Odebrałam dziecięcia swe.
- Na piechotę?! - z jękiem zapytał się syn.
- Nie, na miotle. Gucio - łazimy.
Dom, moment wytchnienia. Trzeba było zbierać się.
- A wiesz co chcę na b?!
- Wiem, bajkę.
- TAAAAAK! Puść mi.
- Przykro mi Młoda, ale nie mamy czasu.
Buuuuuuuuuuuuuuuu...... Jeszcze tego mi brakowało. Nałóg mały!!! Jeden, dwa, trzy ...
Chciałam karate? To mam. Trzeba ruszyć tyłek. A ta bezczynność była taka cudowna. Hm... Wytargałam fotelik rowerowy i oddałam się rozkoszy montowania tego dziadostwa. Ja pierdolę to za małe słowo na określenie tego gówna i mej męki. Porządna firma a ten fotel to takie plastikowe ciężkie cholerstwo jakich mało. Gorzej trafić nie mogłam, ale cóż w testach taki bezpieczny, grrrr. Zadzwoniłam do swej wyroczni.
- Mężulo, to zielone to wcisnąć czy granica?
- To gówno zakładasz? Nie woź w niej Młodej!
-A w czym mam wozić, mówiłam kup nowy fotelik.
- Mi?
- Nie, mojej dupie. Nieważne, co z tym zielonym?
- Wcisnąć, by nie było widać.
Dezodorant nie wytrzymał tego napięcia, kropla poszła. Walka była zacięta. Udało się. Wcisnęłam. Czy baba jest od wciskania?!
No kitu chyba ...ech...
Teraz jazda z tym dziadostwem. Rower tracił równowagę. Masakra. Syn jechał z przodu, z tyłu, zajeżdżał drogę. Pod nosem rzucałam mięchem, ale spokojna jeszcze byłam. Naprawdę ten fotelik to jeden wielki niewypał. A mogłam autem, ale nie. Ruch ma być. Nakręciłam się mega. Energia nakręca energię. Stop pizdowatości. Nie będą mi dzieci w marudzeniu i stagnacji żyć.
Syn poszedł na ćwiczenia. Zapłaciłam. Ambitnie podeszłam. Od razu - "książeczka".
Ja mu kurna dam. Ha!. Dan, dan, dan....
Starszy ćwiczył, a my pałętaliśmy się po Parku. Fontanna, kasztany, huśtawki. Młoda waląc kijkiem w krzaki mówiła, że walczy z potworem. Potwór był duży, więc też dostałam miecz. Pokonałyśmy go. Ufff
A potem było podglądactwo przez okno. Kurde, to nie był film.
- Mamo a oni tak walczą - Młoda poczuła bluesa i zaczęła wymachiwać rękami - Karate jest fajne!
- To chyba i ciebie za piszę za rok, co?
- Tak! Chcę.
Syn jednak był innego zdania. Zapłakany przebierał się.
- To jest głupie - buuuuuuuuuuuuu - trzeba ćwiczyć i słuchać.
Hahahahahaha, no właśnie duży gadzie, no właśnie. Samodysplinka przyda się w tym rozgardiaszu twym życiowym, w tym malkontenctwie. Bo ja odpadam.
- To będziesz ćwiczył i słuchał.
- Nieeeee mamo, ja nie chcę - i buczy i nos wyciera zasmarkany.
- Synu, dość! Nie będziesz mi rósł na miękkiego, zasmarkanego wafla, co zabija się własnymi nogami, któremu nic się nie chce. NIE! NIE! NIE! Zresztą w domu pogadamy. Koniec dyskusji!
Byłam pewnie w tym wszystkim trochę niesprawiedliwa, bo facet jest fajny. Indywidualista, filozof, rysownik, matematyk, i taki spokojny leszcz, ale ja będę wredotą nieuleczalną co na przekór w sport pcha. Dusza może ocipieć w marnym ciele. Równowaga musi być. Tak jak boskie ciało bez duszy staje się tylko materacem. Czy jakoś tak.
Chcieć to móc. W życiu trzeba pokonywać własne słabości. Trudno. Przykro mi synu. Jak masz mi siedzieć w domu i jęczeć - ale nuda. Lampić się bezmyślnie w bajki. Jeśli masz tylko rysować te swoje głupki to ja mówię - NIE! I taką nawijkę mu sprzedałam. A co. A nawet gorszą. Ale i też niektóre rzeczy przełknęłam. No bo kurwa nie wdawaj się w matkę swą! -to była niewypowiedziana myśl. Ale hiciory zostawię na okres dorastania.
- Musimy w domu ćwiczyć
- To dobrze. ćwicz. Może ja się czegoś nauczę?
- Ale ja nie wiem co....to trudne jest .....
- Synu, wszystko na początku jest trudne. Nie poddawaj się. Co dostałeś za szlaczki?
- Szlaczki?
- No szlaczki, szlaczki, te co w zeszycie robiłeś? Ej, heloł!
- Znakomicie
- A widzisz, a w przedszkolu mówiłeś, że szlaczki są głupie i nie potrafiłeś je rysować, a teraz dla ciebie są łatwe. Będzie dobrze, zobaczysz.
- A wypiszesz mnie?
- Nie!
Mam nadzieję, że przetrwa. Że odnajdzie się. Że połknie bakcyla. Dzieci trzeba czasami pchać do przodu. Nie wiem czy w dobrym kierunku wybrałam drogę, ale sztuka walki uczy sztuki życia.
Ja od podstawówki byłam szczypiornistką:)Tylko mój wzrost utrudniał grę oraz częste kontuzje nadgarstka.Z czasem też mój zapał malał i się skończyło rumakowanie:)
OdpowiedzUsuńmężatka(zagubiona)
Super :) a wiesz, to była jedyna gra zespołowa w którą nie grałam, za to moja mama była atakiem w piłce ręcznej :) Inne - siata, kosz - I love ach...
OdpowiedzUsuńczasami potrzeba odrobiny motywacji, by wyrwać niektórych z patosu:) Tobie też nie łatwo, gdy to małe tak trajkocze i marudzi
OdpowiedzUsuńno własnie, motywacja musi być i pokazywanie różnych rzeczy, a nie marudzenie to be tamto be ....gucio, życię cudem jest i basta :)
Usuńpozdrawiam :)
Maluch przyzwyczajony do dobrej mamy, a tu słuchać każą hi hi kto by śmiał? Karate... Ja swoją córkę też wyślę jak trochę podrośnie - kobiety też muszą być silne :D
OdpowiedzUsuńpewnie :)
Usuńmamy słucha się choć podyskutować musi, a tu - nie ma zmiłuj się, ha!
A może jakiś inny sport spodobałby mu się bardziej. Ja chodziłam na przykład na AIKIDO i uważałam zawsze, że jest ciekawsze niż karate. :)
OdpowiedzUsuńAniu, żeby on tak chciał w cokolwiek pograć czy robić to okej, ale ma przyciąganie kanapowe, a przez to ja siedzę, więc cóż - life is brutal :)
UsuńAikido to znajomi trenują, a ja chciałam, by naiuczył się też odnajdywać w nowym środowisku :)
Puść mu Wejście Smoka, może polubi karate ;) I też myślę że lepiej niech ćwiczy coś co lubi: pływanie, piłka nożna, rower itp :)
OdpowiedzUsuńPuściłam i nawijam o Bruce Lee etc :)
UsuńJezu, chyba sama się na to zapiszę :PPPP
kimono już masz :D
Usuńhahahaha dokładnie, tyle, że problem z kolanem póki co -eliminuje mnie :)
Usuńi of course - pozdro for all :DDDDDDDD
OdpowiedzUsuńNie odpuszczaj, niech ćwiczy. Wszystko wymaga pracy i treningu, żeby efekt był - czy to karate, czy pływanie. Jeszcze kiedyś Ci podziękuje, że byłaś konsekwentna. Niech się hartuje. Bo życie, "to nie je bajka! To wielka je bitwa!" ;)
OdpowiedzUsuńPozdrowionka dla Mamy i Młodzieży :)
Dokładnie. I tak właśnie zamierzam czynić, póki co :)
Usuńpozdrawiam :)
jeszcze trochę i syn zapyta... " Jest tu jakiś cwaniak!?!?" ;-))
OdpowiedzUsuńoby! :)
UsuńMój ma takie ADHD że zastanawiam się czy karate go wykończy czy on karate. Ale zapiszę. Twój coś bardziej dyscypliny złapał?
OdpowiedzUsuńna razie usuwa mi się na podlogę mowiąc - nie chce tego, to głupie - ale w sposobie bycia jest inny, żwawszy ::)
UsuńMusze po prostu tego lenia przełamać, by się zachciało synowi ech
Czemu ten pies robi kupę? ;) ;) ;) I gdzie woreczek do posprzątania? :D
OdpowiedzUsuńczyżbym znowu straciła wątek?! :D
OdpowiedzUsuńPopierdzieliły mi się posty :D
OdpowiedzUsuńNie tak naprawdę to mam smoka w kuchni :D