wtorek, 19 marca 2013

ostatni śnieg

Moje tup, tup, czteronożne :D





 Wstaję o porze, kiedy najlepiej się śpi. Są jeszcze drogi, po których nie szedł nikt. O wpół do siódmej zazwyczaj przekręcałam się na lewy bok, a teraz wkładam nogę to obręczy -magnetronik. Zasypiam na krześle. By obudzić się do godzinnych ćwiczeń. A na sali sami "starzy znajomi". Choć tyle. By nie myśleć.

Czasami tracę nadzieję, ze wyjdę z tego. A nadzieja tonie w płynie. Jest coraz gorzej. Nawet przeklinać mi się nie chce. Nie chce mi się nic. Ale ból mówi, że żyję. Bo skoro czuję ból to trupem być nie mogę.  Choć teraz trupi wiodę żywot.


T wyjechał w poniedziałek na tydzień do pracy. A dzisiaj zadzwonił. Wow!!!!!!

 - Kochanie, schowaj do lodówki mleczko do kawy, bo na półce zostawiłem.

No to kuźwa się stęsknił.....hahaha. Pal licho -i tak nie dzieje się nic.





Poleciałam do mamy - podłączyć jej sprzęt do netu. Zamotałam się, nie tylko z podłączeniem do sieci, ale również w kule- wyrżnęłam orła. Matka zbladła:

- Czy ty nie możesz być normalna?!

Sieć została podłączona, a ja nie odłączyłam się od życia. Aczkolwiek wyobraźnia zaczęła działać.

Zadzwoniłam do T:

- Słuchaj, co byś zrobił, gdyby lekarze patrząc na mnie roślinę powiedzieli, odłączamy pańska żonę. Zgodziłbyś się czy poprosiłbyś o jeszcze jeden miesiąc i przez ten czas siedziałabyś przy mnie z nadzieją, ze jednak nieodwracalne jest odwracalne?

 - Kobieto ja pracuję! Kocham cię, pa!

Hm, fajnie, ale co ta miłość znaczy i jakie są jej granice?!



Wyszłam po dzieciaki do przedszkola. Ucieszyły się. Ostatnio rzadko mi się zdarza. Bo nie chce mi się nic. Ostatni śnieg, a może nie - dzieciaki na tej kupie zawisły, mocząc wszystko to, co dało zmoczyć się.















 A w domu zapanowała wiosna -Starszy pokazał rysunek. Biedronki, wiewiórki, kwiatki, tęcza. Słońce. I ślimaczek. Oraz jeżyka z rzeżuchą.










to wiewiórki, nie liski











A potem wpadł kumpel do Starszego. Chłopcy grali a Młoda tkwiła z nimi. Oczywiście medale musiały wisieć na szyjach. A Młoda musiała być przy M.






Syn zmienia się. Zaczyna powtarzać, przedrzeźniać, stroić miny. Czasami staje się nieznośny. Marudzi. Można do niego mówić, a on łazi po górach własnej wyobraźni.  Facet wpadł w okres zawisaka. Zawisa nad stołem nad kanapką, zawisa pod prysznicem, zawisa przy zakładaniu ubrań. A za chwile jest czaderskim kolesiem z którym można wszystko. By za chwile znowu  wszystko stało się "głupie i beznadziejne". I trwało wieczność.

Ćwiczyliśmy zadania logopedyczne. Wygłupiał się na maksa - nie było sensu ćwiczyć. I tak mnie wkurzył, bo mogłam sobie mówić, ze rzuciłam kartkami krzycząc:

- Idź sobie, daj mi spokój. Mam dość!!!!!

I co synek zrobił? Wziął kartkę i sam zaczął czytać:

- tosia ma kalosze, szare myszki.......

 Dotarło do niego, ze przesadził. I zachował się genialnie. Przeprosił. Prosił, by dalej ćwiczyć. A mi szczęka opadła, bo jednak Gad umie czytać, ale by tak siąść poczytać elementarz to nie ma mowy.

