czwartek, 5 września 2013

szkoły dzień czwarty

- I jak było w szkole?! - pytam się syna
- Wiesz zaczepiali nas tacy starsi.
 - I co? zrobiłeś coś?
 - Tak
-  w tym momencie syn zademonstrował palca - pokazałem im dwa razy fuck you.
 - Co pokazałeś?!?!?!?!
- No, fuck you by spadali.
..

Tylko patrzeć jak z limem przyjdzie.....Hm, no właśnie

- Słuchaj, a jak ktoś zacznie cię bić to co zrobisz.
- Wezmę go za to  - to mówiąc chwycił mnie za barki, kiedy kucałam przed nim, udając napastnika-  kopnę z kolanka w brzuch, on pada a ja po nim skaczę......
Zapowietrzyłam się jak kaloryfer przed okresem zimowym.
- Synu, po człowieku nie skacz, bo możesz nawet zabić. Palnij raz z pięści w nochala i powinno wystarczyć. Masz prawo do obrony, nie masz prawa kogoś zaczepiać, rozumiesz?!
- Tak.
Bary, kolanko, skok - skąd on to wziął?!


- Ja chcę bajkę - zaczęła drzeć się Młoda.
- Przestań za dużo oglądasz. Babcia zaraz przyjdzie to ci poczyta.
- Ale ja chcę, proszę - i córa zaczęła płakać. No dobra, wymiękłam.
- Masz tu jedną, potem wyłącz telewizor  i po bajce pościeraj kurze - rzuciłam na koniec sucharem.


Dzieciaki zostały pod opieką mamy, a ja poleciałam na wywiadówkę. Właściwie pierwsze spotkanie klasowe.
Trwało prawie 2 godziny. Prawie zasnęłam. Nie żeby było nudno, ale tak jakoś godzinowo poczułam, że oto zjazdu czas. Co jest?! Ech, rozkminię to innym razem.
W każdym bądź razie, jak powiedziała wychowawczyni, grupa jest silna. I niezależna. Zanim kto się obejrzał to już wyczaili sklepik szkolny. I mają pretensje do pani, że jeszcze ich na podwórko nie puszcza. Wielka szkoła z gimnazjalistami? To dla pierwszaka pryszcz!
:)
Pani z angielskiego miała pretensje, że niektóre dzieci były bez książek, bez zeszytu, a jak mieli zeszyt to nie mieli zadania, że tylko nieliczni wywiązali się ze wszystkiego. Syn jest wielki, bo pamiętał o wszystkim. Już widziałam słoneczko w zeszycie. Na innych pracach też. Fajnie zaczyna się. Jest nadzieja, że syn będzie poukładanym uczniem. Na razie nie wczepia się pazurami w drzwi, by nie wyjść.

Tyle, że ja w pierwszej klasie też byłam bardzo dobra. I na tej pierwszej klasie się skończyło  hahahaha tzn było osiem klas, ale tylko ta jedna z samymi piątkami.

Pierwsza klasę ukończyłam z naszywką wzorowy uczeń. Na początku drugiej klasy zerwano mi to wyróżnienie z fartuszka.Moich dóch kumpli też spotkał ten zaszczyt obdarcia z naj-u. Za co?! Za próbę ucieczki do Afryki!
Niewiarygodne, prawda?! Tyle, że ja nawet ulicy nie opuściłam. No może trochę.

Kiedy wróciłam do domu to  przeżyłam szok. Córka pościerała kurze.
- Serio?!
- Bajka się skończyła, a Młoda zażyczyła ścierkę i pościerała, niewiele jej pomagałam.
- Ale to był żart .....

Chyba warto żartować.


Syn sam zaczął robić zadania. Nie chciał grać - chciał rysować, pisać. Spakował tornister. Posprzątał na biurku.
On lubi mnie rolować, więc poturlałam się jak drops.

- Mamo, ale ja nie umiem rysować ludzi ...
- Patrz synu jak to się robi.

I narysowałam babcię na rowerze.
Odegrałam się na synku - tym razem on poturlał się ze śmiechu.


















5 komentarzy: