- Mamo, a ty kochasz babcię A?
- Nie.
- Jak nie? - dzieciaki popatrzyły na mnie zdziwione.
- Dla mnie to jest obca osoba i nie muszę jej kochać, bo nie wszystkich kochamy i tyle. Wystarczy, że tolerujemy się, Zapamiętać sobie gady: Miłość nie jest dla wszystkich - przecież nie będę własnych dzieci okłamywać i mówić- ot tak kochajmy się wszyscy.O ble.
- Ale to jest nasza rodzina!
- Wasza, nie moja.
- Ale tatę kochasz?
Chwile mojego zawahania - "YYY???aaa??" wykorzystała Młoda krzycząc do brata:
- Przecież się całują, a jak się całują to się kochają, bo jak można się całować i nie kochać? fuuuujjj.
- Ale i tak rozwód wisi w powietrzu - odparował jej brat.
Teraz to mnie zatkało. Jaki rozwód?
- Synu, jak rozwód?
- Bo się kłócicie.
- Nie, nie, nie. My się wymieniamy poglądami i inspirujemy, tylko trochę głośniej niż trzeba, bo twój ojciec jest przygłuchy.
Dzieciaki odbierają świat po swojemu. Człowiek zapomina, ze ich radary nastawione są na większą częstotliwość i większą czułość.
Babcie to są fajne instytucje jeśli są babciami. Przytuli, nakarmi, pokrzyczy, ale jest.
Monument, szlafrok, podpora. Ale jest i tak, że są takie babcie, jakby ich nie było.
Miałam jedną babcię i matkę swojego ojca,
Babcia to były wakacje na wsi: totalne szaleństwo, wielkie żarcie, rozmowy, modlitwy i wielki krzyk. Matka nas tam wywoziła, jak psy, zostawiając bez słowa. By dzieci nie płakały, dla ich dobra.
Za to matka ojca kojarzy mi się z alienacją, ciszą, hymnem państwowym granym o północy przez Program I PR . Bo czasami dała się uprosić, wpadła popilnować nas, gdy rodzice szli na dancing. I siedziała sama w dużym pokoju. Nawet bajki nie przeczytała, a wieść rodzinna głosi, że młodszym bratem ja się opiekowałam. Potem przestali ją prosić, a my zostawaliśmy sami. Najgorzej było jak prądu zabrakło, co w tamtych czasach zdarzało się dość często. Siedzieliśmy pod stołem czekając na rodziców. Jak psy.
(Więc mam coś z suki, z samicy dingo :P :D )
A jakie z nas będą babcie?
Olaboga!!!
- Nie.
- Jak nie? - dzieciaki popatrzyły na mnie zdziwione.
- Dla mnie to jest obca osoba i nie muszę jej kochać, bo nie wszystkich kochamy i tyle. Wystarczy, że tolerujemy się, Zapamiętać sobie gady: Miłość nie jest dla wszystkich - przecież nie będę własnych dzieci okłamywać i mówić- ot tak kochajmy się wszyscy.O ble.
- Ale to jest nasza rodzina!
- Wasza, nie moja.
- Ale tatę kochasz?
Chwile mojego zawahania - "YYY???aaa??" wykorzystała Młoda krzycząc do brata:
- Przecież się całują, a jak się całują to się kochają, bo jak można się całować i nie kochać? fuuuujjj.
- Ale i tak rozwód wisi w powietrzu - odparował jej brat.
Teraz to mnie zatkało. Jaki rozwód?
- Synu, jak rozwód?
- Bo się kłócicie.
- Nie, nie, nie. My się wymieniamy poglądami i inspirujemy, tylko trochę głośniej niż trzeba, bo twój ojciec jest przygłuchy.
Dzieciaki odbierają świat po swojemu. Człowiek zapomina, ze ich radary nastawione są na większą częstotliwość i większą czułość.
Babcie to są fajne instytucje jeśli są babciami. Przytuli, nakarmi, pokrzyczy, ale jest.
Monument, szlafrok, podpora. Ale jest i tak, że są takie babcie, jakby ich nie było.
Miałam jedną babcię i matkę swojego ojca,
Babcia to były wakacje na wsi: totalne szaleństwo, wielkie żarcie, rozmowy, modlitwy i wielki krzyk. Matka nas tam wywoziła, jak psy, zostawiając bez słowa. By dzieci nie płakały, dla ich dobra.
Za to matka ojca kojarzy mi się z alienacją, ciszą, hymnem państwowym granym o północy przez Program I PR . Bo czasami dała się uprosić, wpadła popilnować nas, gdy rodzice szli na dancing. I siedziała sama w dużym pokoju. Nawet bajki nie przeczytała, a wieść rodzinna głosi, że młodszym bratem ja się opiekowałam. Potem przestali ją prosić, a my zostawaliśmy sami. Najgorzej było jak prądu zabrakło, co w tamtych czasach zdarzało się dość często. Siedzieliśmy pod stołem czekając na rodziców. Jak psy.
(Więc mam coś z suki, z samicy dingo :P :D )
A jakie z nas będą babcie?
Olaboga!!!
Babcie jak babcie ale teściowe... :)
OdpowiedzUsuńhaha słuszna uwaga :DD
UsuńMonika
I tak nie do końca to obca osoba.
OdpowiedzUsuńKodeks rodzinny i opiekuńczy:
Art. 61(8). § 1. Z małżeństwa wynika powinowactwo między małżonkiem a krewnymi drugiego małżonka. Trwa ono mimo ustania małżeństwa.
:P
M.
Ja jeszcze nie widzę się w roli mamy, a co tu dopiero o babci mówić ;] ;]
OdpowiedzUsuń