Nie ma nic bardziej irytującego niż powtarzalność dnia codziennego. Rytuał. Rytuał powoduje zniewolenie. Zniewolenie obraca się w szaleństwo. Z nudów zaczynam przeliczać karaluchy, które przemierzają pokój. Paranoidalna defilada. Czuję się jak w celi średniowiecznej. Głodno, chłodno, ciemno, chujowo. Tyle, że nie śmierdzi. Rozkładająca się dusza nie capi. Jest jak ulatniający się dwutlenek węgla. Bezzapachowy dusiciel podstępny.
By się rozśmieszyć staję na golasa przed lustrem. Karaluchy natychmiast uciekają. Myśli, jakiekolwiek, też.
Faszeruję się groteską. Dymam siebie błazenadą. Zaczyna mi być dobrze. Za dobrze. Mega dobrze. Zachłystuję się śmiechem.
Przesycenie kończy żywot w kiblu.
Znowu nie mam sił na cokolwiek.
Zawieszenie pomiędzy pralką a kuchenką. Bezwładnym ruchem zasiadam na kawałku podłogi. Tkwię zapatrzona przed siebie. Robactwo znowu robi przemarsz.
Nerwowym ruchem poprawiam włosy. Wciskam kłaki za uszy. Wkurwiam się, gdy niesfornie wyłażą mi. Wszystko wyłazi mi, gdy wszystko powinno być na miejscu. Na miejscu powinno być wszystko, a nie ma nic.
Kiwam się, by nie krzyczeć. Ruchem,rzuconymi rękoma w przestrzeń, mielę w sobie przekleństwa. Czy nie mogłoby być pięć lat później? Czy nie mogłoby być dziesięć lat później? Czy nie mogłoby być dwadzieścia lat później?
Zresztą, co za różnica, przecież nic się nie zmieni, bo nie zmienia się nic. Nic się nie zmieni. Bo co ma się zmienić? Na co czekać? Aż czas da przepustkę? Uwaga: To ciało jest już gotowe do lotu! Odpalić tryb: bezdech.
Fru w tunel. W jebane światło.
Zresztą, co za różnica, przecież nic się nie zmieni, bo nie zmienia się nic. Nic się nie zmieni. Bo co ma się zmienić? Na co czekać? Aż czas da przepustkę? Uwaga: To ciało jest już gotowe do lotu! Odpalić tryb: bezdech.
Fru w tunel. W jebane światło.
Ale póki co, czas wciska mi tylko ścierkę. Czas pościerać kurze. Czas sprzątać. Czas gotować. Rozkładam się powoli pomiędzy stertą brudnych ubrań a stertą brudnych naczyń.
A potem wstaję czując złość w sobie. Tym gniewem chcę posklejać odłamki duszy. Nie! tak nie będzie. Będzie coś. Nie dam się.
Schylam się szukając brakujących kawałków chcąc poskładać wszystko w całość.
Tylko, że pieprzonej nadziei nie mogę znaleźć. Nie widzę jej, nie widzę.
Zasypiam. W tym niepozbieraniu. W odłamkach.
Moje sny są jak trzaskające mrozy. I biegam w nich, nie tylko po to, by się rozgrzać w tym mroźnym klimacie, ale podejmuję się działań dywersyjnych. Wylewam czerwoną farbę na pojawiające się obrazy: nie ma!, nie zaliczone. Brak akceptacji.
Krzyczę bezgłośnie. Klnę, tak brzydko klnę, potwornie masakruję słowem.
Jestem jak w potrzasku. Zniewolona rzeczywistością, osłabiana przez sny.
Lady Bry jak orzeł wzbiła się na szczyt optymizmu, mówiąc, że samobójstwo jest bez sensu, bo po nim nie można już nic zmienić, że dopóki się żyje, to ciągle jest szansa.
Na co, kurwa? - pytam się grzecznie. Nie lepiej teraz zmienić level?
Wiem, wiem, przecież wiek jest jak uniwersalny klucz: otwiera kolejne pokoje. Im się jest starszym tym widać więcej wyborów i ma sie wiecej odwagi i tym lepsze są pokoje. Można zasiąść i rozkoszować się chwilą. Nie lecieć, nie gnać. choć ciekawość życia popycha do przodu. Nic tak nie urzeka jak piękno świata. W obliczu uciekających dni pojawia się zachłanność, niedosyt. A ile tych dni zostało? Niepewność dopinguje. Przecież tyle jeszcze jest do zdobycia, przeżycia, poznania. Każdy dzień to święto. Super jest żyć. Poczuć wiatr, zastygnąć w słońcu.zasnąć w trawie. Tak niewiele potrzeba.
Można próbować nowych dróg, nowych smaków, cieszyć się towarzystwem bliskich. Odkrywać obrazy i muzę. Chłonąć świat karmiąc swoje wszystkie komórki. Wzbijać się w otwieraniu na nowe przestrzenie. Drażnić swój układ nerwowy nowymi doznaniami. Czerpać satysfakcję z nowych odkryć i zakupów.
Można tak wiele.
Wiele nie pamiętam.
Nie pamiętam co można.
Można nic.
Nic nie można.
To pamiętam.
Nic nie można.
To pamiętam.
Czytam.
Pisać przestaję.
Nie mam nic do powiedzenia.
Zajebałam swoja miłość. Wybacz mi Sylwio.
Zajebałam swoja miłość. Wybacz mi Sylwio.
Zamarłam przy innej Sylvii:
- Posiadanie męża i dzieci równa się przepierce mózgu – człowiek staje się czymś w rodzaju głupiego niewolnika w małym, totalitarnym państewku.
S. Plath
Najlepsze zdanie. Z wielu najlepszych zdań.
Do dupy z tym wszystkim.
Włażę do szafy.
W moje myśli.
Przestaję myśleć.
Przestaję istnieć.
;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przestaję myśleć.
Przestaję istnieć.
;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;
Życzenie malarki
Chciałam kilka okruchów namalować
nędznej codzienności,tak zużytej i szarej,
ale przez ogień na wylot prześwietlanej,
który cały świat z rąk Stwórcy mógł wywołać.
Chciałam pokazać naszą pogardę,jak
dotyczy tego, co święte i głębokie, i szat Ducha.
Chciałam namalować drewnianą łyżką, tak
aby ludzie poczuli w tym Boga
Karin Boye
!tłum. Ryszard Mierzejewski
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No rzeczywiście, ładne mi żarty, aż mnie ciarki przeszły. A może zamiast się dołować, to napisz książkę choćby o tym jak mogłoby być choć nie jest, przecież masz poczucie humoru i lekkie pióro. Znajdź sobie pasję, której się oddasz i olej czasem to pranie i gary. W końcu Bozia wszystkim dał rączki, nie tylko Tobie!
OdpowiedzUsuńTrzymaj się!
Książkę? hahahaahhaaha
Usuńdobry żart :)
Nuda, rutyna, monotonia = męczarnia. Dlatego trzeba coś zmieniać w swoim życiu, choćby to miała bym zmiana koloru włosów, zmiana kubka czy zmiana sposobu pisania na blogu ;]
OdpowiedzUsuńZrób coś dla siebie, zrób coś, co da Ci radość :D
Pozdrawiam.
Jejku, przpraszam - ja tu tylko pisze ;PPP
OdpowiedzUsuńZ rutyną należy walczyć, a wiek kompletnie nie ma znaczenia, liczą się doświadczenia. :)
OdpowiedzUsuńdoświadczyłam mega, ale wracam do siebie, po długiej podroży, wracam do siebie,choć mam żal, ze nie byłam sobie wierna,,,,,,,:)
UsuńChyba na tym trochę to polega, by ewoluować i naginać się tam, gdzie można. ;) Ale kręgosłupa nie ruszać! :)
UsuńMasz na swojej duszy wielkie czarne dziury i przez nie przelewa się zupełnie inny niesamowity świat. Przeraża, dołuje ale kusi i wciąga. Jak Ty :)
OdpowiedzUsuńNaprawdę powinnaś pisać! Kupie pierwszy i jeszcze o autograf się upomnę:)
Przeczytaj "Miasta pod skałą" Huberatha
https://www.youtube.com/watch?v=F_S8bPXK8ao
Cholera kobieto... Ciarki miałam na całym ciele (dosłownie) . Gdybyś się zdecydowała na jakąś książkę/opowiadanie czy coś w tym stylu to ja bardzo chętnie poczytam :-D uwielbiam twój styl pisania, nie można się oderwać! Pisz pisz pisz
OdpowiedzUsuńPozdrawiam