Młoda też mnie zaskoczyła - ułożyła sama pociąg złożony z alfabetu. Nawet jeśli kierowała się kolorami to i tak nieźle jej poszło. Logiczne myślenie jest lepsze od zapamiętanych kwestii.






I jak to powiedziała córka:

 - A ja czasem myślę, myślę i myślę i wiem.




A ja stanęłam na wagę. 66,6. 666 -liczba bestii.


Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć.






Uciekam. Chowam się przed światem. Nie ma nic.










Tyle, ze obrazy nie dawały spać.













A miałam sen - biegłam. Bo nie ma nic fajniejszego niż pobiegać z dzieciakami.
Nosi mnie, nosi mnie.......do stu diabłów, jak jasna cholera, nosi mnie.

By to jasny szlag, cholera ....









poniedziałek, 18 marca 2013

rozmowy z synem

- A w tej Korei Północnej to niedobrzy są ludzie
- Nie ludzie tylko rząd. Ludzie tam cierpią. I nikt nic nie robi. Ot, polityka.
- To głupie jest. A dlaczego nikt nic nie robi?
- Nie wiem. Nikt nie chce się wtrącać. Synku tam jest rząd totalitarny- wszystko dla nich, dla innych to nic.
- To jest głupie
- Zdecydowanie. Widzisz mamy chomika?
- Mamy.
- Czy dajemy mu pić?
- Tak
- Czy dajemy mu jeść?
- Tak
- Gdybyśmy mu nic nie dali co by się stało?
- Umarłby
- Jego życie zależy od nas prawda?
- No tak
- Czy możemy to wykorzystywać i gnębić chomika?
- Nie, nie można tak.
- A widzisz to jest odpowiedzialność i troska. Troszczymy się o niego, bo on bez nas by zginał. A teraz popatrz - czy mama i tato dbają o ciebie?
- Nooooo
- A co byś zrobił bez nas?
- Nic
- A moglibyśmy ci nic nie dawać, ani jeść, ani pić, a jakbyś przyszedł to tylko bilibyśmy cię
- MAMO!!!!
- Robimy tak?
- Nie, kochacie mnie.
- Tym czym my jesteśmy dla ciebie tym rząd jest dla ludzi. Są rządy odpowiedzialne, które są jak troskliwi rodzice i są rządy totalitarne - tacy kaci. Dla siebie wszystko -dla innych nic.
- Ale ja nie chcę tak.
- Nikt nie chce, ale siła władzy i pieniądza oślepia. Obyś nigdy się w to nie zapatrzył.
- Nie będę taki.
- Oby synku, oby.

- Przedszkole jest głupie.
- Dlaczego?
- bo trzeba robić to co każą.
- Przyzwyczajaj się- w szkole będzie to samo. I w pracy.
- Ale ja chce się bawić, rysować.
- Ale bawicie się?
-To za mało ja cały czas chcę rysować. A A. mnie woła i mówi: chodź się bawić, no chodź, ale ja nie idę. To strata czasu. Lepiej rysować....



Piorę ręcznie. Rękawy synek załatwił wręcz genialnie. Nagle słyszę:
- Mamo, ale na Wielkanoc nie śpiewa się kolęd.
- Proszę?
- No śpiewasz kolędę.

Tak się zamyśliłam, odjechałam, że Chwała na wysokości sobie sama z ust leciała. Ha! nie ma to jak zaśpiewać utwór rockowy!
A teraz drą się oboje śpiewając: "Chwała na wysokości".

Gaszę światło, póki ktoś nie zwariował. A jestem bliska tego stanu. :)




ups....

Poranek dał mi do myślenia. Nie każde takie poranki są. Ten był wyjątkowy. Książka, dlaczego Młoda wybrała ta książkę?! Jak człowiek nie ma problemów to wymyśla.Wymyśliłam eksperyment.
Dzieciaki stanęły przed regałem z książkami. Miały wybrać to co chcą. I wybrały.
Fotki słabe, bo z komórki. Zresztą, co tu dużo mówić -wszystkie moje komórki są słabe.

Wybór Młodej. Bez zmian. A nawet gorzej.





Złote Jabłko jest drugą częścią Oka w piramidzie. To się nie dzieje. To sen.



Wybór Starszego.




Kartka w książce musi być.



King?! I zbladłam. Kiedyś się śmiałam, że syn zostanie polskim Kingiem. Do tego Dracula. Może faktycznie wyrośnie na mistrza grozy.
Ha, ha, ha poczekam na wiek dorastania i horror będzie gotowy.

Oczywiście jest to dorabianie ideologii. Ideologię dorabia się na na różne sposoby. Niektórzy są w tym mistrzami. Potrafią z jednej porwanej nitki zrobić puszystego misia. Tyle, ze nitka pozostaje nitką, a nie misiem.

Skoki narciarskie. Starszy z kumplem przestali wariować, bo Kamil Stoch skacze.
- Wiesz on jest mym idolem - mówi M do Starszego
- Idolem? - zdziwił się syn.
- No, lubię go, on jest nawet lepszy od Justyny.
To sobie chłopaki pogadali. Z medalami na piersiach. Chodzą tacy obwieszeni od wczoraj.
A Starszy no cóż, skoro matka jego mówiła mu- nie będziesz miał bogów przede mną, tak nie ma. I kto jest najlepszy w angry birds?! No mama!!!! Zaraz po swoim synku, oczywiście.
Ha, ha, ha
Graliśmy we wściekle ptaki  w trójkę.  T tłumaczył synowi, że może powinien gdzieś tam czymś uderzyć.
- Nie,  ja mam swoją wizję.
A! Strzał w dziesiątkę. Łebski facet. Każdy ma swoje rozwiązania, których powinien bronić.O ile są słuszne.

Nieoczekiwanie wpadła do nas mama z ciocią. Na chwilę. Ale jak wpadły babeczki to ich nie wypuściliśmy z naszych szponów. Im większe zamieszanie tym lepiej obiad smakuje. 
Mama opowiedziała nam to co opowiedziała:
- Wracam ze sklepu i widzę z daleka, że ktoś na chodniku leży. Nikt nie reagował. Nikt nie zainteresował się. Podeszłam. A facet jak nie żywy. Zimne ręce. Szturcham go, a on nic. Za ramię faceta łapię, mówię do niego, a on - NIC! Zadzwoniłam na te 112 a to za nim połączy to w międzyczasie  podeszła para, młodzi ludzie, i tak facetem potrząsnęli, ze wstał. Nie wyglądał na żula. A alkoholu też nie było jakoś czuć. W końcu jak połączyli mnie to powiedziałam, ze nie trzeba pomocy, bo facet wstał. Tamci już się nim zajęli. No mówię wam, szok. Można leżeć na ulicy i nikogo to nie obchodzi. Co się dzieje z tymi ludźmi?! Gdybym nie zareagowała być może dalej by tak leżał. Zmarłby z przeziębienia.

Są jednak ludzie wśród nas. Dyskusja zeszła na obojętność ludzką. Na te, ech te czasy. Katolicki kraj walczący o embriony ma w dupie życie ludzkie. Jak widać.

 - Mamo, jestem z ciebie dumna.

Ale okazuje się, ze wokół są świetni ludzie. Bo usłyszeliśmy w tym dniu drugą historię o wrażliwości ludzkiej, tym razem opowiedzianą przez kumpla. Kumpel też wpadł nieoczekiwanie. Do nas oczywiście.  Opowiedział, jak ratował  faceta leżącego na poboczu. Przechodzący obok ludzie mieli tego człowieka w pompie.


Mania znakowania - dwie historie w tym samym dniu?! Kto kogo będzie podnosił?!

Trzeba mieć oczy otwarte. Jak i serce. Oczy - wizjer duszy. Im szerzej otwarte tym dusza bogatsza.

Społeczeństwo zaszywa się w swoich kurtkach i jak koń z klapkami idzie na przód. Im więcej ludzi tym większa ślepota. Tłum gna. Kto pierwszy.

Tyle, ze każdego z nas to może spotkać.
Nigdy nie wiadomo co się stało. Co jest przyczyną upadku. A upaść może każdy.
Większość ludzi mija człowieka jak psią kupę - byle nie wdepnąć.


Mama wytknęła mi, ze nie przyniosłam jej gazetki z supermarketu. Jezu, trzymaj mnie. Albo przybij do krzyża. I zaknebluj.
Życie emerytów to nie tylko seriale. To także reklamy. Gazetki reklamowe ze sklepów. Promocje napędzają koniunkturę i stawy.  No w końcu były jeansy za 37 zł? Były.
A propos gazetek. Roznosiciel reklam opowiadał mi, jaki miał ciężki żywot z jednym z emerytów. Gazetka musiała być dostarczona do 10.00. Bo on, ten emeryt o tej godzinie pił kawę. I prasa do kawy musiała być!
I koniec.

Zostawiliśmy moja mamę z dziećmi, bo musieliśmy wyskoczyć wieczorową porą. Samotność czyni babcię apostołem.
- Pokaż wnusiu jak się modlisz
- NIE!
- To chociaż przeżegnaj się.
- Nie!
- Dlaczego?
- Bo Bozi nie kocham - córka ma śmiały plan na życie i zdecydowane poglądy.


Nastawiam budzik na godzinę 5.35. Jeszcze nie wstałam, a już mam ochotę się zabić. Co za koszmar. Koszmarna godzina. Koszmarny czas przede mną. Jak jakiś słowik, mać jego. A ja ssakiem jestem. Wssysam sen jak gąbka wodę. Nie znoszę wstawać o dziwnych porach. A ta pora nie jest dziwna-ona jest koszmarna. A gdzie poranne celebrowanie kupy?! Zawiśnięcie nad filiżanką?!
Obrzydliwość.
I mam z głowy dwa tygodnie.





niedziela, 17 marca 2013

L O - lepiej odpuść

Poranny prysznic. Zimny prysznic. Nic tak nie stawia na nogi jak zimna woda na stopy. Zabalsamowałam się. Zerknęłam w lustro. O, RETY!!!!!!! Wyglądam jak siostra chomika. Wiedziałam, że nie mogę brać zimnego prysznica. Grrrr.........Nie wierzę. Lepiej czasami żyć złudzeniem.
Weszłam na drabinę odwagi. Wskoczyłam na wagę. I co pokazała? Lo.
Lo?
Lepiej odpuść!!!!!
Ja pierdzielę!
Siedzę teraz załamana. Przy kawie. Miseczce orzeszków. Przegryzam problem.



T z dzieciakami  robi śniadanie  w kuchni. Młoda do taty:

- Tatoooo a ja powiedziałam, ze tato jest głupi, ale ty jesteś fajny.

Dyskusja trwa w najlepsze. Konsumpcja też.


Zestaw Młodej - bułka z dżemem truskawkowym plus kabanos w ręce.

Dwójka dzieci, a taki krzyk, jakby w kuchni siedział jeden oddział przedszkolny.



A ja zastanawiam się nad wyborem książki przez Młodą. Dlaczego Oko w piramidzie stało się jej maskotką?!
Z tylu książek wybrała tą jedną.

Czy to był przypadek czy też konieczność?!
Znak - czytajmy znaki. Życie pełne jest znaków.
Z Młodą nie rozważam nurtów filozoficznych, dogmatów religijnych czy też poglądów politycznych.
No jakoś nie, hahahahaha. Więc nie byłam jej drogowskazem. Aczkolwiek są to drogowskazy dla mnie.


Nie rozważam, bo nie umiem mówić. Za brakiem słów stoi brak wiedzy. Słowem czytanym lepię duszę i tam to wszystko pozostaje. Na dnie. Na zewnątrz nie wydobywa się nic.

Poza banałami.

Cóż mogę przekazać dzieciom? Nic.
Poza jednym - kocham je bardzo.
I oby one nauczyły się kochać. A reszta sama przyjdzie.

