Za to modliłam się, jak się córka trafi, by nie wdała się w matkę swą. Bo ja to tak jakoś.....tyle, że zabawna bywam, hahahaha, czasami. I mam fajne cycki. :P
Młoda, któregoś dnia poprosiła o "takie coś do ust". To kupiłam jej błyszczyk dla dzieci. W końcu za oknem mróz, niech dba o siebie.
Dziecko z radochy wzniosło się prawie pod sufit. No mała kobieta, po prostu.
Rano przyszedł do nas kolega Starszego. Chłopcy mieli razem jechać do szkoły. Młoda zapytała się mnie, ciągnąc za rękaw, cichutko, wręcz konspiracyjnym tonem:
- Gdzie jest to moje do ust?
- W kurtce, w kieszeni.
Znalazła, użyła, odwróciła się do kolego Starszego i powiedziała:
- Cześć.
- Cześć - odpowiedział chłopak.
Chłopcy wyszli, a Młoda:
- Wiesz, ja go lubię.
- Aha- tylko tyle byłam w stanie wykrztusić, by nie parsknąć śmiechem.
W końcu zima :)))
Ale o babskim świecie, w który Młoda wkracza napiszę nextem.
sobota, 25 stycznia 2014
jak nabiłam guza na czole ....
Syn wpadł do domu machając czerwonym grzebieniem znalezionym w aucie.
- No Mooniek, opowiadaj o tej kobiecie co zgubiła grzebień - z uśmieszkiem zwróciłam się do męża, który wszedł do przedpokoju -no, jak to jest? Masz inną kobietę?
Na co syn wyparował:
- Tjaaaa jasne, tato ma jedną kochankę! CIEBIE!
Szafa była moja ..........czołobitnie ze śmiechu.
- No Mooniek, opowiadaj o tej kobiecie co zgubiła grzebień - z uśmieszkiem zwróciłam się do męża, który wszedł do przedpokoju -no, jak to jest? Masz inną kobietę?
Na co syn wyparował:
- Tjaaaa jasne, tato ma jedną kochankę! CIEBIE!
Szafa była moja ..........czołobitnie ze śmiechu.
przeskok myślowy
Młoda z rykiem przyleciała do mnie.
- Mamo, chodź zagrać ze mną!
- A dlaczego już nie chcesz grać z tatą?
- Bo on - chlip, chlip- wyyyygrywaaa.
Super. Jeszcze raz trzeba będzie przejść przez naukę, że nie zawsze liczy się zwycięstwo tylko wspólna zabawa.
A przegrywać to przegrywam grając z Młodą w memo.
Niezwykłe memo.
Memo " Barbie"
Nie ogarniam tej różowości.
Nie ogarniam i już!
Toż się w oczach pierdzieli.
I kuchni też nie ogarnęłam.
Pieczona łopatka :)))
Ale wczorajszy dzień ogarnęłam. Pomimo rozjazdu płatów mózgowych. Rano padłam w wyro. Nie zdążyłam zasnąć. Ostatnia myśl otworzyła mi powieki:
- A zupa dla syna?!
Polazłam do kuchni, gdzie oddałam się pasji mieszania, i aby nie paść gdzieś, nie zasnąć, to w między czasie prasowałam. Fascynujące życie teraz mam. Naprawdę.
Nic dziwnego, ze drę się szczęśliwa jak udaje mi się rozwalić sudoku. Znaczy się, że nie wszystko we mnie umarło.
Hahahahaha....
A potem zaczęło się późne popołudnie.
Zawiozłam syna na zajęcia. Szybko wróciłam po Młodą i matkę. Pojechaliśmy do domu kultury. Babcia zajęła miejsca na widowni, a ja poleciałam z Młodą do przebieralni.
Córa szybko wskoczyła w strój i poszłyśmy na scenę. Na szczęście pierwsze maluchy już tam siedziały.
- Młoda pamiętam za super występ masz wieczór bajek.
- Dobra, dobra - odparło me dziecię.
- Proszę pani - odezwała się dziewczynka- to może Młoda zatańczy, bo ona nie chce się słuchać pani.
- Hahahahaha, Młoda, ja cię proszę, bądź grzeczna. Bawcie się dobrze. Pa!
Poleciałam po syna na zajęcia. Nie chcąc spóźnić się na przedstawienie skróciłam mu zajęcia o kwadrans. Chyba niepotrzebnie, ale już mi się w tyłku paliło.
Zapisałam w głowie - zwolnij. Spóźnienia czasami nie bolą.
