czwartek, 10 lipca 2014

Powrót syna .....

I nadeszła ta wielkopomna chwila, kiedy staliśmy na parkingu w oczekiwaniu na autobus. Słońce przygrzewało niemiłosiernie. Poszłam siąść na murek, który był w cieniu drzewa.
- Klapnij Młoda.
- Nie.
- Nie? bo co?
- A tam są mrówki?
- Pewnie.
- To nie siadam.
- Ale co ci mrówki zrobią?
- One gryza  i szczypią. Kiedy przyjedzie autobus?
- Patrz, już jedzie, tam, tam....
- Gdzie?

Złapałam Młodą i wygilgotałam. Uwielbia łaskotanie i żarty.
- A noski?
Były i noski.
W końcu autobus przyjechał. Moja matka wyrwała do przodu. Syn ledwo wysiadł, a ta się rzuciła na niego. Starszy wyrwał się i podszedł do mnie. Chciałam go przytulić, ale postawił się mówiąc:
- Nie tutaj, w domu.
No cóż ...skoro tak chce. Mężu poszedł po walizkę, a syn sięgnął do swojego plecaka. Wyciągnął zawiniątko i wręczył babci:
- Proszę babciu, to dla ciebie.
Matka rozpakowała prezent i uśmiechnęła się:
- Dziękuję wnusiu, naprawdę super prezent.
Co dostała? Mały obrazek Jana Pawła II. Padliśmy ze śmiechu. Agent jakich mało. Uroczy skurczybyczek.
W domu syn rzucił się na nas. Super jest przytulić do siebie dzieciaka. Stęskniliśmy się za nim strasznie.
- Zanim się obejrzałem już wróciłem.
- Tęskniliśmy za tobą bardzo.
- Bo wy jesteście panikarze.
Syn miał i dla nas prezent. Kartki pocztowe oraz zakładki do książek. Dla siostry fujarkę. Idealne wyczucie.
Wie, ze kartki pocztowe są u mnie zakładkami, a zakładki też się przydają, bo jednak wiele książek czeka na swoje pocztówki.
- A ta piłka jest dla nas- powiedział syn wręczając piłkę Młodej.
Dzieciaki znowu zaczęły szaleć, wygłupiać się, skakać. Radocha na maksa. A potem był wrzask i walka, bo Młoda chce mieć to, co ma brat. Życie wróciło do codziennego porządku. Krzyk, kłótnie i miłość.

Syn podszedł do babci :
- Babciu to dla ciebie. Jak podobał ci się prezent to kup sobie jeszcze coś ode mnie - i wręczył jej kopertę. Z pieniędzmi.

- Stęskniłeś się za siostrą?- zapytałam syna.
- Tak.
- To przytul mnie ..... - odparła Młoda patrząc na brata takim wzrokiem ....aż dreszcz przeszedł. Ma fajne oczy, oczy, które potrafią wiele wyrazić. Emocjonalne stworzonko. Zresztą syn też.
Nie dzwonił, bo nie chciał pokazać jak tęsknił.

- A chcecie usłyszeć przysięgę samuraja? 
- Jasne.
- Przysięga samuraja - syn zaczął mówić z pamięci - ja nędzny ogryzek, namiastka wielkiego samuraja siedzę przed Tobą wielki Szogunie, prosząc o chrzest. pragnę, aby cięgi, które spadną na me ciało sprawiły, abym stal się lepszym karateką i ćwiczył karate do końca życia.
- Wow super i co dostaliście cięgi?
- Nie, sen sei oblewał nas wodą i musieliśmy przyjąć nowe imię.
- Nowe imię?
- Noooo...ja nazwałem sie Szablozębną Kobrą.
- Hahahaahahahaha......

Potem syna wzięło na opowiadanie dowcipów. Okazało się, ze pokój dzielił z szóstoklasista, który mając telefon komórkowy czytał synowi kawały XXl, a wieczorami oglądali horrory. Przeszedł niezłe szkolenie.

- Opowiedzieć wam dowcip? 
- No, dawaj. - odpowiedziałam. Wow, to będzie nowość w repertuarze syna.
- Idzie zakonnica z kościoła do domu. Wywaliła się na ulicy i mówi:
- O Jezus Maryja
W domu ukazuje się jej Jezus i mówi:
- może ja mam ryja, ale za to ty masz krzywe nogi

Uffff takie kawały ....to niech opowiada.

- Chcecie jeszcze jeden?
- Pewnie.

I opowiedział ten;

Przychodzi Jasiu do spowiedzi.
[J]aś: Nie jadłem nie piłem lecz mam wielką winę bo całowałem dziewczynę.
[K]siądz: Całowałeś pewnie w czoło?
J: niżej...
K: Marny twój los, całowałeś pannę w nos?
J: Niżej...
K. Straszna twa rozpusta, całowałeś pannę w usta?
J Niżej...
K: Chyba tego nie przeżyję, całowałeś pannę w szyję?
J:Niżej...
K: Marny twój występek, całowałeś pannę w pępek?
J: Troszkę niżej proszę księdza.
K: Zbierzmy to wszystko w kupę- całowałeś pannę w dupę?
J: A niech będę potępiony, całowałem z drugiej strony
K: Młody niech cie gwizdnę całowałeś pannę w pizdę! Nie dostaniesz rozgrzeszenia, chuj ci w dupę do widzenia!

Zatkało nas. Śmiech schowany pod bluzki. I szok wymieszany z niedowierzaniem, który zamieszkał w szeroko otwartych oczach.

- No synu, no wiesz co? - chciałam być mocno oburzona, ale była cholernie wstrząśnięta, nie mieszana.
- Starszy, może jednak chodziło, ze całował w ją rękę, co? - rzekł mąż.
- Tato! w jaką rękę? - zdecydowanym głosem syn zaoponował - -on ją w pizdę całował!
Konsternacja nasza sięgnęła apogeum.
- Dość! - zareagowałam szybko - synu, opowiadaj co chcesz, ale nie wyrażaj się w ten sposób. 
I zamieniałam się w jeden krotki treściwy monolog.
- Nie chcę słyszeć wulgarnych slow. Rozumiesz? Nie chcę.
- No dobra ...

Zabraliśmy syna do mieszkania, by pokazać na jakim etapie jest remont przedpokoju.
- Wygląda jak piwnica.
- Dlatego przez ten czas mieszkamy i będziemy mieszkać u babci, wiesz.
- Ale ja chcę tutaj.
- My też, ale widzisz, ze to nie są warunki do życia.

