poniedziałek, 19 sierpnia 2013

życioffo

Kolejna noc była znowu jakaś dziwna. Nie przespana. Stres pewnie robi swoje, albo nie wiem co - psychodeliczna menopauza miesza mi w zwojach mózgowych? Zawiesza moje procesy życiowe jak stare palto na haku rozstrojów nerwowych.
Nieustający zalew myśli zakłóca spokojny rytm mózgu.
- Jakiego mózgu? - pewnie zapytałaby się mój mężunio, ale co tam, coś tak w pod czaszka jednak jest. Pomimo odwiecznych zwątpień T.

Potrafiłam o północy przebudzić się i wstać i do 4.00 oglądać "Pod kopułą". A oglądałam tylko do czwartej, bo obejrzałam wszystkie odcinki. Kolejny wyjdzie niedługo. Już zacieram ręce. A potem rzucę się na książkę.

Przyszła kolejna noc. Myślałam - padnę. Mogę nie myśleć. Nie padłam, a wręcz przeciwnie. Tym razem pobudka była po 3.00 nad ranem.  I co? Wrześniowe Światła Zafona łyknęłam niczym mega zapiekankę. Zapiekanka wciąga, pociąga, ale to nic takiego.
Czytałam do 6.00. Potem przyszedł sen. Ale  gdy dzieciaki władowały mi się do łóżka, to pomimo przerwy literackiej, wstałam jak ptaszek.

A sen był dziwny. Dostałam wilczura pod opiekę, ale pies miał coś w planach. Nie wiem o co chodziło, ale musiałam go pilnować, a on chciał na wolność. Wyskoczył przez okno, a ja w ostatniej chwili złapałam go za łapy krzycząc:
- POMOCY!!!!
bo trudno go było wciągnąć. A miałam uczucie, że wylecę razem z sierciuchem.  Ale udało się.  Z pomocą męża i kumpla.
Nic dziwnego, że otworzyłam oczy - pies był kłopotliwym towarzyszem. A kocham psy, ale ten egzemplarz musiał coś przeżyć. Nie miałam czasu wnikać w psychikę psa, bo nie i już.

Dzieciakom wrasta domatorstwo w duszę jak u niektórych paznokcie do skóry. Nie chciało im się ruszać nigdzie. Za to chętnie zajęły się bałaganieniem w pokoju.

- Mamo, a Młoda mnie kopie!
- Skarżypta ma kopyta, język lata jak łopata

Z Młoda musiałam przeprowadzić rozmowę. I pogrozić palcem. A jej wielkie oczęta tylko śmiały się łobuzersko. Ale Starszy ma do niej cierpliwość, bo Młoda potrafi zaleźć za skórę. Sama zaczepia i udaje niewiniątko.


- Sprzątajcie ten bałagan, ale już.
- Ja nie będę. Niech Starszy sprząta.
- A kto nabałaganił?

- Ja trochę a reszta Młoda. Ja posprzątam.
- A ja nie.
- Proszę cię córeczko posprzątaj, a ty, synku -tylko swój bałagan ogarnij. Nie będziesz za Młoda sprzątać!
- Nie będę i już - Młoda uparła się przy swoim zdaniu, wlazła na łóżko ignorując resztę świata.


Rany koguta, no co za dziecko! Starszy posprzątał, a Młoda nie miała nadal ochoty. Skoro słowa nie docierały, a przemawiałam prosząc, to dotarł klapsik. Wystarczy lekki, a Młoda już wie co ma robić. Bez gadania:

- A ja nie umiem - to jej magiczna słowe na wszystko. Zakładanie butów, sprzątanie ze stołu ...


Młoda poleciała do wc. Woła mnie:

- Mamo, chodź!
- A co się stało?
- Włóż mi majtki.

- A co nie umiesz już?
- Umiem, ale mi się nie chcę.
I śmieje się. Nie ubrałam - dziecko płaczem starało się wymusić na mnie tą czynność. W końcu sama wciągnęła. Noż kurde ...


W końcu dostałam szału ogólnego, bo ile można siedzieć w domu. Znowu musiałam tonem mega oszalałym ustawić ich do pionu. Oj wakacje rozleniwiły towarzystwo i to bardzo.

- Cholera, idziemy na podwórko, ale to już. Dość tego! Przez was tyłek mi przyrośnie do kanapy. Chcę chodzić, a nie siedzieć. Mam tego dość. Ubierać buty!!!!!
- No dobra - odparł syn - ale wieczorem będę mógł grać?
- Nie wiem, zobaczymy.

Poszliśmy pokopać, porzucać piłkę. Potem Pisklaki poleciały pod kasztanowce doszukiwać się kasztanów, które mogły spać przedwcześnie. Wiadomo, że jeszcze nie dorosłych w swych skorupkach, ale takie znalezisko cieszy. Zwłaszcza jak się rozdeptuje.

- Pokażcie swoje skarby.

Dzieciaki wyciągnęły ręce.


Fajne kasztany, nie ma co. Dostały opierdziel za zbieranie kapsli. Grrr... Ale takie jest właśnie dzieciństwo - oparte na zbieractwie dziwnych rzeczy. Nie tylko one tak mają.

A potem ja dostałam pismo - mogę wracać do pracy. Jestem zdolna. Hura! Uf, udało się.
Punkt dla mnie. A co dalej będzie? Oby dalej było po mojej myśli.

Wieczorem Młoda padła nieoczekiwanie. Syn zajął się graniem a ja pichceniem obiadu na jutro.

- A co robisz?! - zaspana skudłacona córa stała za mną.
- Gulasz na jutro
- Dasz mi spróbować?
- No pewnie
- Ja to chcę na kolację.
- Już się robi.

Zjadła, posprzątała za sobą i stała się boską córką bez nicponia na ramieniu.

A ja uwierzyłam z powrotem w swoją szcześliwą gwiazdę.
Oby tylko nie zapeszyć!







2 komentarze:

  1. Czytam! Nadążam!
    Młoda ma szczególny charakter wiedzę :) Oj, mamusia chyba troszkę rozpieszczała....
    Kapsle...też zbierałam...jedyne ciekawe na okres dzieciństwa...
    Gotowość do pracy to co innego. fajnie, że już możesz pracować tylko czy nie lepiej w domu :P

    OdpowiedzUsuń
  2. hahahah to dobrze :) i dzięki :)

    z tą pracą to poczekaj co będzie :)

    OdpowiedzUsuń