Widownia wypełniona była do ostatniego krzesełka. Ludzie stali pod ścianami. Dom kultury dawno nie miał takiego najazdu.
Dzieciaki występowały z okazji Dnia Babci i Dziadka.
Muzyka, tańce, wiersze.
Niektorzy mali artyści płakali, niektórzy świetni się bawili.
Publiczność klaskała. Mały człowiek na scenie zawsze zachwyca.
Młoda siedziała w pierwszym rzędzie. Pomimo, ze inna grupa tańczyła na scenie, ona tyłka na ławce nie zagrzała - tańczyła sobie, czasami machając do nas łapką. albo wystawiając język. Tak, tak, cała mamusia, hahahaha.
W końcu jej grupa wyszła na środek sceny. Młoda miała wszystko w nosie. Swędzi tyłek? No to trzeba się podrapać! :).
Nagrywałam wszystko. Dla potomności i mężusia.
Kiedy przedstawienie się skończyło szybko odebrałam Młodą i w pędzie polecieliśmy do auta, zaś babcia na imprezkę do ratusza.
W ostatniej chwili wpadliśmy na trening.. A Młoda spała w aucie.
Zaniosłam córkę do domu. Położyłam na łóżku. Rozebrałam. A jak rozebrałam to Młoda siadła z uśmiechem.
- A gdzie moje jajko niespodzianka?!
Mistrzostwo po prostu, a przecież spała jak kamień!
Rozlałam się kanapie szczęśliwa, że czasowo wszystko się zgrało. Że to był dobry dzień.
Jeszcze tylko odebrać Starszego i wino. Kwartet ułomności domagał się znieczulenia. Moja głowa, gardło, nos i kolano.
Tyle, że zamiast wina dostałam sms.
- Odbierzesz mnie po 23?
Matka.
Bo u nas to nie ma taksówek...
Ale co tam. W końcu ona też jest, kiedy ją potrzebuję, a przecież mogę wynająć opiekunkę, no nie?
- Będę.
Z pracy wrócił mężulo. W jeszcze gorszym stanie był niż ja. Położył się. I faceta nie było.
W nocy się odnalazł. Zastosował terapię na złe samopoczucie. Było miło i się nawet polepszyło :P.
Odebrałam matkę. Wzięłam jej kumpele.
W sumie zajebiście się jeździ po pustych ulicach.
Jest taki klimacik.
Umarłe miasto. Nienaturalny spokój.
Wypatruj zombie.
Ale zamiast nich śmigało czasami taxi.
Są takie dni, kiedy muszę ogarniać wszystko. Kiedy cieszę się, że mam prawko i auto. Bo bez tego to ciężko byłoby.
A co będzie po artroskopii?
Kto to ogarnie?
Ja? No tak, w końcu będę miała cztery nogi, hahahaha...
Życie zostanie przewrócone. Życie matki. Ta kobieta nie ma czasu by się starzeć.
Ja z tego wyjdę, ale co mają powiedzieć ludzie, którzy ulegli wypadkowi lądując w łóżku?
To jest dopiero niesprawiedliwość! Przemiana w roślinkę....Niewyobrażalne.
Człowiek powinien żyć, powiedzmy do 80-tki czy tam 100-tki, bez chorób, wypadków. Każdy ma prawo do szczęścia. A potem z uśmiechem odejść we śnie.
Ale tak nie ma.
Człowieka dopadają choroby, nieszczęścia i różne inne historie.
Nie możną czasami spokojnie spocząć w fotelu.
Jutro kogoś może nie być.
Więc czasami pytam się siebie po co się wkurzam, kiedy to wszystko jest nieistotne?!
Choć istotne, bo to dzieje się tu i teraz.
Ile razy można za kimś wynosić kubek?
Prosić o posprzątanie klocków, bo nieoczekiwanie atakują stopy.
Nieistotne bywają rzeczy w obliczu tragedii, śmierci. Ale czy pamiętamy o ulotności zdrowia i życia?
Wyparcie czyni nas w danej chwili nieśmiertelnymi. Mocarze życia. I gniewu.
Więc robimy jazdy innym z powodów pierdów.
A potem niech nastąpi krach ....
Gniew prowadzi na manowce. A tam tylko pustka. Z napisem- "witaj głupcze". O ile będąc w gniewie jesteśmy to w stanie przeczytać. Przecież racja jest po naszej stronie, no nie? hehehehe....
Trzeba otworzyć serce, mózg i płynąć na fali radości, czerpiąc energię z tego co się ma.
