niedziela, 16 sierpnia 2015

poranek....

spłonęły me wargi
w pożegnalnym pocałunku
myśli twoich
niewypowiedzianych
ale
serce które kocha
czuje
jak śmierć nadchodzi
więc dziękuję ci za ten gest
ostatni
bo mogło go nie być
ile to ludzi odchodzi
nie odwróciwszy nawet głowy


Wizja śmierci jest jak poduszka. Lubię się w nią wtulać w chwilach słabości. Właściwie większość czasu spędzam w łóżku. Czasami wyrwę się do życia, ale to chyba niepotrzebne są ruchy. Leżę i mówię do serca, by przestało bić, ale nie chce słuchać, choć czasami wyrywa się jak oszalałe. Do bólu tak. I nie chce odpocząć. Turla się we wszystkie strony, by zagłuszyć mój szept: "przestań żyć, no przestań, proszę cię ..." A ono jakby na przekór chce więcej jeszcze czuć i wciąż jest spragnione.
Zamykam oczy. Opuszczam ciało i wędruję przed siebie. Z ciemności wskakuję w kolory. Jestem bytem bez formy. Nie istnieję choć dryfuję w dziwnej, ciepłej przestrzeni. Spokój.....

czwartek, 13 sierpnia 2015

Sanok - Solina: foto

Sanok to fajne miasteczko. Ma przemiły rynek i zamek,
 gdzie mozna obejrzeć obrazy Tomasza Beksińskiego.
Wartotam spedzieć cały dzień 
Niestety wyjechaliśmy jak zwykle późno i tylko wpadliśmy do Skansenu.
Czego nie mogłam przeżałować, bo chciałam spotkać się z mrokiem pana Tomasza.
Trudno, moze następnym razem ...

A w drodze powrotnej pojechaliśmy nad Solinę.




Sanok :))))



 - mamo, co ma czołg? dżdżownice?

wtorek, 11 sierpnia 2015

skok

- Yhy - odpowiedziałam synowi otwierając lodówkę. Jeść? Bleeee...
- No, mamo nie mów tak ...
- Ale jak? - wyciagnęłam wodę i trzasnęłam drzwiczkami. Przy takich temperaturach to tylko płyny wchodzą. I internet.
- Zawsze jak mówisz "yyyyhyyy" to nigdy nie słuchasz.  Co powiedziałem?
No i złapał mnie, mój detektyw uczuć, na odjeździe. Faktycznie nie słuchalam. Za to zdziwiłam się poczynionymi przez syna obserwacjami. Chyba rodzic musi pamiętać, że jest na celowniku dziecka. Dzieci to radary, a nie ludzka tkanka.
- No dobra, nie słuchałam, przepraszam. Możesz powtórzyć?

wtorek, 28 lipca 2015

Wetlina ...:)


- To gdzie w końcu jedziemy? Mazury czy Bieszczady?
- Gdzie chcesz.....
- Dawno nie byliśmy na poloninach....

Gdzie te czasy wedrówek z placakami? No gdzie? Ech...

Pojechaliśmy. Do Wetliny. Na pole namiotowe, skąd można wejść do rzeczki. Choć w Ustrzykach też można, ale tutaj, w Wetlince, woda jest głebsza. Jak tonąć to na całego. 
Każdy turysta wie, ze po wędrówce górskiej  najlepszą kapielą na świecie jest wejście do rzeczki. Nawet w ciuchach. A co.


Po drodze wpadliśmy do sklepu. Kupiliśmy namiot. Większy. Dla przestrzeni i komfortu życia. Nie kupiliśmy za to stolika ani krzesełek. To byłyby już luksus. Aczkolwiek kupiliśmy sobie materac. W końcu kości wiekiem skruszone..

sobota, 18 lipca 2015

Twierdza Kłodzka- Labirynt i Kłodzko







Kłodzko i Twierdza - cz. 1


Kłodzko ma uroczy stary rynek, piękny most, fajny klimat.
Lubię tu wpadać, zasiąść pod fontanną, oprzeć się o most.

Warto zobaczyć wiele rzeczy, ale Twierdzę trzeba obowiązkowo.


Twierdze zwiedza sie ok 3 godzin - góra i labirynty.


Przewodniczka opowiadała ciekawie o losach twierdzy i prostych żołnierzy.

Ich los naprawde był przesrany. A jak? Trzeba to usłyszeć :)






Muzeum Ziemi w Kletnie




Po Jaskini Niedziwedziej, do której warto wcześniej zarezerwować bilety, można wpaść do Muzeum Ziemi w Kletnie.

Jest to prywatne muzeum pełne zaskakujacych eksponatów. 
Przewodmik opowiada ciekawie i treściwie, aż achce sie słuchać.:P

Kamień księżycowy, minerały, skamieniałe jaja dinozaurów ciesza oko.
I nie tylko one.



Pod tym muzeum można bezpłatnie zaparkować auto
(zamiast na parkingu do Jaskini N. - a są koło siebie


 :)

W Muzeum dzieciaki moga dodtykać wszelkie eksponaty, badać organoleptycznie strukturę kamieni, a roddzice dokonać zakupów - ceny zabijają, ale wyroby są orginalne  :P :D




Jaskinia Niedziwiedzia i muzeum :P


Zejscie z ośrodka.




Droga do Jaskini Niedziwiedziej




wtorek, 14 lipca 2015

Czarna Góra :)







Nagle, pośrodku miasta, na skrzyzowaniu złapała mnie nagła chęć puszczenia pawia. Efekt obchodzenia rocznicy ślubu. Można byłoby inaczej, ale ja inaczej nie mogę. Zatkałam usta dłonią z rozpaczą patrząc na męża.
- Aż tak?
Lekko pomachałam mu głową na "tak" jednocześnie wypatrując smietnik na chodniku. " Dobiegnę? czy nie dobiegnę?". Miałam juz otwierać drzwi, ryzykujac zderzenie z drugim samochodem, pognać przed siebie, byleby tylko nie zachlastać środka auta, ale przeszło. Przeszło, 
- Trzeba było wczoraj tak pić?
- Jak sobie pomyśle co zrobiłam 11 lat temu to nic innego mi nie pozostaje - jęknęłam przewracając oczami.