Słowo kocham mnie powaliło. To, że miłość leży na bliskiej granicy z nienawiścią wiedziałam. To, że miłość bywa dziwna też wiedziałam. ale rozłożył mi syn słowo na czynniki pierwsze i na oczy przejrzałam.
I zawisnąwszy nad słowem można rzec:
-Ko... ko.... ko... ko... cham.
Ha, ha, ha, ha
Ale czyż tak nie jest? Najpierw tokowanie, a potem .......odsłona mało miła. Bywa tak czasami, oj bywa ....
- Postawię sobie pomnik za cierpliwość...
- Hehehe, lepiej rozumu poszukaj...
- Jak znajdę nie będę mógł być z tobą ...
- Chetnie ci pomogę w poszukiwaniach...
- Dobra, nie truj kobieto, mam fajny film z Aniston. Idziesz?!
I tak to trwa trzynaście lat ....
Ostatnio mężulo mnie wpienił. Nie wiem czym, ale mnie wpienił. Wpienił mnie tak makabrycznie, że po kuchni miotałam się miotając słowem pod nosem.
- On jest....on jest....on jest....
- Gnojkiem? - zapytała córka patrząc na mnie tymi swoimi radosnymi oczkami.
-O!o!O! właśnie! gnojkiem - chwila opamiętania: kurde! co ja mówię! - nie, no co ja mówię, co ty mówisz,no dziecko!, twój tatuś jest cudownym człowiekiem, wiesz, tylko tak inaczej ......
Kazałam mężulowi drzwi z kuchni wyrzucić, by mi się jaśniej zrobiło.
Nie pomogło.
Nie pomogło mojej głowie, ale mieszkaniu owszem.
Czuję jednak opętanie.
PSM dusi mnie więc miotam się w drgawkach agonalnych warcząc okrutnie.
Obnażona bateria wina domowego,stojąca za drzwiami, których już nie ma -uśmiecha się bezczelnie.
Kiedyś mu się przeleje ....Niech tylko na dupsko klapnę, bo ostatnio tak jakoś nie mogę. Rano musze być kierowcą i dupa blada.
A mruczę za kierownicą zwłaszcza wieczorem. Piesi potrafią wyskakiwać na pasy- a co tam, ze ciemno, ze pada - niech kierowca ma refleks i hamuje. Ostatnio facet tak kolesiowi wyleciał ze dziwie się, ze kierowca nie dokonał mordu. Albo bezmyślne matki, kóre pchają wózki na pasy nie oceniając sytuacji na drodze. W końcu na pasach jest, no nie?!
W nocy syn się przebudził:
- O jest trzecia ... i budząc mnie opowiedział swój sen o Pingwinach z Madagaskaru.
Zasnęłam ubrechtana myśląc - kurde może będzie opowiadał dalsze historie mieszkańców zoo.
Szkoda tylko, że rano nie pamiętałam tego co mówił, a autor tym bardziej, niestety. . . .
Za to uczucie genialności syna nie prysło :)
Nie prysło do czasu, kiedy zaczął się ubierać.
-Gdzie są moje skarpetki ?!! Nie dałaś mi ich!!!
Oooooooo kurde....zagotowałam się. Nie dałaś ich?! I co, może mam przeprosić, powiedzieć - ojej no widzisz, i może rzucić słowem o zamotanej mamie? i pognać po nie? O! NIE! HA!
- A wiesz gdzie jest twoja szafa?
- No tam...
- A co w niej jest?
- Skarpetki
- Dokładnie, więc szoruj po nie.....
Skończyło się - wprowadzam nowy rytuał : wieczorne przygotowanie rzeczy na jutro. O!
Nie będzie mi rósł na rozkapryszonego wafla. Oj, nie, nie, nie.
Bo najpierw dzieci rozpieszczamy mega, a potem te słodkie misiaki zamieniają się w potworne dzieciaki.
Kochany syneczku, przykro mi bardzo, ale na żądanie to może być przystanek autobusowy! No i ewentualnie budyń, hehehe
Mam jakieś dziwne wrażenie, że chaos w życie się wkradł....może przez tą ospę ...albo listopadowy czas ...
Za to córce uśmiech wrócił jak i chęć do rozrabiania.
- Podręczysz mnie?
- Z chęcią tylko niech te syfki znikną, dobrze?
Dręczenie to rytuał zabaw naszych codziennych. Gilgotanie masakryczne. Z podjadaniem pięt włącznie.
Córka zasnęła wczoraj bez jęków i marudzenia. Poszła spać po prostu. Jaka ulga. Tylko te wykwity nie wyglądają miło. Zwłaszcza na buzi. Mam nadzieję, ze odejdą bez śladu. Choć pewnie to potrwa zanim znikną.
Ale cieszę się niesamowicie, że córce humor wraca. Bo Młoda nie ma życiowego kwachu -jest radosnym dzieciakiem. I to jej cierpienie i smutek z nóg zwalało.
A propos chorób i lekarzy ...
Zadzwoniłam do ortodonty.
- Dzień dobry, chciałabym dziecko zarejestrować ....
- Niestety, proszę dzwonić w grudniu, by umówić wizytę po nowym roku ....
Zadzwoniłam do innego ortodonty w mojej osadzie i wokół osady. Wszędzie to samo - już nie przyjmują.
Zadzwoniłam do Wielkiego Miasta.
- Oczywiście, czy będzie odpowiadać wizyta w dniu .....
Czas oczekiwania - dwa tygodnie.
Pojechaliśmy. Fajna mała przychodnia z super obsługą. Weszliśmy o umówinym czasie.
- Aparat będzie potrzebny, już zapisujemy w kolejce oczekujących.
Zrobili synowi zdjęcie panoramiczne szczęki zapraszając na wizytę na wiosnę, kiedy powinny wyjść już dwójki. A nam opadły szczęki. Można?! Można! i wszystko w ramach tego samego NFZ.
Tyle, ze wciąż nie rozumiem polityki limitów punktowych. Ktoś w ministerstwie zakłada, że ileś osób bedzie chorych, reszta nie lapie się i koniec. Bzdura, ale cóż, na złodzieju czapa gore ...
I zawisnąwszy nad słowem można rzec:
-Ko... ko.... ko... ko... cham.
Ha, ha, ha, ha
Ale czyż tak nie jest? Najpierw tokowanie, a potem .......odsłona mało miła. Bywa tak czasami, oj bywa ....
- Postawię sobie pomnik za cierpliwość...
- Hehehe, lepiej rozumu poszukaj...
- Jak znajdę nie będę mógł być z tobą ...
- Chetnie ci pomogę w poszukiwaniach...
- Dobra, nie truj kobieto, mam fajny film z Aniston. Idziesz?!
I tak to trwa trzynaście lat ....
Ostatnio mężulo mnie wpienił. Nie wiem czym, ale mnie wpienił. Wpienił mnie tak makabrycznie, że po kuchni miotałam się miotając słowem pod nosem.
- On jest....on jest....on jest....
- Gnojkiem? - zapytała córka patrząc na mnie tymi swoimi radosnymi oczkami.
-O!o!O! właśnie! gnojkiem - chwila opamiętania: kurde! co ja mówię! - nie, no co ja mówię, co ty mówisz,no dziecko!, twój tatuś jest cudownym człowiekiem, wiesz, tylko tak inaczej ......
Kazałam mężulowi drzwi z kuchni wyrzucić, by mi się jaśniej zrobiło.
Nie pomogło.
Nie pomogło mojej głowie, ale mieszkaniu owszem.
Czuję jednak opętanie.
PSM dusi mnie więc miotam się w drgawkach agonalnych warcząc okrutnie.
Obnażona bateria wina domowego,stojąca za drzwiami, których już nie ma -uśmiecha się bezczelnie.
Kiedyś mu się przeleje ....Niech tylko na dupsko klapnę, bo ostatnio tak jakoś nie mogę. Rano musze być kierowcą i dupa blada.
A mruczę za kierownicą zwłaszcza wieczorem. Piesi potrafią wyskakiwać na pasy- a co tam, ze ciemno, ze pada - niech kierowca ma refleks i hamuje. Ostatnio facet tak kolesiowi wyleciał ze dziwie się, ze kierowca nie dokonał mordu. Albo bezmyślne matki, kóre pchają wózki na pasy nie oceniając sytuacji na drodze. W końcu na pasach jest, no nie?!
W nocy syn się przebudził:
- O jest trzecia ... i budząc mnie opowiedział swój sen o Pingwinach z Madagaskaru.
Zasnęłam ubrechtana myśląc - kurde może będzie opowiadał dalsze historie mieszkańców zoo.
Szkoda tylko, że rano nie pamiętałam tego co mówił, a autor tym bardziej, niestety. . . .
Za to uczucie genialności syna nie prysło :)
Nie prysło do czasu, kiedy zaczął się ubierać.
-Gdzie są moje skarpetki ?!! Nie dałaś mi ich!!!
Oooooooo kurde....zagotowałam się. Nie dałaś ich?! I co, może mam przeprosić, powiedzieć - ojej no widzisz, i może rzucić słowem o zamotanej mamie? i pognać po nie? O! NIE! HA!
- A wiesz gdzie jest twoja szafa?
- No tam...
- A co w niej jest?
- Skarpetki
- Dokładnie, więc szoruj po nie.....
Skończyło się - wprowadzam nowy rytuał : wieczorne przygotowanie rzeczy na jutro. O!
Nie będzie mi rósł na rozkapryszonego wafla. Oj, nie, nie, nie.
Bo najpierw dzieci rozpieszczamy mega, a potem te słodkie misiaki zamieniają się w potworne dzieciaki.
Kochany syneczku, przykro mi bardzo, ale na żądanie to może być przystanek autobusowy! No i ewentualnie budyń, hehehe
Mam jakieś dziwne wrażenie, że chaos w życie się wkradł....może przez tą ospę ...albo listopadowy czas ...
Za to córce uśmiech wrócił jak i chęć do rozrabiania.
- Podręczysz mnie?
- Z chęcią tylko niech te syfki znikną, dobrze?
Dręczenie to rytuał zabaw naszych codziennych. Gilgotanie masakryczne. Z podjadaniem pięt włącznie.
Córka zasnęła wczoraj bez jęków i marudzenia. Poszła spać po prostu. Jaka ulga. Tylko te wykwity nie wyglądają miło. Zwłaszcza na buzi. Mam nadzieję, ze odejdą bez śladu. Choć pewnie to potrwa zanim znikną.
Ale cieszę się niesamowicie, że córce humor wraca. Bo Młoda nie ma życiowego kwachu -jest radosnym dzieciakiem. I to jej cierpienie i smutek z nóg zwalało.
A propos chorób i lekarzy ...
Zadzwoniłam do ortodonty.
- Dzień dobry, chciałabym dziecko zarejestrować ....
- Niestety, proszę dzwonić w grudniu, by umówić wizytę po nowym roku ....
Zadzwoniłam do innego ortodonty w mojej osadzie i wokół osady. Wszędzie to samo - już nie przyjmują.
Zadzwoniłam do Wielkiego Miasta.
- Oczywiście, czy będzie odpowiadać wizyta w dniu .....
Czas oczekiwania - dwa tygodnie.
Pojechaliśmy. Fajna mała przychodnia z super obsługą. Weszliśmy o umówinym czasie.
- Aparat będzie potrzebny, już zapisujemy w kolejce oczekujących.
Zrobili synowi zdjęcie panoramiczne szczęki zapraszając na wizytę na wiosnę, kiedy powinny wyjść już dwójki. A nam opadły szczęki. Można?! Można! i wszystko w ramach tego samego NFZ.
Tyle, ze wciąż nie rozumiem polityki limitów punktowych. Ktoś w ministerstwie zakłada, że ileś osób bedzie chorych, reszta nie lapie się i koniec. Bzdura, ale cóż, na złodzieju czapa gore ...
Tak jest, że niektóre placówki mają większe limity inne mniejsze.
OdpowiedzUsuńTeż masz peemesa?
Lubiłam się z Młodym gilgotać do czasu jak nie przydzwonił mi w oko w napadzie śmiechu. Na szczęście śliwa nie wyszła, ale od tego czasu trochę się boję. W sumie niektóre plomby do wymiany, ale wolałabym jeszcze trochę w nich pochodzić ;)
Mi sie kiedyś wyrwało przy dziecko "durna pipa" i mnie sprzedał Młody kiedyś na tyle głośno, że na pewno pani usłyszała. Po dyskucji z babką, odchodząć dziecko mówi: ta pani też jest durną pipą?.
Jak tam sprawa z nogą?
oj mam jazdę bez trzymanki,:)
Usuńtechnika udręki - blokada nóg i rąk i jazda się zaczyna - kwik kwik aaaaaaaa przestań hahahahaha
zacnych slów używasz buhahahaha a dzieciaki potrafią kłapnąc dzióbkiem, oj hahahaha
Piszesz o "ko ko ko cham". Mnie tak się kojarzy mił+ość. I co, nie jest tak? Trochę miłowania, trochę ości. ;)
OdpowiedzUsuńhahahah pazurkiem pociągnęłaś, aż do kości :D
UsuńA jest tak, jest - miłość do śmierci(szkieletu hahaha), albo wielki love nagle kurczy się do kości, ości albo ością w gardle staje hahahaha miłość ma coś z ryby - potrafi się wymknąc z rąk...temat rzeka ahahaha :)
U mnie Czarne Chmury. Tadam, tadam, tadadam.... Gdzie jesteś pułkowniku Dowgirdzie????
OdpowiedzUsuńtadam, tadam, pojechałem rozegnać Czarne Chmury :P:)
UsuńmaSakra :D
OdpowiedzUsuńWykwity smaruj jak najwięcej.. i dbaj o to żeby strupki same odpadły..
i trzymaj się
i przytulam
i w ogóle miłego dnia...
Córka w ogóle nie drapie się, ufff ale fakt faktem odetchnę jak wszystko zniknie
UsuńDziękuję i pozdrawiam :DDDDDD (serdecznie mega mocno:D)
Czasem tak jest, że się wkórzymy na siebie, a nawet nie pamiętamy o co:)
OdpowiedzUsuńzagubiona
ja mam sklerozę non stopa :DDD
Usuńbo jakbym sobie przypomniała to jeszcze łyżką przy obiedzie pacnęłabym w głowę i co?! :D:
No niestety stwierdzenie a raczej wyznanie twojego starszaka jest słuszne :). Co do lekarzy... Niestety tak już jest że jak dzwonisz do placówek które są najbardziej rozpowszechnione to kolejki są straszne a jak zadzwonisz do takiej mniej znanej to aż kopara opada że można tak szybko wszystko załatwić.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Ale nie powinno tak być - ech, ale co w tym kraju jest normalne?! :)
UsuńJak to co w tym kraju jest normalne ? My ! :P
Usuń