Luz i uśmiech - to jedyny cel w moim życiu.
W końcu mam o kogo się oprzeć, o kogoś kto mnie gila, hahahha.
Ludzie czasami siebie samych skazują na nieszczęście ścigając się na polu posiadania, awansów, kariery.
Wysiłek zakłóca wzrok. Pole widzenia zawęża się. Pierdu w bagno. I może zabraknąć ręki, która wyciągnie...
Równowaga to złoty środek na życie.
Nie warto tracić tego, co istotne.
A istotny jest człowiek. Ten co jest koło nas.
Wyciągam nogi na kanapie oddając się aromatowi kawy. Lecące płatki za oknem wywołują uśmiech.
Mam wszystko w życiu. Wszystko to co jest istotne.
I nic więcej nie chcę.
Jestem szczęśliwa.
I niech mnie szlag jasny trafi jak się wydrę bezsensu na kogoś z rodzinki.
z netu:
Mężulo obejrzał moje nagranie z występu Młodej:
- Dość awangardowe podejście. Takie nowatorskie, ale wiesz ...- tu dostałam wykład o sztuce filmowania.
Z tego wszystkiego kolo zadzwonił do pracy, by załatwić sobie wolne na dzień, kiedy syn będzie miał egzamin z karate. No bo jak ja znowu tak nagram.....hahahaha, więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
piątek, 24 stycznia 2014
FONTANNA
Rozwaliła mnie informacja, odnośnie imion nadawanym dzieciom, bo ktoś nazwał swoją córkę - Fontanna.
Dostałam ataku śmiechu.
Fontanna?
A jakby był syn to co? To dostałby na imię Kran? Czy nie daj , Boże, Szlauch?
Syn, jak to usłyszał, skwitował:
- Ten tato to głupek jakiś. No bo co, pójdzie do parku, a tam będzie fontanna a on będzie się wołał za córką: Fontanna! Fontanna!, a każdy pomyśli, że idiota fontanny nie widział. Prawda mamo?
Bo fantazja jest od tego, by się bawić na całego.
Tylko czemu kosztem dzieci?!
czwartek, 23 stycznia 2014
z przymrużeniem oka
Zasiedzenie spowodowało przyrost dóbr. Niestety, tłuszczowych. Nie służy mi siedzenie w domu, oj nie służy. Starzeję się szybciej. Starzeję się, bo mam czas.
Gdzie ludzie najczęściej umierają?
W domu.
Więc zaczynam spierdzielać, jak mogę.
Dość! Basta!
Z posiadaniem czasu jest jeszcze jedna niebezpieczna dziura -rozkminianie wszystkiego wokół - kto, co, dlaczego po co, etc. zamiast brać to co się ma, zamiast cieszyć się tym, co jest.
Stanęłam na jednej nodze. Włos mi się zjeżył.
Chcesz utonąć?!
Nie, no Arte, wypierdalaj z tej drogi. To droga samobójców. Tak zabija się dusze ...
Pozytywną energię bierze się z radości posiadania tego co jest.
Nie warto szukać drugiego dna.
O! pojechałam z mamą do "wielkiego sklepu". Była promocja pepsi. Mama ucieszyła się. Można? Można :)
- Widzisz, jesteś teraz europejską emerytką, pijesz pepsi, dziękujemy ci kauflandzie:)
Buhahahaha.
Choć polski emeryt ma przejebane. Połowa emerytury idzie na czynsz, a druga albo na życie albo na leki. Ale ten temat opuszczę. Więc pepsi, buhahahaha, cieszy. Zwłaszcza jak się z tej jałmużny zbiera na kolejne wyprawy :P.
Zadzwoniłam do mężula. Pla, pla, pla
- Jest pepsi, jest imprezka.
- Tylko żołądkowa gorzką głupio popijać.
Uwielbiam z kolesiem gadać.
Czasami.
Kumaty gość.
Warto cieszyć się pierdami, bo z tej małej radości może powstać potop euforii.To jest proste.
Wystarczy otwierając rano oczy stwierdzić, że się żyje. I ma się dwie ręce i dwie nogi. I kubek kawy przed sobą :). I muzę, co nutą swą plecie skrzydła do odlotu.
Na świat położyłam laskę ciesząc się z tego co mam, bo i nie chcę nic, a wobec tłuszczyku wyciągnęłam banderę - będzie wojna, jak nic. Nie dam się.
Aczkolwiek każdy wie co się stało z laską Shreka ....hehehehe. Piękniejsza nie będę, ale o ciało mogę zawalczyć :P.
