Dzieci są fantastyczne.
A moje takie są. A co.
Uwielbiam ich śmiech i ich teksty.
- Ale moje teksty są fajne, nie Młodej. Młoda ma do dupy teksty.
- Synu, wyrażaj się!
- Dupa to dupa, no co?
Oczywiście nie jest to równoznaczne z tym, że mnie nie denerwują. Oj denerwują, denerwują. Co ja mówię "denerwują", one potrafią mnie wkurwiać do potęgi. Zwłaszcza swoim zawieszeniem w czasie bądź płaczem.
Są takie chwile, kiedy najchętniej podłączyłabym się pod kroplówkę z uspokajaczem. Na zawsze.
Powiem więcej, moją krew powinno wymienić się na inne płyny ustrojowe. Albo powinnam sama sobie wyrwać głowę.
Rano, upływający czas, kurczy emocje do wrzasku. A dzioba muszę wydrzeć, bo inaczej przyśpieszarki u dzieci nie działają, niestety.
Wrzask ściąga ich z planety przymulenia porannego.
- Ale ty krzyczysz!
- A ty nie wiesz co robić! Szlag mnie zaraz trafi, no idź myć zęby człowieku, co rano to samo,a ty nie pamiętasz!!!!! No ludzie trzymajcie mnie, bo łeb odgryzę ....
Oboje pobijają rekordy nie tylko w utracie pamięci, ale również w siedzeniu nad śniadaniem i ja sobie mogę mówić, prosić ....Ominąć śniadania się nie da, bo przecież dzieci są tak rano głodne tak, że spod kołder wręcz krzyczą: JEŚĆ! Do tego Młoda płacze, bo nie chce jakiejś części garderoby, tylko tamtą i to mega absurdalną, bo sznurówka w bucie jest głupia, bo .....jest pięciolatką i świat uwiera ją pod piątym żebrem. I to paskudnie uwiera. Wciąż uwiera.
Syn natomiast potrafi się kręcić w kółko, bo zapomniał co chciał zrobić i dokąd szedł mamrocząc przy tym nieustannie pod nosem.
- Ale ty się ostatnio rozgadałeś, synu.Gadasz i gadasz, że nie mogę...
- Po tobie to mam gadułko.
- Po mnie? Chyba, bo babci A.
- Po tobie, po tobie, ty, rozgadana gadułko.
- Działaj chłopie, a nie gadaj!
No i jeszcze cwaniaczy, ech....
- Synu, przestań łapkować mi ściany. Chcę tu obraz widzieć, a nie odciski twoich dłoni!
- Ale ślady będą ciekawsze!
- Jesteś dzieckiem i masz mnie słuchać! - wypaliłam argumentem z armaty bezradnej chwili rodzica.
- Ale ty też jesteś dzieckiem, tyle, że wyrośniętym!
Jest jak jest, a jak rozmawiam z innymi rodzicami to okazuje się, ze takie odchylenia są normą. I mamy polewkę z naszych dzieciaków.Taka forma zemsty rodzica -zlanie z dziecka. I jaka przy tym ulga, ze ta nienormalność jest normalnością.
- A ja ci będę na wszystko pozwalać - no proszę jak córka jest cudowna. A bywa przesłodka. Oj i to strasznie.
Upomina się rano, wieczorem i w przedszkolu:
- A buziaczki i przytulaski?
Zresztą syn w tym te z nie odstaje, wciąż wiesza się na nas. Dwa pieszczochy. Ale jak urosną to kupię sobie fretkę, o!. Będzie podobnie, hahaha.
Dzieciaki są jakie są, ale najbardziej cieszę się z tego, że oboje potrafią razem bawić się, dogadywać i kłócić się też. Młoda uwielbia zaczepiać i droczyć się z bratem. Ale jednak trzymają sztamę.
I jedno o drugim pamięta co jest po prostu wzruszające.
Starszy wlatuje do kuchni i bierze ciastko nie tylko dla siebie, ale również dla siostry. Siostra też martwi się czy, aby dla brata starczy czekolady i dzieli wszystko na dwa. O nas też nie zapominają dopytując się, czy my próbowaliśmy, czy chcemy. Mamy nadzieję, że to nigdy im nie minie.
Syn zakończył swoją przygodę na Uniwersytecie Dziecięcym Unikids. Na zakończenie roku, podczas trwającej uroczystości, Starszy, jako jeden z trzech chłopców, otrzymał dyplom i książkę wręczoną przez burmistrza miasta. Piękne wyróżnienie. Wyróżnienie za obecność na wszystkich zajęciach.
A potem była zabawa z ciekłym azotem. Eksperymenty, które wciągnęły nie tylko dzieci, ale i rodziców.
Czasami sam chętnie coś czyta, a czasami wystawia rogi, kiedy proszę, by coś przeczytał.
W klasie Starszy był najlepszy z testu czytania, czym nas zaskoczył., mówiąc, ze uzyskał najlepszy wynik
Zdolna bestia.
Dzieciaki podczas warsztatów brały udział w eksperymentach, a po przez zabawę miały możliwość poznania wielu zagadnień z różnych dziedzin nauki.
I głaskały węże. I bawiły się modułami robotów. I czas spędzały świetnie.
Dzieciaki na koniec roku dostały płytę z zajęć rocznych. Czaderska pamiątka.
Oto obraz Starszego, który wraz z dwójką dzieciaków stoi na tle laboratorium chemicznego. Wszyscy są ubrani w białe fartuchy i okulary ochronne. Syn trzymając mikrofon prowadzi wywiad z "chemikami".
Zaskakujące ujęcie z "Efektów specjalnych w telewizji". Każde dziecko miało swoją rolę. Od dziennikarza, po dźwiękowca, oświetleniowca, po bycie aktorem.
Ile zostanie w głowie? Trudno powiedzieć, ale warto tą głowę poruszyć.
- A wiesz mamo, ze turkuć podjadek potrafi zjeść cała marchewkę w ciągu dnia?
- O, to ja jestem takim turkuciem, hahahaha.
- Ale on jest mały, a ty duża.
- No wiesz co? Ja duża? Chłopie, zapamiętaj - nigdy nie mów kobiecie, że jest duża, bo możesz zginąć od focha.
Uwielbiam gadki z synem.
- Chyba jednak pójdę do fryzjera i zetnę włosy.
- Masz zapuszczać włosy i wyglądać jak laska!
No proszę, coś ten chłop jednak uczy się...
Starszy trenuje do kolejnego egzaminu z karate kyokushin, który odbędzie się za parę dni. Trening to nic innego, jak kopanie liści na drzewie, a jak.
Mówi, ze tylko on z kolegą znają cały układ na 7 kyu, bo chodzą na wszystkie zajęcia. Skoro tak mówi, to pewnie wie co mówi.
Gram sobie w grę na kompie. Syn patrzy.
- Oj, chyba tego etapu nigdy nie przejdę.
- Wątpisz w siebie? Wątpienie w siebie w niczym nie pomaga, wiesz mamo....
Mistrzu mój :DDDD
Kyokushin oznacza dążenie do prawdy. Tą dyscyplinę trenowali miedzy innymi Ronald Reagan, Juan Carlos, Sean Connery oraz Dolpf Lundgren.
Poniższy filmik opowiada o pozytywnych stronach ćwiczenia tej formy karate.
warto obejrzeć, posłuchać do końca
A za dwa tygodnie synuś wyjeżdża na 10-dniowy obóz treningowy. Nawet nie myślę i nie rozmawiamy o tym, bo i o czym. Jedzie to jedzie. Nie przeżywamy, by nie nakręcać jakiś emocji. Wierzymy, że da radę. Najgorzej pewnie będzie z Młodą, bo zostanie sama w domu. Coś wymyślimy, by nie było jej smutno.
