Czym się strułaś, lecz kefirem
Przysłowie ludowe
- Im bardziej człowiek się izoluje, tym bardziej natarczywi stają się nicponie i plotkarze
- Kierkegaard
To już było. Zmieszanie życia, obłędu, depresji i widma śmierci. Trucizna duszy. Dopalacz intelektualny zawarty pomiędzy myślami.
Mooniek dziwi się, ze nie mam orgazmów. Sorry stary, mam je, ale jak myślę o śmierci. Napinam się jak struna, Wrzeszczę, opadam. Cała taka mokra robię się. Tak rozgrzana. Podniecona.
Tak, to jest to, to czego potrzebuję. Potrzebuję tego do życia, Uniesionej pokrywy od kanału śmierci. Ten zapach, on mnie nęci.
Mooniek dziwi się, ze nie mam orgazmów. Sorry stary, mam je, ale jak myślę o śmierci. Napinam się jak struna, Wrzeszczę, opadam. Cała taka mokra robię się. Tak rozgrzana. Podniecona.
Tak, to jest to, to czego potrzebuję. Potrzebuję tego do życia, Uniesionej pokrywy od kanału śmierci. Ten zapach, on mnie nęci.
Powtarzalność przygniata, a wyjątkowość polega na innym zgryzie. Tak mówią kryminalni grzebiąc w kartotekach dentystycznych chcąc ustalić dane denata.
Plath z Sexton spotykając się na kawie z entuzjazmem omawiały różne rodzaje samobójstw. Musiały być to zabawne rozmowy. Jak umrzeć, by siebie nie uszkodzić. Własna kopalnia absurdu, do której we dwie schodziły, a pijąc kawę i wcinając słodkie pączki, z chirurgiczną precyzją rozcinały nitki życia.
- No i popatrz, taka Woolf ...
W końcu to zrobiły. Zrobiły to, co zrobiła Virginia. Odeszły sobie. Ot tak po prostu. Można? Można.
A kto zabroni ?
A kto zabroni ?
Plath włożyła głowę do piekarnika, a Sexton, dwanaście lat później, na ostatni zapach życia wybrała spaliny samochodowe. Klasyka. Prawdziwa kobieta zawsze musi wyglądać dobrze.
Choć mogły powkurwiać ludzi i zawisnąć na krzyżu. Zostać spalone. Wyrzucone przez okno.
Stop!
Wróć. Teraz są oddziały psychiatryczne. Lobotomia mózgu, elektrowstrząsy zamienione na tabletki przeistaczające człowieka w kupę. Ale to nic, nic. Ważne, ze dalej żyje.
Tylko po kiego?
Choć mogły powkurwiać ludzi i zawisnąć na krzyżu. Zostać spalone. Wyrzucone przez okno.
Stop!
Wróć. Teraz są oddziały psychiatryczne. Lobotomia mózgu, elektrowstrząsy zamienione na tabletki przeistaczające człowieka w kupę. Ale to nic, nic. Ważne, ze dalej żyje.
Tylko po kiego?
Choroba śmierci Kierkegaarda zrodziła się z rozpaczy.
""Człowiek jest duchem. Ale czym jest duch? Duch jest jaźnią."
Jazi mi się śmierć.
Tyle, że Soren widzi wybawienie. Widzi je w wierze. Ja nic nie widzę. Nie myślę. Umieram wewnętrznie.
Widzę siebie z butelką nad rzeką. Nie piszę listu i nie wrzucam butelki do wody, choć owszem, opróżniam ją, a uraczywszy się zawartością szkła, i to do utraty przytomności, zasypiam pośród fal, które ukołyszą mnie do snu. Banalne. Banalne romantyczne tchórzostwo. na rzeczką, posród fal, w trawie pełnej kwiecia a nad głową piękne niebo.
I niech kaczki zaniosą duszę mą, gdzieś w trzciny. Zasiądę na pałce (widzisz Mooniek, lubię pałki) i będę kołysać się na niej. Będę ważką.A cierpienie z którym umarłam będzie malowało mi skrzydła w poświacie niebieskiej.
