Dzień zaczynam od 6.00. Tak, szósta rano! SZÓSTA! Wchodzę na salę i wysłowić się nie mogę. Jak mogę się wysłowić skoro śpię?
Nic dziwnego, że na ćwiczeniach, leżąc w tzw. klatce, zasypiam po prostu. Tak sobie macham nóżką, a powieki opadają same. Naprawdę odlatuję.
Też się brechtają ....
Nie pomaga wcześniejsze podłączenie uda do eletrostymulacji. Ni chu, chu ... Kopanie dla mnie to za mało.
Zero reanimacji ciała, po prostu odlatuję i tyle.
Dzisiaj myślałam, że mam zwidy widząc kumpla przy rejestracji na rehabilitacji. Dzisiaj myślałam ....
Potem zadzwoniłam do niego. Jednak to był on.
Suma sumarum umówiliśmy się na wypad w górki. Takie niskie i nieszkodliwe dla stawów.
Czas wracać mi do życia.
Tyle, ze ten okres przebudzenia wciąż wypełnia sen.
Standardem jest, że rehabilitant zamiast ćwiczyć pokazał zestaw ćwiczeń do domu. Jutro mu powiem, że takie rzeczy to ja mogę z internetu ściągnąć. Dzisiaj mu nic nie powiedziałam, bo mnie obudził i byłam zaspana.Właściwie to nie wiem co on mówił....
Wybraliśmy się rowerami do na stadion. Syn załapał zajawkę na ćwiczenia na powietrzu.
Młoda jechała z nami, ale po drodze stwierdziła, że bolą ją nogi. Zeszła z roweru i gucio- koniec imprezy.
Wróciliśmy z nią do domu. Nie ma to jak spacer z dwoma rowerami. Bajka po prostu. Przynajmniej nie ciągną jak wściekły pies. Za to płacz Młodej doprowadzał mnie do szału. Kiedy z tego wyrośnie?
Córka została z babcią, a my pognaliśmy na przyrządy.
Syn nie byłby sobą jakby nie wywrócił się. Biedactwo nie zauważyło krawężnika. Murek zaatakował oponę znienacka.
Tak, tak, cała mamusia.
Na przyrządach powyzywaliśmy się oboje. Ja w mniejszym zakresie, aczkolwiek nie miałam litości dla mięśni brzucha. Mięśni, hahahaha.....no dla brzucha.
Syn miedzy ćwiczeniami biegał dookoła boiska. Tak trzy razy sobie biegał.
A ja piłam wodę dla ochłody. Bo od samego patrzenia robiło mi się gorąco.
Zapomniałam jak to jest - machać nogami, a ciało pędzi. Interesujące zjawisko
Im zbliżał się "większy" wieczór tym więcej ludzi biegało i ćwiczyło. Przeważnie byli to faceci. Oj, te ich klatki. Będę chyba co wieczór....
A jeśli pojawiały się kobiety to miały obfite kształty. I o to chodzi. Nie wstyd, a ruch. Podziwiałam je za ilość okrążeń.....twardzielki.
Jednak każdy człowiek, nie zależnie od wyglądu, jak i wieku, powinien uprawiać sport. Dla kondycji fizycznej jak i przede wszystkim psychicznej. Dla zabawy. Dla siebie. Dla lekkości bytu.
Szkoda, ze Młodej z nami nie było, ale cóż ....
Naprawdę, warto tak razem spędzać czas.
- Mamo, a jutro przyjedziemy?
- Tak synu.
- To fajnie, będziemy codziennie ćwiczyć. A wieczorem będziemy ćwiczyć?
- Tak, jasne! Ty spanie, a ja podnoszenie ciężarów - odpowiedziałam z głupim uśmieszkiem myśląc już o zimnym piwku.
A potem robaczki padły w komitywie. W końcu wieczorem duchy grasują i musiały schować się.
Oczywiście skończyło się wojną, bo nogi same pokopały się.
Zabiłam je słowem głośnym. Mocnym słowem. Mam dość płaczu Młodej i wrzasku Starszego. Dość.
Wieczór jest mój.
Zaszyły się w książkach.
Mogłam spokojnie pozmywać. Od dzisiaj to wyższa sztuka przetrwania. Przez trzy dni nie będzie ciepłej wody. Taki miejski survival.
Jest 22.46 - syn wciąż czyta ...................
Fajnie, że dzieciaki tak chętnie czytają. :)
OdpowiedzUsuńStarszy czyta, Młoda oporna na literki, ogląda :)
UsuńMy startujemy w okolicach 5.40 - kilka minut plus czy minus, w tygodniu. W weekend do oporów, to znaczy do chwili, gdy Szymek definitywnie wstaje i ma dość. A potem... ćwiczenia codzienności. Praca, dom, sprzątanie, życie. Każdy ma jakiś zestaw ćwiczeń. I czasem chciałoby się ćwiczyć coś więcej, tylko jakoś... tak się nie da, nie chce się. Lenistwo wygrywa. A potem się człowiek dziwi, że przejdzie się szybkim krokiem kilka(naście) kroków i już nie może spokojnie porozmawiać przez telefon.
OdpowiedzUsuńdyszy przez słońce :)
UsuńHahahaha! Ty chodź na to boisko i mi przesyłaj foty tych z tymi klatami! ja też coś chcę mieć od życia ;) Od sierpnia wracam na siłownię, może będzie na czym oko zawiesić...
OdpowiedzUsuńhahahaha, ok, będę polować, potem zrobię fotoreportaż :D
Usuńno ja myślę! A może popytaj po drodze, czy któryś nie jest sam i z chomikową by się w kołowrotku nie pokręcił ;)
Usuńhahahahaha mam być swatką? ok! :)
Usuńczasami mi wychodzi :D;)
Tak sobie myślę, że Twój syn chyba tez po Tobie odziedziczył chęci do czytania i sportu? ;)
OdpowiedzUsuńmoże :)
Usuńmało tego, mówi, że jedzenie jest nudne ......
:)
U nas niedawno zrobili siłownię zewnętrzną - takie ma branie, że ho ho :D
OdpowiedzUsuńbo to fajna sprawa, naprawdę :)
Usuń