poniedziałek, 11 sierpnia 2014

NIEZŁY KAWAŁEK EWOLUCJI




sprzed nastu , 15 lat temu napisany.......









NIEZŁY KAWAŁEK EWOLUCJI





Byłam. Istniałam. Przebłyski, błyski i zapaść w czeluść. Traciłam zmysły. Lot w przepaść bez dna. Kostniałam. Na chwilę, moment, wieczność. Aby nieoczekiwanie powrócić z niebytu. Ból, szepty budziły mnie. Nie wiem kim byłam. Ale byłam. Istniałam.
Niewątpliwie.
Zagubiona próbowałam wniknąć w świat. Na moment. Znów poniosło mnie. Gdzieś, w inny kąt. Nieśmiała chowałam się w cienie. Tam było tak ciepło, przytulnie i bezpiecznie. Przechodziły mnie dreszcze i niespokojne sny. Ale ta myśl ... spocona budziłam się krzycząc.
Marzenia – takie wątłe, kruche, przejrzyste. Coś się we mnie tliło. Coś ... ulotnego. Chciałam dotknąć tego, jednakże niemoc wymieszana ze strachem chowała moje dłonie pod poduchę. Zaciśnięte pięści do krwi, moje łzy ... brakowało mi słów. Tkwiła we mnie jakaś prawda, nienamacalna prawda.
Byłam przerażona. Byłam podniecona. Byłam, byłam, byłam .... Przecież wciąż jestem ....
Jestem? Kim?
Nieśmiało słuchałam szeptów, rozpoznawałam barwy. Czułam jakieś istnienia, zaprzeczenia własnej samotności. Chciałam zaklaskać z radości, ale .... nie mogłam. Zesztywniała, tkwiłam w głębinach. Nie miałam sił, aby się wyrwać. A tak chciałam przestać tkwić, a zaistnieć. ...
Jakoś inaczej ....
Nie wiem jak. A może jednak wiedziałam?
Błysk myśli wystarczył, aby mnie speszyć. A wówczas zaczynałam śpiewać. By zagłuszyć to ... co czułam przez skórę, to ... przed czym uciekałam, to ... co przeczuwałam, to ...
Kiedyś było życie ...
A teraz? Co?
Żyłam w zamknięciu. Będąc nie byłam, tkwiłam w czymś ... Znów straciłam przytomność.
Czas jest poza mną. Jak i zapomniana tajemnica życia.
Czasami budziły mnie krzyki, tęsknoty, rozmowy, ból. Mieszanka dziwnych energii, nie moich. Może to one były treścią mych snów? Splatały się w moje istnienie, narzucały rytm.
Czy ja coś mam? Nie rozróżniam barw, nie rozumiem słów, ale ... chcę poznać, chcę się wyrwać ... ale ...
Dokąd? Gdzie? Po co?
Przerażona, czasami obojętniałam. Pogodzona z losem nie walczyłam. Bo ... i o co?
Zamykałam się we własnym wnętrzu, skulona drżałam ... bałam się. Prawdy której nie znałam, a która tkwiła uparcie za mną. Bałam się własnego cienia ... nie chciałam się oglądać.
Dość!!!!, zamykam oczy i ....
Zasypiam. Z mantrą na ustach: „ Och, Boże, jakbym chciała zaistnieć!”
Zasnęłam.
Śnię.
Śpię.

Obudził mnie ból. Złapałam głęboki oddech i .... zapach postawił mnie na nogi, otworzyłam oczy i ... to niemożliwe ... co ja widzę? . . kolory i obcy świat. Zagubiona, szczęśliwa ... zemdlałam.
Na chwilę, by znów obudzić się, by stanąć ... czyżbym do tej pory żyła w świecie iluzji, własnych kompleksów, urojeń, depresji, w zniewoleniu???!!!
Stanęłam. Stanęłam? Stanęłam !!! Stoję. Odrętwiała prostuję się. Wymachy rąk, wymachy nóg, radość, że mogę . . . ja biegam!!!!!! I oddycham. I mam głowę, myśli szalone Ja żyję!, naprawdę żyję!!! Czuję się tak jak nowo narodzony człowiek. Rozglądam się dookoła, nie wierzę, szczypię się, słońce skórę mi grzeje, nie boję się. Po raz pierwszy wiem, kim jestem – człowiekiem, niezależną jednostką. Silną, niezniszczalną osobowością. Poczułam życie, własny dotyk, puls, byłam .... nie wiem co się stało, ale zaczęłam istnieć tak, jak nigdy dotąd. Urosłam w siłę.
Oszołomiona pełnią barw, otoczeniem, mamroczę:
  • To jest raj.
  • Cześć!
Obróciłam się. Zobaczyłam to spojrzenie, usłyszałam ten głos, znajomy głos, poczułam ten dotyk dłoni ... Zmroziło mnie, dreszcz, po raz pierwszy przyjemny. Poczułam się .... poczułam się ... Tak, jestem kobietą. Urosłam w siłę.

- Witaj, Adamie. 






2 komentarze: