Ota Pavel przez szajbę wpisał sie w literaturę czeską. Był sportowiecem, komentatorem sportowym, który podczas olimpiady w Insnbrucku dostał zajebistej szajby. Normalnie chłopu odwaliło. Koncertowy świr. Chciał podpalić budynek gospodarczy, by rozjaśnić mrok. Nie odbiło mu na tyle, by na męczarnie skazać zwierzęta. Wyprowadzał je z budynku: jedno po drugim, tyle, że plan spalił na panewce i został na tym przyłapany, choć to on chciał przyłapać Diabła.
Ota musiał czmychać. Na boso gnał w śniegu. Daleko jednak nie uciekł.
Ota musiał czmychać. Na boso gnał w śniegu. Daleko jednak nie uciekł.
Jak go złapali tak od razu trafił do psychiatryka. Tam napisał książkę. Później też pisał. I napisal: "najważniejsze to pisać jakoś inaczej o tym dziwnym świecie". I sprostał temu niełatwemu zadaniu. Bo co fajnego może być w szarości? W bieli? W słońcu? W powtarzalności dnia codziennego?
On to wydobył. Wydobył skarpetki dla przemarzniętych stóp. W baśniowych koloroch były te skarpetki. Kto nie lubi baśni? Tam wszystko zamienia się w dobro i happy end. Nawet u braci Grimm. Chociaż Dziewczynka z zapałkami łamie me serce wciąż ,ale Andersen może też miał coś z głową, Może, Nie wiem.
Wiem, że niewiele mi brakuje, by ześwirować. Z nudów, z bólu, ze stagnacji, z powodu małego mieszkania, gdzie nie ma ucieczki. Naprawdę niewiele. Takie tyciu tyciu. Jestem chodzącą bombą. Tik tak tik tak tik tak.....
Próbuję wyłączyć się ze świata, na godzinę tak, tak chcę w ciszy poczytać coś fascynującego o finansach, normalnie pouczyć się - nie da rady. Chcę napisać bzdurę dla radochy zasmuconej duszy, narysować budynek teatru z Batumi - nie da się, Mogę prosić. Moge mówić, że potrzebuję wyciszenia, odłączenia od boźdzców. Mogę...A przecież ugotowałam, więc niech jedza, niech cicho będą,
Polazłam na łód, przemarzłam tylko wkurw nie zastygł. Nawet nie kichnął. Za to wzmógł się na widok kawy i sernika. Nie, nie mogę.
Próbuję wyłączyć się ze świata, na godzinę tak, tak chcę w ciszy poczytać coś fascynującego o finansach, normalnie pouczyć się - nie da rady. Chcę napisać bzdurę dla radochy zasmuconej duszy, narysować budynek teatru z Batumi - nie da się, Mogę prosić. Moge mówić, że potrzebuję wyciszenia, odłączenia od boźdzców. Mogę...A przecież ugotowałam, więc niech jedza, niech cicho będą,
Polazłam na łód, przemarzłam tylko wkurw nie zastygł. Nawet nie kichnął. Za to wzmógł się na widok kawy i sernika. Nie, nie mogę.
Lekarz mówił, że mam się nie denerwować. Jak mam się nie wkurwiać, no jak? Chyba tylko po rozwodzie tak jakoś może zapanuję nad tym światem co rozłazi się w szwach. Może, może....ale ktoś musi przy mnie trwać, bym nie....... nie, nic. Mooniek, trwa i znosi. Niczym dzielny rycerz. Zakuty łeb, fuck mać jego. Nie rozumie, ze muszę czasami zastygnąć w sobie?
W kazdym bądż razie choroba psychiczna dała Pavelovi szansę na coś więcej niż pozostanie komentatorem sportowym. Pozwoliła mu w tym całym szale odkryć talent. Napisać Śmierć pięknych saren,
Choroba i palec Boży, dręczył także van Gogha i Muncha. I Księżniczkę Leię też, tzn. Cariie Fisher. I Zetę -Jones też trafiło.
Jakby to powiedział Vonnegut - "zdarza się". To się zdarzyło.
Komu się jeszcze zdarzyło?
Dopiszę Hemingwaya i Czajkowskiego, ale lista jest długa. Afektywnośc dwubiegunowa łapie podobno kreatywne osoby. Ale kreatywny to nie kreatura, choć na ka,. więc nie, nie złapie mnie. Ja mam wkurwa i zmęczenie i zapalenie żołądka. I chęć na czekolady kęs.I na sen. i na bieg. I nie wiem, na co jeszcze, kurwa.......
---------------------
dla ciekawskich o Hansie Andersenie słów kilka, ciekawych
http://homiki.pl/index.php/2004/08/hans-christian-andersen-ba-mojego-ycia/
Ha! 'Afektywność dwubiegunowa' brzmi dumnie... jak i inne kreatywne zaburzenia osobowości. Pewien psychiatra - diagnozując - mawiał: "Gratuluję, ma pan zespół Aspergera" :P Miewam taką fantazję: stary szpital psychiatryczny, w jakimś zacisznym miejscu, otoczony ogrodem. Gdzieś, pomiędzy starymi drzewami stoją sztalugi, przed nimi fotel, a na nim siedzę ja - z rozwianym, siwym włosem. Zastygam, z pędzlem w dłoni... i wiem, że nikt mi nie przeszkodzi... :P :D
OdpowiedzUsuńHa! dobre :)
UsuńOgród czy gdzieś nad jeziorem Bodeńskim, w kklmacie Alp, zapatrzona na szczyty, na góry z którymi zawsze mocował sie cżłowiek pokazując swoją siłę jak i słabości, swoją dumę jak i upadek....i nikt nie przeszkodzi, tyle, że zawsze jakiś kot przyczłapie, jakiś pielęgniarz z dawką mocy czy też kocykiem, albo inny zaśliniony starzec, który powie: pardon...:p :D a ja chcę na poddasze, gdzieś w Pradze, czy też w innym mieście wielkim , zapatrzeć się z góry na ulice tętnące życiem i patrzeć jak to życie uchodzi :p :D
W pierwszej chwili zobaczyłam paryskie poddasze, gdzie Mirabelle popija 'Poire William' ze swoim dużo młodszym malarzem... ale to zbyt mało dekadenckie :P Praga... zdecydowanie bardziej pasuje ;)
OdpowiedzUsuń"Być może czasami najlepiej jest być niewidomym, wtedy widzi się rzeczy takimi, jakimi są naprawdę, a nie pozwala się oślepić ich wyglądowi"WW a Praga ma urok, ma to coś, co trzeba poczuć, zachłysnąć się, delektować, trawić, coś wiecej niż Złota Ulicę i Most Karola, a po przez tych co pisali, może udałoby mi się zarazić choćby cżastką tego czegoś?:)
OdpowiedzUsuńChoroba nigdy nie jest wartością dadaną. Czy Ci "wielcy" i "twórczy" byli szczęśliwi?
OdpowiedzUsuńSzczęścia, szczęścia, szczęścia zwykłego, przeciętnego pragnę!
Szczęście nie sprzyja tworzeniu :D A ten ból egzystencjalny mieszał kolory....:)
UsuńA czymże jest szczęście? :)
Szczęście to doświadczenie nieskończonej doskonałości krótkiej chwili, którą zatrzymać chcesz po wieczność czyli gdy jest fajnie ;).
OdpowiedzUsuńwiesz, ostatnio kumpele zrobiły mi herbatę - cytrynka pomarańcza i godżdziki- aromat i smak były niesamowite, chwila nad kubkiem, chwilo trwaj, piękne są w życiu chwile, tylko trzeba je łapać, jak te przysłowiowe motyle
OdpowiedzUsuń