W sobotę odbył się festyn przedszkolny. Program artystyczny był super. Zresztą jak występują dzieciaki to inaczej być nie może. Jedne maluchy ziewają, inne stoją jak słupy, a inne wykazują niezły talent w tym co robią.
Młoda też tańczyła. I to bez fochów. Szok.
Córkę czeka jeszcze jeden występ i to na deskach domu kultury. Występ w ramach zakończenia roku tanecznego z klubu Dance. Ciekawe, ciekawe ...bo Młoda to Młoda. Naprawdę bywa nieprzewidywalna.
Po festynie poszliśmy do teściów.
- Zrobić ci kawy?
- A będziesz do mnie gadać?
- Będę.
- To nic nie chcę, nie chce mi się ciebie słuchać, spadamy.
No nie ma siły na mnie, muszę podrażnić się z teściową. No muszę i basta. Ona jest taka drętwa, że wymiękam.
- Kawa, jaka kawa, my się piwa napijemy - i jak tu nie kochać teścia?
I tak z łojcem siedziałam na podwórku otwierając kolejne butelki. On wypił kapkę piwa, a ja resztę. Cudny stan leniwego odlotu. Dzieciaki biegały za muchami, za groszkiem, truskawkami, piłką, słońce świeciło, zimne piwo chłodziło. A potem lekko wymiękłam spuszczając wino.
Rausz to jest ten stan, który kocham, bo cóż mi zostało, skoro wciąż nie mogę jeździć, biegać, skakać ...
A seks.....no tak....
-Pij, pij, będziesz łatwiejsza.
- To jeszcze bardziej mogę? Ech, i co z tego skoro wymiękasz.
- Poczekaj aż wrócimy do domu.
- Jasne, chyba na kawę- droczenie się z Moonkiem jest jak powietrze: niezbędny element wspólnej egzystencji.
Dziadek szybko przerwał naszą konwersację:
- Czemu nie zjadłeś pierogów? - zapytał się Starszego.
- Fuuuj, babcia niedobre zrobiła.
- Widzisz, a ja muszę je jeść. I jeszcze na mnie krzyczy, że wydziwiam.
- To ona wydziwia przy tych przepisach - wtrącił się mąż - przecież ruskie to ser, ziemniaki i cebula, a nie jakieś cholerne dodatki.
- Ej, Starszy powiedz coś babci, obroń dziadka - podpuściłam syna.
Syn nie wiele myśląc wleciał do domu i nie bacząc, że do babci przyszła jej koleżanka, zaczął krzyczeć, by zaczęła robić pierogi ruskie jak kiedyś, a nie znęcała się nad biednym dziadkiem. Babcia dostała po nosie, bo jak to tak przy znajomej, słowa takie, przecież ona jest mistrzynią kuchni.
A dziadek miał zaciesz jakich mało.
A ja miałam stracha jakich mało.
Pewnego pięknego poranka siedzę przy lapku przeglądając neta. Słuchawki w uszach, kawa, cudowny stan reanimacji duszy, a tu nagle wdziera mi się głos w głowę:
- HAAALOOO!!!! HAAAALOOO!!!!
Głos?
Co jest?!
Patrzę na lewo- książki spokojnie leżą i żadna nie uśmiecha się.
Patrze na prawo i .......facet stoi na balkonie.
- Halo!!! Proszę sprzątnąć pranie, bo będziemy remontować balkony.
I od poniedziałku zacznie się remont balkonu, remont futryn, egzamin Starszego, występ Młodej, a w sobotę impreza pogrzebowa, ech.....
Wrzeszczę rano również. Jakież to pocieszające przeczytać, że nie tylko ja tak mam.
