Młoda przeszła samą siebie. Wyleciała z chłopakami na podwórko. Miał być spokój, było wycie.
Przyleciała zapłakana, bo upadła.
Ufff, w porzo. Zero śladów.
Syn przyleciał za nią i powiedział co się stało.
Nic takiego.
Poleciała.
Przyleciała. Znowu z płaczem, bo ...
Bo kwiatek stracił płatki.
Bo nie znalazła kulek.
Bo....dzisiaj chyba każdy powód był dobry do płaczu.
Nie puściłam jej na podwórko.
Co kwadrans erka.
Dość.
-Idź spać kobieto, bo ile można płakać.
- A poczytasz?! - chlip, chlip, chlip ...
Zaczęłam Młodej czytać o piratach i tak jakoś mnie naszło:
- Młoda, co byś zrobiła, jakby ci ktoś chciał zabrać rower?
Młoda nie wiele namyślając się odparowała:
- Kopnęłabym w jajka!
Proste, no nie?! Czterolatka wie co robić.
Hm, oby zawsze trafiła, jak będzie trzeba.
- Pamiętaj, że zawsze możesz się drzeć -RATUNKU! - prosić o pomoc innych ludzi.
Popatrzyła na mnie drąc się:
- RAAAATUNKUUUUUUUUU!!!!!!! -
- A podręczysz mnie trochę?!
Młoda to uwielbia - wygłupy w łóżku. Gilgotanie. Chichotki.
I kończy się zawsze tym samym - jestem kotkiem .....miau.......
Nic dziwnego, że w końcu kota dostaję ....
Ale dzisiaj byłam wściekłym kocurem. Trafiło mnie na maksa.
Chciałam z Młoda poukładać lego. I co ? Klocków brakuje.
Warknęłam na syna jak wścieklizna mega:
- DO DOMU!!!!!!!!!!!!
i zaczęliśmy kompletować. Naście zestawów. Wymieszanych na maksa, no ale przecież do tego służą - do zabawy. Tylko no kurde, cholera, ja pierdzielę ......
Tylko że, jak złożyć samolot skoro nie ma śmigieł, auto, które nie ma opon?
Całe popołudnie ślęczeliśmy na tymi drobnymi elementami.
Lego ma fajną rzecz- wykaz wszystkich elementów, więc nie trzeba składać. Po liście zawartej z tyłu instrukcji jechaliśmy po kolei: klocek za klockiem.
Parę elementów zaginęło bezpowrotnie. Pewnie w paszczy odkurzacza. Albo tkwi gdzieś pod meblami. Córka miała taki okres - wszystko upychała pod meble. W każdym pokoju, wszystko pod. Co się dało.
Teraz klocki robią za kurzołapy. Jak większość zabawek. Chciałam to zmienić. Mamy czas dla siebie, więc czas ruszyć w jakąś zabawę. Zwłaszcza jak słońce za mocno grzeje.
Dzieciaki jakoś nie bawią się zabawkami- wolą dręczyć matkę ...W końcu nikt tak nie skacze, piszczy i takie tam..
Wystarczy powiedzieć:
- Maaaaamoooo .....
I tak co pięć minut. "Mamo, bo ..."
Matka jest lepszym modelem niż robot. Czy cokolwiek. Zawsze działa. Tu krzyczy, tam macha rękami, tu przytuli, tam pocałuje, tam szaleje....opcji milion pięćset. Wystarczy tonem głosu i żądaniem odpalić właściwy guzik.
Np.
Wsiadam na rower, myślę- pokręcę sobie i co?
- Mamo, a ....
Muszę zejść. Pomóc.
Oderwałam się od deski do prasowania. Myślę poleżę.
- Mamo ...
Grrrr, głupio myślałam.
Czasami mówię:
- Idź, ty dziecko ode mnie, nie zaczepiaj obcych bab, idź poszukać swojej własnej mamy
- Ty nią jesteś - i chichot.
- Tak?! I pewnie w św. Mikołaja też wierzysz, co?
- Tak!!!!
Przechlapane.
Zatem dzisiaj zabawa była przednia- sprzątanie.
Też było miło, bo robiliśmy to razem. To jest ważne. Być.
Pogadaliśmy, po rywalizowaliśmy w szukaniu klocków, przypaliłam garnek, bo zapomniałam, ze zupę grzeję...
