sprzed nastu , 15 lat temu napisany.......
NIEZŁY KAWAŁEK EWOLUCJI
Byłam.
Istniałam. Przebłyski, błyski i zapaść w czeluść. Traciłam
zmysły. Lot w przepaść bez dna. Kostniałam. Na chwilę, moment,
wieczność. Aby nieoczekiwanie powrócić z niebytu. Ból, szepty
budziły mnie. Nie wiem kim byłam. Ale byłam. Istniałam.
Niewątpliwie.
Zagubiona
próbowałam wniknąć w świat. Na moment. Znów poniosło mnie.
Gdzieś, w inny kąt. Nieśmiała chowałam się w cienie. Tam było
tak ciepło, przytulnie i bezpiecznie. Przechodziły mnie dreszcze i
niespokojne sny. Ale ta myśl ... spocona budziłam się krzycząc.
Marzenia –
takie wątłe, kruche, przejrzyste. Coś się we mnie tliło. Coś
... ulotnego. Chciałam dotknąć tego, jednakże niemoc wymieszana
ze strachem chowała moje dłonie pod poduchę. Zaciśnięte pięści
do krwi, moje łzy ... brakowało mi słów. Tkwiła we mnie jakaś
prawda, nienamacalna prawda.
Byłam
przerażona. Byłam podniecona. Byłam, byłam, byłam .... Przecież
wciąż jestem ....
Jestem?
Kim?
Nieśmiało
słuchałam szeptów, rozpoznawałam barwy. Czułam jakieś
istnienia, zaprzeczenia własnej samotności. Chciałam zaklaskać z
radości, ale .... nie mogłam. Zesztywniała, tkwiłam w
głębinach. Nie miałam sił, aby się wyrwać. A tak chciałam
przestać tkwić, a zaistnieć. ...
Jakoś
inaczej ....
Nie
wiem jak. A może jednak wiedziałam?
Błysk
myśli wystarczył, aby mnie speszyć. A wówczas zaczynałam
śpiewać. By zagłuszyć to ... co czułam przez skórę, to ...
przed czym uciekałam, to ... co przeczuwałam, to ...
Kiedyś
było życie ...
A
teraz? Co?
Żyłam
w zamknięciu. Będąc nie byłam, tkwiłam w czymś ... Znów
straciłam przytomność.
Czas
jest poza mną. Jak i zapomniana tajemnica życia.
Czasami
budziły mnie krzyki, tęsknoty, rozmowy, ból. Mieszanka dziwnych
energii, nie moich. Może to one były treścią mych snów? Splatały
się w moje istnienie, narzucały rytm.
Czy
ja coś mam? Nie rozróżniam barw, nie rozumiem słów, ale ... chcę
poznać, chcę się wyrwać ... ale ...
Dokąd?
Gdzie? Po co?
Przerażona,
czasami obojętniałam. Pogodzona z losem nie walczyłam. Bo ... i o
co?
Zamykałam
się we własnym wnętrzu, skulona drżałam ... bałam się. Prawdy
której nie znałam, a która tkwiła uparcie za mną.
Bałam się własnego cienia ... nie chciałam się oglądać.
Dość!!!!,
zamykam oczy i ....
Zasypiam.
Z mantrą na ustach: „ Och, Boże, jakbym chciała zaistnieć!”
Zasnęłam.
Śnię.
Śpię.
Obudził
mnie ból. Złapałam głęboki oddech i .... zapach postawił mnie
na nogi, otworzyłam oczy i ... to niemożliwe ... co ja widzę?
. . kolory i obcy świat. Zagubiona, szczęśliwa ... zemdlałam.
Na
chwilę, by znów obudzić się, by stanąć ... czyżbym do tej pory
żyła w świecie iluzji, własnych kompleksów, urojeń, depresji, w
zniewoleniu???!!!
Stanęłam.
Stanęłam? Stanęłam !!! Stoję. Odrętwiała prostuję się.
Wymachy rąk, wymachy nóg, radość, że mogę . . . ja biegam!!!!!!
I oddycham. I mam głowę, myśli szalone Ja żyję!, naprawdę
żyję!!! Czuję się tak jak nowo narodzony człowiek. Rozglądam
się dookoła, nie wierzę, szczypię się, słońce skórę mi
grzeje, nie boję się. Po raz pierwszy wiem, kim jestem –
człowiekiem, niezależną jednostką. Silną, niezniszczalną
osobowością. Poczułam życie, własny dotyk, puls, byłam .... nie
wiem co się stało, ale zaczęłam istnieć tak, jak nigdy dotąd.
Urosłam w siłę.
Oszołomiona
pełnią barw, otoczeniem, mamroczę:
- To jest raj.
- Cześć!
Obróciłam
się. Zobaczyłam to spojrzenie, usłyszałam ten głos, znajomy
głos, poczułam ten dotyk dłoni ... Zmroziło mnie, dreszcz, po raz
pierwszy przyjemny. Poczułam się .... poczułam się ... Tak,
jestem kobietą. Urosłam w siłę.
- Witaj,
Adamie.
Jak poetycko. :)
OdpowiedzUsuństarałam się :DDD
OdpowiedzUsuń