poniedziałek, 26 maja 2014

Koniec świata :)))


Nie wiem co się dzieje. Naprawdę. Korwin-Mikke wszedł do Europarlamentu, lekarza podpisują "Deklarację wiary", a moja matka, moja matka kupiła sobie koszulkę z czacha!!!!
Koniec świata normalnie!!!!

niedziela, 25 maja 2014

jak na wadze



otulona płaszczem smutku
idę w mgłę zapomnienia
tam nie ma nic
nawet kamyków
co wbijałyby się w stopy

sobota, 24 maja 2014

....






Patrzę w tv, a reklamy krzyczą,łykaj leki na włosy, paznokcie, na wszelkie bóle, na kolana, na żołądek, na wątrobę,na kręgosłup, na serce, na kupę i na co tylko chcesz.  Mam wrażenie, ze dzisiejszy człowiek, bez medykamentów nie ma prawa istnieć. Świat toczy się tabletką.
Aż dziwię się, ze w ogóle żyję.

piątek, 23 maja 2014

środa, 21 maja 2014

Ekstaza


Zrobiłam to! Zrobiłam to! Zrobiłam to! Po prostu zrobiłam to. Naprawdę! Sama siebie zadziwiłam.
Łoł Arte- tak sobie powiedziałam - łoł Arte! Jesteś szaleństwem nieprzewidywalnym.
Tak pójść na całość?
Niewiarygodne.
Łoł Arte, łoł!
Jeszcze tchu mi brak z fascynacji.
Naprawdę...
Ne wiem czy ochłonę.
Nie bacząc na głosy wewnętrzne, na konsekwencje - zrobiłam to. Tak po prostu- zrobiłam to.
A co!
Zdrada, zdrada własnych ideałów - coś krzyczało przez moment zaduszone wielkim słowem: w dupie to mam,o!
Pieprzyć wszystko! - tak sobie powiedziałam. Własnie tak. Pieprzyć cały świat! Tak mocno sobie w twarz. Na odwagę. Na wszystko.
Na czyn.
Dość! Dość! Dość!
Żyje się raz!
Mam prawo robić co chcę i jak chcę.
Mam prawo być szczęśliwa.
Pieprzyc zasady.
Pieprzyć wszystko!
Wolność czynów!
Mam prawo być szczęśliwa i spełniona. Mam!
Co mnie obchodzi co kto pomyśli?
No co?
Chromolę to.
Moje życie i moje wybory.
I tyle.
Odważnie sięgnęłam po to co moje.
Skradłam co mogłam wziąć.
Jakież uczucie radości przeze mnie przeszło. Niewiarygodne, niewiarygodne.
Tak się rozpłynęłam, że wciąż płynę.
Przemyciłam swoje szczęście cichaczem.
I się zatopiłam.
Cała utonęłam w szczęściu mym.
Wrażenie kolosalne. Niesamowite. Boska błogość normalnie.
Tak w łóżku zjeść czekoladę.Całą. Samotnie.
Łoł!




wtorek, 20 maja 2014

Ślimakofo


Wróciły mi sny ....

Kiedyś nie tylko śniło mi się, ale czasami budziło coś co kazało pisać. Czasami z Rimbaudem, tam w Paryżu, popijałam absyntha. Rozmowy o ....nasze rozmowy.
Tyle, że Arturowi wypalił nasz plan. Pożył sobie niesamowicie bujnie i krótko, i parę wierszy po sobie zostawił.
A mi nie udało się nic. Tyle tylko, że w lodówce trzymam absyntha..
Ale podobieństwo losów było nam bliskie - Jego zabiło kolano, a mnie kolano tylko rozłożyło.
Klęk.
Hm....
Klęk czasami potrafi wznieść.
Nie koniecznie przy modlitwie.

poniedziałek, 19 maja 2014

Wizyta po latach



podrażnione nerwy
rozszarpywały ciało
ręce chciały złapać je
ale wychodziło niemrawo

reakcja odruchowa
ale ruch zamknął 
materię 
wciskając w kąt łóżka

taniec makabreska
oto trup pod 220
podrażnione nerwy
rzucają ciałem

wystarczy jedno pstryknięcie
by wszystko się posypało
życie przemknęło spłoszone
zostały tylko zwłoki udręczone






Kaszel przemknął nieoczekiwanie niczym błyskawica po czerwcowym niebie.
Z nieśmiałego odgłosu zrobiła się burza.
Zabrakło oddechu, myśli.
Ciało straciło kontrolę nad sobą. Stało się niewolnikiem odruchu.

Nieoczekiwana seria ćwiczeń. Zginanie, prostowanie.
Rzut na podłogę.
I taniec węża.
Ze świszczącym oddechem.

Atak nocny oddziału specjalnego.
Ciało niczym marionetka podrygiwało w takt kaszlnięć.
Bezwolne, bezsilne, zagubione.
Takie marne, osłabione.

Lek utonął  w zapomnieniu.
Gdzieś na dnie szafy spoczął.
Kaszel bronił swego jeńca odrzucając ciało od poszukiwań.
Oddech zanikał pod butem przyduszenia.

A jednak udało się! Udało!
Dwa wdechy N-ki.
Ulga. I przytomność.
Na pięć minut, niestety.

Poranek zamknął drzwi od toalety.
Kaszel zniewolił materializując dziwne opowieści.
Historie wrzuciły ciało do pościeli.
Ból mocny, ale koniec nie przyszedł. Niestety.

Człowiek jest jak domek z kart.
Rozsypać potrafi się w mak.
I wszystko trafia szlag.
A ciało najbardziej. A jak.












sobota, 17 maja 2014

Dawno, dawno temu, za górami ...



Do Mooonka wpadł kolega. Skin,schizofrenik, opętany gościu muzyką. Gość nie z tej planety, ale jakże wymiatający.
Choroba nie wybiera. Koleś nie dość, ze musi walczyć z głosami  w głowie to jeszcze martwi się o byt, bo renta jest tylko jałmużną. Wstyd drogi rządzie, wstyd. Nie tak powinno być.

Zaczęliśmy rozmawiać. Długo go nie widziałam. Ale zapamiętał mnie, bo ostatnim razem jak widzieliśmy się to poczęstowałam go papierosem.
 - I to był malborasek.
- Żartujesz? hhahaha
A było to jakieś dwanaście lat temu. A mówią, że palenie szkodzi. Bzdura, pomaga w wielu sprawach. Ha! Przecież ludzie na uczelniach  zawsze integrowali się na palarni.


Ambitny plan



Ding dong.

Wezwanie do ZUS-u?

Dawno u nich nie byłam. Aż głupio normalnie. Ci orzecznicy są tacy mili, potrafią wesprzeć dobrym słowem.

Hm...

piątek, 16 maja 2014

dylematy


Dzisiaj syn wstał mówiąc:
- Wiem co powiem im.
- Tak? Co?
- Kto się przezywa ten się sam nazywa.
- Aha, Ok.
- I niech się wyzywają.