Jeśli ważka przeleci gdzieś koło was , a mnie nie będzie to będę ja. Ja będę tą ważką. Ale już mi nie wyrywajcie skrzydeł. Nie róbcie mi nic. Proszę,
Widzę siebie z butelką nad rzeką. Nie piszę listu i nie wrzucam butelki do wody, choć owszem, opróżniam ją, a uraczywszy się zawartością szkła, i to do utraty przytomności, zasypiam pośród fal, które ukołyszą mnie do snu. Banalne. Banalne romantyczne tchórzostwo. na rzeczką, posród fal, w trawie pełnej kwiecia a nad głową piękne niebo.
I niech kaczki zaniosą duszę mą, gdzieś w trzciny. Zasiądę na pałce (widzisz Mooniek, lubię pałki) i będę kołysać się na niej. Będę ważką.A cierpienie z którym umarłam będzie malowało mi skrzydła w poświacie niebieskiej.
Jeśli ważka przeleci gdzieś koło was , a mnie nie będzie to będę ja. Ja będę tą ważką. Ale już mi nie wyrywajcie skrzydeł. Nie róbcie mi nic. Proszę,
Są jednostki pośród mas, dla których egzystencja sama w sobie jest cierpieniem. Taka pęcherzyca bytu. Umieranie z bólu, który ciało oddziela od dnia, oddziela od nocy, oddzielanie od życia.
Emocje drążą dziury w duszy. Rozpościerają swoje drapieżne pazury, którymi rozdrapują blizny. Po ściankach sączy się płyn i kapie. Kap, kap, kap. Drąży, kropla po kropli. I żre, rodząc tak potworny ból. Ból, który nie daje żyć.
Chcę umrzeć. Chcę umrzeć. Chcę!!!!! Nie chcę już nic czuć, nie chcę.
Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?
Pytanie jak płachta rozpościera się nad płaczem. W deszczu rozum umiera.
Pytanie jak płachta rozpościera się nad płaczem. W deszczu rozum umiera.
Rozpacz. Cierpienie. Teraz one pęcznieją jak nadmuchiwane balonyi i rozwalają trzewia.
Boli. Boli mnie wszystko.
Nie umiem usiedzieć w miejscu. Drapię się. Przebieram nogami. Oddycham niespokojnie. Ręce trzymają się za klatkę.Spokój, spokój.
Coś się zbliża. Człapie. Oczyszczam się wypróżniając się ze słów,
Boli. Boli mnie wszystko.
Nie umiem usiedzieć w miejscu. Drapię się. Przebieram nogami. Oddycham niespokojnie. Ręce trzymają się za klatkę.Spokój, spokój.
Coś się zbliża. Człapie. Oczyszczam się wypróżniając się ze słów,
Witkacy sam się rzucał w poplątanie, byle tylko doświadczać brudu życia.
"Kolejne kobiety i związki były, zdaje się, dla niego tym, czym narkotyki i alkohol. Odskocznią od codzienności, chwilowym zapomnieniem, kończącym się fizycznym i duchowym sponiewieraniem, z którego wychodziło… dzieło. Obraz, fotografia, sztuka *."
Coś jest we mnie, coś,czego nie rozumiem. Nie ogarniam. Jezus Maria, nie ogarniam. Nie!!!!
Wstaję rano, a jedyną myślą jest to, że powinnam zabić się. Definitywnie zakończyć wszystko. Nadszedł ten czas, nadszedł ten czas. Odejdź. To nie twój świat. Idź. Odejdź. Skończ.Skacz. Zrób cokolwiek i już nie otwieraj powiek. Nie. Koniec. Koniec. Koniec.
-Mooniek, wiesz, że kiedyś się zabiję?
- Wiem - odparł ze stoickim spokojem
- I co?
- Nic. Kocham cię, póki jesteś.
Tylko ci co kochają potrafią ze mną wytrzymać. Inni odchodzą. Nie zatrzymuję. Nie chcę tłumów na pogrzebie. Fałszywych przyjaciół, który będą drwić z moich butów w trumnie.
- Widziałaś? dał jej szpilki czerwone do trumny.
- Hahaha,seksi trupek....
- Będzie tym swoim krokiem łamać nogi na piekielnych brukach.
- Klnąc przy tym: KURWA!!!
Jakie to straszne! Doprawdy.
- Moooniek, jakie dasz mi buty do trumny?
- Przecież chcesz być spalona.
- No tak. To było tylko pytanie kontrolne czy pamiętasz.
- Czubku ty!
Niestety Czubek był jeden, ale już go nie ma. Maria zajarała się na maksa. Była to fascynująca postać, ponieważ rzadko spotyka się osoby z takim dystansem do siebie, jak i do świata. Z racji uległości silnej woli wobec dymka to również wzlecę na chmurce w krainę nieskończoności. .
Ale póki co tylko dusza płonie we mnie. Tylko to płonie. Taki znicz olimpijski paraolimpiady. Jestem uszkodzona. Jestem zryta. Jestem i czuję jak kluje w klatce. Pod łopatkami. I mózg eksploduje. I kolano rwie. I oczy zmęczone chowają się za powiekami coraz częściej,
Nadużywam życia. Nadużywam.
Z uczciwości chcę odejść.
Wystarczy. Za resztę dziękuje.
Ale nie odejdę. Nie odejdę dla dzieci, które kocham nad życie. To one widzą we mnie więcej niż wszyscy ludzie wzięci.
Tylko mówię i pytam się grzecznie: - co za cholera mnie męczy?
Co za? Co za?
Za co? Za co?
Cholerna egzystencjalna pecherzyca.
Arte
-------------------
* cytat z książki " Metafizyczny harem. Kobiety Witkacego" M. Czyńskiej
* - inspiracja Wielkie Szalone (fot książki u góry)


Chciałabym skomentować, ale nie potrafię. Po prostu zostawiam ślad, że tu byłam i przeczytałam z uwagą.
OdpowiedzUsuńdziekuje :)
Usuńnigdzie nie odejdziesz póki ja Cię pilnuję ;-) Orla Perć przed nami ;-))))))))
OdpowiedzUsuńArte jesteś jak Czubaszek....pełna dystansu do siebie i bardzo błyskotliwa jak ktoś w tym tyg. Ci to chyba już powiedział ;-)
Także głowa do góry a jeszcze poskaczemy po same chmury ;-)
Fenomenalnie piszesz kobieto, wyrzuć brudy z siebie i bądź dalej radosną Arte jaką znam ;-) :-)
Ale ja nie odejde.
UsuńDziekuje.
Skomponuję Ci perfumy; będą się nazywały 'Suicide' :P Poznałam kiedyś dziewczynę (z traumatyczną przeszłością), która miała auto/ i agresywne skłonności. I bardzo się ich bała - że się urzeczywistnią (o siebie akurat najmniej...). Wiesz, co jej doradzili terapeuci? Żeby sobie te straszliwe scenariusze realizowała - ale w głowie; nigdy w rzeczywistym świecie. Mogłaby je także spisywać. I robi tak - z korzyścią dla siebie i najbliższych. Kto wie - może doczekamy geniusza powieści grozy na miarę Kinga..? ;) A Ty skąd wiesz, że to trzeba spisywać? Byłaś u tych samych szamanów od ludzkiej psyche? ;) Intuicja dobrze Ci podpowiada: dopóki piszesz, werbalizujesz - jestem o Ciebie spokojna. Przeżyjesz nas wszystkich - szczególnie tych, którzy nie dopuszczają do siebie myśli, że można zbrukać swą dziewiczo białą duszę soczystym: 'kurwa, ja pierdolę, nienawidzę wszystkiego' ;)
OdpowiedzUsuńwiesz, jestem bardziej rozwinięta niż można byłoby mnie o to posądzać :D :P
Usuńwybór: to jest gra w którą gramy każdego dnia i myślę, że każdy ma świadomość wyboru dróg, tylko, zę niektórzy robią coś nie dlatego, że nie widzą alterntywny, ale dlatego, że chcą.
Konkluzja:
Pisania nikt nie zauważy, ale prawie każdy pochyli się na bliznami.