Syn wciąż ma wielką niechęć do jazdy samochodem. Każda podróż trwa za długo.
- Pojedziemy do cioci.
- A ile będziemy jechać?!
- Tyle ile trzeba.
- Nieeeeeee, ja nie chcę.
Za chwilę dodał tonem ugodowym:
- Pojedziemy pod warunkiem, że wy rozsiądziecie się na kawce, a my będziemy oglądać bajki.
Ufff, dobrze, ze na kawce, a nie na winku :P
Opowiadam dzieciakom jak chomik rzucił się na muchę.
- ... i normalnie Zygmunt wypadł z klatki hahahaha
- Rzucił się na muchę jak ty synu na tablet - dodał tato na co Młoda odparowała:
- I jak ja na telewizję.
Gram z Młoda w Zgaduj Zgadulę.
- Jest niewielka, a więc łatwo mieści się w piórniku. Możesz nią naostrzyć kredki, mały rysowniku.
Córka siedzi i nic. Mruga.
- No? Kochanie?
Na co Młoda oburzona:
- No przecież wymrugałam : strugaczka!
W poniedziałek nastąpił niezły zonk. Budzę rano maleństwa i co? Obudziłam syna i biedronkę. Córka była cała w kropkach.
Hm....
Alergia na matkę?
Zadzwoniłam rano do pracy, że mam awarię w zdrowiu dziecka i poleciałyśmy do przychodni.
- Ospa wietrzna.
- Co?!
Lekarka powiedziała jak należy postępować. Młoda była jeszcze sobą ....a ja nie spodziewałam się masakry.
Córkę musiałam zostawić pod opieką babci i poleciałam do pracy. Jak to dobrze mieć babcię i auto. Gnałam na samych żółtych światłach.
Jak zwykle jazda bez zahamowań :P
W drodze powrotnej światła mi sprzyjały.
Hm...
Oby zawsze mi światła sprzyjały w drodze w powrotnej :P
Odebrałam syna ze szkoły.
- Młoda jest chora. Ma ospę wietrzną
- Ospa wieczna?
- Wietrzna
- Wieczna?
- Oj synu, nie wieczna! Wietrzna jak wiatr a nie wieczna jak wieczne odpoczywanie daj panie…
Syn zaczął rechotać: wieczne odpoczywanie, wieczne odpoczywanie.....
Wpadł do domu i zaryczał:
- Młoda ma wieczne odpoczywanie, hahahahaha
Babci okulary zaparowały:
- Co ty mówisz?!
- Wieczne odpoczywanie hahahaha dać jej Panie.......
Poleciałam z synem na trening. On poszedł się przebrać, a ja czekałam na ławce w sali. W końcu wyszedł i poleciał do kolegów olewając mnie z góry na dół. Dziwne to uczucie - mieszanka dumy z żalem olania Poczułam się jak Plastuś ... ...mógł choć pomachać rączką, no nie?! A ja siedziałam jak ...no ten Plastuś w piórniku.
Poszłam sobie. Tak więc oboje machaliśmy nogami: on na parkiecie, ja po ulicy. Wróciłam pod salę, stanęłam na murku i lampię się co też oni tam wyczyniają. Dzieci po kolei wychodziły przed szereg i demonstrowały pewne sekwencje ciosów: ręce,ręce, ręce, noga. Poprawka, poprawka, poprawka... ooooo jest Starszy. Nie patrzył na trenera - pojechał bezbłędnie! Ale ma moc w ruchach! Ha! Aż mi haftka w biustonoszu pękła - duma ma moc (nieźle stawia cycki :P) :)
- Mamo, ale ja nie chce zachorować. Nie chcę mieć zaległości w szkole. I czeka mnie egzamin na belkę.
Ja nie mogę - to chyba nazywa się ambicja. I co ja słyszę?! Karate nie jest ble?!
- Belkę? Chyba pas biały ....Będziesz startował?!
- No, chcę. A tato będzie wtedy?!
- Niestety nie...
- Szkoda....
Córka zasnęła po Pingwinach. Obudziła się po 23-ciej i zaczęła się noc żywych trupów. Młoda płakała, jęczała, marudziła. Robiłam jej nasiadówki w wodzie z rumiankiem, kąpiel w nadmanganianie, chuchałam, dmuchałam na rekach nosiłam, leki podawałam i wodę do picia.
Sen był kradzionym pięciominutowym oddechem, czasami dziesięciominutowym, a może i półgodzinnym. Wańka wstańka. Ale co tam - najgorsze w tym wszystkim, że Młoda tak się męczyła ......
Poczucie bezsilności jest koszmarnym uczuciem....
O piątej wymiękłam - puściłam jej bajki, a sama padłam w łoże.