Tak jakby u matki były...
Bo mieszkamy u mojej matki. Mam problem z internetem, matką, z sobą. Z ogarnięciem tego wszystkiego. Taki mały rozpierdol życiowy. Remont, noga, jakieś takie fatalne nałożenie się tych warstw, które zamieniają się w ubranko co dusi. Brak przestrzeni własnej. I planów urlopowych, jak nigdy dotąd.
Zaduszenie. Otwierając kolejne piwo myślę sobie niech to życie leci jak chce. Mam wyjebane. A taka postawa to droga do szczęścia. Myśli są jak kolce, wbijają się okrutnie. Nie myślę. Zamykam się. A matka czasami, nawet nieświadomie, próbuję mi udowadniać, ze jestem do niczego. W końcu szlag mnie trafił.
-Masz rację, beznadziejna ze mnie jest matka, weź sobie moje dzieci, weź.... przecież gdyby nie babcia to by zginęły, prawda? żoną, kurwa, tez jestem do dupy, jasne powinnam wam kurwa za wszystko dziękować, zawsze .....za wszystko .....przecież jestem nikim ....ot pierdolec.....ja pierdolę...
- Ale ...
Wyszłam trzasnąwszy drzwiami. Papieros palony w samotności najlepiej smakuje. Ona może gadać, ja siebie dołować nie będę. Dość tego. Zresztą bez wypracowanego dystansu i siły już dawno strzeliłabym sobie w łeb. A tak .....potrafię wypierdolić cały świat za okno.Życie cudem jest. cudownym, zaskakującym cudem.
A dlaczego jestem beznadziejna? Tym razem, bo siedzę przy kompie i piszę. To jest powód wylewania na mnie absurdalnych zarzutów. Więc nie pisze. Zabije i to w sobie. Dla ideałów bycia idealną.
- Lepiej siedzieć przy popierdolonych serialach, prawda mamusiu? O to jest życie. Takie zajebiste....
Prawo bliskości nie jest powodem dla wtrącania się do życia. A jednak te parę dni to horror jakiś ...Wciąż jestem punktowana. Aż do zarzygania.
- Znowu rozmawia przez telefon? - dobiegł mnie głos matki skierowanej do Moońka. Mojemu męzowi nie przeszkadza nic, mojej matce- wszystko. Przerwałam na chwile rozmowę z przyjacielem, z którym ustalałam co z Castle party.
- Masz problem jakiś? Co ciebie to obchodzi? Co?! Puknij się w głowę i pomyśl, co to za komentarz?!- i już mówiąc do kumpla- widzisz, mam być ich własnością. siedzieć i patrzeć na nich. nic mi już nie wolno. Półtora roku mojego zasiedzenia zamieniło ich mózgi w gówno jakieś. Ja pierdole i jak tu się nie napić?Wyjść nie mam jak, bo z kula nie będę popierdzielać, wiec siedzę i co i chuj, nie mogę nawet z ludźmi pogadać przez tela. ....ja jebię ....
- Arte wyluzuj ...
- Już mi przeszło ...przepraszam.
Nie nakręcam się negatywnymi emocjami. Bo i po co?
Zresztą ludzie wchodzą na nas na tyle na ile im pozwalamy. A uzależnienie, przez ta cholerną nogę, od matki urosło do czegoś, co mnie też z równowagi wytrąciło. Czas stanąć na nogi, odzyskać niezależność.
Nie jestem niewdzięczna, ale z wdzięczności nie pozwolę siebie deptać. Granice musza jakieś być. Czasami jakieś granice muszą być.
Zasiedzenie moje spowodowało, że jestem. Wciąż jestem w domu, dla rodzimy, na wyłączność. Jak nigdy. Ale widocznie to za mało. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Tyle, ze moje "ja" chce żyć.
Praca czy też wypady towarzyskie dawały wolność. Spotkania i rozmowy z ludźmi są niczym woda na młyn. Nakręcenie mega. Kontakt ze światem każe myśleć. Idee pozytywnie wpływają na życie.
Utrata wolności spowodowała zamianę energii na bezruch. Zamieniłam się w  trupa. Mechanicznego trupa z zasiekami na duszy.Nawet książki nie cieszą jak kiedyś.
Ale nie zakopię się.


A potem spotkała mnie kolejna dawka happy hours. Pobyt u teściów. Przecież nie mogłam odmówić wyjazdu. Matka też przyjechała. Wzięłam koc i poszłam zalec na słońcu. Cisza. Cisza potrafi być piękna. Nikt nic nie mówi. Trzy dni życia na kupie zamieniło się w prawdziwa kupę. Dusza powieszona na sznurku do prania. wystawiona na żer....
Ale od czego poczucie humoru jest? Zalewam nim wszystko.

I takie chwile są piękne. Naprawdę. Piękne, bo dają kopa to działania. Nie dam siebie zakopać. Za długo byłam trupem. Im bardziej mam pod górkę tym bardziej chce mi się biec. A że życie jest jedno to trzeba je chłonąć.
Zadzwoniłam do kumpeli.
- Wódka?
- Z tobą zawsze.

Do męża też zadzwoniłam.
-Patrz matka, kolejny telefon!
W końcu tetrycy są zgryźliwi ...

- Kochanie z okazji 10lecia strzelania przez nas samobója życzę Ci byś jakoś wytrzymał jeszcze tudzież znalazł sposób na przetrwanie ze mną kolejnych lat, czy jakoś tak. Dzięki za te lata.
- Zapomniałem o naszej rocznicy. To dzisiaj?
- Nie dziwie się- odparłam ze śmiechem - bo o czym tu pamiętać?







Teksty dzieciaków.

- Mamo a Młoda nienawidzi Jezusa- syn wpadł na balkon, a za nim siostra:
- Ja nie wiem jak go nie widziałam to go nie lubię.



- Starszy przeczytaj mi to mam robić ....- zwróciła się młoda do brata ze swoja książeczką.
- Kobieto, ja jem to nie przeszkadzaj. Potem ci poczytam....

