Człowiek musi być drobiazgowy. Wszystko nazywać. Nawet w seksie został w końcu wykuty termin sapioseksualizm, a przecież od dawna mózg przeważał nad ciałem. Zresztą, trudno by wargowy botoks wygrał z potegą słów i wyobraźni, choć z zapachem, owszem mógłby przegrać. Instynkt zwierzęcy potrafi obudzić się, kiedy feromony tańczą na włoskach w nosie. Ale czy obudzenie musi oznaczać cokolwiek? Przecież można stanąć i tylko zachwycać się, jak się zachwyca człowiek, kiedy jabłonie zakwitają. A kiedy one tak pachną i kwitną to o rżnięciu nie myśli się wcale to a wcale.
Spojrzałam na Moonka. Jak zwykle grał na kompie. Kocham Wiedźmina, ale ostatnio żywię chęć mordu. Niech ma swoje święte znaki i moce, ale ile mogę przez niego mówić do pleców małżonka, a nie w oczy? W końcu oderwał się od ekranu, spojrzał na mnie.
- Wiesz, ostatnio dziwna jesteś...
To mówi facet, który całymi dniami i nocami zabawia się z Geraldem. Nie z Arte, a z Geraldem.
- O tak ...tak wygląda człowiek, człowieku. Tak dziwnie.
- Nie o to chodzi...
- A o co chodzi?
- Co sie z tobą dzieje?
- Ze mną?
- Tak, z tobą.
- Co ze mną?
- Dziwna jesteś ostatnio.
- Ja?
- Czy można z tobą normalnie porozamawiać?
- A nie można?
Popatrzył na mnie zmęczonym wzrokiem.
- Arte....nie, nic.
Odwrócił się i zapatrzony w ekran zniknął w świecie wirtualnym. Popatrzyłam na jego plecy. "Coraz bardziej się garbi" - pomyślałam. Chciałam podejść, pogłaskać go lekko po kręgosłupie, pocałować w ucho, przytulić, ale .. Dopadła mnie wizja: zdjęcie rodzinne po latach- jego łopatki i moja ręka trzymająca bilet. Roześmiałam się, takim smutnym chichotem.
Rozjazd.
Ale po to tory się rozjeżdzają, by czasami podróż była samotna. W ciszy swej można odnależć wszystko to, co się zgubiło. Małżeństwo to nie więzienie ani bycie rodzeństwem syjamskim.
Zwrotnica.
Jeden ruch. Doskonały, pewny, do końca. Poszłam zrobić kawę.
- Proszę, usiądź koło mnie, porozmawiajmy ...
Młoda przyleciała zaaferowana.
- Tato, do jakiej ty klasy chodziłeś?
- eF
- ef? yyyyy.....Foka, foka!!!!! a Starszy do jakiej chodzi?
- Do de
- Debil, debil, debil, a ty mamo?
- Do e - odpowiedziałam automatycznie zamiast córce wygłosić kazanie na temat szacunku wobec brata.
- E? e?
Konsternacja pięciominutowa. Nawet tutaj nie można mnie złapać w ramy. A przynajmniej tak szybko.
- Wiem, wiem!!!!1 Elf, mama jest elfem......
Drzwi otworzyły się, do domu wpadł syn.
- O debil przyszedł!
- Mamo, a ona mnie przezywa!
- Młoda, koniec tej zabawy, to nie było przyjemne. Przeproś brata.
- Przepraszam....Starszy jest diabłem, a ja aniołkiem.
- O tak, niebiańskim aniołkiem.
Spojrzałam na Moonka. Jak zwykle grał na kompie. Kocham Wiedźmina, ale ostatnio żywię chęć mordu. Niech ma swoje święte znaki i moce, ale ile mogę przez niego mówić do pleców małżonka, a nie w oczy? W końcu oderwał się od ekranu, spojrzał na mnie.
- Wiesz, ostatnio dziwna jesteś...
To mówi facet, który całymi dniami i nocami zabawia się z Geraldem. Nie z Arte, a z Geraldem.
- O tak ...tak wygląda człowiek, człowieku. Tak dziwnie.
- Nie o to chodzi...
- A o co chodzi?
- Co sie z tobą dzieje?
- Ze mną?
- Tak, z tobą.
- Co ze mną?
- Dziwna jesteś ostatnio.
- Ja?
- Czy można z tobą normalnie porozamawiać?
- A nie można?
Popatrzył na mnie zmęczonym wzrokiem.
- Arte....nie, nic.
Odwrócił się i zapatrzony w ekran zniknął w świecie wirtualnym. Popatrzyłam na jego plecy. "Coraz bardziej się garbi" - pomyślałam. Chciałam podejść, pogłaskać go lekko po kręgosłupie, pocałować w ucho, przytulić, ale .. Dopadła mnie wizja: zdjęcie rodzinne po latach- jego łopatki i moja ręka trzymająca bilet. Roześmiałam się, takim smutnym chichotem.
Rozjazd.
Ale po to tory się rozjeżdzają, by czasami podróż była samotna. W ciszy swej można odnależć wszystko to, co się zgubiło. Małżeństwo to nie więzienie ani bycie rodzeństwem syjamskim.
Zwrotnica.
Jeden ruch. Doskonały, pewny, do końca. Poszłam zrobić kawę.
- Proszę, usiądź koło mnie, porozmawiajmy ...
Młoda przyleciała zaaferowana.
- Tato, do jakiej ty klasy chodziłeś?
- eF
- ef? yyyyy.....Foka, foka!!!!! a Starszy do jakiej chodzi?
- Do de
- Debil, debil, debil, a ty mamo?
- Do e - odpowiedziałam automatycznie zamiast córce wygłosić kazanie na temat szacunku wobec brata.
- E? e?
Konsternacja pięciominutowa. Nawet tutaj nie można mnie złapać w ramy. A przynajmniej tak szybko.
- Wiem, wiem!!!!1 Elf, mama jest elfem......
Drzwi otworzyły się, do domu wpadł syn.
- O debil przyszedł!
- Mamo, a ona mnie przezywa!
- Młoda, koniec tej zabawy, to nie było przyjemne. Przeproś brata.
- Przepraszam....Starszy jest diabłem, a ja aniołkiem.
- O tak, niebiańskim aniołkiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz