sobota, 6 lipca 2013

- mamo, a skąd biorą się dzieci













 - Mamo, bo dzieci to siedzą w brzuchu mamy prawda? i to mamy rodzą dzieci?

- Tak.
- A Kamil mówił, ze dzieci wykluwają się z jajek tatusiów......

Ha, ha, ha ...ale na zewnątrz powaga ....

- A tak nie jest, bo  mama z tatą się całują i stąd biorą się dzieci...


Hahahaha, zaczęło się ....


Przeprowadziłam pierwszą rozmowę - bez tabu.
Dziecko to nie okno by kit wciskać.





czwartek, 4 lipca 2013

:DDD

,,Saruman sądzi, że tylko potężna moc jest w stanie powstrzymać zło, ale ja tak nie uważam. Przekonałem się, że to codzienne czyny zwykłych ludzi odpędzają mrok... niewielkie akty dobroci i miłości"

Gandalf wielkim czarodziejem jest. I jakie robi fajerwerki.
I ma rację.
Magia jest w nas.
Każdy z nas ma moc.
Każdy z nas może być fajerwerkiem. Albo petardą.
A zwykłe życie pełne jest cudownych chwil.
Wystarczy otworzyć serce. Dać się ponieść.
Nauczyć się tańczyć w deszczu. Niech pioruny latają, a nas niech niesie lekki krok.
Nuda dzienna składa się z miliona cudownych perełek.
:D Jedźmy slalomem - nie rozjeżdżajmy ślimaków : D
Złe emocje oślepiają. Prowadzą na manowce. Na pustkowie.
Droga jednokierunkowa, bez zachwycania się mijanym krajobrazem.
Hahahaha, trzeba być Jezusem by z pustyni wyjść. A może wystarczy mieć jego wiarę?
Nie ważne co w nas drzemie -ważne by było to dobro.
A dobre słowo, tylko jedno słowo, potrafi uskrzydlić tak jak i jedno słowo, złe słowo, potrafi przybić.
Pewnie każdy z nas zna cenę wyciągniętej ręki. Bezcenne.
Ale lepiej dawać niż brać.
Nade wszystko dobrze jest być.
Życie cudem jest i warto cieszyć się pierdołami. Bo to w nich potęga drzemie.
Choć tak łatwo jest czasami rozłożyć leżak w ciemnościach.
I drzemać tam.
W swym zamknięciu. Oślepieniu.

- Mamo a ja lubię białego orka
- Co?! Dlaczego?
- Bo fajnie wygląda.
- To lubisz jego wygląd czy jego?
- No wygląd.
- Aaaa!  ufff....Myślałam, że ci się podobało jego zachowanie. Ten ork był zły. Zabijał i szukał zemsty. Szukanie zemsty zawsze się mści. Poza tym zemsta nas oślepia.
- Jak?
- Nie widzisz nic, po za chęcią przywalenia wrogowi. To jest twoje życie.
- Aha. To idę rysować.
- Orka?
- Nie, ja tak nie potrafię.
- A spróbowałeś?!


 Biały Ork - Azog - lego wymiata :D - foto z onetu, jak zwykle :))))





Domofon. Otwarcie drzwi. Wpadł M. Chłopaki poszli na podwórku. Rysować.
Za nimi poleciała Młoda. Z Kredą.
Niech idą.
Rozbiłam im namioty.
Niech siedzą. Niech mają radochę. Dzieciństwo.
Fajne. Kolorowe.

Kurde, oby jakiś sąsiad nie wyrzucił  przez okno  kiepa . Niektórzy ludzie naprawdę nie mają ani kultury, ani wyobraźni.

Kurde......


w namiotach trwają "warsztaty plastyczne" :D



Dzieci z domu, wolność matki.
I co?
Posprzątam.
Sprzątanie ma moc.
Przegonię ćmy smutku szmatą.
Wykręcę duszę w wiadrze.
A odkurzacz niech wyssa wszystko.

I pomyślę gdzie by to powłóczyć się skoro w Tatrach będziemy ........:)












nudaaa

Młoda przeszła samą siebie. Wyleciała z chłopakami na podwórko. Miał być spokój, było wycie.
Przyleciała zapłakana, bo upadła.
Ufff, w porzo. Zero śladów.
Syn przyleciał za nią i powiedział co się stało.
Nic takiego.
Poleciała.
Przyleciała. Znowu z płaczem, bo ...
Bo kwiatek stracił płatki.
Bo nie znalazła kulek.
Bo....dzisiaj chyba każdy powód był dobry do płaczu.
Nie puściłam jej na podwórko.
Co kwadrans erka.
Dość.

-Idź spać kobieto, bo ile można płakać.
- A poczytasz?! - chlip, chlip, chlip ...

Zaczęłam Młodej czytać o  piratach i tak jakoś mnie naszło:
- Młoda, co byś zrobiła, jakby ci ktoś chciał zabrać rower?
Młoda nie wiele namyślając się odparowała:
- Kopnęłabym w jajka!

Proste, no nie?! Czterolatka wie co robić.
Hm, oby zawsze trafiła, jak będzie trzeba.

- Pamiętaj, że zawsze możesz się drzeć -RATUNKU! - prosić o pomoc innych ludzi.

Popatrzyła na mnie drąc się:

- RAAAATUNKUUUUUUUUU!!!!!!! - 


- A podręczysz mnie trochę?!

Młoda to uwielbia - wygłupy w łóżku. Gilgotanie. Chichotki.
I kończy się zawsze tym samym - jestem kotkiem .....miau.......


Nic dziwnego, że w końcu kota dostaję ....

Ale dzisiaj byłam wściekłym kocurem. Trafiło mnie na maksa.
Chciałam z Młoda poukładać lego. I co ? Klocków brakuje.

Warknęłam na syna jak wścieklizna mega:
- DO DOMU!!!!!!!!!!!!
i zaczęliśmy kompletować. Naście zestawów. Wymieszanych na maksa, no ale przecież do tego służą - do zabawy. Tylko no kurde, cholera, ja pierdzielę ......
Tylko że, jak złożyć samolot skoro nie ma śmigieł, auto, które nie ma opon?
Całe popołudnie ślęczeliśmy na tymi drobnymi elementami.
Lego ma fajną rzecz- wykaz wszystkich elementów, więc nie trzeba składać. Po liście zawartej z tyłu instrukcji jechaliśmy po kolei: klocek za klockiem.
Parę elementów zaginęło bezpowrotnie. Pewnie w paszczy odkurzacza. Albo tkwi gdzieś pod meblami. Córka miała taki okres - wszystko upychała pod meble. W każdym pokoju, wszystko pod. Co się dało.

Teraz klocki robią za kurzołapy. Jak większość zabawek. Chciałam to zmienić. Mamy czas dla siebie, więc czas ruszyć w jakąś zabawę. Zwłaszcza jak słońce za mocno grzeje.

 Dzieciaki jakoś nie bawią się zabawkami- wolą dręczyć matkę ...W końcu nikt tak nie skacze, piszczy i takie tam..
Wystarczy powiedzieć:
- Maaaaamoooo .....
I tak co pięć minut. "Mamo, bo ..."
Matka jest lepszym modelem niż robot. Czy cokolwiek. Zawsze działa. Tu krzyczy, tam macha rękami, tu przytuli, tam pocałuje, tam szaleje....opcji milion pięćset. Wystarczy tonem głosu i żądaniem odpalić właściwy guzik.
Np.
Wsiadam na rower, myślę- pokręcę sobie i co?
- Mamo, a ....
Muszę zejść. Pomóc.

Oderwałam się od deski do prasowania. Myślę poleżę.
- Mamo ...
Grrrr,  głupio myślałam.

Czasami mówię:
- Idź, ty dziecko ode mnie,  nie zaczepiaj obcych bab, idź poszukać swojej własnej mamy
- Ty nią jesteś - i chichot.
- Tak?! I pewnie w św. Mikołaja też wierzysz, co?
- Tak!!!!

Przechlapane.

Zatem dzisiaj zabawa była przednia- sprzątanie.
Też było miło, bo robiliśmy to razem. To jest ważne. Być.
Pogadaliśmy, po rywalizowaliśmy w szukaniu klocków, przypaliłam garnek, bo zapomniałam, ze zupę grzeję...
Starszego też wciągnęło na maksa.
Zapomniał, ze mieliśmy iść po mrówki......

Potem Młoda dołączyła do nas.
Oboje mieli zajawkę bycia czajnikami na gazie.
Pisk jeden wielki ......





Ich sen jest wybawieniem mym.. Sen i mym wybawieniem. Padam na twarz. Zamykam oczy..........lego ......

- Poczytasz?
- Nie, nie mam sił, idę spać.
- Nooo, mamooo
- Kiedy zmywałeś naczynia albo sprzątałeś?
- Ty to robisz!
- No właśnie. Mam na dzisiaj dość. Wybacz. Chyba mam prawo?

Czy jako matka mam prawo?
W sumie te 10 minut nie zbawiło by mnie, bo syn ledwo co patrzył. Ale dzisiaj naprawdę już mi się nie chciało. Odrobimy to jutro. Pewnie znowu z książką wpakuje mi się do wyra......

A propos lego - kiedyś syn miał mega fazę na lego. Chyba już od 4 roku życia sam składał modele. Budował też swoje własne projekty. Naprawdę miał super pomysły. Mały konstruktor z wielką fantazją.
A teraz?!
Rysuje i rysuje i rysuje. Podobno tak siedmiolatki mają. Przepadł w angry birds i koniec.
Tyle, ze rzadko gra na kompie.
Więc rysuje swoje gry po prostu.
Też fajnie to robi, ale jednak ......monotonia jakaś zakradała się w mego syna.




Nie chce zagrać w planszówki. Mapy i flagi państw też poszły w odstawkę. I matematyka.
I wszystko. Głupieje mi po prostu.
Czas dorwać się z powrotem do szanownego dupska.

Zrobić flagi w kapslach i pograć na murku! :)





Nocny przegląd onetu.

Nowa pieszczota -lizanie gałek ocznych.

http://kobieta.onet.pl/zdrowie/zycie-i-zdrowie/lizanie-galek-ocznych-nowa-kontrowersyjna-pieszczota/qzz2e


Mi jeszcze nikt nie wylizał, a już nie widzę .........dobranoc :)




wtorek, 2 lipca 2013

nuda dzienna

-Pojechaliśmy do stomatologa.  Ledwo strzałka zbliżyła się do 120 i już się zaczęło:
-  Zwolnij, masz zimowe opony, nie masz abs
- Panikarz, panikarz, ...to kup mi inne auto
- No jasne, a ty się dziwisz ze siwieje
- Nie dziwie się, stary jesteś

W sumie to nie dawno wpakowałabym się pod autobus. Myślałam, że on stoi na przystanku a on jechał.
I wyjechałam mu.
Zdążyłam, bo depnęłam.
Ale kierowca trąbił.
Faceci to panikarze, po prostu.


Córka zasiadła na fotelu dentystycznym i otworzyła buziolka. "Narośł" jaka była taka jest. Płukanie septosanem nie odniosło żadnego skutku. Ale nie rośnie - też dobry znak. Dostaliśmy skierowanie do chirurga. Musimy skonsultować i ewentualnie wyciąć. Brrrr.....Bo teraz taki trend - wycinać wszystko i badać. Może i słusznie?
Teraz to nowotwory latają po ludziach jak nietoperze po jaskiniach. Lepiej więc wprowadzać profilaktyczne kroki, niż później leczyć. Ale NFZ na pacjentach oszczędza. Bezsensu jest ta instytucja, która narzuca ilość badań, zabiegów. Porażka normalnie.

U Młodej podejrzenie jest nadgryzienia, ale z czasem zobaczymy.

Syn też zasiadł na fotelu dentystycznym:
-Tylko zęba mi nie wyrywaj, bo chcę sam!
- Dobrze, dobrze.
Dzielnie zniósł borowanie. Super facet.
A skąd dziury?! Pilnujemy mycia zębów, syn sam dawkuje sobie słodycze i hamuje Młodą ....
Nie wiem
Tak jak nie wiem jak to jest, ale nie mamy problemu z dzieciakami. Większych.
Oczywiście dopóki nie wpadną w "tunel rozpaczy" spowodowany zmęczeniem, wyciąganiem kości i czym tam jeszcze.
Większy problem mam z sobą ....