Bach, trach, aj, oj - dostałam w żebra, w kręgosłup. Syn się przeciągał. Spał w moim wyrku, bo z siostrą w pokoju spać nie chciał, zresztą słusznie, by się nie zarazić.
Przy śniadaniu:
- Wiesz synu, ty lubisz spać przy japońskich mruczankach.
- Co mówisz?
- No mówię, że lubisz spać przy japońskich mruczankach. Ty się wyciągasz, a ja robię - ej, aj, oj, iiiii, aj
- Hahahahaha, jak?
- No ty mnie kopiesz przez sen a ja mruczę ....
- Hahahahaha
Przyjechałam z pracy. Młoda spała. Cwaniara odsypiała noc. Niespokojnie.
- Choć Starszy - pykniemy partyjkę.
Przegrałam, przegrałam....
- Ty nie masz głowy!
- A to co jest?! - zapytałam się zdumiona wskazując na swoją głowę.
- No dobra głowę masz ale mózgu nie masz, hahahahaha
Zabawne. Nie zdążyłam pacnąć, bo Młoda wstała.
- O Pryszczaty Poldziu jest ahahahaha - syn zbrechtał nazywając córkę imieniem postaci z książki o Karolku Koszmarnym.
A Młoda wstała i zapanowała czasem moim. Jeszcze gorzej ją wysypało .....
Nie sądziłam, ze ospa to takie cholerstwo. Bidula. Moja Biedronka ....Zombie.
Choć cierpi i marudzi to jednak jest dzielna. Nie drapie się.
- Pani w przedszkolu mówiła, że nie wolno ....
- Bardzo mądrą macie panią. Bo nie wolno kochanie ....
- AAAAAŁAAAA MAMO!!! SWĘĘĘĘDZIIIIIII........
Szykuje się kolejna noc żywych trupów......
Dużo wytrwałości życzę i zdrówka dla Młodej.
OdpowiedzUsuńDzięki.
OdpowiedzUsuńMam tylko nadzieję, że szybko minie ......oby.....
A wiesz, że ja nigdy nie byłam Biedronką? I trochę się boję co to będzie, jak mi Młody przyniesie taki gift ze szkoły. Moją nieskazitelną cerę ch..j trafi ;)
OdpowiedzUsuńhahahaha to lepiej, by nie przyniósł! :)
Usuńbo wiesz, twarz twarzą ale jak to się rzuci na inne części ciała ......to mega pozamiatane :)
Twój syn jak coś wymyśli, to boki zrywać. Wyobrażam sobie przerażenie babci:) Ale córa dzielna jest, twarda baba.
OdpowiedzUsuńzagubiona
Dzięki :D to naprawdę są fajne dzieciaki :)
UsuńKochana Arte! trzymaj się dzielnie...
OdpowiedzUsuńżeby Cie pocieszyć to Ci napisze że jak mój 5 latek przywlókł ospę z przedszkola to po 2 tygodniach dostałam ja i mój dwumiesięczny bobas....
to dopiero koszmar...
ps. skocz do apteki po taki zwykły puder na ospe-ale on jest jakiś miętowy-genialnie " chłodzi"
Dzięki:DDDDDDD
OdpowiedzUsuńJuż jest lepiej - córa się dzisiaj uśmiechała i śmiała, był jej śmiech!!!:))) Ale wygląda okrutnie....ale najważniejsze, ze tak nie meczy się ufff (ale puder zapamiętam, byłam wczoraj w aptece prosząc o cokolwiek by ulżyć Młodej to dali mi jakiś fioletowy roztwór i korę z dębu, hm)
Jejku to miałaś się i jeszcze bobas...uuuuuuuuuuu..to dopiero masakra :(
Martwię się o syna, mam nadzieje, że nie wykluje się na nim to g. !!!
Ja przeszłam to mając rok i matka mówi, ze biegła do żłobka i zdążyła - nie zaszczepili mnie przeciwko ospie, a chwilę potem zachorowałam....
to taki zwykły puder-kilka zł kosztuje ale jest niesamowity...
Usuńja miałam tego pełno.. i puder i to fioletowe... i kilka-kilkanaście razy dziennie smarowałam.. najgorzej mnie chwyciło-pewnie z racji wieku:( do dzisiaj mam blizny....
ale dzieci ani jednej..
najgorsze jest to, ze ja nie miałam nic jak byłam dzieckiem-ani ospy ani świnki ani różyczki.. więc będę teraz to odchorowywać...
oby jednak nie, ( i tfu tfu tfu za ramię na a kysz chorobom wszelkim), bo dzieciaki lepiej przechodzą takie paskudztwa niż dorośli
Usuń