Zasiedziałam się jak stara pinda. Zazwyczaj pędziłam gdzieś, sama, z dziećmi. Nawet praca tchnęła niepokojem i dużą ilością zmian. Jedyne zasiedzenie było w sobotę. Albo już w piątek. Na wódce z kumpelkami. Ogarniałyśmy świat. Resetowałyśmy zło świata czerpiąc nową energię.
Się działo.
Teraz emocje we mnie wyzwala skrzynka pocztowa. Będzie tam koperta biała czy też nie?
Co niektórzy brechtają, że mi rentę przyznają w końcu. Czarne poczucie humoru.
Pewnie by tak było z 20 lat temu....
Na szczęście medycyna poszła do przodu.A pieprzony uraz nie będzie wieki trwał.
Urząd pracy czeka z otwartymi ramionami i propozycjami, hahahaha.
Czasami mam ochotę powiedzieć mężowi :
- Słuchaj ty nas utrzymuj a ja pójdę studiować astrofizykę, co?
W każdym bądź razie stwierdziwszy, że w domu dopadła mnie starość postanowiłam jak zwykle iść pod prąd. Zaczęłam ćwiczyć. Dziwne doświadczenie. Nie powiem. Dzieciaki szybko dołączyły. Syn jeszcze mnie instruował, że jeszcze trzeba tak robić, i tak, i pokazywał wymachy rąk etc. Miałam ubaw nieziemski. W końcu ległam na łopatki. Ze śmiechu.
A syn demonstrował Młodej jak ćwiczą na treningach.
| - Tak ćwiczymy Młoda, wiesz? - Tak?! :DDDDDDDDD |
Do ćwiczeń wróciłam jak dzieciaki poszły spać. A potem piwem zalałam zakwasy :). Przezornie, by rano nie mieć problemów ze wstaniem.Więc piszę wstawiona :P
Dzieci...uśmiech sam wychodzi.
Odebrałam syna ze szkoły. Poszliśmy do sklepu po drodze.
- Mama chcę tą bułkę z serem, mogę?
- Jasne.
- Ale dla Młodej też weźmiemy.
Jedno dziecko pamięta o drugim. Prawo sprawiedliwości siedzi gdzieś w genach,. Inaczej nie może być. Nie może ...I trwać musi.
Syn jedząc bułkę stwierdził:
- Wiesz, ty nas rozpieszczasz.
- Tak? Jak?
- Kupujesz nam to co chcemy. Dzisiaj bułkę z serem, przedwczoraj pączki.
- Dzięki że to doceniasz - odparłam z uśmiechem.
Radość z minimalizmu czyni potężnym.
Uczmy się od dzieci:))))
Nawet kawałkiem zlodowaciałej kałuży można się zachwycić! :))))
Chyba zwalczę nie tylko zakwas mięśni, ale i zakwas mózgowy, buhahahaha.
W końcu zawsze wszystko miałam we wszelkim poważaniu.
Tyle, że oprócz ducha i ciało urosło.
Karamba!
Ale zawalczę ! :)
Tyle, że oprócz ducha i ciało urosło.
Karamba!
Ale zawalczę ! :)
Babcia- rys. Młoda :)
bo czasami tak jakoś jest
Padający deszcz, mżawka, a po nich mróz przygotowały niezłe niespodzianki. Szaleństwa pogody sprawiły, że auto zlodowaciało.
Nie mogłam otworzyć drzwi od strony kierowcy. Nie mogłam i już.
Wsiadłam od strony pasażera, cudem przecisnąwszy się za kierownicę wypchnęłam drzwi. Ufff, udało się.
Odpaliłam silnik i oddałam się na 20 minutowym ręcznym robótkom. Myślałam, że mnie szlag jasny trafi.
Choć było ciężko nie poddałam się. O co to to nie. Nie pokona mnie kawałek lodu na szybie.
Nic tak nie stawia na nogi jak praca. Ciężka praca. Taki mnie złapał wkurw, że i energia wróciła. Na moment.
Bo ja nie mogę spokojnie skonać w łóżku. Syna trzeba było zawieźć na karate. Ma teraz treningi przygotowujące do kolejnego egzaminu.
Niech dzieci nauczą się, że jak się podjęło wyzwania to należy się tego trzymać. Nie ma wymówek. Nie można być "miętkim".
Wieczorem dzieci były najszczęśliwsze. Nie kleiłam - więc jak wskoczyły w piżamki to mogły pooglądać bajki, pograć. W końcu grzeczne były. Syn pół dnia czytał na głos. Ja spałam a on czytał. Bo chce czytać.
- O to sam sobie poczytasz Koszmarnego Karolka czy co tam.
- Chce przeczytać waszego Kinga!
- Opętało cię? - zaczęłam się śmiać - dorośnij chłopie.
Ale dobra Oczy smoka może łyknąć, niech tylko nabierze wprawy w czytaniu (a to trochę potrwa:P) :)
Jedno jest pewne tam gdzie są książki i pasje tam rodzi się zainteresowanie.:P
Pewnego wieczoru córkę opętało.
Dorwała czekoladowego Mikołaja z którym wbiegła radośnie do kuchni.
- Mogę zjeść?!
- Nie! Bo on jest mój! - odparł syn
Młodej zrobiło się smutno.
- Nie mogę?
- Nie!
- Kurde, Starszy, weź się podziel i tak nie jesz.
- Nie! Bo jest mój.
Córka oddała mikołaja bratu i z płaczem pobiegła do dużego pokoju.
Przemknęło mi przez głowę, że poleciała szukać słodyczy, ale przecież choinki dawno nie ma ....
Rozdarcie - biec za Młodą czy Starszemu "głowę zmyć".
O! już nie płacze ...chlipie tylko spokojnie...
Z synem ucięłam dydaktyczną pogawędkę. Ale nie to nie i już. Prawo własności wygrało z sercem.
Do kuchni wbiegła Młoda. Była cała szczęśliwa a w rękach trzymała czekoladowego aniołka. Znalazła go na małej choince stojącej w przedpokoju (kurde zapominam ją schować :P)
- Mogę?!
I jak tu dziecku odmówi, pomimo, że zasada nr 4352 :P mówi, że słodycz nie jemy po kolacji ?!
- Możesz :)
Radość dziecka jest bezcenna.
A zasady są od tego, by je łamać. Zresza trudno przy takie radości przy zasadach trwać :D
Kiedy jestem sama to są ciężki chwile. Czytanie wieczorne. Syn chce Hobbita, a Młoda - Królewnę Śnieżkę. Jedynie Puchatek ich łączy. Więc czytam najpierw Starszemu, potem Młodej. Bo Starszego szybciej ścina sen, a Młoda to najchętniej w ogóle nie kładłaby się. A rano trudno ją dobudzić.
Ciężkie są chwile, kiedy sama jestem. Położyłam się wieczorem koło córki na dobranocne gili gili
- Bo ty tylko Starszemu czytasz, dajesz buziaki i jego tylko kochasz...
-Co?! - krzyknęłam zdumiona. Co ona mówi?! E?!
Na co syn:
- Bo ty tylko Młoda tulisz i jej czytasz i z nią się bawisz...
I to mówiąc zaczął mnie ciągnąc za nogi chcą wyciągnąć z wyrka Młodej.
Walka o mamę.
Przykryły mnie dwie ciała, jakieś rączki zacisnęły się na szyi.
Są wieczory kiedy marzy mi się klonowanie.
Staram się o równowagę.
Nic tak nie boli jak nie równe traktowanie.
środa, 22 stycznia 2014
prawdziwy facet
- Wiesz mamo kocham cię, bo fajne żarcie gotujesz.
----------------------------------------------------
Przebudził mnie kaszel. Mój kaszel. Wstałam, nałykałam się prochów i poszłam spać dalej.
Budzik.
Dzieci odprowadziłam do instytucji.
Wróciłam. Do wyra.
Zapadłam w sen. Trzepało mną zimno.
Głupi sen został przerwany szuraniem kapci.
Mąż wrócił?
Pewnie tak ......
Zapadłam z powrotem w sen.
Jak wrócił? Nie mógł wrócić!
Znak zapytania utonął we śnie.
Tup, tup, tup zbliżało się do mojego pokoju.
Coś wskoczyło na wyro i ułożyło się w nogach.
Co to?!
Ach, to pies ...
Chciałam go pogłaskać, ale nie miałam sił się ruszyć
Zapadłam w sen.
Jaki pies?! Mój pies nie żyje od 6 lat!!!
Budzik. Zimno trzepało mną.
Brak sił na wstanie, ale syn czeka w szkole.
Poszłam.
Wróciliśmy.
Przepraszam, synku...
Zapadam w sen.
wtorek, 21 stycznia 2014
ostatni raz
Oglądaliśmy z Moonkiem " Czekoladę". Film, który od pierwszego kadru urzeka, wciąga, pochłania, wywołuje uśmiech, a czasami złość. Bajka dla dorosłych. Opowieść o miasteczku, które jawi się jak z pogranicza snu. Opowieść o ludziach, którzy nabierają barw dzięki tajemniczej Vianne tryskającej niesamowitą energią i optymizmem. Normalnością :)
- To film dla Kaczyńskiego- powiedział mąż.
- PiSiory to powinny obejrzeć - wymsknęło mi się w tym samym czasie.
Zaśmialiśmy się. Uwielbiam to, kiedy w tym samym czasie coś komentujemy. A komentujemy w jednym tonie. Uwielbiam poczucie humoru Łysego.
Nie cierpię prawicy. Naprawdę. Ich poglądy są dalekie od moich. Marksizm wpisany jest gdzieś głęboko w w mą duszę. Karol Marks był człowiekiem. Poczytajcie.
Odkryciem było dla mnie, że nawet nasz ślub ma taką samą datę (oczywiście bez roku :P) jak ślub Lenina z Nadieżdą. A Mooniek, jakby schudł to miałby coś z Włodka, hahahahaha....Hm, oby tylko nie syfilis.
A ja z Nadzieżdy - nijakość.
Ale wczoraj po raz pierwszy prawicy zabiłam brawo. Zabiłam brawo dla Gowina i Ziobry. Obejrzałam program"Lis na żywo" i emocjonalnie mnie rozwaliło. Sprawa dotyczyła Trynkwiecza. Patrzeć tylko, kiedy zostanie celebrytą ....
Zmiana ustroju spowodowała, że ten morderca i gwałciciel dostał bonusa - zamiast kary śmierci otrzymał 25 lat. Zmiana rządów dowiodła, że politycy chętnie myślą tylko nie o prawie. Prawo zostało zaniedbane. Teraz stworzyli ustawę, która jak co niektórzy dowodzą, jest legislacyjnym bublem uderzającym w konstytucyjne nasza prawa.
Facet wychodzi wolny, bo już swoje odsiedział.
No zapłaczę nad nim biednym.
Wychodzi psychol na wolność i nikt i nic go nie powstrzyma.
Prawo jest za nim.
Alleluja demokracji.
Tylko czy my nie mamy prawa do ochrony przed psycholami?
Poza tym śmieszy mnie mówienie o równości wobec prawa. Pokazali ta równość po Smoleńsku. Rodziny ofiar dostały niezłą kasę. Rodziny ofiar zwykłych ludzi nie dostają nawet pomocy psychologicznej. Pozostawieni są sami sobie.
Prawo....
Zastanawia mnie jakim prawem dzieci odbierane są z domów rodzinnych, gdzie tylko panuje bieda. Dlaczego warto dać kasę rodzinom zastępczym zamiast wspomóc rodzinę biedną, gdzie tylko bieda występuje.
Zresztą w tym kraju prawo woła o pomstę do nieba.
Ale dzieci w pierwszej klasie uczą się liczyć do 10-ciu. Brawo!
Więc pytam się - dokąd Polska zmierza?
Służba zdrowia?
Szkolnictwo?
Polityka rodzinna?
Prawo?
Lekarze są bezkarni.
Nauka spadła na ryja i już w mediach mówi się o lumpointeligentach.
Ryszard Kalisz zarzucił byłemu ministrowi sprawiedliwości, że „nie rozumie co to jest państwo, a państwo to też policja i system penitencjarny, których rolą jest ochrona społeczeństwa przed przestępcami..."
A jak nas chronią?!
Środki karne oraz policja są na tyle nie skuteczni, że można już kraść bezkarnie do 400 zł, choć podobno dąży się do granicy tysiąca złotych.
Właśnie tym są, proszę pana Ryszardzie - niczym.
A więźniowie siedzą sobie w pierdlu niczym kury na grzędzie i gdakają sobie. Najedzone, w cieplutkim pomieszczeniu ...ko, ko, ko ....
Więc pytam się - dokąd Polska zmierza?
Nie ogarniam dzisiejszego prawa ani sprawiedliwości zbudowanej na tej platformie obywatelskiej.
A gdzie lewica? Po wczorajszej wypowiedzi Kalisza - powiem jedno - w dupie ciemnej.
Wygadałam się.
Na politykę nie będę wchodzić.
Wracam na rodzinne podwórko,
Nie chce tracić uśmiechu ani spokoju duszy....ani wiary w ludzi.
U hu hu, takie prawo ...
Subskrybuj:
Posty (Atom)










