Poranna rozmowa z T na gadu
- Kur..mać, koleś jest w szpitalu, tak się wypieprzył, ze chyba będzie miał endoprotezę, Tak załatwia się kolano, a nie jak ty ...:)
- CO????
- Kolesiowi wyskoczył pies, wypieprzył się i leży w szpitalu. Rozpierdolka na maksa.
- O, żesz......
Chodzą przypadki po ludziach. Mój kanał to pikuś ....zatem nie marudzę.
A ja postanowiłam tydzień na lenistwie spędzić. Robić nie wiele. Spać i czytać jak dzieci są w przedszkolu. No i pedałować w ramach rehabilitacji. Totalne lenistwo. W końcu należy mi się, bo zawsze coś ...Więc teraz czas na nic!
Pojechałam do przedszkola po dzieciaki. Matka też zajechała. Odwiecznie nam to robi - przyjeżdża nie proszona. Człowiek wchodzi i co? Dzieci nie ma, Babcia zabrała. Piana z pyska.
- Nie rób tego! Rozumiesz?! NIE RÓB TAK!!!!!A jeśli już to dzwoń! Rozumiesz?!!!!!!!!!!
Ale jak grochem o ścianę. Parę dni spokoju i znowu babcia zamienia się w kobietę niezastąpiona. I zabija pytaniem:
- I dlaczego jesteś taka nerwowa?!
- A jak myślisz m a m u s i u ......
Dzisiaj spotkałyśmy się pod przedszkolem. Warknęłam.
- Znowu?!
Babcia wzięła syna na bagażnik. Warknęłam jeszcze raz, prosząc by tego nie robiła. Za słabo. Pojechali. Bo przecież wnusio chce ...
A my z córką poszłyśmy na piechotę. Prowadziłam swój rower.
Nagle z dala słyszę krzyk syna. Mega płacz. Darcie się. Jezu!!! Co jest?!?!!?! Skupisko ludzi. JEZUUUUUUUUU!!!!!!!!!!
Ani biec, bo jak? Tu noga, tu rower, a przede wszystkim córka. Płacz dobiegający moich uszów, zabijał. Widzę, ze rower leży, ludzie coś próbują robić. FUUUUUCK!!!!!!!!! CO JEST?!?!?!
- Młoda, coś się stało biegniemy!!!
Młoda puściła się te wpęd, ja kuśtykając skaczę, byle by szybciej, a płacz słychać coraz większy. Płacz?! Darcie się, ze aż ....moje serce ......nie mogę ...strach...jezu .......co się stało?...zamarcie ....zastygnięcie ...paraliż ...
Matka trzyma mego syna na rękach. Ten się wciąż drze. Odbieram go tuląc szpecę:
- Ciii moje kochanie, ciiiiiiii........już dobrze, skarbie, ciiiiiiii
Kurde, noga!!! Mega opuchnięta, odrapana......nie wygląda dobrze. Wygląda koszmarnie! Szlag!!!!!!!
Pewnie nogę wsadził w szprychy. Bo co? A tyle razy matce mówiłam, prosiłam......Kurwa jego mać!!!!!!!!! Chrzanić matkę - zabiję ją później.
Starszy się drze, nie słychać nic. Wciąż staram się go uspokoić, matka coś zaczyna mówić. I ludzie zebrani wokół. Widzę taxi.
- TAAAAXIIIII !!!!!!!!- drę się.
- Zatrzymać?! -zapytała się jakaś kobieta będąca świadkiem - bo to na pogotowie trzeba jechać
-Tak!- a zwracając się do matki syknęłam - zajmij córką!
Kobieta pojechała na rowerze złapała taksówkę zanim pasażerowie wysiedli. Co za przypadek...
Szpital. Pogotowie ratunkowe. Izba przyjęć. Wózek, rtg zdjęcie, izba przyjęć. Noga zwichnięta. Noga w szynie. Zalecenia: odciążenie nogi. Najlepiej kule pożyczyć.
- Bo mamo, bo my jesteśmy tacy sami, prawda?!
- Synku....kocham cię, wiesz?
13-tego......
Przeszła mi złość na matkę. Każdemu mogło się to zdarzyć. Pewnie też cierpi. I słusznie.
Zadzwoniłam z pogotowia.
- Babciu, nie martw się, będę żyć - syn był już rozbawiony. Udało mi się. Kocham ten jego uśmiech.
Syna noszę na rękach. Wniosłam go po schodach. Z ta swoją nogą, ale co tam. Chrzanić siebie-dziecko jest ważniejsze. Wiadoma rzecz.
Matka przyszła z córką. Taka smutna, zapłakana. Ma już swoją karę. Ale czy odzyska rozum?!
- Czy ty zaczniesz się mnie słuchać?! Mamo!!!! Do jasnej cholery!!!!!!!!
- Kur..mać, koleś jest w szpitalu, tak się wypieprzył, ze chyba będzie miał endoprotezę, Tak załatwia się kolano, a nie jak ty ...:)
- CO????
- Kolesiowi wyskoczył pies, wypieprzył się i leży w szpitalu. Rozpierdolka na maksa.
- O, żesz......
Chodzą przypadki po ludziach. Mój kanał to pikuś ....zatem nie marudzę.
A ja postanowiłam tydzień na lenistwie spędzić. Robić nie wiele. Spać i czytać jak dzieci są w przedszkolu. No i pedałować w ramach rehabilitacji. Totalne lenistwo. W końcu należy mi się, bo zawsze coś ...Więc teraz czas na nic!
Pojechałam do przedszkola po dzieciaki. Matka też zajechała. Odwiecznie nam to robi - przyjeżdża nie proszona. Człowiek wchodzi i co? Dzieci nie ma, Babcia zabrała. Piana z pyska.
- Nie rób tego! Rozumiesz?! NIE RÓB TAK!!!!!A jeśli już to dzwoń! Rozumiesz?!!!!!!!!!!
Ale jak grochem o ścianę. Parę dni spokoju i znowu babcia zamienia się w kobietę niezastąpiona. I zabija pytaniem:
- I dlaczego jesteś taka nerwowa?!
- A jak myślisz m a m u s i u ......
Dzisiaj spotkałyśmy się pod przedszkolem. Warknęłam.
- Znowu?!
Babcia wzięła syna na bagażnik. Warknęłam jeszcze raz, prosząc by tego nie robiła. Za słabo. Pojechali. Bo przecież wnusio chce ...
A my z córką poszłyśmy na piechotę. Prowadziłam swój rower.
Nagle z dala słyszę krzyk syna. Mega płacz. Darcie się. Jezu!!! Co jest?!?!!?! Skupisko ludzi. JEZUUUUUUUUU!!!!!!!!!!
Ani biec, bo jak? Tu noga, tu rower, a przede wszystkim córka. Płacz dobiegający moich uszów, zabijał. Widzę, ze rower leży, ludzie coś próbują robić. FUUUUUCK!!!!!!!!! CO JEST?!?!?!
- Młoda, coś się stało biegniemy!!!
Młoda puściła się te wpęd, ja kuśtykając skaczę, byle by szybciej, a płacz słychać coraz większy. Płacz?! Darcie się, ze aż ....moje serce ......nie mogę ...strach...jezu .......co się stało?...zamarcie ....zastygnięcie ...paraliż ...
Matka trzyma mego syna na rękach. Ten się wciąż drze. Odbieram go tuląc szpecę:
- Ciii moje kochanie, ciiiiiiii........już dobrze, skarbie, ciiiiiiii
Kurde, noga!!! Mega opuchnięta, odrapana......nie wygląda dobrze. Wygląda koszmarnie! Szlag!!!!!!!
Pewnie nogę wsadził w szprychy. Bo co? A tyle razy matce mówiłam, prosiłam......Kurwa jego mać!!!!!!!!! Chrzanić matkę - zabiję ją później.
Starszy się drze, nie słychać nic. Wciąż staram się go uspokoić, matka coś zaczyna mówić. I ludzie zebrani wokół. Widzę taxi.
- TAAAAXIIIII !!!!!!!!- drę się.
- Zatrzymać?! -zapytała się jakaś kobieta będąca świadkiem - bo to na pogotowie trzeba jechać
-Tak!- a zwracając się do matki syknęłam - zajmij córką!
Kobieta pojechała na rowerze złapała taksówkę zanim pasażerowie wysiedli. Co za przypadek...
Szpital. Pogotowie ratunkowe. Izba przyjęć. Wózek, rtg zdjęcie, izba przyjęć. Noga zwichnięta. Noga w szynie. Zalecenia: odciążenie nogi. Najlepiej kule pożyczyć.
- Bo mamo, bo my jesteśmy tacy sami, prawda?!
- Synku....kocham cię, wiesz?
13-tego......
Przeszła mi złość na matkę. Każdemu mogło się to zdarzyć. Pewnie też cierpi. I słusznie.
Zadzwoniłam z pogotowia.
- Babciu, nie martw się, będę żyć - syn był już rozbawiony. Udało mi się. Kocham ten jego uśmiech.
Syna noszę na rękach. Wniosłam go po schodach. Z ta swoją nogą, ale co tam. Chrzanić siebie-dziecko jest ważniejsze. Wiadoma rzecz.
Matka przyszła z córką. Taka smutna, zapłakana. Ma już swoją karę. Ale czy odzyska rozum?!
- Czy ty zaczniesz się mnie słuchać?! Mamo!!!! Do jasnej cholery!!!!!!!!
O cholera.Współczuję.Mam nadzieję,że syna już ta noga tak nie boli?Dobrze,że to nie złamanie,a Ty jeszcze musiałaś syna nieść.Jak Twoja noga?
OdpowiedzUsuńCo do matki,lepiej się nie wypowiem...
zagubiona
Wiesz jak jest - dobrymi chęciami piekło wybrukowane. Za karę dostała zadanie - pożyczyć dla syna kule. A noga ...wczoraj wzięłam środki przeciwbólowe, ale i tak rwie ...jakbym miała nerwy uszkodzone? masakra jakaś ...
OdpowiedzUsuńA synek czuje się dobrze - już cieszy ryjka ..ufffffff
pozdrawiam :)
Jak pech to pech.Nieszczęścia chodzą parami,jak widać.Wracajcie do zdrowia o oby giry Was nie bolały:)
OdpowiedzUsuńzagubiona
Dzięki!!! hahahaha....Syn mówi, ze z nas są sieroty maltańskie :)))
OdpowiedzUsuń