Orzeszki. Hm, sól....I kawa. Zestaw mega. Myśli gdzieś latają. Słoniowe myśli.

Jeżeli nie można być pewnym czy to co robi się jest dobre czy złe to co robić?
Czy nie jest tak, że czasami trzeba potknąć się o czubek zła, by czynić dobro?


Słowo na niedzielę?!

Lo









sobota, 16 marca 2013

zawody


Sobota rano. Pośpiech na maksa. Im bardziej się spieszymy, tym dzieci jakoś wolniej działają. Więc na przyszłość - nie ma co się śpieszyć, hahahaha.
Tylko jak to zrobić, gdy czas ucieka, a ruchy dzieciaków są jakby z masy jakiejś - rozciągają się potwornie.

Młoda wpadła do miski w łazience.  Przy jedzeniu pobrudziła się na maksa.  W toalecie "pojechała" po rajtuzkach. Cały zestaw atrakcji. Demonstracja nowych możliwości. I to myyyyyyyyyyyyycieeee ząąąbkóóóóóów.
Czas dla maluchów nie istnieje. Abstrakcja.
Myśleliśmy, ze nie wyjdziemy. Ja wyszłam z siebie. AAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!! GRRRRRRRRR!!

Ale zdążyliśmy. I nawet miejsce parkingowe nam się trafiło.
Uffff.....
Jednym słowem - rozgrzewkę emocji zaliczyliśmy.





Nie było lipy. Było wniesienie flagi olimpijskiej, pucharów. Cała pompa. Były też władze miasta - burmistrz i jego zastępca. No, no, no .... 
Dzieciaki rywalizowały w konkurencjach ogólno sprawnościowych. Bieg do pachołka z różnymi atrakcjami. Super zabawa.. Bo dzieciaki potrafią, hahahaha. 
Rywalizacja, emocje, pogubienie. Bieg z patrzeniem w oczy przeciwnika. Dzieciaki są cudowne.
Oczywiście wszystkie drużyny zajęły pierwsze miejsca. I słusznie. 

Fajnie, ze komuś się jeszcze chce organizować takie rzeczy.



Starszy dał radę. Nie zamotał się. Bo to, że szybki jest to wiemy. Tak jak wiemy, że potrafi się zawiesić. Nie zawiesił się - popędził.

Pierwszy medal.
A może i ostatni?!
Zobaczymy co przyniesie przyszłość.
Czy Starszy otworzy się na sport, czy też zostanie na pułapie "rozmyślań".




Z syna i tak jesteśmy dumni. Fajny facet.
Dopóki nas nie wkurzy, hahahahahaha


piątek, 15 marca 2013

męki logo

Czwartek.


W nocy syn biegał do wc. Przeziębił pęchcerz czy co?! O pierwszej w nocy stwierdził, że chce jeść. Jeść?! Wow! Poszliśmy do kuchni. Nad kromką dostał głupawki. O rety, jaki on ma śmiech. Płakałam ze śmiechu wraz z nim. Godzina 1.30, a my -hahahahaha.......

Nie jestem w stanie wstać. Budzik raz drugi brzęczy nadaremnie. Zerknęłam jednym okiem - OOOOOOOO!!!!!!!! 7.30. Szybka pobudka Maleństw. Ogarnięcie wszystkiego. Pół godziny później przyszła babcia i zabrała je do przedszkola. Ja wróciłam do wyrka i odpłynęłam. Budzik mógł mi dzwonić. Nie miałam sił by wstać.
Co jest?!?!?! Nie rozkminiłam tematu, bo myśleć też mi się nie chciało ...

Ledwo zdążyłam na autobus o 13.00.Teraz odkrywam dar komunikacji miejskiej. Wspieram transport miejski. W taką pogodę nie chce mi się chodzić. Chodzić to za duże słowo. Teraz człapię.
Ale mnie to dołuje. Naprawdę ...

Ogarnęłam się na tyle życiowo, ze poszłam do przedszkola na spotkanie z logopedą. Takie spotkania są fajne i wiele dają. Rozwiałam swoje wątpliwości, bo córka czasami wpada w jąkanie. Nie zwracałam jej uwagi. I dobrze. Tak bywa, przejdzie. Tym bardziej, ze rzadko jej się to zdarza.
 -No bo, no bo. no bo ...  - traktowałam jako wyznacznik intensywnego poszukiwania odpowiedniego słowa.

Dzieci nie ma co zalewać słowopotokiem. To musi być dialog, a nie przemowa. Chłopcom należy przekazywać jasne, proste komunikaty. I to jest prawda. Do mężczyzn dalej trzeba tak mówić jak do chłopców. Zrób to, daj, wynieś. Wygląda na to, ze większa ilość słów powoduje wyłączanie się, hahaha.
Zresztą widzę to po T ., hahaha

Właśnie -logopeda. Syn unika domowych ćwiczeń jak może. Miarka przebrała się. Od poniedziałku nie przećwiczyliśmy nic. Zajęcia zostały zawieszone na nieobecność T, bo nie mamy jak dotrzeć.

- Mamo mogę iść do M?
- Nie, bo nie poćwiczyłeś
- Ale poćwiczymy jak wrócę.
 - Już mi obiecywałeś i słowa nie dotrzymałeś, nic z tego. Nie dotrzymujesz słowa.
 - Jesteś niedobrą mamą!!!! - ten to wali z grubej rury!
- Kochanie gdybym była niedobrą mamą to  miałabym w nosie jak mówisz i co robisz, ale tego nie mam więc chcę byś ćwiczył i koniec. A niedobre mamy pozwalają dzieciakom na wszystko i niczego nie wymagają. 
- To źle że chodzę do M?- kurde, co on mówi? logika dzieci czasami zabija. Ja nie mogę, zaraz mu głowę ukręcę.
- Synku, fajnie, ze masz kumpla i ze się odwiedzacie. Mnie to cieszy. Trzeba mieć kumpli, przyjaciół. Ale posłuchaj co mówię - nie idziesz bo nie ćwiczyłeś, Jakbyś ze mną poćwiczył to idź. Najpierw obowiązek potem przyjemność - Jezu, nie wierzę m, zaczynam gadać jak matka moja!!!! AAAA!!!!Naprawdę coś złego ze mną się dzieje!!!
-Mamo , mamo jakby Starszy poćwiczył to poszedł by do M, a jak nie to nie - Młoda przybiegła z pokoju. Co za Gumowe Ucho!!! I jakie kumate.
 - Widzisz, nawet twoja siostra rozumie!
 - Ale to jest głupie, nudne. Ja nie chcę!!!!
No i trafiło mnie, na maksa. Ryję powiekami po dywanie i tu jeszcze taka dyskusja. O! nie!
 - Synu jak nie chcesz to w porządku. Pójdziesz do szkoły i dzieciaki będą śmiać się z ciebie, ze mówisz językiem.eeeee.... elfów.  Staniesz się niezrozumiały i będziesz miał problemy z pisaniem i w ogóle będzie wielka kicha. Ale skoro wiesz co jest najlepsze dla ciebie to proszę - od dzisiaj sam za siebie odpowiadaj. Ja nie mam siły. Poddaję się. Sam się ogarniaj. Daj mi spokój.

 Syn się rozpłakał (hm, zmęczony?!), przepraszał. Porozmawialiśmy o dotrzymywaniu obietnic. O tym dlaczego te ćwiczenia są ważne. Jeszcze raz. I jeszcze raz. Oczywiście trochę przesadziłam. Ale trafiło mnie na maksa. Poza tym z synem pracujemy nad poprawą wymowy w zakresie dźwięczności oraz wymowy "r" jak i korekcją wymowy głosek szumiących. Więc nie jest źle, tak naprawdę.

Na początku są ćwiczenia usprawniające narządy artykulacyjne. Młoda porzuciła ciastolinę i dołączyła się do zabawy. Było śmiesznie. Jęzory na wierzchu, miny. I oto chodzi. Na lajcie.