Starszego też wciągnęło na maksa.
Zapomniał, ze mieliśmy iść po mrówki......
Potem Młoda dołączyła do nas.
Oboje mieli zajawkę bycia czajnikami na gazie.
Pisk jeden wielki ......
Ich sen jest wybawieniem mym.. Sen i mym wybawieniem. Padam na twarz. Zamykam oczy..........lego ......
- Poczytasz?
- Nie, nie mam sił, idę spać.
- Nooo, mamooo
- Kiedy zmywałeś naczynia albo sprzątałeś?
- Ty to robisz!
- No właśnie. Mam na dzisiaj dość. Wybacz. Chyba mam prawo?
Czy jako matka mam prawo?
W sumie te 10 minut nie zbawiło by mnie, bo syn ledwo co patrzył. Ale dzisiaj naprawdę już mi się nie chciało. Odrobimy to jutro. Pewnie znowu z książką wpakuje mi się do wyra......
A propos lego - kiedyś syn miał mega fazę na lego. Chyba już od 4 roku życia sam składał modele. Budował też swoje własne projekty. Naprawdę miał super pomysły. Mały konstruktor z wielką fantazją.
A teraz?!
Rysuje i rysuje i rysuje. Podobno tak siedmiolatki mają. Przepadł w angry birds i koniec.
Tyle, ze rzadko gra na kompie.
Więc rysuje swoje gry po prostu.
Też fajnie to robi, ale jednak ......monotonia jakaś zakradała się w mego syna.
Nie chce zagrać w planszówki. Mapy i flagi państw też poszły w odstawkę. I matematyka.
I wszystko. Głupieje mi po prostu.
Czas dorwać się z powrotem do szanownego dupska.
Zrobić flagi w kapslach i pograć na murku! :)
Nocny przegląd onetu.
Nowa pieszczota -lizanie gałek ocznych.
http://kobieta.onet.pl/zdrowie/zycie-i-zdrowie/lizanie-galek-ocznych-nowa-kontrowersyjna-pieszczota/qzz2e
Mi jeszcze nikt nie wylizał, a już nie widzę .........dobranoc :)
Przyleciała zapłakana, bo upadła.
Ufff, w porzo. Zero śladów.
Syn przyleciał za nią i powiedział co się stało.
Nic takiego.
Poleciała.
Przyleciała. Znowu z płaczem, bo ...
Bo kwiatek stracił płatki.
Bo nie znalazła kulek.
Bo....dzisiaj chyba każdy powód był dobry do płaczu.
Nie puściłam jej na podwórko.
Co kwadrans erka.
Dość.
-Idź spać kobieto, bo ile można płakać.
- A poczytasz?! - chlip, chlip, chlip ...
Zaczęłam Młodej czytać o piratach i tak jakoś mnie naszło:
- Młoda, co byś zrobiła, jakby ci ktoś chciał zabrać rower?
Młoda nie wiele namyślając się odparowała:
- Kopnęłabym w jajka!
Proste, no nie?! Czterolatka wie co robić.
Hm, oby zawsze trafiła, jak będzie trzeba.
- Pamiętaj, że zawsze możesz się drzeć -RATUNKU! - prosić o pomoc innych ludzi.
Popatrzyła na mnie drąc się:
- RAAAATUNKUUUUUUUUU!!!!!!! -
- A podręczysz mnie trochę?!
Młoda to uwielbia - wygłupy w łóżku. Gilgotanie. Chichotki.
I kończy się zawsze tym samym - jestem kotkiem .....miau.......
Nic dziwnego, że w końcu kota dostaję ....
Ale dzisiaj byłam wściekłym kocurem. Trafiło mnie na maksa.
Chciałam z Młoda poukładać lego. I co ? Klocków brakuje.
Warknęłam na syna jak wścieklizna mega:
- DO DOMU!!!!!!!!!!!!
i zaczęliśmy kompletować. Naście zestawów. Wymieszanych na maksa, no ale przecież do tego służą - do zabawy. Tylko no kurde, cholera, ja pierdzielę ......
Tylko że, jak złożyć samolot skoro nie ma śmigieł, auto, które nie ma opon?
Całe popołudnie ślęczeliśmy na tymi drobnymi elementami.
Lego ma fajną rzecz- wykaz wszystkich elementów, więc nie trzeba składać. Po liście zawartej z tyłu instrukcji jechaliśmy po kolei: klocek za klockiem.
Parę elementów zaginęło bezpowrotnie. Pewnie w paszczy odkurzacza. Albo tkwi gdzieś pod meblami. Córka miała taki okres - wszystko upychała pod meble. W każdym pokoju, wszystko pod. Co się dało.
Teraz klocki robią za kurzołapy. Jak większość zabawek. Chciałam to zmienić. Mamy czas dla siebie, więc czas ruszyć w jakąś zabawę. Zwłaszcza jak słońce za mocno grzeje.
Dzieciaki jakoś nie bawią się zabawkami- wolą dręczyć matkę ...W końcu nikt tak nie skacze, piszczy i takie tam..
Wystarczy powiedzieć:
- Maaaaamoooo .....
I tak co pięć minut. "Mamo, bo ..."
Matka jest lepszym modelem niż robot. Czy cokolwiek. Zawsze działa. Tu krzyczy, tam macha rękami, tu przytuli, tam pocałuje, tam szaleje....opcji milion pięćset. Wystarczy tonem głosu i żądaniem odpalić właściwy guzik.
Np.
Wsiadam na rower, myślę- pokręcę sobie i co?
- Mamo, a ....
Muszę zejść. Pomóc.
Oderwałam się od deski do prasowania. Myślę poleżę.
- Mamo ...
Grrrr, głupio myślałam.
Czasami mówię:
- Idź, ty dziecko ode mnie, nie zaczepiaj obcych bab, idź poszukać swojej własnej mamy
- Ty nią jesteś - i chichot.
- Tak?! I pewnie w św. Mikołaja też wierzysz, co?
- Tak!!!!
Przechlapane.
Zatem dzisiaj zabawa była przednia- sprzątanie.
Też było miło, bo robiliśmy to razem. To jest ważne. Być.
Pogadaliśmy, po rywalizowaliśmy w szukaniu klocków, przypaliłam garnek, bo zapomniałam, ze zupę grzeję...
Starszego też wciągnęło na maksa.
Zapomniał, ze mieliśmy iść po mrówki......
Potem Młoda dołączyła do nas.
Oboje mieli zajawkę bycia czajnikami na gazie.
Pisk jeden wielki ......
Ich sen jest wybawieniem mym.. Sen i mym wybawieniem. Padam na twarz. Zamykam oczy..........lego ......
- Poczytasz?
- Nie, nie mam sił, idę spać.
- Nooo, mamooo
- Kiedy zmywałeś naczynia albo sprzątałeś?
- Ty to robisz!
- No właśnie. Mam na dzisiaj dość. Wybacz. Chyba mam prawo?
Czy jako matka mam prawo?
W sumie te 10 minut nie zbawiło by mnie, bo syn ledwo co patrzył. Ale dzisiaj naprawdę już mi się nie chciało. Odrobimy to jutro. Pewnie znowu z książką wpakuje mi się do wyra......
A propos lego - kiedyś syn miał mega fazę na lego. Chyba już od 4 roku życia sam składał modele. Budował też swoje własne projekty. Naprawdę miał super pomysły. Mały konstruktor z wielką fantazją.
A teraz?!
Rysuje i rysuje i rysuje. Podobno tak siedmiolatki mają. Przepadł w angry birds i koniec.
Tyle, ze rzadko gra na kompie.
Więc rysuje swoje gry po prostu.
Też fajnie to robi, ale jednak ......monotonia jakaś zakradała się w mego syna.
Nie chce zagrać w planszówki. Mapy i flagi państw też poszły w odstawkę. I matematyka.
I wszystko. Głupieje mi po prostu.
Czas dorwać się z powrotem do szanownego dupska.
Zrobić flagi w kapslach i pograć na murku! :)
Nocny przegląd onetu.
Nowa pieszczota -lizanie gałek ocznych.
http://kobieta.onet.pl/zdrowie/zycie-i-zdrowie/lizanie-galek-ocznych-nowa-kontrowersyjna-pieszczota/qzz2e
Mi jeszcze nikt nie wylizał, a już nie widzę .........dobranoc :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz