Syn bawi się z kolegą na podwórku. Młoda huśta się na huśtawce. Popołudnie w słońcu na ławeczce.
Przyszedł chłopak, który chciał się z nimi bawić.
- Nie będę się z tobą bawić, bo nie jesteś moim najlepszym kumplem. Starszy to mój najlepszy kolega.
Chłopak nie poddawał się, ale kolega syna wciąż uparcie mówił: - nie.
W końcu determinacja zamieniała się w lekką agresję i chłopak machając rękoma chciał bić kolegę Starszego.
- No przestań, zostaw mnie - krzyknął kolega
- Zostaw go, słyszysz co ci powiedział, zostaw go - krzyknął syn podbiegając do nich- nie wolno bić. Zostaw go.
- Słyszysz zostaw mnie, uważaj to mój najlepszy przyjaciel i ma niebieski pas z karate.
Dobrze, że ławka była wkopana w ziemie, bo przykryłabym się nią ze śmiechu.
Po tej akcji chłopcy jakoś się dogadali opowiadając o jaszczurkach od płota do płota, które okazały się być węgorzami. Odpaliłam neta w telu i zaległam.
A potem przezywali się, bo chłopcy nie chcieli bawić się z owym chłopcem. I znowu chłopiec chciał bić, ale tym razem Starszego. Syn nie dał się sprowokować:
- Nie wolno bić!!!
Nie wtrącałam się. Równolatkowie niech rozwiązują swoje sprawy.
W domu córka będąc pod prysznicem, jakby zapominając że też byłam na podwórku, zaczęła swoją opowieść:
- A wiesz mamo, a kiedy Starszy bawił się z kolega to to to....- zaczęła się jąkać z emocji - to przyszedł taki człowiek pomarańczowy i chciał bić kolegę Starszego, wiesz....a potem Starszego....
Pomarańczowy człowiek, hahahahah, no fakt, chłopiec miał pomarańczową kurtkę. :)
Wieczorkiem przemówiłam do dzieci swych próbując omówić sytuację. Tak wychowawczo podeszłam do dzieci swych. Jakoś tak w klimacie
- Chłopiec chciał się z wami bawić, a wy nie chcieliście , wiec tak nie fajnie was zaczepiał Może nie miał innego pomysłu. A wy jak się czujecie jak ktoś z wami bawić się nie chce?
- Ale Marchewa była nie grzeczna. - krzyknęła córka. No, proszę, jaki anioł się odezwał ...
Rozmawialiśmy, i gadaliśmy- o mówieniu nie, przezywaniu, i nie zapraszaniu do zabawy etc.
---------------------
I serce mi zamarło w niedzielne popołudnie. Naprawdę straciłam oddech. Syn skakał z dmuchańca. Będąc na górze wybił się wysoko i opadł w połowie zjeżdżalni, wywróciło go , machnął nogami. I więcej nie widziałam. Tylko te nogi w powietrzu. Wizja połamanego kręgosłupa zatrzymala mi serce na chwilę.. A ten smarkacz jeden mój kochany przyleciał szczęśliwy krzycząc:
- Aaaaaaaaaaa - tłumaczę: to okrzyk dziecięcej radości, więc :- aaaaaaaaaaaa, widzieliście to ?widzieliście to? dwa fikołki zrobiłem. Ale ryjem walnąłem hahahahaha
- Ryjem to o mało ja nie walnęłam ze strachu.....
-----------------------
Poranek.
- To umyj ręce i zęby.
- A co to ja jestem jakaś stara ciota? Wiem co mam robić - odparował syn.
On lepszy jest niż kawa, tak mi otwiera oczy. E?!Y?!
- Szlag, szlag, jak mi brakuje ten nogi no nie mogę, nie mogę - wkurzona ryknęłam, bo znowu nie mogłam czegoś zrobić (znaczy stanąć na stołku i pogrzebać w szafie) - chcę mieć swoje nogi dwie!
- Żeby znowu wpaść do kanału? - odparował syn.
- No wiesz co! - odparłam oburzona.
- No co, na żartach już się nie znasz?
I pozamiatało mnie ze śmiechu. Oj synu, mów do mnie, mów.
O matko, też bym chciała takiego syna! A jak już będę miała, to Ci opowiem jak jest fajnie mieć takiego syna ;) Przez te twoje pisaniny tutaj instynkt macierzyński zaczyna się we mnie budzić! :P A MUSI jeszcze poczekać! :P
OdpowiedzUsuńHa! I oby tak się stało:)
UsuńTwój Starszy jest obłędny :) Wymiata każdy tekst o Nim :) Ciekawe po kim taki inteligencik, Mamusiu ? :)
OdpowiedzUsuńOpisujesz, to tak barwnie, Arte, że pokładam się ze śmiechu :)
Miłego popołudnia :)
Hm....myślę, że ....po wujku dziadka od strony matki prababki ;) D
UsuńMiłego wieczoru :)
No tak, wszystko fajnie, cenne, że wie iż nie wolno się bić tylko skąd u niego ta "stara ciota"? Może warto uzmysłowić, że kulturalnemu młodemu człowiekowi takie porównania nie przystoją?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ;)
Droga Czarownico :), nie chcę tutaj zanudzać moimi wywodami pedagogicznymi, ale uwierz mi - oczy miała szeroko otwarte :D
UsuńPozdrawiam :)
Arte niesamowite są te twoje obrazy.. z waszego życia. Piszesz tak że czuje się jakbym stała obok.
OdpowiedzUsuńbyła tam razem z Wami
Syn wygadany.
ale cóż się dziwić- poszedł w ślady matki :D
Dziękuję :)))
Usuńoj, lepiej by nie szedł w moje ślady :)))