W życiu jest tyle dróg, którymi można iść, a jednak niepokorność w głowie miesza mi. Czasami myślę, że Jezus też się zamulił, pogubił i sam siebie przybił do krzyża, bo tak najlepiej w stagnacji rozkładać ręce. A przecież także miał prostą drogę przed sobą. Cel podany na tacy. Ale coś nie daje spać. To jest to kuszenie. To piekło. To diabelskie nasienie. To dusza. Dziwny stan, oparty na murach iluzji. A jednak wszystko tam gna. Fatamorgana popierdolonych wizualizacji. Tylko gwoździe porozrzucane tną po oczach swym prawdziwym blaskiem.
Wszystko mam.
Nie mam nic.
Jestem. Bywam. Znikam.
Zagryzam.
Znasz ren wioskowy motyw - obraz Jezus w ogrójcu, On tam modli się, ale nie patrzy w niebo, a tempo przed siebie, a w tle Jerozolina gdzie życie się toczy. Taki On po ludzku zagubiony, wiedział, mógł uciec, został... Cierpiał, umarł, zmartwychwstał. Rękoma objął, osłonił ptzed szatanem. Ja takiego Jezusa znam. A ten obraz wisi u mnie na scianie i przypomina jak słabość jest silna. A dobro bezwzglédne jak Jego miłość.
OdpowiedzUsuńZnam ten obraz. U mojej babci było wiele obrazów z Jezusem. Strasznie się ich bałam. Zwłąszcza ten z krawiącym sercem. Myślałam, że co noc ta krew bedzie na mnie kapać..... Słabość, dobro...natura ludzka...
Usuń