OdpowiedzUsuńKarate ćwiczyła moja Gimnazjalistka, przez dwa lata, ale teraz sobie za nic nie przypomnę, czy ten sam styl - bardzo możliwe, że tak, bo nazwa jakoś mi znajomo brzmi. Potem zrezygnowała, bo zajęcia jej kolidowały z codziennymi treningami siatkówki.
Dziadek Wasz biedny - nie dość, że żoneczka karmi go niedobrymi pierogami, to jeszcze synowa całe piwo mu wypiła! Musicie lepiej o niego dbać, bo Wam zmarnieje, :D
no wypiła wypiła, mężuś poleciał wprawdzie odkupić, ale wredota i to wypiła, mało tego!, jeszcze wina trzy butelki spuściła:)))
Usuńwrzask poranny to doping jakich mało, ech...
Starszy powiedział, ze karate porzuci, jak zdobędzie czarny pas. Hahahaha
- I to sobie synu zapamiętaj!
:)))
Też mi się zdarza wrzeszczeć rano, bo przecież o 5 obudzić nastolatkę do szkoły, to zakrawa czasami z cudem. :)
OdpowiedzUsuńSuper zajęcia z tymi eksperymentami dla dzieciaków. Może wyrośnie Ci naukowiec. :)
obudzić sie o 5.00 to w ogóle cud :))))
Usuńmoże i naukowiec będzie ;), bo roztrzepanie takie ma - właśnie wyszedł w skarpetkach do szkoły ..........dzizas!!! :)))
Dzieciaki już tak mają :-) Najgorzej jak z tego roztrzepania niektórzy nie wyrastają,bo życie komplikują, wypadki powodują... Ech.
OdpowiedzUsuńA Młoda to ciekawa osóbka, ciekawe co z Niej wyrośnie,bo z Młodego to pewnie uroczy intelektualista :-)
No ja troche wyroslam, tylko rozlewam wszystko w kuchni, zabijam sie o futryny, albo gdzieś glowa walę:):):)
Usuńoboje kradną serce, niedawno jakas babka na ulicy podala im reke witając sie z nimi a córkę pocalowala w dlon!!!:D:D:D
Mloda podsumowala to mówiąc, ze czuje sie jak jakas ksiezniczka:)
najwazniejsze by oboje byli dobrymi, szczęśliwymi ludzmi:D
Dzieci potrafią rozczulić ;)
OdpowiedzUsuńGratulacje dla syna, za dyplom ;) I rodzicom, że mają takie zdolne dzieciaki ;)
oj dzieci to taki rollercoaster emocji - z przewagą miłości, aczkolwiek czasami udusić to mało :D
Usuńdzięki za gratulacje :DDDD
Cóż, to prawda. Dzieciaki są fantastyczne. Potwierdzam. Ja też słyszę często od Szymona takie teksty, że... nie ma co odpowiedzieć. Mistrz ciętej riposty mi pod dachem rośnie, nie ma co ;D.
OdpowiedzUsuńi zapisuj to Tato, zapisuj!!!! :)))))
UsuńA jak już dorośnie, to mu pokażę. A co ;).
UsuńAle u Was fajnie i wciąż się dzieje! A w temacie "dupy" - u Ciebie na początku postu, u mnie na końcu ;-) jakbyśmy się zmówiły, hahahaha
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i przyłączam się do gratulacji :D
hhahahaha, bo wiesz jak jest wg laoskiego :P:D przysłowia - "wszystko się zaczyna od dupy i na dupie kończy" :DDD
Usuńpozdrawiam dziękując za gratulacje :)
Mamusia musi być dumna z takich zdolniachów :-)
OdpowiedzUsuńoch mamusia jest dumna, i chwali się póki ma czym, bo potem to już rożnie bywa :P:D
UsuńWidzisz i wszystko jasne - jesteś dzieckiem wyrośniętym :P
OdpowiedzUsuńhahahaha, jak mnie syn oświecił stawiając zresztą słuszną diagnozę :D
Usuń