Było popołudnie. Siedziałam na balkonie. Nogi oparłam o balustradę. Wyciągnęłam się jak zebra zabita przez lwa. Słońce przygrzewało mój duży palec w dziurawej skarpetce. Zgięłam go parę razy: - " Witaj popierdolony świecie". Uśmiechnęłam się lekko, ba! nawet przez moment poczułam się szczęśliwa (sztuka uskrzydla), ale to była chwila, ulotna chwila.
Hormony nasze produkują enzymy głodów nie do zaspokojenia, marzeń nie do zrealizowania, tęsknot nie do zagłuszenia
- Ty może ty korniki z korniszonami myślisz? Ty to nawet we śnie się opijesz ...
Życie ...
Dawno, dawno temu wpadałam do biblioteki i wśród regałów szukałam książek na niucha. Węszyłam bez przewodnika, za to na instynkt wskazywał mi dzieła. Mniej lub bardziej wybitne. To one kształtowy moją duszą. Tyle, że co to było cholera wie. Wszystkie filozofie, trendy, myśli zabiłam swoją postawą" a do dupy z tym wszystkim". Bo po co rozkminiać człowieka i jego sposób myślenia? Materia? Byt? Podstawy miłości i uzależnienia? Wielka literatura uczyniła ze mnie nieskomplikowanego człowieka. Ale Rotha pamiętam. I Szczypiorskiego.
Na każdego przychodzi potrzeba wielkiego buntu. Rzecz w tym, aby człowiek wybrał właściwą godzinę.
I pamiętam ....dzwonek u drzwi wyrwał mnie z mojego intelektualnego klepiska. O, Matko Boska, matka. Matka weszła, powiedziała to co musiała powiedzieć, a wychodząc rzuciła:
- I nie krzycz tak na dzieciaki, one naprawdę są fajne.
- Mam to po tobie.
- Ale ty nic nie robisz! Ja miałam pracę, kolejki i ...i żałuję, ze nie mogę czasu cofnąć.
- Zawsze jest jakaś wymówka na popapranie.
- Gdybym tylko mogła cofnąć czas...
- To kochałabyś mnie?
- Walnięta jesteś, wiesz? Ty nigdy nie dałaś się przytulić, uciekałaś gdzieś w kąt i siedziałaś samotnie...
Hm, ciekawe dlaczego? Czy stało się to po tym jak spałam z ciotką, a ta wpychała swoje ręce nie powiem gdzie? Czy po tym jak robiła to przyszywana kuzynka ...
Nie ważne, do dupy z tym wszystkim. Mam opanowany system wyparć. Może dlatego też nie pamiętam wielu rzeczy i tak łatwo zapominam.
Ale fakt faktem, że czasami tracę panowanie nad sobą i drę japę. A darcie japy to porażka. Tyle, ze czasami ....zawsze jest jakaś wymówka na popapranie.
Młoda. Młoda ma swoje zdanie i wiecznie jest na opak wobec mojego zdania. Niedawno spotkałam kuzynkę męża i tak rozmawiając co u dzieciaków, powiedziała:
- Pamiętam jak Młodą miałaś na rękach. Ona jeszcze nie chodziła, Przybiegł Starszy i zaczął ją podszczypywać a ta nie zapłakała tylko z piąstki waliła go po głowie. Taka to nie zginie, Ale da wam popalić, oj da.
- Oj, już nam daje. Ma swoje zdanie i tyle.
I słusznie. Tylko czemu nie chce się czasami słuchać? Rano gonitwa z czasem, którego już brakuje, a moja kochana córeczka zaczyna kolorować obrazek, który od tygodnia czeka na swoje barwy. Przypomniało się dziecku...
- Młoda, ja cię proszę, chodź, jesteśmy spóźnieni.
- Ale ja tylko to zrobię!
- Nic nie zrobisz! Proszę ubieraj się, NIE MA CZASU.
- Nigdy nie mogę pokolorować - i zaczyna płakać.
- Zawsze może kolorować po przedszkolu, ale teraz jest przed- IDZIEMY!
- Buuuuu ja chcę kolorować.... ty nigdy nie dajesz mi nic zrobić!
Ja nigdy nic ....a ja nic nie chcę poza toną leków uspokajających. Dożylnie. Niech weflon tkwi we mnie do śmierci.
Poszłam po Młoda do przedszkola.
- A masz piciu?
- W aucie.
- A jedzonko?
- Mam banana, wystarczy?
- TAAAAK!
- To ubieraj się i jedziemy do biblioteki.
- Chcę, chcę, chcę....
- To nie biegaj tylko ubieraj się. Starszy czeka w samochodzie
- Nie chcę ubierać spódniczki.
- Nie pójdziesz samych w rajtuzach. Ubieraj spódniczkę.
- Nie chce jej!
- Dobra, to wyjdziesz w rajtuzach i jedziemy do domu.
- Ale ja chcę do biblioteki!!!!
- Nie krzycz, ubieraj spódniczkę i pojedziemy do biblioteki.
- Ale ja nie chce, nie chcę , nie chce..
-- To jedziemy do domu
- Ale ja chcę do biblioteki
- To ubieraj spódniczkę i to już.
Po co mi sauna? Wystarczy mi 5-latka ....
.
W końcu pojechaliśmy na zajęciach. Było dwoje dzieci. Moje dzieci. Bibliotekarka porozmawiała z nimi o Plastusiu, potem czytała, a kiedy czytała Młoda wciąż przerywała czytanie pytając się: - Kiedy będziemy lepić? - A kiedy będziemy kolorować, Zniecierpliwiona słowem chciała działać.
Po godzinie dzieciaki pokazały mi swoje wesołe stworki. Młoda stwierdziła, że chce się bawić zabawkami i koniec.
- Ale pogoda jest super. Chodź, po podwórku pobiegasz z koleżankami, albo tutaj do parku pójdziemy co?
- Nie, nie chcę, chcę się bawić. Proszę...
- Dobra.
- Nudzi mi się.
- Synu, wypożyczyłeś lekturę? To siadaj i czytaj.
Wdałam się z bibliotekarką w rozmowę o reformie szkolnictwa. Sześciolatkowie, gimnazjum ..
- Pani jest jeszcze młoda to pani nie pamięta, kiedyś podstawówka liczyła osiem klas...
- Pamiętam, pamiętam - przerwałam ubawiona - ja tylko tak ...
-KUPA - przyleciała Młoda - KUPA!
Wszyscy musieli słyszeć, że jelita Młodej gotowe są do zrzutu. W porządku. Kupa to kupa. Rzecz ludzka, a krepująca bardziej niż kajdanki sadysty.
Za to Dali pięknie o tym pisał:
“Natychmiast po zajeciu stosownej pozycji oddaję prawie całkowicie bezwonny stolec, tak ze perfumowany papier toaletowy tudzież gałązka jaśminu panują nad sytuacją.(..) z obrzydzeniem, niemal ze zgrozą wspominam stolec z okresu madryckich czasów szalenstw wraz z Lorcą i Bunuelem, kiedy miałem dwadzieścia jeden lat. W porównaniu z dniem dzisiejszym była to niedajaca się wyrazić cuchnąca, nieciągła, rozbryzgująca, konwulsyjna, spazmatyczna, diaboliczna, dytyrambiczna, egzystencjalistyczna, piekąca i krwawa sromota”.
Tyle, ze Młoda i wc równa się ......poproszę pół litra na ochłonięcie. Ręce, które wszystkiego musza dotknąć, zbadać i strumień pytań dłuższy od strumienia sików. W końcu pada.
- Łoł, niezłą co?
- Noooo, - w "o" zawarłam podziw i entuzjazm -ty to potrafisz rzeźbić ....
Po 30 minutach...
- Idziemy?
- Nie, chcę się bawić.
- Mamo, muszę dokończyć czytać stronę.
- Ale pani zaraz będzie bibliotekę zamykać, proszę chodźcie.
- Ale jeszcze momencik...
- Zaraz, dobrze?
Zaraz to mnie dobrze szlag trafi.
W końcu wyszliśmy.
- Głodna jestem, mamo, JEŚĆ!
- To już jedziemy do domku.
- A nie masz nic do jedzenia?
- A wiesz miałam lodówkę na sobie, tyle, ze zgubiłam. Musimy jechać do domku.
- A do parku? Ja chce do parku!
- Hahahaa, mamo ty to masz teksty...
- Młoda chcesz jeść. Synu, choć ty mnie doceniasz ...
- Nie chcę jeść, chcę do parku.
- Popatrz, robi się ciemno, jesteś głodna, jedziemy do domku
- Ale ja chcę do parkuuuuuu....
I taki dialog mógłby trwać do Sądu Ostatecznego, ale ostatecznie Młoda popada w płacz bełkocząc
- Moja mama jest niedobra .....
- Co za baba - kwituje syn i następuje chlip chlip, i tylko chlip, chlip Młodej.
W aucie Młoda przechodziła samą siebie. Jej balonik upadł na dywanik, więc próbowała sięgnąć po niego wysuwając się z pasów. Wysuwając się, bo przecież odpinać pasów nie wolno....
- MŁODAAA! USPOKÓJ SIĘ!
Młoda się zbiesiła. Z nudów zajęła się korbką i odkręciła szybę.
- MAAAMOO! A młoda okno otworzyła, zimno mi!!!
- Nie, no nie, ja oszaleję, dziecko zamknij okno!
Chlip....
- Ale...ale ja nie mogę ....
- Nie, kochana, to ja nie mogę!
Kiedyś, a raczej niedługo, naprawdę zacznę Młoda wozić w dywanie, w bagażniku....
W domku sytuacja została opanowana i wieczór minął w zabawnej atmosferze.
Na szczęście, bo miałam zejść do piwnicy, poszukać gwoździ i przybić się do ściany kompletnej rozpaczy ...
Dobra więcej nie piszę, bo nikomu dłużyzny nie będzie chciało się czytać....:)
Hormony nasze produkują enzymy głodów nie do zaspokojenia, marzeń nie do zrealizowania, tęsknot nie do zagłuszenia
T. Konwicki
Powoli wydmuchiwałam dym, jednak nie bawiłam się w puszczanie kółek. Proste dmuchanie nie zajmowało moich myśli, bo proste dmuchanie nigdy nie zajmuje moich myśli. Moje myśli krążyły wokół Murdoch. Hm, czy ja coś jej czytałam? Wydaje mi się, ze tak. Dużo słów, za dużo słów. No nic,chyba jednak będzie odświeżyć pamięć lekturą. Inaczej cień Iris będzie scyzorykiem rył mi w korze mózgowej znaki zapytania, a tego nie cierpię. Ba! przez to nawet mogę zgrzytać zębami w nocy. A potem Mooniek zaczyna mi opowiadać o tym, jak mu się korniki śniły.- Ty może ty korniki z korniszonami myślisz? Ty to nawet we śnie się opijesz ...
Życie ...
Dawno, dawno temu wpadałam do biblioteki i wśród regałów szukałam książek na niucha. Węszyłam bez przewodnika, za to na instynkt wskazywał mi dzieła. Mniej lub bardziej wybitne. To one kształtowy moją duszą. Tyle, że co to było cholera wie. Wszystkie filozofie, trendy, myśli zabiłam swoją postawą" a do dupy z tym wszystkim". Bo po co rozkminiać człowieka i jego sposób myślenia? Materia? Byt? Podstawy miłości i uzależnienia? Wielka literatura uczyniła ze mnie nieskomplikowanego człowieka. Ale Rotha pamiętam. I Szczypiorskiego.
Na każdego przychodzi potrzeba wielkiego buntu. Rzecz w tym, aby człowiek wybrał właściwą godzinę.
I pamiętam ....dzwonek u drzwi wyrwał mnie z mojego intelektualnego klepiska. O, Matko Boska, matka. Matka weszła, powiedziała to co musiała powiedzieć, a wychodząc rzuciła:
- I nie krzycz tak na dzieciaki, one naprawdę są fajne.
- Mam to po tobie.
- Ale ty nic nie robisz! Ja miałam pracę, kolejki i ...i żałuję, ze nie mogę czasu cofnąć.
- Zawsze jest jakaś wymówka na popapranie.
- Gdybym tylko mogła cofnąć czas...
- To kochałabyś mnie?
- Walnięta jesteś, wiesz? Ty nigdy nie dałaś się przytulić, uciekałaś gdzieś w kąt i siedziałaś samotnie...
Hm, ciekawe dlaczego? Czy stało się to po tym jak spałam z ciotką, a ta wpychała swoje ręce nie powiem gdzie? Czy po tym jak robiła to przyszywana kuzynka ...
Nie ważne, do dupy z tym wszystkim. Mam opanowany system wyparć. Może dlatego też nie pamiętam wielu rzeczy i tak łatwo zapominam.
Ale fakt faktem, że czasami tracę panowanie nad sobą i drę japę. A darcie japy to porażka. Tyle, ze czasami ....zawsze jest jakaś wymówka na popapranie.
Młoda. Młoda ma swoje zdanie i wiecznie jest na opak wobec mojego zdania. Niedawno spotkałam kuzynkę męża i tak rozmawiając co u dzieciaków, powiedziała:
- Pamiętam jak Młodą miałaś na rękach. Ona jeszcze nie chodziła, Przybiegł Starszy i zaczął ją podszczypywać a ta nie zapłakała tylko z piąstki waliła go po głowie. Taka to nie zginie, Ale da wam popalić, oj da.
- Oj, już nam daje. Ma swoje zdanie i tyle.
I słusznie. Tylko czemu nie chce się czasami słuchać? Rano gonitwa z czasem, którego już brakuje, a moja kochana córeczka zaczyna kolorować obrazek, który od tygodnia czeka na swoje barwy. Przypomniało się dziecku...
- Młoda, ja cię proszę, chodź, jesteśmy spóźnieni.
- Ale ja tylko to zrobię!
- Nic nie zrobisz! Proszę ubieraj się, NIE MA CZASU.
- Nigdy nie mogę pokolorować - i zaczyna płakać.
- Zawsze może kolorować po przedszkolu, ale teraz jest przed- IDZIEMY!
- Buuuuu ja chcę kolorować.... ty nigdy nie dajesz mi nic zrobić!
Ja nigdy nic ....a ja nic nie chcę poza toną leków uspokajających. Dożylnie. Niech weflon tkwi we mnie do śmierci.
Poszłam po Młoda do przedszkola.
- A masz piciu?
- W aucie.
- A jedzonko?
- Mam banana, wystarczy?
- TAAAAK!
- To ubieraj się i jedziemy do biblioteki.
- Chcę, chcę, chcę....
- To nie biegaj tylko ubieraj się. Starszy czeka w samochodzie
- Nie chcę ubierać spódniczki.
- Nie pójdziesz samych w rajtuzach. Ubieraj spódniczkę.
- Nie chce jej!
- Dobra, to wyjdziesz w rajtuzach i jedziemy do domu.
- Ale ja chcę do biblioteki!!!!
- Nie krzycz, ubieraj spódniczkę i pojedziemy do biblioteki.
- Ale ja nie chce, nie chcę , nie chce..
-- To jedziemy do domu
- Ale ja chcę do biblioteki
- To ubieraj spódniczkę i to już.
Po co mi sauna? Wystarczy mi 5-latka ....
.
W końcu pojechaliśmy na zajęciach. Było dwoje dzieci. Moje dzieci. Bibliotekarka porozmawiała z nimi o Plastusiu, potem czytała, a kiedy czytała Młoda wciąż przerywała czytanie pytając się: - Kiedy będziemy lepić? - A kiedy będziemy kolorować, Zniecierpliwiona słowem chciała działać.
Po godzinie dzieciaki pokazały mi swoje wesołe stworki. Młoda stwierdziła, że chce się bawić zabawkami i koniec.
- Ale pogoda jest super. Chodź, po podwórku pobiegasz z koleżankami, albo tutaj do parku pójdziemy co?
- Nie, nie chcę, chcę się bawić. Proszę...
- Dobra.
- Nudzi mi się.
- Synu, wypożyczyłeś lekturę? To siadaj i czytaj.
Wdałam się z bibliotekarką w rozmowę o reformie szkolnictwa. Sześciolatkowie, gimnazjum ..
- Pani jest jeszcze młoda to pani nie pamięta, kiedyś podstawówka liczyła osiem klas...
- Pamiętam, pamiętam - przerwałam ubawiona - ja tylko tak ...
-KUPA - przyleciała Młoda - KUPA!
Wszyscy musieli słyszeć, że jelita Młodej gotowe są do zrzutu. W porządku. Kupa to kupa. Rzecz ludzka, a krepująca bardziej niż kajdanki sadysty.
Za to Dali pięknie o tym pisał:
“Natychmiast po zajeciu stosownej pozycji oddaję prawie całkowicie bezwonny stolec, tak ze perfumowany papier toaletowy tudzież gałązka jaśminu panują nad sytuacją.(..) z obrzydzeniem, niemal ze zgrozą wspominam stolec z okresu madryckich czasów szalenstw wraz z Lorcą i Bunuelem, kiedy miałem dwadzieścia jeden lat. W porównaniu z dniem dzisiejszym była to niedajaca się wyrazić cuchnąca, nieciągła, rozbryzgująca, konwulsyjna, spazmatyczna, diaboliczna, dytyrambiczna, egzystencjalistyczna, piekąca i krwawa sromota”.
Tyle, ze Młoda i wc równa się ......poproszę pół litra na ochłonięcie. Ręce, które wszystkiego musza dotknąć, zbadać i strumień pytań dłuższy od strumienia sików. W końcu pada.
- Łoł, niezłą co?
- Noooo, - w "o" zawarłam podziw i entuzjazm -ty to potrafisz rzeźbić ....
Po 30 minutach...
- Idziemy?
- Nie, chcę się bawić.
- Mamo, muszę dokończyć czytać stronę.
- Ale pani zaraz będzie bibliotekę zamykać, proszę chodźcie.
- Ale jeszcze momencik...
- Zaraz, dobrze?
Zaraz to mnie dobrze szlag trafi.
W końcu wyszliśmy.
- Głodna jestem, mamo, JEŚĆ!
- To już jedziemy do domku.
- A nie masz nic do jedzenia?
- A wiesz miałam lodówkę na sobie, tyle, ze zgubiłam. Musimy jechać do domku.
- A do parku? Ja chce do parku!
- Hahahaa, mamo ty to masz teksty...
- Młoda chcesz jeść. Synu, choć ty mnie doceniasz ...
- Nie chcę jeść, chcę do parku.
- Popatrz, robi się ciemno, jesteś głodna, jedziemy do domku
- Ale ja chcę do parkuuuuuu....
I taki dialog mógłby trwać do Sądu Ostatecznego, ale ostatecznie Młoda popada w płacz bełkocząc
- Moja mama jest niedobra .....
- Co za baba - kwituje syn i następuje chlip chlip, i tylko chlip, chlip Młodej.
W aucie Młoda przechodziła samą siebie. Jej balonik upadł na dywanik, więc próbowała sięgnąć po niego wysuwając się z pasów. Wysuwając się, bo przecież odpinać pasów nie wolno....
- MŁODAAA! USPOKÓJ SIĘ!
Młoda się zbiesiła. Z nudów zajęła się korbką i odkręciła szybę.
- MAAAMOO! A młoda okno otworzyła, zimno mi!!!
- Nie, no nie, ja oszaleję, dziecko zamknij okno!
Chlip....
- Ale...ale ja nie mogę ....
- Nie, kochana, to ja nie mogę!
Kiedyś, a raczej niedługo, naprawdę zacznę Młoda wozić w dywanie, w bagażniku....
W domku sytuacja została opanowana i wieczór minął w zabawnej atmosferze.
Na szczęście, bo miałam zejść do piwnicy, poszukać gwoździ i przybić się do ściany kompletnej rozpaczy ...
Dobra więcej nie piszę, bo nikomu dłużyzny nie będzie chciało się czytać....:)
Dzięki dzieciom ma się siłownię za darmo, saunę i wiele wiele innych atrakcji zapewnionych ;]
OdpowiedzUsuńo zdecydowanie - to jest jak wejście do jaskini z niespodziankami :D
UsuńTy wiesz, że mnie przeraziło to zdanie o ciotce i kuzynce....
OdpowiedzUsuńA Młoda... ja się nie nadaję na dwójkę dzieciaków :P Jeszcze jedno da się ogarnąć, ale liczby mnogiej nie dałabym rady...
Było ,minęło, jak wszystko mija, jeśli nie zatrzymuje się tego....
OdpowiedzUsuńA dwójka jest fajna: dręczę czasami siebie pozwalając na złapanie oddechu :)
Za podejście do tematu należa Ci się brawa i uznanie.
Usuńdziękuję, uważam, ze pewne rzeczy trzeba wyrzucać, jak śmieci do smietnika, nie analizować, bo ta odwieczna analiza zatruwa wszystko, a życie jest zbyt krótkie, by siebie karać za coś, na co nie mialo się wpływu.
Usuń