- Synu, powiedz, co mamy ci kupić na urodziny?
- Nie wiem...wystarczy, że pozwolicie mi przeczytać książkę Kinga, tą, gdzie na okładce jest wilk a w oknie jest facet z bronią ...


Dzieci mają jakiś opór przed wyjściem na podwórko Zwłaszcza Starszy. Nie wiem o co chodzi, ale chętniej siedzą w domu, tyle, że ile można znieść ich walki i gry w piłkę. Młoda zresztą zaczęła o każdą pierdołę wyć.
Wyrzuciłam ich przed blok. Sama też siebie wyprowadziłam. Z synem rzucaliśmy piłeczka na odległość. Deszcz na nas kropił. Młoda sama kopała piłkę. To są super momenty. Jakby mi życie wróciło. Znowu będę z nimi bawić się na full. Ruch pozera czas i myśli.
Młoda podbiegła do mnie mówiąc:
- Wiem dlaczego płakałam. Brakowało mi świeżego powietrza, wiesz mamo?


I to jest to. Brak świeżości wykańcza. Nie ma co unikać otwartych okien.






18 komentarzy:

  1. Przepraszam, że nie zagladam na Wasze blogi...po remoncie i odzyskaniu swojej przestrzeni - odrobię wszystko. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie gniewamy się :) To znaczy ja się nie gniewam :)

      Usuń
    2. Dziękuję - a już dzisiaj do Was szoruję :DDD

      Usuń
  2. wykańcza brak świeżości
    brak ciepła
    brak dobrych słów
    drobnych gestów
    brak tego do czego się w swojej naiwności przyzwyczailiśmy.

    A po burzy wychodzi słońce.
    A każdy wariat czasami spasuje w końcu-bo znajdzie granicę dna.
    Buziaki Ziutka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie - Ty jak zwykle temat czujesz :)

      Buziaki Laska :)

      Usuń
  3. No to teraz będzie zabawa, będzie się działo ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Skończy się remont, skończy się temat.

    To już u Was etap nie afiszowania się z powitania z rodzicem. Szybko hihi no ale teraz pokolenia coraz szybciej dorastają ...

    Wzorowe rodzeństwo. :)) Niezmiennie. :)

    U nas wczoraj była kłótnia, że dziecię jak nurek siedzi w domu cały dzień. Urażony dumą przed 22 godziną wsiadł na rower i pojechał do dziadków. Oczywiście nie mówiąc, co zamierza, rzekł tylko: do jutra. :P

    M.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ech, takie powroty to zawsze wywołują łzy i chęci przytuleń ;).

    OdpowiedzUsuń
  6. Syn wie czego chce :) Czyżby "Wilki z Calla"?
    Nie tak dawno czytałem zupełnie inna jego książkę "Serca atlantydów" - rewelacja :)
    A żeby było na czasie i w nawiązaniu do fragmentu tekstu...:
    https://www.youtube.com/watch?v=oAT5m3h_ikM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, Regulatorzy :)
      Ale syn ogólnie jest pod wrażeniem Kinga- skąd biere pomysły, ze tyle napisał książek :D

      Serca nie czytałam ....ale odrobię :)

      Usuń
  7. Żyjesz Arte! jak to dobrze! :) Syn chyba jakiś troszkę wrócił starszy o jakieś 3 lata ;)
    A mamusię to masz git, naprawdę- nic tylko szybko się z domu wyprowadzić...Ech.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żyję, żyję :))))

      Oj, mamusia + Jej siostra = piana na ustach
      :D

      Usuń
  8. Moi rodzice też mi czasem zalezą za skórę. Staram się nie wybuchnąć, ale z drugiej strony chciałabym mieć Twój charakter ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahaha, ale ja wybucham, a czasami w żart obracam......
      ostatnio odłożyłam słuchawkę, nie chciało mi słuchać pretensji z czapy wyjetych ....

      Usuń
  9. Jest sposób, żeby nie kłócić się z matką - nie rozmawiać z nią... A jednak rodzicielka, trochę łyso nie rozmawiać... To się i trzeba pokłucić. Abym kiedyś była troszkę mniej upierdliwa dla Młodej...

    OdpowiedzUsuń