Potem wyrazy, zestawy słów. Powtarzanie. Łączyłam je w zestawy, które dla dziecka były śmieszne.
szara szynka, szare myszki - szynka z myszek wisi w szafie
gumowe kalosze, kapelusz na głowie - na głowie taty są gumowe kalosze ,mama ma szelki z gumowych kaloszy
Dzieciaków wszystko bawi i to jest cudowne. Było tylko -
- Powiedz jeszcze raz
I powtarzanie.

I o co tyle było krzyku? Niepotrzebnych słów?
Ech.....



Młoda zażyczyła sobie do kąpieli bańki mydlane. Założyłam jej okulary, by rozpryskujące się bańki nie wpadały jej do oczów. Zakochała się w okularach. Nie chciała ich zdjąć.




I prawie poszła w nich spać. Nie ma to jak dostać hopla na jakiś punkcie.


No, ale każdy jakiegoś świra ma. I dobrze.




środa, 13 marca 2013

orgazm

Chomik oszalał. Wcina klatkę. Nocna muzyka jednostrunowca.  Na drutach coraz mniej farby. To nic, ze dostaje co tylko dostać może. Zęby wciąż o druty walą.  A może to próba ucieczki na wolność?!
Sierściuchowi dałam dzisiaj nową przekąskę. Chrupkę. Taką malusią.



Nawet trociny z oczka nie strzepał! Tak wyrwał! A mi się wyrwało:

- No gadzie ale teraz będziesz miał orgazm!!!





- Orgazm? A co to jest?! - spytała się Młoda, która zamiast zakopać się w maskotkach, nieoczekiwanie znalazła się koło mnie! AAAA!!!!

- Eeeeeeee....... - coraz większe oczy me zaczynały przysłaniać coraz większą pustkę w głowie mej - eeeeeeeeeee ......to taka radocha, wiesz odlot, eeeeee.....orbitowanie bez cukru......

- Aha - Młoda mruknęła i poszła. Uf ...

No to sobie pogadałam.
Ciekawa jestem kiedy i w jakim kontekście użyje tego słowa.

A to wszystko przez T. Wyjechał. Zostawił mnie. Na cały tydzień. I to w tym wieku, kiedy zawsze się chce. Wprawdzie nie wszystko, ale to jedno  -zawsze. Ech ...
Ha, ha, ha ....



pa pież

Wybrano nowego papieża. Rzekomo połowa świata się ekscytuje tym faktem. Niezrozumiały jest dla mnie kult jednostki.
Bo to tylko człowiek. Każdy jest ułomny. Każdy ma coś za skórą. Nawet św. Teresa. Nie ma doskonałych ludzi.
Nie ma co sie cieszyć- przecież jeszcze nic nie zrobił.
A co zrobi?!
Któż to wie?!

Jeden człowiek i taka władza.
Ilu ludzi mogło zrobić wiele dobrego, a nie zrobiło nic?
A nasz rząd - co robi?

Będę się ekscytować jak papież zmierzy się z problemami Kościoła. Problemami, które są problemami świata poniekąd.

Jak dobierze się do pedofili. Niech zamknie ich w zakonach. Albo stos uruchomi. Ha, ha, ha ....
Niech uzna prezerwatywy.
Dla dobra nie tylko Afryki.

Wiele by wymieniać. Tak z punktu szarego człowieka.

Niech zmierzy się ze skostniałością Kościoła..
Niech ewoluuje. Ku ludziom.
Niech księża mają rodziny. Niech wiedzą o czym mówią.

Dobro człowieka powinno wypływać z serca, a nie dlatego, ze ktoś mi każe, ktoś mi mówi.
Wiara jest stanem duszy, potrzebą modlitwy, a nie całowaniem w pierścień.

Aczkolwiek wiele uczymy się od innych. Ale za słowami powinny stać czynny. A nie teorie.

Bóg jest poza murami kościoła. Jest pośród ludzi. I tam kościół powinien zmierzać.


codziennik ik

By zasnąć i nie budzić się w nocy to trzymam oczy tak szeroko otwarte dopóki się da, a potem padam. Bez świadomości. Plus tabletki przeciwbólowe. Efekt piorunujący - nie budzę się już o czwartej w nocy.
Ech, co mi przyszło na stare lata......

Wczoraj padłam, zakopałam się w kołdrę i przestałam istnieć.  Z niebytu  wyrwał mnie nagle dźwięk. Co to?!  Zakopałam się mocniej. Nie łypnęłam nawet okiem. Do głowy zaczęły się przedzierać głosy. Jedna tabletka i taki odlot?! O Jezuuuuuuuuuuuuuuuu........

W końcu dotarło do mnie, ze mam dzieci. Że to córka. Poszłam do niej spać, bo "boję się", "stęskniłam się", "mamo, przytul".
Fajnie śpi się z maluchem. Sny stały się lekkie, kolorowe.....


Poranna wiadomość zadziała lepiej niż kawa. Syn  jednak weźmie  udział w olimpiadzie sportowej. Będzie jednym z pięciu reprezentantów przedszkola. Rywalizacja między wszystkimi placówkami z naszego miasta. A jest tych przedszkoli jedenaście.
Nie wierzę.
Mówił, ze odmówił i go poparłam. Dlaczego? Bo koleś nie wie na jakim świecie żyje. To filozof, a nie sportowiec.
Ale nie ma nic gorszego niż tracić wiarę w swoje dziecko. Więc super -muszę go przygotować, że to jest zabawa, tu start a tam meta, i bez medalu niech nie wraca .......hahahaha.

Swoją drogą to przez całą szkołę podstawową obstawiano mną wszystkie zawody sportowe. Nie dlatego, że byłam dobra, tylko dlatego, że nie było lepszych. Ha, ha, ha ...
Tutejsi "łowcy talentów" chcieli mnie brać do szkoły sportowej -koszykówka. Niestety, rodzice nie zgodzili się. Koszykówkę trenowałam na bazie szkoły średniej. Miałam nawet fanów. Przychodzili nawet na treningi. Potem się dowiedziałam dlaczego. Bo podobno fajnie cycki mi skakały.

Dzisiaj Trzynastego.......nie wychodzę, przytrzymam się Rolanda Topora. W taki dzień  czarny humor wchodzi wyjątkowo.




A muzycznie katuję:

Faithful Down, L.ame Immortelle -czad

https://www.youtube.com/watch?v=QFIVxB6jKpI

https://www.youtube.com/watch?v=JxmSL2kRDok


https://www.youtube.com/watch?v=A6gP16aMWto&list=PLB8E2B8B19E0C7C3A



https://www.youtube.com/watch?v=Vn3tp0pdOF4


https://www.youtube.com/watch?v=6nYW86UsZt0

etc ....;P









wtorek, 12 marca 2013

kartki pocztowe

Kiedyś był piękny zwyczaj wysyłania kartek pocztowych. Zapisana historia życia. Kartki sprzed tych nastów lat wciąż mam. Są zakładkami do książek. Przewracam strony i micha cieszy mi się przeokrutnie.

Teraz mało kto wysyła kartki. Zwyczaje zmieniają się chcąc brylować w barwach teraźniejszości. Moda nie zawsze jest cool.
Ale cóż, sms szybciej się wyśle niż kupi się znaczek. A szkoda...

Dzisiaj dostałam dwie kartki ! Od ....Dzięki!

Poszperałam trochę w pierwszych lepszych książkach. Nie we wszystkich oczywiście. Niech kartki czekają na swe odkrycie.














































Mam wiele książek bez zakładek.


Książki czekają na Twoją kartkę :D -

Młoda rysuje -grafomotoryka ważna rzecz! - i świetnie jej wychodzi :)


Jeśli ktoś jeszcze będzie o mnie pamiętał - wielkie dzięki!!!!!!!!!