Kurier przywiózł rower treningowy. Nareszcie!

 Książka gratis -poczytam, może i nawet spróbuję coś z sobą zrobić. I pas też jest dorzucony za free.


Teraz nic innego mi nie pozostaje jak tylko rzeźbić ciało.

Plan - więcej czytania i roweru, mniej internetu i siedzenia. Plus oczywiście dzieciaki. Ale to wiadomo!
Oby tylko motywacji nie zabrakło :)




Jak to w moim przypadku bywa. Zapału starcza na tydzień. W wersji optymistycznej.




Kartki otrzymały swoje mieszkanka - w końcu .....Za kartki dziękuję.





A mam jeszcze wiele książkę, bez swoich kartek...i wiele książek, wstyd przyznać, nie przeczytanych.
Net zdecydowanie zabiera mi za dużo czasu. Straciłam rozsądek i równowagę.




-----


Syn męczył zęba do jedenastej w nocy. Nawet nitkę mu T przywiązał. Ząb jak wisiał tak wisiał, nie chciał puścić i Starszy nie chciał nas do zęba dopuścić. W końcu poszedł spać.
- Ale nie oglądajcie władcy Pierścieni beze mnie!
- Sio spać!

Mieliśmy nadzieje, że pośpi co najmniej do dziesiątej. Ale gdzie tam....
Po ósmej obudził mnie krzycząc:
- Patrz wyrwałem dziada, Mamo!!! zobacz!!!
I cały dom stanął na nogach.

Potem zapolowaliśmy na ćmę. Sorki nocny motylu, ale doczytałam, że jesteś przysmakiem chomika. Zygmunt rzucił się na zwłoki jak prawdziwy drapieżca.
W menu sierściucha mogą też być chrząszcze, muchy, larwy (np. mączniki), mole.
Nic nam nie pozostaje, jak ropocząć sezon łowów.
- A pająki je? A ślimaki? Ślimaków szkoda. Chrząszczy też nie dam. Są fajne ....

Młoda od rana zapałała miłością do farbek. Oto dzieło jej.


Wygląda jak bazgroł.
Ale jak dla mnie jest to chomik na buraku.
Młoda zbrechtała i z obrazkiem pognała do chłopaków:
 - Patrzcie, chomik. Na buraku.
- Nooooo, no, faktycznie- przytaknął jej Starszy, by za chwilę dodać:
- Ale to mama rysowała!
- Nie, ja!
- Nie! mama!
- Już się kłócicie?! Młoda to namalowała, a ja tu widzę to co widzę- a ty co widzisz?
- Chomika na buraku
- No więc o co ci chodzi? Może chomik wspina się na czerwonego królika?!

 Syn nie wiedząc co powiedzieć, powywracał oczami, i poleciał do drzwi, bo domofon zapikał. Wpadł jego kumpel -M. Cała trójca wybiegła na podwórko. Uffffff......Hura! Mama M. będzie ich pilnować.
Cisza to piękna rzecz.



 Za długo szczęście nie trwało. Musiałam wyjść na plac zabaw. Zmiana opiekuna. Kumpela poszła, a ja zostałam.
Córka zażądała huśtania. Obok huśtał się syn sąsiadów, Janek.
Janek jak zwykle był pod opieką babci.
Chłopczyk zaczął zagadywać Młodą:

 - Popatrz huśtanie jest proste, zginaj i prostuj nogi.
- Janku, już wystarczy huśtania 
Nie wiem co jej przeszkadza, że chłopak się huśta?! Ma siedzieć koło niej czy jak?! Bezsensu - przetoczyły się myśli przez moją głowę. Nawet nie huśtał się pięciu minut ...

- Nie! nie! ja lubię się huśtać. Zaprzyjaźnimy się ?- zwrócił się do córki.

- Przestań tyle gadać, gaduło, chodź do mnie! - babcia koniecznie chciała wyrwać wnuka do siebie. Tyle, ze Janek zawsze sam się bawi....zawsze się pod jej opieką i w ogóle to chyba coś jej zaraz powiem...grrrr ...przecież nie dzieje się nic złego a widać, ze chłopak ma ochotę na towarzystwo i słusznie. Dzieciaki powinny się razem bawić.

- Tak! - odpowiedziała Młoda.
- Ja jestem Janek Kowalski. Mama 6 lat a ty?
- Młoda
- Idziemy na inną huśtawkę?
- TAK!
Polecieli. Wspinali się, grzebali w piasku. Babcia machnęła w końcu ręka:
- A niech bawi się z dziewczynką,
i poszła do innej babci na pogaduchy. I słusznie- jak nie ma nic do roboty niech papla do ludzi, a nie zadręcza dzieciaka.


Przed nami mega wyzwanie na dzień dzisiejszy - założenie pokrowca na materac. Masakra będzie.


Już nam się wszystkiego odechciewa.....Chyba bezsensu, że zdjęliśmy pokrowiec. Jakoś tak wątpię, że uda nam się go nałożyć z powrotem.


Ale zabawa taka będzie wieczorkiem, a póki co - rowery. Musze wyjeździć nogę. Na zdrowie. Na razie jest bez zmian, niestety.....








poniedziałek, 1 lipca 2013

potop

Córka zasnęła w naszym łózko. Poszłam ją przenieść. Podniosłam i kurde, co ona taka mokra?!
 A Młoda po prostu zsikała nam się do wyra!!!!
Niewiarygodne!!!!
Pierwszy raz, od półtora roku, zafundowała nam potop.
Jakby wiadro wylała -  ma moc!
Pierwsza w nocy - akcja!
Wzięłam Młodą do łazienki, zdjęłam piżamkę, opłukałam. Młoda otworzyła oczka
- Ciiiii kochanie, zsikałaś się, 
- Ja chcę piżamkę!
- Zaraz dostaniesz, muszę cię umyć z siusiów.
Młoda zasnęła w swoim łóżku.
Umyłam, przebrałam i położyłam spać córke. Przecież nie będę krzyczeć. Jaki to jest sens? Co to da?!
A my? Pranie pościeli. Zdjęliśmy z materaca pokrowiec. Było to nie lata wyzwanie. Materac waży ileś kilogramów i w ogóle niezły kolos. Nie wiem jak go ubierzemy z powrotem.
Oczywiście mogliśmy zapomnieć by wyprać go w pralce. Moczy się w prysznicowym brodziku.

Ale metodą katów powinniśmy wziąć pasa wojskowego i dziecko lać. Do świtu. Za to że nie wysikało się do kibelka tylko do łóżka.  Za to że dzieckiem jest. By się nauczyło porządku!

Jak ta ostatni historia nauczycielki, katechetki opisana w Dużym Formacie.

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/duzy-format-nauczycielka-skazana-za-zabojstwo-dzie,1,5550320,wiadomosc.html

jeden z wpisów na forum:


Dziecko, które wychowywali - Tomasz, sześć i pół roku - pewnego zimowego dnia 1982 roku zgubiło w przedszkolu sznurowadło.

Następnego dnia Ewa T. nie pozwoliła mu iść do przedszkola, bo nie kupił nowych sznurowadeł. Został więc cały dzień w domu. Po przyjściu z pracy dała dziecku obiad i powiedziała:

- Chcę usłyszeć, co masz zrobić, aby założyć nowe sznurowadła.

Dziecko nie wiedziało. Wzięła więc pas i zaczęła bić. Było około godziny szesnastej. Chłopiec nie umiał udzielić prawidłowej odpowiedzi. Bicie z przerwami powtarzało się. O siedemnastej przyszedł ojciec. Tomek siedział na łóżku, miał już potężne siniaki, z niektórych miejsc lała się krew. Podkoszulek był zakrwawiony. Kiwnął na ojca palcem - próbował przywołać ojca i prosić go, aby nie był dalej bity. Dostał jeszcze raz lanie, "bo co to jest za sposób przywoływania ojca". Ojciec wyszedł do dentysty.

Tomek znów był odpytywany: - Co masz zrobić, żeby założyć nowe sznurowadła?

Nie wiedział, jakiej odpowiedzi się od niego oczekuje. Więc biła go znowu. Wojskowym pasem ze sprzączką. Po nogach, po plecach, po rękach, po głowie. Przestała bić po kilku godzinach, gdy udręczony wyjęczał:

- Mam iść do kiosku i kupić.

- A skąd weźmiesz pieniądze?

- Ty mi dasz - jęczało dziecko.

- Nie, ja ci nie dam. Skąd weźmiesz?

- Ze swojej skarbonki.

- No, nareszcie.

Potem mały się rozebrał i położył się w piżamce do łóżka. Ponieważ w sąsiednim pokoju trwało malowanie, Ewa T. położyła się przed dwudziestą obok Tomka. Chłopiec jęczał, wołał: "Pić!". Wstała więc i pobrzęczała mu pasem nad uchem. Chłopiec wiercił się, prosił: "Tatusiu, daj mi zimnej wody". Ojciec przyłożył ucho do jego piersi i miał wrażenie, że serce bije słabiej.

Lekarka, która podpisała protokół sekcji zwłok, stwierdziła, że z takim przypadkiem sadyzmu jeszcze się nie zetknęła, mimo że robi sekcje od lat.







Niedobrze mi się zrobiło......

Rodzice są wszystkim dla dzieci.....

Jak tak można?!
Specjalnie, rozmyślnie - tak bić, tak być nie czułym, być tak potworną istotą.
JAK?!!!!!!!!!!!!!!!!!????????????????????

Czasami człowieka poniesie jasny szlag i da klapsa. Klapsa, który powoduje niesamowite wyrzuty sumienia.
A tutaj, w tej historii ....

Płakać się chce ......

To tylko dziecko .....




Dzisiaj wygłupiając się na łóżko syn krzyknął z chichotem:

 - Mamo, nie rób mi niczego! Jestem bezbronnym pisklakiem!


I właśnie takie dzieci są. Bezbronne. To my ich uczymy. Wszystkiego. Pokazujemy świat.

A jaki świat pokazują kaci swoim dzieciom?!!!!


Tak katować dzieci jest po prostu jedną z największych zbrodni.
Za to powinno być dożywocie.
A najlepiej krzesło.

Bo kat bije za wszystko. To nie jest jedno lanie. To jest życie w biciu.
A dzieci co mogą zrobić?!
Nic!
Dość często skazani są na obojętność ludzką.



Nie bądźmy głusi na krzyk zza ściany.
Reagujmy.





niedziela, 30 czerwca 2013

schiza rodzinna

Pogoda była do bańki. Coś kropiło, szarzyzna zawisła nad nami.
- Gucio, po naszym rejsie statkiem.
-Aha, może jednak rozchmurzy się?
-Raczej nie zanosi się na to.

- Cześć- wpadło na nas z impetem.
- Cześć
- A ja chcę bajkę - zażądała Młoda.
- A masz ....
Ledwo zaczął się Scobby Doo już przyleciał syn.
- Oooo, ja też chcę to oglądać! - rzekł wydłubując śpiochy z oczów.
- Dzień dobry kochanie.
- Dzień dobry ....
- A siebie nie przywitacie?
- Dzień dobry kochany Starszy
-Dzień dobry kochana Młoda.

Rodzeństwo czasami potrafi do siebie po ludzku przemówić.

Tylko trzeba im o tym przypomnieć.


Dzieciaki sobie oglądały, a co tam - mamy w końcu wakacje,  a my zajęliśmy się kupnem roweru treningowego. Ten co miałam musiałam oddać szefowi. W Sumie okazało się, że to nie jego, tylko firmowy. Ciekawa historia kolejnego przekrętu, ale co tam. Życie toczy się dalej.

Kupienie roweru treningowego to nie taka prosta sprawa. Trzeba zwrócić uwagę na wiele rzeczy- wagę koła, długość między pedałami i siedzeniem, co by noga była wyprostowana, kierownica regulowana etc.
Szperaliśmy w necie. Fajne są spiningowe - konkretne, ale szukaliśmy magnetycznego za ekonomiczną cenę.
Gdzieniegdzie zamiast kupna roweru polecano karnet na siłownię, bo motywacja jest w ludziach, a samemu się nie chce. I z czasem rowery takie robią za wieszak. To fakt, wiem to po sobie, ale z czasem przychodzi i też determinacja. Trzeba wagę zrzucić, zająć się kolanem. Nie odpuszczać niczego.
Odrzucaliśmy kolejne modele. Kupiliśmy średni. Z najlepszych.Tudzież najlepszy ze średnich. Mała cena niczego nie gwarantuje, jak i duża nie daje gwarancji.

Rozkręciłam się rowerowo, bo normalny też by mi się przydał. Mam na oku 3 modele.
I mogę pędzić.
I wydać cała kasę urodzinową. W słusznym zresztą celu.

Plan poobiedni -basen kryty.
- Ja nie jadę.
- Bo co?
- Bo nie jadę.
- Bo?
- No bo nie i już.
- Kurde, muszę nogą machać, z dwójką nie dam rady. Bądź ociec, kumpel mój i chodź.
- Nie!
- Bo co? Bo gruby jesteś?
- No!
- No to dalej wpierdalaj słodycze! 

Ja pierdole -  wyrzuciłam z siebie, trzasnełam drzwiami i poszłam do kuchni, gdzie rytualnie pobiłam szklankę.Nerwus ze mnie jest mega. Rozłożył mnie na łopatki tym tekstem. Co to znaczy - Nie? A gówno kogo to obchodzi. Grrrrrrr............
Mój ryk z kuchni zagłuszył pewnie Radio Maryja sąsiadów:
- To ja sypiam z tobą debilu jeden i  masz w dupie swoja wagę a przejmujesz się opinią innych? To się kurde zacznij odchudzać a nie wpierdalasz na okrągło. I to dla siebie, dla mnie, dla dzieci. Teraz się wstydzisz?! Ja pierdolę, no nie mogę... A wiesz, że będzie coraz gorzej. Albo zażryj się na śmierć -oooo!- rentę dostanę po tobie i już. Boże, co za palant jeden.......innymi się przyjmuje a mnie ma w dupie i to centralnie ........Gruby, gruby.to zobacz z kim mi przyszło być w łóżku....pierdol się i to sam!!!!!!!

Musiałam się po wkurwiać, poprzeklinać. No bo tak mam. No bo kurde - trzeba ponosić swój krzyż, skoro się do niego przybija. Kogo co obchodzi?! Wyszłam za niego, zaakceptowałam a teraz strzela mi z tego powodu fochy!
No trzymajcie mnie!
A kogo to obchodzi kto jak wygląda?!
Grrrr............
No zezłościłam się okrutnie.......


Potem stwierdziłam, że w dupie mam to co mężunio zrobi. Ważne jest co zrobię ja. Ja zgarnęłam dzieciaki.
T jednak pojechał z nami. Ledwo wsiedliśmy ....
- Włącz nawiew
- Zaczyna się? Chcesz wysiąść?

Przy kasie zdziwiłam się, że mam kupować bilet dla T.
- A masz kąpielówki? Bo ja ci nie wzięłam...
- W torbie są, wrzuciłem.
I tu mnie zatkało. Ulalalaalala, fajnie!!!!!! Zajebisty koleś i tyle.



- Nie wolno biegać, nie wolno krzyczeć, wolno się śmiać - wyrecytowała Młoda w szatni. No tak, była na basenie z przedszkola, więc zasady nie są jej obce.
- A prysznica się nie bałaś?
- Nieeee

Dzieciaki pływały w kółkach. Próbowałam Starszego nauczyć się pływać, ale bał się. Nie ufał sobie, mi, wodzie, zasadom fizyki...
Poszliśmy na zjeżdżalnię. Ma 64 metrów długości. Córka bała się i nie chciała zjechać.

- Mogę zjechać sam?!  

- Pewnie, przecież całe  życie nie będę ci matkować, hahahahaha
I synek sam zjechał. Czad.
T ogarnął Maluchy - pływały w kółkach koło niego, a ja pływałam sobie samotnie. Rehabilitacja trwa. Zrobię wszystko, by mnie nie otwierać. Tyle, że są dni, które dają mi nadzieję, i dni co zabierają wszystko.

Pobyt na basenie pozamiatał córką. Po powrocie do domu zasnęła szybko. A my korzystając z "tej chwili" obejrzeliśmy Hobbita. Syn bardzo chciał zobaczyć ten film.
Sceny mega. Czasami nawet podskoczyłam.
- Ale mama jest śmieszna, co?
- Noooo - zgodził się syn ze swym ojcem.
Faceci....
 - A druga część? Kiedy obejrzymy?
- Właśnie kręcą, może na Boże Narodzenie?
- Łeeeeeeee, ja chcę teraz.
- Władce Pierścieni możemy obejrzeć
- JA CHCĘ!!! TERAZ???
- Teraz to ja lecę na rower - weszłam w słowo chłopakom - Jedziesz ze mną?
- Nooooo dobraaaaa

Pojechaliśmy przed siebie. Ja byłam ucieszona z dwóch powodów -mogę z synem pedałować, syn łyknął bakcyla fantasy. Syn jest mega! Mój syn!!!!

- Idziemy porzucać do kosza?! - zapytałam Starszego jak schowaliśmy rowery.
- Nie mam sił .........mamo, zagramy w angry birds?
- Pewnie.


Wymyśliłam domowe angry birds - angry cars. Dość mediów na dziś. Czas na kreatywność.
Mamy klocki, ponad sto gormitów i jeszcze więcej hot wheelsów.
Czas zamienić tą kupę złomu w coś przydatnego.










Gormity na klocki. Auta - pif paf.
Nie będę kupcowa nowych zabawek, gdy tyle jest starych.
 Zabawa była świetna. A gormity waleczne.

Dzieciaki zajęły się zabawą, a ja mapą.
Wakacje przed nami, czas wyjechać .........

- A ty chcesz wszędzie być! - co za zarzut, no ja nie mogę ...
- A tak, bo raz się żyje.

Wyjeżdżamy na ten weekend, wyjeżdżamy za tydzień na parę dni, a za tydzień tygodnia też wyjeżdżamy i w ogóle czas rozpocząć włóczęgę.
Parę dni, weekend - nie ważne. Ważne by gdzieś być. By przewietrzyć się.
Bo wiele jest rzeczy wartych zobaczenia.
Bo warto zmienić punkt widzenia.
I kuchnię.
Zmienić smak życia.
Być, a nie - mieć.


- Nie idę się kąpać bo mi ząb wypadnie pod prysznicem.
- Nie sikaj, bo ci ząb wpadnie do muszli.
- Co?
- Nic, brednie. Idź się myć ,synu i to natychmiast.
- Ale będziecie mnie kąpać!
- Chyba kpisz! Idź!!!!


Nie ma nic gorszego dla dziecka jak kąpiel i założenie piżamki.
Symbol końca dnia, a dzieci chciałyby pobrykać.

Niech idą spać. Czas na czas dla nas.
Musze T podziękować, przeprosić.
Po raz n-ty natłuc do głowy, że ma być koło mnie. Zawsze. Wszędzie.
I mam w dupie jego kompleksy. Jego wygląd.
Jest fajny i tyle.
I go kocham.
I takie tam bajery.
Ha,ha, ha .......

Na odprężenie, zakwasy.
Bo trzeba mówić to co się czuje.
Nie dusić w sobie.
Nie kazać drugiej stronie się domyślać.
Mówić jak jest.
Czy boli, czy cieszy - trzeba umieć rozmawiać z sobą.
Słowa są mostem między duszami.
Czyny jak i słowa mają swoją moc. I nie ma co ich oszczędzać.


















Rak po prostu lubi się obrażać, kłótnia to jego żywioł. Obraża się często i o wszystko. Kiedy wpada w szał, to drżyjcie narody. Wrzeszczy, tupie, krzyczy. Kiedy zabraknie mu energii, przechodzi na złośliwości i przykre uwagi. Dla niego każda kłótnia to walka na śmierć i życie. Użyje najpodlejszych słów, nie zawaha się przed przekroczeniem granicy norm społecznych. Długo żywi urazę i obrażony chętnie podzieli się uwagami na temat przeciwnika z całym otoczeniem. Będzie obgadywał, wymyślał złośliwości i kalumnie. Jego partner musi w przepraszanie Raka wkładać wiele czasu i energii – robi to nieustannie.








sobota, 29 czerwca 2013

taki jeden dzień

Zwinęłam syna porankiem. Na rower. Zanim córa z Moonkiem wyciągnęli się z wyrek,  my wyciągnęliśmy rowery z piwnicy. Siódma rano. Auć.

Pojechaliśmy nad rzekę zobaczyć jak tam poziom po opadach deszczu.
- Patrz, to jest cukiernia gdzie babcia kupowałam nam lody ciepłe ...a tam to .... 
Pokazałam, gdzie dziadek mieszkał. Byliśmy w parku. Zamek, pomnik, fontanna, wiewiórka ....
Byłam przewodniem turystyczno-rodzinnym dla syna. Objechaliśmy miasteczko wokół.
Skoro mam się rehabilitować to w takim towarzystwie będzie mi milej.
Fajny facet z tego mego syna. Ziomal mały.







- Mamo! stój! wróćmy się!
- Stało się coś?
- Nooo, patrz!


Gąsienica była niezwykle szybka. Musiałam ją sfilmować. Maratończyk normalnie. 


- A gdzie ona tak idzie?
- Nie wiem, zapytaj się jej
- Ale one nie gadają
- A skąd wiesz? Gadałeś?!
- Mamo!!!

Pod koniec jazdy złapałam gumę. Kurde ...... Prowadziliśmy rowery. Nie ma to jak wyjśc na spacer. Zamiast psa - rower, hahahaha.

Wpadliśmy na ogród teściów.Syn jednym gestem  rzucił rower i już siedział "w groszku".
Mooniek.był już Młodą na miejscu. Opanowali teren.

- Młoda, przyniosłem ci groszek - syn przyleciał zadowolony z garścią strąków, które podzielił po równo.
- Młoda, podziękuj bratu!
- Dziękuję.
-Fajnego masz brata, troszczy się o ciebie. Fajny jest brat ciebie, wiesz?!

Groszkomania. Siedzieli przy stole cicho. I to ponad dwie minuty.

Wzięłam rower Moonka i pojechałam do domu. Po stroje do kąpieli i ręczniki. I inne zapomniane rzeczy. Wróciłam mówiąc z zadrością:
- Kurde, ale masz wypas rower! Ma hamulce i takie siedzenie wygodne ....

Był grill, pluskanie w baseniku. Popołudnie z rodzinką. Całą. Bo byli teściowie, moja matka, a przy nich wszyscy inni święci.




Dzieciaki zrobiły wojnę w piratów. Skakały. Tłukły się między sobą. Za chwilę panowała zgoda. Za chwilę była wojna.
I tak bez przerwy.


- A on mnie bije! - chlipała Młoda.
- Bo ona wskoczyła mi na głowę- burknął Starszy.
- Nie wskoczyłam ......
- WSKOCZYŁAS!!!!!
- Zaraz was oboje wyciągnę z basenu, przeproście się nawzajem i to już. Młoda uważaj na brata dobrze?
- Noooo....- chlip, chlip.
- A ty jestes facet- facet kobiet nie bije wiec opanuj się, rozumiesz?
- Nieee....
- Proszę?!
- No bo...
- Synu! - warknęłam.

- Przepraszam.
- Przepraszam.

Jak jedno przeprosi drugie natychmiast robi to samo. Nigdy nie wiadomo kto zaczął, bo i jedno jak i drugie to niezły model. Każdy ma swoją wersję. I potrafi zaleźć za skórę.

 Wpadłam do kuchni po żarełko na grilla. Dopadły mnie słowa z telewizji:
-...potrzebny jest program dzięki któremu będzie dla wszystkich praca i mieszkania ..Polska musi być oparta o wartości...
- Co ty Jara oglądasz? Chory jesteś czy co?!- zapytałam się zdumiona wchodząc do pokoju.
- To jest drugi Gomułka - ze śmiechem odpowiedział teściu.
Machnęłam ręką, zgarnęłam kiełbasę i wyleciałam z domu.


Musiałam zresetować swoją mózgownicę piwem, by nie pacnąć teściowej widelcem.
Ta to ma moc wkurzania. Nie usłyszy dobrze i już ma swoją wersję. Wymiękam.
- W telewizji słyszałam jak mówią, że na komunie to lodówki kupują ...
- Teraz  o komuniach mówili? Co ty mówisz. Mówili o kupowaniu prezentów dla nauczycieli na koniec roku szkolnego. Znowu nie dosłyszysz i gadasz. A swoją droga po co dziecku lodówka? To nielogiczne, nie sądzisz?!
- Może jest tak jak mówisz, w połowie był dziennik i może nie dosłyszałam...
- Więc wymyślasz jak zwykle...

Dziennik! hahahaaha... Auć, matka kopnęła mnie pod stołem. Tą też mam ochotę pacnąć. Zabiłam ją wzrokiem. A potem obie zatkałam kiełbasą.
Długo to nie trwało ...
Teściowa zajęła się komentowaniem postępowania dzieci. Tak nie rób, zrób to, zrób tak - cała lista wskazówek dla wnuków.
W końcu nie wytrzymałam:
- Ale czy ty możesz przestać komentować to co dzieci robią?! Daj im spokój, niech się bawią jak chcą!
- Ale przecież trzeba coś mówić.
- Właśnie ze nie trzeba gadać, możesz czasami zamilknąć. Słyszysz jak szpak śpiewa?!
 - Szpak?

- No właśnie ...

No tak, trzeba gadać. Jasne, nieważne co byleby by gadać. A ona jest w tym mistrzynią.
Ble, bla, ble ....Poszłam z dzieciakami kopać piłkę przez ogrodzenie. Raczej jako pomagacz, donosiciel piłek, bo dwa kopnięcia pokazały mi, że nie mam co z nogą szaleć.

Świat dzieci jest zabawniejszy od świata dorosłych.














piątek, 28 czerwca 2013

codziennik ik k




- A wiesz jak nazywa się kapitan legionów?

- Eeeee .... - syn zawisł, a czochranko po głowie nie oświeciło go jakoś.
- Kapitam Rex!
- No, no to coś mi mówi...
- A wiesz, ze on stracił rękę w ostatniej bitwie?
- Nie widziałem tego .......- ten smutek w głosie syna mnie rozwalił, jaka przeżywka, ja nie mogę.
- Bo tego nie było ja cię kantuję a wiesz co to znaczy, ze cie oszukuje. Wiesz ja chodzę już do drugiej klasy to wiele wiem - odparł nowy kumpel syna. Z dumą. Druga klasy w końcu brzmi dumnie.
-To ja cie okantuje piłką! - wtrącił się M w rozmowę.
- Hahahahahaha - chłopaki roześmiali się razem i nagle zapadła cisza.
Zanim się obejrzałam chłopaków nie było. Bieg, płot, nie ma.
No to fajnie.
"Smycz" została mi w ręku. Coraz większa niezależność syna. I dobrze. Lepsze latanie niż trzymanie się spódnicy.
Jak się pojawili to trudno było ich nie zauważyć. Śpiewali cudowną piosenkę wakacyjną -Hymn Polski.
I jak się kłócili o zwrotki. Normalnie pierwszy sparing "yntelektualystuf". Ha, ha, ha ....
A Młoda sobie sama latała - huśtawka, zjeżdżalnia. Sama sobie  radzi, bez - Mamo, mamo to, mamo tamto ....
Cudowny czas wyciągania nóg na ławce.
Ale i tak pograłam z Młodą w piłkę. I pohuśtałyśmy się razem. Wciąz nie mogę się powstrzymać, by nie zeskoczyć- i tym razem skoczyłam w dal.
Cudowne jest dzieciństwo.
Oby i takie było moich dzieci.
Spędzanie czasu z dzieckiem jest czasem bezcennym. Ale dziecku trzeba dać czas i na nudę. Bo nuda bywa impulsem do własnej kreatywności.
I niech idą w towarzystwo dzieciaków- lepszej szkoły życia nigdzie nie dostaną niż na podwórku.
Zabrałam towarzycho na kosza. To jest to co lubię. Tylko kolano psuło cała zabawę. Ale...co tam. Mam z kim grać i to jest super.


Wieczorem wpadło towarzycho. I był git wieczór.
-Ale co dalej tak gotujesz czy już znormalniałaś?!
- A co Arte gotowała?
- No tak, wpadam do niej a tu sałatki, kurczak. Patrz nawet pranie ma powieszone.Sama powiesiłaś?
I chichot. He, he, he śmieszne ...
- Znormalniałam, znormalniałam ....chyba ......nie wiem ......
- Wiesz, ze Ty jesteś jakaś inna, i nigdy nie wiadomo co zrobisz, i zawsze miałaś wszystko w dupie. Wiesz? A teraz co?
- ZOMO -odparowałam zdziwiona, że ludzie odbierają mnie jako luzarę i w ogóle...ja jakoś o sobie nie myślę jakoś tak fajnie ....na szczęście "zeszły" ze mnie:
- A moja córka kończy roczek!
- O!
- To za zdrowie Izy, niech rośnie wam zdrowo.
- Powoli zaczyna sama chodzić!
- Rewela. hahaha to jak zacznie biegać to dopiero będzie.
- Jedziemy nad jezioro?
- Noooo. Ej tam domek można wynająć i się złoimy po mazursku co?!
- Ale z dzieciakami jedziemy?
- Jasne, że z nimi. Niech się wypluskają. co tu robić mają? 
- A Czechy i jaskinie, kiedy?!
- A my byliśmy w ten poniedziałek po górkach pochodzić, ale lało....

Wieczór był zacnym wieczorem. Piwo się lało, z siebie się lało, rozmawiało.
Naszły i też refleksje. Tak po którymś szkle.
Kiedyś nasi rodzice robili imprezki. Były imieniny to kupowało się goździka, flaszkę i wpadało się bez zapowiedzi. W mieszkaniu był tłum cioć i wujków. Pili do rana, bo godzina milicyjna była. Naczochrani wracali z dzieciakami taksówką albo na piechotę. Nie było afer.
A teraz?
Teraz ludzie budują wokół swoich domostw mury.
Nikt do drzwi nie dzwoni spontanicznie.
Ludzie mają więcej znajomych w internecie niż w realu.
A realnego świata nic nie zastąpi.
Tyle, że w necie można się kreować -drętwi nagle stają się duszą towarzystwa, towarzyscy-milczą, normalni-nienormalni, nienormalni chcą być normalni- każdy jest tym kim chce być. Taka gra. W podróbę. W bycie sobą. Dżungla.
Przypominają mi się słowa Margaret Thatcher:
Z byciem ważnym jest jak z byciem damą. Jeśli musisz mówić ludziom, że jesteś ważny, to znaczy, że nie jesteś.
Więc zamilknę lepiej, niech inni mówią jak kocha ich świat. Albo ja to powiem, co mi tam. Ha, ha, ha ....


Co by tu nie mówić -siła człowieka  tkwi w ludziach. Nieważne, gdzie oni są - są podparciem.
A skoro takie czasy są to trzeba iść z duchem czasu.
Wiele fajnych ludzi poznałam dzięki netowi. W realu nasze drogi nigdy by się nie zeszły.
Aczkolwiek mam nadzieję, że kiedyś na "te pięć minut" zejdą się....

Od kumpeli dostałam książkę. Z dedykacją bezcenną.

Muszę sms puścić dziewczynom, bo lodówkę znowu trzeba z browarków ogołocić.
Bo są takie chwile dla których warto żyć ...hahahaha.
Wyczochrać po głowie "babole" w podziękowaniu za to, że są.
Bo warto ludziom mówić dobre rzeczy,a przynajmniej czasami - dziękuję.
Co też czynię: dziękuję za wszystko.
Bez was byłabym niczym.
Ha, ha, ha ....













czwartek, 27 czerwca 2013

koszmarek








- Kto idzie się pierwszy myć?!

- Nie ja! - krzyknęła  Młoda
- Nie ja! - zawtórował jej Starszy.
- Może ty? - Młoda to ma gadkę. Nie powiem. Skubaniec mały.
- To ja wiem zaczniemy od najmłodszego, Młoda Starszy, potem ja. Zaszyjemy się w łóżku i będziemy czytać
- Koszmarnego Karolka!
- Po co? Mam Koszmarną Młoda, Koszmarnego Starszego....
- Ty jesteś koszmarna
- Hahahaha tja i zaraz cię zjem!
- A wcale że nie ! Mama jest najmilszą i najmniej krzyczącą mamą-  nie ma tojak syn, prawdziwy rycerz, obrońca.
- Mówisz?
- Noooo....
- Bo wiesz mi się nie chce krzyczeć tak jakoś
- Noooo, bo ty stara jesteś.
- Hahahahahaha, idźcie jeść, potem myć się.
- A ty co? Komp?
- No jak zwykle ...


Dobranoc :)














jazda musi być


Jazda. Zawsze Jazda. Jak nie na rowerze to w głowie.
Tym razem była jazda rowerowa po parku. Wpadłam na ławkę. Ławkę determinacji.



Było chyba z 10 losów. Hazardzista?! Poszukiwacz gotówki? Desperat?
I te patyki po lodach. Może ktoś sobie osłodził smak przegranej?!
Przy innej ławce był konkret - bateria butelek po piwie.
Życie płynie. Ludzie żyją. Składają swoje szczęście jak potrafią. I śmiecą z braku śmietników. albo kultury bycia.
Moje życie zostało skazane na rower i pływanie. Same przyjemności, by odzyskać sprawność w nodze. Lekarz powiedział,ze mamy czas. Że mam uzbroić się w cierpliwość.
- Ale jak, panie doktorze, jak mam wrażenie, że z noga jest coraz gorzej. Te bóle dopadają rano, w połowie dnia, nieoczekiwanie i po schodach i w ogóle oszaleć idzie.
 - Mam swoją koncepcję, ale na początek warto spróbować metody bezinwazyjnej. 
- A potem co? 
- Oj, będzie dobrze
- A mogę wyjechać?
- Dlaczego nie?
- Nie wiem, bo zasiłek?
- To jest czas na kurację, musi pani wyjechać. Zrelaksować się.
Jeśli będzie ból nasilony, lub coś niepokojącego się działo to mam dzwonić, a póki co - sio na wakacje. Z rowerem i pływaniem.
Zadzwoniłam do T
- Mam smutną wiadomość
- Co?!
- Bierz wolne, jedziemy na wakacje!!!
- ...... (cisza) Jutro pogadamy.
- Jutro to ja piję piwo,oooooo!!!!

Wpadłam do domu. Córka spała, a syn szalał z kolegą po domu.

- Czemu nie jesteście na podwórku?
- Bo tam są te głupie baby i mamy ich dość.
- Ale co one robią?
-Pytają się : - "A jak tam twoja nóżka"
- I co ? Nie możesz odpowiedzieć - dzięki, dobrze?
- Jutro im to wykrzyczę.


Chłopaki latają od ściany do ściany drąc te kopary niewiarygodnie. A niech się drą. Mnie to nie przeszkadza. Córka zabunkrowała się w pokoju z Pingwinami z Madagaskaru.
Jutro ostatni dzień mojej wolności.
Jutro ostatni dzień dzieciaki są w przedszkolu.
Moja noga załatwiła im wakacje.
Długie wakacje.
I kurna będę musiała gotować.
A to nie jest fajne.
Fajne jest to, ze basen i ścieżki rowerowe będą nasze.
I fajnie, że wiem co jest z kolanem.
Szok jeszcze przeżywa....przybite. Bolące. Może kiedyś przestanie?!
Dobiję sportem - albo wstanie, albo padnie.
Pozostaje tylko kwestia pracy, ale przede mną wakacje i mam to w dupie. Ot co!
Powoli czas walizki pakować .......:)