wtorek, 8 października 2013

nerw





Odebrałam dziecięcia swe.
- Na piechotę?! - z jękiem zapytał się syn.
- Nie, na miotle. Gucio - łazimy.

Dom, moment wytchnienia.  Trzeba było zbierać się.

- A wiesz co chcę na b?!
- Wiem, bajkę.
- TAAAAAK! Puść mi.
- Przykro mi Młoda, ale nie mamy czasu.
Buuuuuuuuuuuuuuuu...... Jeszcze tego mi brakowało. Nałóg mały!!! Jeden, dwa, trzy ...

Chciałam karate? To mam. Trzeba ruszyć tyłek. A ta bezczynność była taka cudowna. Hm... Wytargałam fotelik rowerowy i oddałam się rozkoszy montowania tego dziadostwa. Ja pierdolę to za małe słowo na określenie tego gówna i mej męki. Porządna firma a ten fotel to takie plastikowe ciężkie cholerstwo jakich mało. Gorzej trafić nie mogłam, ale cóż w testach taki bezpieczny, grrrr.  Zadzwoniłam do swej wyroczni.
- Mężulo, to zielone to wcisnąć czy granica?
- To gówno zakładasz? Nie woź w niej Młodej!
-A w czym mam wozić, mówiłam kup nowy fotelik.
- Mi?
- Nie,  mojej dupie. Nieważne, co z tym zielonym?
- Wcisnąć, by nie było widać.
 Dezodorant nie wytrzymał tego napięcia, kropla poszła. Walka była zacięta. Udało się. Wcisnęłam. Czy baba jest od wciskania?!
No kitu chyba ...ech...
Teraz jazda z tym dziadostwem. Rower tracił równowagę. Masakra. Syn jechał z przodu, z tyłu, zajeżdżał drogę. Pod nosem rzucałam mięchem, ale spokojna jeszcze byłam. Naprawdę ten fotelik to jeden wielki niewypał. A mogłam autem, ale nie. Ruch ma być. Nakręciłam się mega. Energia nakręca energię. Stop pizdowatości. Nie będą mi dzieci w marudzeniu i stagnacji żyć.

Syn poszedł na ćwiczenia. Zapłaciłam. Ambitnie podeszłam. Od razu - "książeczka".

Ja mu kurna dam. Ha!. Dan, dan, dan....

Starszy ćwiczył, a my pałętaliśmy się po Parku. Fontanna, kasztany, huśtawki. Młoda waląc kijkiem w krzaki mówiła, że walczy z potworem. Potwór był duży, więc też dostałam miecz. Pokonałyśmy go. Ufff
A potem było podglądactwo przez okno. Kurde, to nie był film.
- Mamo a oni tak walczą - Młoda poczuła bluesa i zaczęła wymachiwać rękami - Karate jest fajne!

- To chyba i ciebie za piszę za rok, co?
- Tak! Chcę.

Syn jednak był innego zdania. Zapłakany przebierał się.
- To jest głupie - buuuuuuuuuuuuu -  trzeba ćwiczyć i słuchać.
Hahahahahaha, no właśnie duży gadzie, no właśnie. Samodysplinka przyda się w tym rozgardiaszu twym życiowym, w tym malkontenctwie. Bo ja odpadam.
- To będziesz ćwiczył i słuchał.
- Nieeeee mamo, ja nie chcę - i buczy i nos wyciera zasmarkany.
- Synu, dość! Nie będziesz mi rósł na miękkiego, zasmarkanego wafla, co zabija się własnymi nogami, któremu nic się nie chce. NIE! NIE! NIE! Zresztą w domu pogadamy. Koniec dyskusji!

Byłam pewnie w tym wszystkim trochę niesprawiedliwa, bo facet jest fajny. Indywidualista, filozof, rysownik, matematyk, i taki spokojny leszcz, ale ja będę wredotą nieuleczalną co na przekór w sport pcha. Dusza może ocipieć w marnym ciele. Równowaga musi być. Tak jak boskie ciało bez duszy staje się tylko materacem. Czy jakoś tak.


Chcieć to móc. W życiu trzeba pokonywać własne słabości. Trudno. Przykro mi synu. Jak masz mi siedzieć w domu i jęczeć - ale nuda. Lampić się bezmyślnie w bajki. Jeśli masz tylko rysować te swoje głupki to ja mówię - NIE! I taką nawijkę mu sprzedałam. A co. A nawet gorszą. Ale i też niektóre rzeczy przełknęłam. No bo kurwa nie wdawaj się w matkę swą! -to była niewypowiedziana myśl. Ale hiciory zostawię na okres dorastania.


