sobota, 5 lipca 2014

Mloda



Młoda tęskni za bratem. Potrafi znienacka zapłakać dopytując się, kiedy Starszy wróci. Z synem do tej pory raz rozmawiałam. Córa podbiegła do telefonu:
- Kocham cie braciszku.
Po odłożeniu słuchawki zorientowałam się, że nie pytałam się czy zmienia bieliznę, czy dba o rzeczy, czy myje się a w szczególności zęby. Nic z tych rzeczy. Tylko jak się masz, jak się bawisz. A on lakonicznie odpowiadał: tak, dobrze. Nic a nic nie trajkotał. Jak zwykle zresztą.

Młodą zabieram na plac zabaw. Nie stawiam na rolkach, nie uczę jeździć na rowerze, nie kopiemy piłki, nie gonię jej, nie jeździmy na basen. Nie. Już nic z tego.Idę z nią do piaskownicy i tyle. Młoda grzebie w piasku, a ja sobie leżę na ławce. To po prostu zabija mnie. Więc leżę odpływając w marzenia, gdzie znowu biegam jak dawniej. Jak pijany pasikonik chłonę życie nieustającą energią. Ale niestety tak nie ma. Za to będą sądy, biegli i konsternacja lekarza - to boli? Nie, tak sobie wymyślam. Wszystko sobie wymyśliłam. Zawsze coś wymyślam. Światy, słowa, uczucia....Biegły psychiatra dostanie niezły materiał. A ja może łóżko w psychiatryku. Ja i biel ścian.Taki kosmos w kolorach niewinności. I wiadro prochów na zapomnienie. Nie myślenie jest błogością. Niestety ten stan jest poza moim zasięgiem. Znowu włącza mi się chęć ucieczki. Ucieczki od wszystkiego. Znowu dopadło mnie zmęczenie. Zanurkuję w książki. I odnajdę siebie. Na moment. Może. Chociaż po co ...A w nocy śnią mi się skoki ze spadochronem, na linie. W dol tak ...

"Lubimy towarzystwo, ale nie możemy znieść ludzi cały czas koło siebie. Więc gdzieś się gubimy, potem wracamy i znów znikamy w diabły."Jon Krakauer 

Przyjechała rodzinka z nad morza. Oni, co wakacje, zabierają przyczepę campingową i włóczą się po Polsce. Rozbili się 100 km od nas, więc nie było mocnych by nie wpadli na kawę. Choć tradycyjnie powinniśmy spędzić weekend na polu namiotowym włócząc się razem za dnia, a wieczorem czas spędzać przy piwku.
Ich opowieści i przygody są niesamowite. Poprawiają humor. Mam wrażenie, ze spotkałam bohaterów z książek Chmielewskiej. Rewelacyjni ludzie.
Rozbili się pod gorą. na szczyt nie weszli.
- Dlaczego?
- Bo ciebie zabrakło.
Tutaj jednak mnie nie zabrakło, wiec wyciągnęłam rodzinkę na spacer po parkach, ulicach, na zamek. Młoda złapała swojego 14-letniego kuzyna za rękę i nie puściła.
- A będziesz mnie nieść na barana? - zapytała się swoim słodkim głosikiem patrząc figlarnym okiem.
No, proszę, ta wielka nieśmiałość, a jednak potrafi okiełznać nawet nastolatka.
Jak go nie trzymała za dłoń to biegała jak afrykańskie dziecko za antylopami.

Na terenie zamku, w malej kawiarence, zamówiliśmy piwo za spotkanie, a dzieciakom szejki. Młoda część napoju wylała na siebie. Niebieskie plamy na różowej sukience.
- Mamo...
- Jejku, znowu? trzeba było od razu ubrać sukienkę we wzorki, a nie samej robić - zbrechtałam się. Naprawdę już nie reaguje na plamy. Nie warto....
- I ty tak ze stoickim spokojem to przyjmujesz?
- No ciociu, ale powiedz, co da jak ryknę? Plamy i tak będą, a Młoda z tego nie wyrośnie.
- No masz rację. Ale mnie to jeszcze irytuje.
Młoda wyrwała na drugi koniec kawiarenki do bujaka i coś gestykulując do gościa siedzącego przy stoliku coś pokazywała. córka przybiegła do nas, a zaczepiony facet przyniósł jej zabawkę do nas.
- Dziękuję.
- Ok.
Szczeny nam opadły. nie dość, ze poprosiła obcą osobę o pomoc to potem ukazało się, że naprawdę to był Anglik.
Po chwili radosnego bujania córcia ryknęła na cały głos:
- Ja chcę kuuuupęęęę! Kuuuupaaaa!!!!
Moje dziecko to przygoda. Jazda bez trzymanki. Mały odlocik.

Wracaliśmy przez park, gdzie była zachowana ostatnia brama. Kiedy opowiadałam o tym elemencie w systemie fortyfikacji miasta podszedł do nas człowiek, który przysłuchiwał się naszej rozmowie.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale czy pani przewodnik mogłaby odpowiedzieć mi na jedno pytanie?
Zamurowało mnie, a rodzinkę rozśmieszyło. Kiedyś pewnie wkręcałabym kolesia, ale teraz:
- Hahaha, nie jestem przewodnikiem, ale proszę, jeśli będę znała odpowiedz,to chętnie odpowiem.
Porozmawialiśmy na temat powodzi z 1997 roku i szkód jakie narobiła w tutejszych okolicach.

W drodze powrotnej Młoda wskoczyła na ręce babci mówiąc:
- A teraz tak mnie nieś do domu.

Po kolacji córka, rozbestwiona na maksa, kazała ucichnąć wszystkim i puścić muzykę. Zaprezentowała swój taniec, nowoczesny taniec. Nawet niezłe jej szlo. Co z tej Bestii wyrośnie? Któż to wie ....




7 komentarzy:

  1. Może lepiej nie wiedzieć... Bo co jeśli będzie czystą kopią mamusi? ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tam, zaraz z Bestii... Normalne dziecko przecież! A Ty to inna byłaś? Nie wierzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Co krok to szok, ale jak pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Pewnie wyrośnie kobietka na wzór i podobieństwo mamusi. :) :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj tak, czasem lepiej nie wiedzieć, co wyrośnie z naszych małych. Ale zawsze lepiej podglądać na żywo i czasem minimalnie pokierować, nie? A może tylko mi się tak wydaje? Nie wiem, mama dopiero pierwsze dziecko, nie mam doświadczenia, wszystko mogę robić tylko na bieżąco. A na drugie się nie zanosi ;).

    OdpowiedzUsuń
  6. To jest najlepsze.. najmniej odpowiednie miejsce, albo najmniej odpowiedni moment a dziecko woła: KUPA!!! ;] ;]

    OdpowiedzUsuń
  7. ja leżę Na słońcu wykończona życie
    brak energii
    brak czegokolwiek.

    Co wyrośnie z Młodej? indywidualna dusza-pełna radości życia.

    OdpowiedzUsuń