spłonęły me wargi
w pożegnalnym pocałunku
myśli twoich
niewypowiedzianych
ale
serce które kocha
czuje
jak śmierć nadchodzi
więc dziękuję ci za ten gest
ostatni
bo mogło go nie być
ile to ludzi odchodzi
nie odwróciwszy nawet głowy
Wizja śmierci jest jak poduszka. Lubię się w nią wtulać w chwilach słabości. Właściwie większość czasu spędzam w łóżku. Czasami wyrwę się do życia, ale to chyba niepotrzebne są ruchy. Leżę i mówię do serca, by przestało bić, ale nie chce słuchać, choć czasami wyrywa się jak oszalałe. Do bólu tak. I nie chce odpocząć. Turla się we wszystkie strony, by zagłuszyć mój szept: "przestań żyć, no przestań, proszę cię ..." A ono jakby na przekór chce więcej jeszcze czuć i wciąż jest spragnione.
Zamykam oczy. Opuszczam ciało i wędruję przed siebie. Z ciemności wskakuję w kolory. Jestem bytem bez formy. Nie istnieję choć dryfuję w dziwnej, ciepłej przestrzeni. Spokój.....