- Musimy w domu ćwiczyć
- To dobrze. ćwicz. Może ja się czegoś nauczę?
- Ale ja nie wiem co....to trudne jest .....
- Synu, wszystko na początku jest trudne. Nie poddawaj się. Co dostałeś za szlaczki?
- Szlaczki?
- No szlaczki, szlaczki, te co w zeszycie robiłeś? Ej, heloł!
- Znakomicie
- A widzisz, a w przedszkolu mówiłeś, że szlaczki są głupie i nie potrafiłeś je rysować, a teraz dla ciebie są łatwe. Będzie dobrze, zobaczysz.
- A wypiszesz mnie?
- Nie!

Mam nadzieję, że przetrwa. Że odnajdzie się. Że połknie bakcyla. Dzieci trzeba czasami pchać do przodu. Nie wiem czy w dobrym kierunku wybrałam drogę, ale sztuka walki uczy sztuki życia.





22 komentarze:

  1. Ja od podstawówki byłam szczypiornistką:)Tylko mój wzrost utrudniał grę oraz częste kontuzje nadgarstka.Z czasem też mój zapał malał i się skończyło rumakowanie:)

    mężatka(zagubiona)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super :) a wiesz, to była jedyna gra zespołowa w którą nie grałam, za to moja mama była atakiem w piłce ręcznej :) Inne - siata, kosz - I love ach...

    OdpowiedzUsuń
  3. czasami potrzeba odrobiny motywacji, by wyrwać niektórych z patosu:) Tobie też nie łatwo, gdy to małe tak trajkocze i marudzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no własnie, motywacja musi być i pokazywanie różnych rzeczy, a nie marudzenie to be tamto be ....gucio, życię cudem jest i basta :)
      pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Maluch przyzwyczajony do dobrej mamy, a tu słuchać każą hi hi kto by śmiał? Karate... Ja swoją córkę też wyślę jak trochę podrośnie - kobiety też muszą być silne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie :)

      mamy słucha się choć podyskutować musi, a tu - nie ma zmiłuj się, ha!

      Usuń
  5. A może jakiś inny sport spodobałby mu się bardziej. Ja chodziłam na przykład na AIKIDO i uważałam zawsze, że jest ciekawsze niż karate. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, żeby on tak chciał w cokolwiek pograć czy robić to okej, ale ma przyciąganie kanapowe, a przez to ja siedzę, więc cóż - life is brutal :)
      Aikido to znajomi trenują, a ja chciałam, by naiuczył się też odnajdywać w nowym środowisku :)

      Usuń
  6. Puść mu Wejście Smoka, może polubi karate ;) I też myślę że lepiej niech ćwiczy coś co lubi: pływanie, piłka nożna, rower itp :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Puściłam i nawijam o Bruce Lee etc :)
      Jezu, chyba sama się na to zapiszę :PPPP

      Usuń
    2. hahahaha dokładnie, tyle, że problem z kolanem póki co -eliminuje mnie :)

      Usuń
  7. i of course - pozdro for all :DDDDDDDD

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie odpuszczaj, niech ćwiczy. Wszystko wymaga pracy i treningu, żeby efekt był - czy to karate, czy pływanie. Jeszcze kiedyś Ci podziękuje, że byłaś konsekwentna. Niech się hartuje. Bo życie, "to nie je bajka! To wielka je bitwa!" ;)
    Pozdrowionka dla Mamy i Młodzieży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. I tak właśnie zamierzam czynić, póki co :)

      pozdrawiam :)

      Usuń
  9. jeszcze trochę i syn zapyta... " Jest tu jakiś cwaniak!?!?" ;-))

    OdpowiedzUsuń
  10. Mój ma takie ADHD że zastanawiam się czy karate go wykończy czy on karate. Ale zapiszę. Twój coś bardziej dyscypliny złapał?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na razie usuwa mi się na podlogę mowiąc - nie chce tego, to głupie - ale w sposobie bycia jest inny, żwawszy ::)
      Musze po prostu tego lenia przełamać, by się zachciało synowi ech

      Usuń
  11. Czemu ten pies robi kupę? ;) ;) ;) I gdzie woreczek do posprzątania? :D

    OdpowiedzUsuń
  12. czyżbym znowu straciła wątek?! :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Popierdzieliły mi się posty :D

    Nie tak naprawdę to mam smoka w kuchni :D

    OdpowiedzUsuń